Byliśmy w sobotę u weta. tak jak podejrzewałam, Gacek ma początki kociego
kataru. Ropieją mu oczka i kicha. Poza tym jest w bardzo dobrej formie, ma
apetyt i bryka. Dostał zastrzyk wzmacniający odporność, wczoraj była
powtórka. Wet powiedział, że jeżeli w ciągu 2 dni nie bedzie wyraźnej
poprawy, to w następnym tygodniu zaczynamy kurację antybiotykową. I tu się
gubię. Dowiedziałam się, że głównym niebezpieczeństwem kociego kataru, są
powikłania bakteryjne, które mogą mu towarzyszyć (choć nie muszą), np.
świerzbice, zapalenia spojówek itp. I to właśnie te powikłania leczy sie
antybiotykami, które na samego wirusa nie mają własciwie żadnego wpływu.
Wirusa kotek musi zwalczyć sam.
Na razie zaobserwowałam, że mniej kicha, dziś tylko raz

ale oczka nadal ma
trochę brudne. Czekamy do jutra. Jeśli bedzie lepiej - super, a jeśli nie?
Z jednej strony zależy mi, żeby gacek szybko zdrowiał, a z drugiej nie chcę
go faszerować niepotrzebnymi lekami, żeby później nie umiał sam zwalczyć
zwykłego przeziębienia.
Antybiotykować Gacka czy czekać?