Witajcie,
dziękuję za przyjęcie na forum

Jestem tu nowa. Bardzo proszę o poradę w następującej sprawie:
dwa miesiące temu na ulicy, na której mieszkam znalazłam kota, przyszedł za mną do mieszkania (3 piętro, kameralna jednoklatkowa plomba, dość spokojna uliczka w Śródmieściu). Kot w miarę zadbany, sądziłam, że znalezienie właściciela to kwestia maksymalnie kilku dni. Niestety mimo szerokich poszukiwań (ogłoszenia w internecie, olx, Facebook, Gumtree, ogłoszenia w okolicy, w tym w okolicznych sklepach zoologicznych, klinikach weterynaryjnych, rozpytywanie pań w zaprzyjaźnionych sklepach, oczywiście zgłoszenie do schroniska) właściciel się nie odnalazł. Prócz telefonów od jakichś wariatów, wątpliwej maści dowcipnisiów otrzymałam tylko jeden telefon od pani, która twierdziła, że jest to kot jej znajomej, która wyjechała za granicę i z którą nie ma kontaktu, mimo, że poinformowała ją, że kot jest u mnie i że jeżeli nie mogę się nim dłużej zajmować to mam go oddać do schroniska. Ustaliłam także, że kot jest z okolicy, nocował u kilku osób w sąsiedztwie (wpisywali się ludzie w komentarzach pod ogłoszeniem na Facebooku, że u nich też był), ale zwykle rano czmychał na zewnątrz. To niewątpliwie był kot domowy, wie, co to drapak, kanapa i kuweta, poza tym jest przecudnej urody i charakteru, zakochałam się w 5 minut. Doskonale też radzi sobie na zewnątrz, raz uciekł mi z domu i po prostu poszedł wylegiwać się na trawce po drugiej stronie ulicy, a ja go goniłam później przez dwie godziny po całej dzielnicy, by go złapać.
Dodam, że w domu mam też schroniskowego boksera i schroniskową kotkę, z psem jest ok, z kotem nowy dogaduje się średnio. I oto moja największa zgryzota: kot chce wychodzić na maksa! Ucieka na klatkę schodową i biegnie do drzwi wejściowych. W moim bloku nie ma innych, prócz moich, zwierząt, także nic mu na klatce nie grozi. Szukałam mu domu wychodzącego, ale nic z tego. I teraz moje pytanie: czy go wypuszczać? czy wróci? co jest dla niego lepsze? wolność czy bezpieczeństwo? może będzie szukał swojego dawniejszego domu, którego chyba de facto już nie ma, bo nikt od dwóch miesięcy się o niego nie upomina. Mamy przy bloku spore podwórko, z wszystkimi sąsiadami jestem zaprzyjaźniona, z tej strony nie ma dla niego zagrożeń. Nie pytam oczywiście co jest dobre dla mnie, bo my go już pokochaliśmy - z moim narzeczonym - i traktujemy jak członka rodziny i tutaj sprawa jest oczywista. Kotka moja jest niewychodząca od samego początku, tzn. jeździ na działkę do lasu i tam chodzi wolno, ale w domu nie próbuje się wydostać na zewnątrz, zresztą jest trochę niepełnosprawna (miała amputowaną głowę kości udowej i zespoloną kość udową) i nie ma mowy, by sobie poradziła poza domem.