14.03.14, 12:16
Pamiętacie jak się zaczęła Wasza miłość do kotów? czy to "przypadłość" rodzinna czy Wasza indywidualna?
U mnie w rodzinie woleliśmy psy, ja lubiłam i miałam różne zwierzęta, ale kotów nie. Zaraził mnie syn, praktycznie od niemowlaka na widok kota wpadał w euforię i usiłował głaskać.
Wszystkie jego ulubione pluszaki były kotami, rysował koty i w końcu spełniłam jego marzenie i wzięliśmy Inkę i Figę. I oczywiście zostałam "kociarą".
Obserwuj wątek
    • lisek.chytrusek Re: Początek 14.03.14, 12:29
      Wyszłam za mąż za kociarza (bo też zawsze byłam psiarą i z psami się wychowałam). Pierwszy kot - Kicia podbił moje serce i do dziś jest dla mnie kimś wyjątkowym. A potem szybko znalazłam Mizię i tak sobie żyliśmy z kotami, aż po siedmiu latach postawiłam na swoim i do stada dołączył pies.
      • zew-is Re: Początek 14.03.14, 13:56
        Ja też byłam psiarą. Kotów się nawet trochę bałam, do tego mam lekką alergię i kicham. Namówili mnie znajomi, którzy sami mają przyrodnią siostrę mojej Czakry, że to takie fajne zwierzę, można przytulić, usiąść z książką i kotem na kolanach. Piękna wizja, ugięłam się. Trzy pierwsze miesiące były bardzo ciężkie, syczące, prychające, gryzące i niedotykalskie. Na dodatek mało urodziwe i chorowite wink Myślałam, że nie dam rady. W czwartym miesiącu zrozumiałam, że pies to pies, a kot to kot i nie będzie wieczorów na kolanach big_grin Od tej pory żyjemy w harmonii, a po 4 latach doczekałam się wieczorów z kotem na kolanach - za pierwszym razem przestałam oddychać big_grin
    • olinka20 Re: Początek 14.03.14, 15:06
      Ja jako dziecko psów sie bałam ( byłam mikrej postury i ratlerek mnie napdał- nie nabijac sie tongue_out ).
      Dlatego znosilam wszystkie kocie siersciuchy u babci na wsi, nie raz dostałam pazurem po twarzy, bo tak lubiłam kotecki nosic ( nie robilam im krzywdy, moi rodzice byli dosc wyczuleni na takie sprawy).
      Potem wyprowadzilam sie, zamieszkałam z moim chłopem ( i pudlem), a on miał w przeszłosci koty, ale nie pałał do nich sympatią ( ostatnia- Wredota, biegała cały dzien na dworze, wracała i waliła kupe za telewizorem).
      A mnie tak cos ciagneło i ciagneło do kotów, a ze mam alergie ( w papierach ) to sie bałam. Wezme i co? Po 3 miesiacach oddam?
      Ale jedna kolezanka okazała sie kociarą, zaczełam u niej bywac, okazało sie, ze alergii nie ma ( to skad w badaniach??) nooo i pojechalismy po pizze do marketu i weszlismy do zoologicznego.
      A wtedy były jeszcze siersciuchy w sklepach.
      No i za grosz wzielismy tą burczą burkę.
      Teraz to ukochana Pinuniuniuniunia chłopa ( taaaak, tego co kotów nie znosiwink ).
      A potem w ciagu pol roku z 1 zrobiło sie 3 smile
      A powiem wam w tajemnicy ( ale ciii) ze na nowy dom bede mogła wziac jakiegos kota. Moze byc parchatywink znaczy bez łąpy, ogona, oka czy cus. Robocze imie- Parchatek wink
      • ajaksiowa Re: Początek 14.03.14, 15:13
        big_grin big_grin
      • noname2002 Re: Początek 14.03.14, 20:31
        Nie będę się nabijać, bo do teraz mam mieszane uczucia jak mi coś ujada wokół kostek(teraz już nie ratlerki a yorki).
        • barba50 Re: Początek 14.03.14, 21:09
          Historię naszego kocińca opowiadałam już kilkakrotnie, pewnie jest znana, pozwolicie, że skopiuję z bloga, bo blog zaczyna się właśnie wpisem pt. "Na dobry początek"...
          CytatPierwsza pojawiła się w naszym domu Ksika. Była jesień 2002 r.  Syn podniósł z lewego pasa szosy gdańskiej „coś” co samochody omijały, on zatrzymał się przeniósł na pobocze, ale małe „coś” zaczęło z powrotem pełznąć na jezdnię. Wrzucił więc do auta i pojechał na weekend do znajomych. W niedzielę przywiózł toto do domu. Dom całkiem bez zwierząt, nie znający życia z kotem. Mąż ze złymi wspomnieniami z dzieciństwa z kotami, a to małe na dobrą sprawę nie potrafiło jeszcze samo jeść. Jakiś czas trwało zanim zdecydowaliśmy, że to jest NASZ kot. Wyglądało toto tak:

          https://barba50.blox.pl/resource/102831.jpg

          Przez dwa i pół roku żyliśmy kochając i ucząc się kota, a kot odwzajemniał nasze uczucia na swoich zasadach. Była cały czas dzikowata. Nawet przyjście dwóch malutkich burasiątek nie zmieniło jej zachowania. Przegapiła moment kiedy bure dorosły, została przez nie zdominowana (właściwie przez Lolkę, bo Pepek jest kotem chodzącym swoimi drogami, mającym wszystkich w nosie). Została boidoopką. Żartuję, że nawet przestraszyłaby się swojego odbicia w lustrze. Wyrosła na piękną koteczkę. Następne były koty bure czyli Lolka i Pepek.


