Pi-asia! Ty wszystko możesz!

Może i teraz pomożesz.
Jechałam dzisiaj z grupą Niemców z Opola do Łodzi i za Częstochową, na stacji Stobiecko Szlacheckie zobaczyłam przecudnego, młodego psa, dość już dużego, białego w czarne kropki, trochę jak dalmatyńczyk. Zrobiłam zdjęcie komórką, ale teraz nie mam głowy do wklejania, bo padam na pysk, jest pozno, a ja o 6 musze wstać.
Panowie ze stacji powiedzieli, że pieska wyrzucił ktoś z samochodu i jest od wczoraj na tej stacji.
Kupiłam mu kiełbaski, to było na razie wszystko, co mogłam zrobić, byłam niestety w pracy...(((
Pojutrze będe tamtędy jechać do Czestochowy z tą samą grupą i jeśli pies tam będzie, to mogę go zabrać do Cz-wy, jeśli gdzieś go można tam umieścić, choćby w schronisku i szukać domu.
Tak strasznie mi go żal, jest młody i śliczny, miał takie smutne oczy, że az się rozpłakałam, ale co mogłam zrobić w tej chwili? Jadę z grupą ludzi, jestem w pracy i jeżdżę od hotelu do hotelu...
Co mam kurczę zrobić? Do domu go nie wezmę, bo po pierwsze koty, a po drugie ja z tej Cz-wy jeszcze na dwa dni do Krakowa jadę i wracam do Warszawy samolotem.
Opłacę ewentualne czynności związane z tym psem, tylko jak mu pomóc???