Słuchajcie,
kilka dni temu zaczęły się problemy w postaci zasikanych elementów wyposażenia mieszkania. A to kołdra dziecka, a to nasza pościel... Podejrzewałam Lolusię, bo jej się zdarzyło to bezpośrednio po przyjeździe do nas. Ale uważniejsza obserwacja wykazała co innego.
Dziś mąż wypatrzył Lucka (kocur ok. 2 lat, znam go od małego, a u nas jest od jakichś 2 miesięcy), jak posikuje malutką ilością moczu na pościel i usiłuje to zakopać. Po chwili kocur powtórzył ten sam numer na kartkę papieru leżącą na podłodze - moczu było naprawdę malutko, nie był zabarwiony krwią (uff).
Jak myślicie - od razu do weta? Kuweta - jedna używana często i czyszczona codziennie, druga używana rzadziej, praktycznie jak nowa, świeża i pachnąca. Z drugiej strony, w mieszkaniu są trzy koty, więc jakaś kwestia układu sił czy hierarchii między nimi też może wchodzić w grę. Lucek lubi kocice, zachęca je do zabawy, ale z drugiej strony jest kotem "ostatnim do miski" - stresuje się jedzeniem przy kotkach, które go odganiają (Neti grubaska skończywszy swoją skromną porcję zawsze próbuje się dobrać do cudzej)
Podsumowując - iść od razu do weterynarza? I czy w ogóle warto iść ... bez sików? Czy też należy spróbować złapać kocie siki (już widzę tą operację, heh...) i dopiero wtedy się udać do gabinetu? Czy takie posikiwanie małymi ilościami wskazuje na chorobę, infekcję itp., czy raczej na sprawy behawioralne?