Codziennie robię obchód budek, zazwyczaj mieszkańcy pryskają w popłochu. Robię to nie po to by je straszyc ale dlatego, że kiedyś ktoś powkładał puszki po piwie i były też inne historie.
W czwartek zdziwiło mnie, że kot nie uciekł z budki. Chociaż ja nie zostawiam tam jedzenia, bo to teren innej karmicielki to tym razem dałam saszetkę bo zaniepokoił mnie ten nieuciekający kot. W piątek jeden kot siedział przed budką, niestety nie miałam jedzenia, bo zostawiam je koło siebie. Kot ten bardzo intensywnie na mnie patrzył, no tak wiecie, tak, że człowiek czuje, że coś on chce. Kiedy wróciłam tam z saszetką to tego z przed budki spotkałam koło kałuży, natomiast w budce też był kot. Nie wtykałam ręki bo bałam się że drapnie ale zostawiłam saszetkę. W sobotę kociak siedział przed budką. Kiedy podeszłam odszedł kilka kroków ale wciąż nie uciekał. Patrzył wyczekująco. Tym razem wsypałam chrupek do miski i by nie straszyć kota odeszłam parę kroków. Niestety kot nie wyglądał dobrze, widać było że coś mu jest. Wyraźny wyciek z nosa i oka ale też i tył kota był mokry. Strasznie mnie to zdziwiło i zaniepokoiło. Dodatkowo kot nie siedział a od razu się kładł. Odeszłam parę kroków ale coś z powrotem mnie tam przywołało. Korzystając z okazji że kot był wciąż w tym samym miejscu a co za tym idzie budka była pusta wsadziłam tam łapę. Było mokro. Cały polarowy kocyk był mokry, lepki a z budki śmierdziało. Ale to na co natrafiłam mnie przeraziło - martwe płody! Zrozumiałam, że kot to kotka po porodzie. Niestety płody były jeszcze w workach owodniowych, zimne, nie ruszające się - martwe... Im już nie mogłam pomóc. No i zgłupiałam kompletnie! Pierwszy raz mnie to spotkało. Tu znowu szacunek za spokój, wiedzę i fachową pomoc, której z odległości udzieliła mi Wiesia. Kierując krok po kroku udzielała wskazówek co robić. Wróciłam do domu po niezbędne rzeczy i kontenerek, bo w pierwszej kolejności trzeba było pomóc kotce. Nie będę opisywać czynności porządkowych ale kotkę udało się złapać i po 18:00 byłyśmy już u weta. Usg i rtg nie wykazało już żadnych płodów, kotka dostała antybiotyk, przeciwzapalne i przeciwgorączkowe. Poza tym miała dziąsła w okropnym stanie i zapalenie górnych dróg oddechowych lub koci katar. Kotka ma ze 3-4 lata ale strasznie drobniutka i malutka jest. Gruczoły mleczne ma niewykształcone, poród mógł być przedwczesny. Wszystkie zabiegi pozwoliła sobie zrobić bez sprzeciwu. Dziś też już byliśmu na zastrzykach. Całe szczęście, że nie ma temperatury czyli nie ma też stanu zapalnego. Niestety martwi mnie, że nic nie jadła i nie piła. No i nie załatwiała się też. Jeśli do jutra popołudnia nic się nie zadzieje - kroplówki. Dzisiaj dostała też witaminy na wzmocnienie i na apetyt, mam nadzieję że coś się zadzieje. Może miałyście doświadczenie z kotkami po połogu? Może jakieś dobre rady? Podpowiedzi?
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
www.afn.pl