odszedł dzisiaj... nie wybudził się z narkozy...
to się stało tak niespodziewanie...
był wesoły, grzeczny, pogodny, owszem, trochę spokojniejszy niż jego
brat i niezbyt chętny do pieszczot, ale nic nie wskazywało że jest
taki chory. wyniki miał dobre. wiele razy pytałam różnych wetów, jak
to jest że fagot jest duży, a jego brat szczupły, skoro jedzą to
samo, bawią się tak samo, mają te same warunki życia. zawsze
słyszałam, że takie geny, "taka uroda". i tak też nawet pisałam na
forum w wątku o "grubych i chudych"
zaczął chorować nagle późnym wieczorem dwa dni temu i od razu na
całego. rano natychmiast poleciałam z nim do weta. diagnoza:
piasek/kamienie w układzie moczowym. dostał steryd i antybiotyk. nie
pomogły, nie "odetkał" się. wet uznał: trzeba operacyjnie i to
szybko. dzisiaj rano zaniosłam go na zabieg. i dzisiaj...
okazało się, że miał wadę serca. stąd szybkie męczenie się, mniejsza
ruchliwość i problemy z przemianą materii. nie wytrzymało małe
serduszko