oto moja przygoda wczorajszego dnia, pojechałam nakarmić kotkę, maluchy całe mokre od deszczu, wtulone w siebie, dramat,
szybka akcja, mam je u siebie, 2 kotki są słabe, nie pobierają ze strzykawki
domki są zaklepane, więc tylko kwestia odchowania...
cyrk, emocje, łeb mi pęka,
dzisiaj w nocy mąż wstał na karmienie na 4 rano, jestem niewyspana, Maluchy mają sraczkę, ja już mam FIP i białaczki w głowie, łzy płyną do oczu, bo futerka posklejane, nie ma kto wymiziać, przytulić, wybraliśmy mniejsze zło - zabraliśmy od mamy....ale oczka już zakatarzone mają, karmimy, masujemy, kupkujemy, trzymajcie kciuki!!!!!!!!!!