To co dzisiaj miało miejsce przeszło ludzkie pojęcie a wiem że tak szybko to się nie skończy

Ale może od początku.
Szymek nigdy nie żywił jakiejś wielkiej miłości do Melki. Lubił od czasu do czasu napaść na nią niby to w zabawie i się poznęcać. Reagowałam od razu bo Melka to taka gapa i ani specjalnie bronic się nie umiała.
Melkowa niechęć do Szymka zazwyczaj objawiała się po powrocie od weta. Każe inne powracające z gabinetu nie budziło w niej żadnych emocji. Na Szymka gdy tylko wyszedł z transportera, darła się niczym syrena alarmowa. Oczywiście na drugi dzień był już spokój.
Pierwsze poważniejsze spięcie miało miejsce jakieś dwa miesiące temu. Przyznam szczerze że nawet już nie pamiętam co je spowodowało. Aaaa już mi się przypomniało. Szymek chcąc wbiec do pokoju przez uchylone drzwi przestraszył się Soni ktora to po drugiej stronie się znajdowała. Najeżył się i zaczął na nią buczeć a ja aby uniknąć ewentualnej wojny chwyciłam go czym prędzej na ręce. Prysia z Melą słysząc buczenie Szymka wpadły w popłoch, Melka dodatkowo zaczęła drzeć pyszczydło. Szymek nerwowo tego nie wytrzymał i próbując wydostać się z moich rąk dziabnął mnie solidnie, w efekcie czego przez 4 dni miałam spuchniętą rękę. No ale sytuacja zamiast z czasem się wyklarować, zagęściła się. Bo Melka zaczęła nerwowo reagować na Szymka. Gdziekolwiek się ruszył, podbiegała do niego wydzierając się wniebogłosy. Trwało to 2-3 dni. Wszystko wróciło do normy aż do dzisiaj. Siedzę przy komputerze i nagle zaczynam słyszeć buczenie. Próbuję namierzyć koty ale widzę tylko Prysię. Gdy doszło głośne syczenie, zza pieca wyskoczyła Miśka Szymek i Mela która wręcz z żądzą krwi w oczach zaczęła ganiać Szymka po całym mieszkaniu. Dorwała go na chwilę w kuchni, nie zdążyłam jej chwycić bo Szymek wyrwał się i czym prędzej wbiegł do pokoju. Wolałam złapać Melkę niż Szymka bo z nim juz miałam przejście. Szymek wskoczył na meblościankę, Melkę wsadziłam do transportera coby się uspokoiła. Po 20 minutach ją wypuściłam, niby spokojniejsza a wodziła wzrokiem gdzie jest jej ofiara. Na jej syki Szymek odpowiadał buczeniem. Trochę się uspokoiło.Położyłam się na godzinkę a tu jak mnie nie wyrwie ze snu kolejna akcja. Udało mi się przystopować Melkę nogą dzięki czemu Szymek wskoczył na meble. Dzwonię do koleżanki bo kurde nie wiem co robić

Nie mam możliwości izolacji

Radzi mi abym solidnie wybawiła Melkę aby całe napięcie z niej zeszło. no to biorę wędkę, Mela niby się bawi ale jednym okiem obserwuje kocurka. Podchodzę do Szymka, ten na mnie syczy no to zaczynam mu machać wędkową myszą. Zainteresował się dzięki czemu mogłam go bez narażenia życia i zdrowia pogłaskać. Myślę sobie ... za chwilę dostaną wieczorne jedzenie to wtedy zobaczę na ile sprawa jest poważna. Przy ostatniej akcji Szymek pomimo krzyków Melki przyszedł do kuchni i jadł. Dzisiaj chociaż bardzo chciał nie odważył się. Jutro jadę do weta po obróżki dla obojga i dzwonię do behawiorystki której namiary dostałam od koleżanki. W tej chwili jest cisza.
Aż się boję co będzie się działo w nocy gdy Szymkowi zachce się do kuwety.