          Ale właściwie to, że kotów jest tyle ile jest, że przewinęło się sporo tymczasów spowodował dopiero Gucio. Przyszedł do nas sam, nie pozwolił się odgonić, pokazał że takie koty jak on potrzebują nas - naszej troski, uwagi i uczucia, że nie wystarczy tylko "mieć" kota. Za kilka dni minie siedem lat odkąd Gucio jest z nami. Wtedy to była kupka nieszczęścia...

          https://barba50.blox.pl/resource/gucbied.jpg
    • jarka63 Re: Początek 14.03.14, 17:04
      Kiedy byłam bardzo mała, mieszkałam z rodzicami i prababcią w jednopokojowym mieszkaniu w bloku. Prababcia lubiła zwierzęta i czasem przemieszkiwały u nas podwórkowe koty. Pamiętam małego buraska-trójłapka, którego woziłam w wózku dla lalek. Potem przeprowadziliśmy się do domu z ogrodem i od tej pory zaczęły się psy, do których byłam bardzo przywiązana (zwłaszcza do ostatniego - Pipka), ale zawsze tliło się we mnie przeczucie, że właściwym zwierzakiem dla mnie byłby jednak kot. Jako dorosła osoba przyjeżdżałam do rodziców dość często, a latem zwykle spędzałam u nich około miesiąca, więc jasne było, że dopóki są u nich psy, ja kota mieć nie mogę. Dopiero po śmierci Pipka zaczęłam na poważnie myśleć o zostaniu kocią pańcią, i w rezultacie zamieszkała u mnie Kaja, potem Margot, a od dwóch tygodni mam u siebie na leczeniu trzecią koteczkę - Rysię, 10-miesięczna buraskę. Przeczucie okazało się słuszne - tak, kot to dla mnie najbardziej odpowiednie zwierzę. Zwierzę? Towarzysz raczej.
      Kłębek
      • pi.asia Re: Początek 14.03.14, 19:06
        Od dziecka uwielbiałam koty i nie przepuściłam żadnej okazji gdy gdzieś był kot, którego dało się pogłaskać.
        Ale w domu przez całe lata jedynymi zwierzakami były rybki, potem zawitał pies - znajda imieniem Urwis..
        Wyprowadziłam się na swoje, dorobiłam się dwóch psów - Kłopota i Supła, a potem znalazła mnie Duszka. Tak, to ona mnie znalazła, bo to ona przyszła płacząc pod mój balkon, a nie na odwrót wink
        Po roku zdjęłam z drzewa wrzeszczącą wniebogłosy Fraszkę, po kilku latach przyniosłam od kolegi maleńką Amurkę, a niecały rok temu do mojego sklepu przylazł Badyl. Każdy z tych kotów sam mnie wybrał.
        Mam nieprawdopodobne szczęście - wszystkie są miziaki, przylepki, mruczące, pogodne, towarzyskie i kochane, mam na to świadków! Nie wiem natomiast co to znaczy kot obrażony, niedotykalski, drapiący, pełen fochów i pretensji do świata wink
    • jerrykot1 Re: Początek 14.03.14, 21:26
      noname2002 napisała:

      > Pamiętacie jak się zaczęła Wasza miłość do kotów? czy to "przypadłość" rodzinna
      > czy Wasza indywidualna?
      Rodzinna i indywidualna jednocześniesmile
      Nie pamiętam takiego okresu w moim życiu, żeby się bez kota obyło, a mam już trochę lat na karku. Koty mnie grzały, pilnowały, uczyły szacunku i miłości - od zawsze, na zawsze....
      • karple Re: Początek 14.03.14, 23:02
        Moja miłość do kotów jest zdecydowanie nabyta big_grin wrodzona być nie mogła, gdyż mój tatuś skutecznie zniechęcał mnie do zwierząt wszelakich i dłuuuuuuuugo, dłuuuuugo miałam tylko żółwia imieniem Jupiter wink potem z czasem pojawił się pies Browar i wydawało mi się że kocham tylko psy wink
        Po kilku kolejnych psich latach zamieszkałam z moim obecnym mężem i bardzo chciałam mieć "coś" do przytulania. Po dłuuuuugim zastanowieniu padło na fretkę wink pojechaliśmy nawet zakupić fretkę wraz z oprzyrządowaniem i opatrzność jakaś nade mną czuwała i fretki nie kupiliśmy.... dwa dni później przywiozłam małą niedożywioną i porzuconą Neluśkę.... Zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia....
        I tak zaczęła się miłość do kotów bo od tamtej pory mamy:
        - dwa futra domowe: Nelkę i Majkę
        - dwa futra uratowane zamieszkałe z wyboru u mojej mamy: Prezeskę i Kwadratka
        - futro mojej mamy: Piankę
        - futra dokarmiane osiedlowe bezimienne wink
        Kochamy wszystkie i gdyby nie ograniczenia metrażowe to mielibyśmy wiecej wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka