probowalam zaprzyjaznic dwie dominujace kocice. o ile Kota jeszcze byla do
tego pomyslu nastawiona w miare dobrze, aczkolwiek sceptycznie, o tyle Mizia -
kotka rodzicow - szkoda gadac.
to byl po prostu bardzo zly pomysl...
mam okropne i ogromne sznyty na reku. od lokcia prawie po nadgarstek. lekarz
na pogotowiu zabronil pryskac CZYMKOLWIEK (chcialam recepte na oxycort).
dopoki sie nie zagoi to tylko woda utleniona i zawijac.
mialyscie keidys taki problem? macie cos sprawdzonego? blizny do konca zycia
mi zostana chyba

(((((((((
i jeszcze cos - ta kotka, ktora mnie podrapala jest nieszczepiona. tzn kiedys
wziela te wszystkie szczepienia, tylko od jakiegos juz czasu nie bierze
przypominajacych dawek, bo weci mowia, ze skoro nie wychodzi to nie musi. ja
mam sie na cos teraz zaszczepic?? kurde, nie wiem, ale to naprade wyglada
nieciekawie. musialam zrobic zdjecia tej reki, mam jeszcze na kompie, moge
przeslac jakby ktos sie uwazal za speca i chcial pomoc.
i jeszcze jedno - boli

przynajmniej ten durny leb sie nauczy, zeby sie do
zwierzat nie wtracac i na sile nie zaprzyjazniac.
aga