Dodaj do ulubionych

obraziliśmy się

04.06.05, 15:52
za to, że podczas radosnej gonitwy niechcacy nadepnełam na kocią łapkę.
Wrzask, płacz, nie pomogło przepraszanie, łapka demonstracyjnie wylizywana.
Za chwilę - pędzi galopem przez mieszknie, jednak na mój widok hamuje i
zaczyna strasznie kuleć, no okropnie biedny kotek! Pogłaskac się nie da,
zagadywany patrzy przeze mnie gdzieś w dal. Chodzi obok, ale tak żeby broń
Boże ani koniuszkiem ogona nie musnąć, żeby ta niedobra ludzia nie myslała,
że kot się łasi.
Na szczęście jak ze sklepu wróciłam już mu przeszło.
Obserwuj wątek
    • benia30 Re: obraziliśmy się 04.06.05, 16:08
      tosia_4 napisała:

      >
      > Na szczęście jak ze sklepu wróciłam już mu przeszło.
      >
      Pewnie zrozumiał, że przyniosłaś ze sklepu coś pysznego, należącego się w ramach
      przeprosin za wyrzadzoną krzywdę smile))))
      • basia553 Re: obraziliśmy się 04.06.05, 16:48
        oj nie pytajcie sie jak czesto lezac na brzuchu kolo lözka przepraszam i
        tlumacze kolejnemu nadepnietemu, co to lezy obrazony pod lözkiem. Nie smialabym
        mu/jej powiedziec, ze stale wchodzi pod nogi bo wiadomo: wina jest moja,
        powinnam uwazac. Wiec leze tak plaska, skruszona i przepraszam obiecujac
        poprawe...
        • azazela Re: obraziliśmy się 04.06.05, 20:20
          moje kocie jak jest obrazone to siada tylem na stole i z uwaga obserwuje
          sciane, nic wiecej go nie interesuje tylko bila sciana....
          jak sie go wola to oczywiscie zero reakcji, tylko uszky kocie-radary podazaja
          za glosem ale tego biedna obrazona kicia chyba juz nie jest w stanie
          kontrolowactongue_outP
    • kawka74 Re: obraziliśmy się 04.06.05, 22:19
      a co przyniosłaś fajnego ze sklepu? smile kiedy Mariolka, moja staruszka kicia się
      obrażała, wyglądała jak kamienne bóstwo. Zero zainteresowania, wzrok wbity w
      jakiś punkt w przestrzeni, daleko, zimny, obojętny. Młodsza się nie obraża,
      robi awanturę, krzyczy, biega, piszczy, a potem spokój.
    • abranova Re: obraziliśmy się 05.06.05, 23:46
      I jak niektórzy ludzie moga mówić, że koty nie są intelegentne, że nie mają
      charakteru...

      Sorry za taką uwagę nie respektującą kociego bólu i zranionych uczuć po ciężkim
      przeżyciu wink Ale gdy czytam o takich scenkach to podziwiam wszystkie koty
      świata za ta "krolewskość"
    • rynki Re: obraziliśmy się 09.06.05, 15:44
      Oj, cudne te nasze futrzaki. Za to je kocham.
    • mirmunn Re: obraziliśmy się 10.06.05, 08:43
      mój jak się obraża, to strząsa demonstracyjnie na człowieka tylną nogą, po czym
      odchodzi w siną dal i dalej - jak opisano - kamienny posązek. Jak kogoś nie
      lubi (np.naszego administratora, który roznosi rachunki) to strząsa jeszcze
      zanim ta osoba drzwi otworzy smile)))) (węch??? intuicja???)Tak!!!
    • beali Re: obraziliśmy się 10.06.05, 10:31
      U nas często zdarza się nadepnąć kotom
      na łapkę,choćby ze względu na ich ilość.
      Już nawet łażę w miękkich pantoflach
      po domu.Kiedy jednak to się stanie,
      natychmiast wyrywa mi się już niekontrolowane;
      sorry Bąbelku,Kacperku itd. pancia nie chciała,
      podchodzę i głaszczę i jest ok,koty mimo bólu
      mruczą i nie obrażają się.Gdybym jednak nie
      przeprosiła natychmiast,obrażone wychodzą,
      jeśli tylko mogą na podwórko,albo choć
      z tego pomieszczenia.
      Nie wiem skąd ,ale zawsze wiedzą,że gdy zadam im ból,
      to jest to zawsze nichcący,albo jest koniecznością
      jak np.przymywanie ran.

      beali
      • wiesia.and.company Re: obraziliśmy się 10.06.05, 11:18
        Ja już nie depczę. Jeśli może grozić mi taki niecny czyn, chodzę po domu lub
        tym "niebezpiecznym odcinku" szurając nogami.
        Raz się spieszyłam, jakoś niezbyt szybko usunął się z drogi Gucio, a szedł
        przede mną, no i nadepnęłam na lewą łapkę. Wrzask, obraza, przeprosiłam go
        natychmiast, przymilnym głosem obiecałam, że już nigdy i postąpiłam krok do
        przodu, no i wtedy nadepnęłam na prawą łapkę, bo lewą trzymał obrażony w górze.
        Wrzask! Uciekł (całe jego szczęście) bo zabrałam się znów do przeprosin.
        Przyjął je z daleka ode mnie. Po powrocie z pracy chciałam go pogłaskać. Aha,
        no pewnie. Urażony ostentacyjnie uciekał. Przeszło mu po dwóch dniach.
        Ukochaliśmy się, wycałowali i już nigdy się nie spieszyłam idąc za kotem.
        Proszę, jacy to mądrzy nauczyciele z tych kotów (a i ja w końcu pojętna
        uczennica).
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka