Witam bardzo ciepło
Ponieważ zdjęć tu nie potrafię dodawać - dodałam na usia44 ... Oczywiście że się chwalę bo urosły, zmężniały , wydoroślały.
Moje "niczyje " słodziaki .. i zaś o nie wojna na działce. Pisze jak zwykle ze łzami w oczach i uczuciami bólu , złości , niemocy bezradności ... Bezradności wobec bezdusznych przepisów...
Zaczęło się od człowieka , który straszył i szczuł je swoim psem ...
Nie wytrzymałam i .... nagadałam gościowi . A że to gość który ma tam jakąś funkcję w zarządzie ROD , wyrecytował mi punkt 10 statusu , który znam i syknął że zrobi wszystko by się ich pozbyć .
Zobaczymy co dalej zrobi , przeglądam strony , podobne wpisy , i cóż jak na kamienne serca nie ma leku .
Na przełomie stycznia i lutego nie było kilka dni jednego - najmniejszego kota ... A ponieważ ja leczę się onkologicznie nie każdego dnia tam jestem - chodził wtedy mąż ... po 4 dniach nie wytrzymałam i poprosiłam by mnie zawiózł na działki ..Przyszły się przywitać 4 ... Wiedziałam że coś nie tak ,,,
Najmniejszy z nich zaginął
Idę wołam i słyszę jak płacze moja bidulka mała ... Podchodzę pod jedną z altanek a ta wewnątrz i łapka jakby skrobała o szybę . Pomyślałam " no to robię włam " wyciągnąć go muszę ...
Ale okazało się że jest małe okienko , które nie ma klamki i jest otwarte stale , ale pewno wiatr spowodował to że się mocno zamknęło . Delikatnie je pchnęłam .Kociak wyskoczył , miaucząc pobiegł do tej pozostałej 4 .
Jak one się witały z nim , jak się tuliły ocierały o niego.
Bardzo to było wzruszające...
Czuję że czeka mnie kolejna walka i batalia o nie - mam nadzieję że dam radę . Choć czasem ciężko walczyć na dwa fronty . Ale skoro nie pokonuje mnie raczysko , to może i z bezdusznością przepisów i twardością serc sobie poradzę.
Dlatego liczę na trzymanie choćby połowy kciuka za nas

Pozdrawiam .
Uśka