wadera3
31.03.12, 11:08
Jak okazuje się, nie trzeba wychodzić z domu, ani w ogóle się gdziekolwiek ruszać, żeby znaleźć kota. Co prawda w pracy jestem, ale nie ruszyłam się poza mój gabinet na krok. Przed paroma minutami zadzwoniła koleżanka (psiara zdecydowana), że znalazła leżącego kota, i płaczącego(dobrze, że psy miała na smyczy). Kot nie uciekał. Kazałam sobie przynieść do pracy - dobrze, że koleżanka mieszka tuż obok.
I przyniosła, w kocyku, ślicznego chłopczyka z zakrwawioną mordką, obejrzałam chłopaczka i okazuje się, że prawdopodobnie potrącił go samochód, jedna tylna łapka jest bezwładna i bolesna.Brzuszek, chwilowo niebolesny. Kot ufny - domowy, czysty. Póki co siedzi w wysokim kartonie i grzeje się, nie płacze, ciutkę popiskuje.
Kontener już do mnie jedzie, nie wiem czy uda mi się wysłać mojego Misia do weta(i do którego?), czy dopiero po pracy będę mogła. Mam nadzieję, że może łapka nie jest złamana, bo kości wyglądają na całe. Może ktoś wie(na pewno, a nie przypuszczalnie) czy można kotu podać jakiś zastrzyk p/ bólowy?
Ehhh, jak nie dojdziemy czyj jest kot - kot trafi do mnie, a ja mam tylko jedną dużą łazienkę, zajętą przez Edzię.