Hejka,
no muszę przyznać, że w grupie czuję się raźniej - tu na forum,
tzn. uczę się uznawać swoją miłość do kotków jako coś normalnego,
oduczam się myśleć o sobie w kategorii "dziwadło"...uffff (to też dzięki Wam!!!),
ale, ale...mąż się podśmiewa, że koty, to jak moje dzieci,
tylko to nie jest tak, że ja nie chcę dzieci, dorastam do tej decyzji i chciałabym,
tylko mam dziwny lęk irracjonalny, że nie pokocham dziecka, tak, jak kocham
koty (masakra, głupio tak gadać), ale skoro chcę, to może dzięki miłości do zwierząt odkrywam swoje pokłady emocjonalne i dopiero osiągnę totalne spełnienie, a miłość
do kotków nie wykluczy miłości do dziecka, bo i czemu...? No nie?
Wątek czysto teoretyczny,

))
(nie nabijajcie się proszę)