lisek.chytrusek
13.07.15, 13:16
Nie zamierzam zrobić kotu krzywdy ani wystawić za okno.
Nie szukam rad, bo już 10 lat ćwiczę wszelkie możliwe.
Chciałam się tylko wyżalić, bo kocham Kicię całym sercem, ale dziś to już mi witki opadły.
Godzina 5 rano, wchodzę do kuchni, a tam...
- diablica siedzi na parapecie i drze mordę o śniadanie
- na podłodze kupsko, w które bosą stopą wlazłam
- na kuchence naszczane
- u kotki koło ucha kolejna wydrapana dziura
- tabletka, którą jej podałam wczoraj (i niby dopilnowałam, żeby połknęła), przyklejona do szyby.
Nie krzyczę, nie traktuję mokrą ścierą, bo wiem, że jest chora na głowę i nie jej wina.
Ale korci, oj korci!
A tu jej typowy wyraz twarzy: