Dodaj do ulubionych

Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć

25.07.06, 14:19
jak mi ciężko, bo siebie obwiniam za przyspieszenie śmierci Uranka.
Kiedy byłam z Frygą w środę 19.07.06 na zdjęciu szwów z oka, zabrałam Uranka,
bo coraz bardziej pogłębiał się niedowład tylnych nóżek. Od niedzieli
karmiłam go ręcznie, a on się bronił. W środę dobiłam się z Urankiem i do
chirurga i do lekarza ogólnego, świetnego, naprawdę. Uranek był za słaby,
żeby pobrać krew. Umówiliśmy się na środę tę 26.07.06 na godzinę (tak tam
można). Do tej pory miał dostawać sterydy, Encorton. Dostawał dwa razy
dziennie, ale efekty były mierne. Dałam mu sama Tolfedine rano w sobotę, a po
południu jednak jęknął, raz i drugi po jakimś czasie. Powiedziałam mu, że
jedziemy tylko na zastrzyk przeciwbólowy, wsadziłam do transportera i
pojechałam komunikacją miejską. Błąd. Denerwował się, płakał (nigdy tak nie
robił i coś mnie tykało...), ziajał. U lekarzy było pusto, Uranek się
denerwował. Wcześniej już sprawdziłam, że nie ma lekarzy, są dwie młode panie
albo tuż po studiach, albo jeszcze praktykantki. Ta, której opisałam
przypadek neurologiczny Uranka, znała mnie, ja ją - z asystowania innym
lekarzom. Ale dodawała sobie rangi... pokrzykiwała, żeby kota trzymać, żeby
dawać na stół. Chciałam, żeby Uranek się uspokoił chodząc po gabinecie, żeby
wiedział, że to nic takiego nerwowego. A ta "pomoc lekarska", pokrzykiwała,
że kota trzymać i na stół i powinnam ją zbesztać, że nie ma pacjentów, że się
nie spieszymy i że powinna pamiętać to, czego uczy profesor Lechowski:
NAJWAŻNIEJSZE NIE STRESOWAĆ!!! Ona wykazała, że na nic nauki, a ja że jestem
nieczuła, dałam się wytresować pomocy lekarskiej. Położyłam na stole Uranka,
a on oszalał ze strachu. Ona go złapała za tylne nogi i brutalnie obmacała
brzuch. Wprawdzie stwierdziła, że pęcherz pełny (i pewnie dlatego w domu
jęknął dwa razy) i da No Spę oraz, o co prosiłam, zastrzyk przeciwbólowy.
Ale już wtedy Uranek oszalał ze strachu. Źrenice poszerzone, krzyczał,
wyrywał się i ta kobieta podchodząc ze strzykawką, kazała mi go posadzić na
moim ramieniu. Tak zrobiłam, ale jeszze go nie uspokoiłam, a już posiusiał
się i zaczął się ksztusić i dusić. Ze strachu!!! Ze stresu!!! Spojrzałam na
niego i wiedziałam, więc już krzyczałam, że umiera. Więc lekarka, że szybko
na stół, zaczęła grzebać po szufladach i szukała, szukała, szukała, znalazła
adrenalinę, wbiła w serce, Uranek drgnął i potem już tylko łapki mu w agonii
zaczęły drgać, zawołała techniczkę i chciały robić intubację rurką, ale tej
rurki też nie umiały znaleźć. I już było za późno.
Profesor powiedział, że koty nie umierają na zawał. A Uranek umarł z szoku.
Był ciężko chory, choroba postępująca, ale ja miałam wizytę na środę (więc
lekarz przewidywał poprawę po sterydach - choć tak nie nastąpiło), ale
przyjechałam tylko na zastrzyk przeciwbólowy, który może był zbędny, skoro
pęcherz się potem opróżnił. Gdybym została z nim w domu, gdybym sama podała
tabletkę Tolfedine, gdyby się wysiusiał, gdyby nie było tych upałów i nie
wybrałabym komunikacji miejskiej, to może i tak nie uratowałabym Uranka.
Ale wybrałabym dla niego śmierć w domu, zadzwoniłabym po lekarza, żeby
zapewnić Urankowi jaki taki komfort w domu. A ja się nie pożegnałam, nie
popieściłam, bo myślałam, że tylko tak sobie jedziemy po zastrzyk banalny,
przeciwbólowy. A może też przyspieszyłam galop choroby neurologicznej
przyprowadzając Frygę, a może nie, bo był obrażony za karmienie na siłę, ale
się też i odobrażał przychodząc do łóżka na pieszczoty, a potem znów obrażał.
Nie wiem, ale umarł ze strachu i tego nie zapomnę.
Tak więc chciałam bardzo podziękować za Wasze pomocne słowa, to pomaga w
bólu, naprawdę wiem, że nie jestem sama, że ktoś to rozumie, co się stało.
I teraz nauka: jeśli jakikolwiek lekarz będzie się spieszył przy badaniu
Waszego kotka, to reagujcie natychmiast ostro. Ma być spokój, nie wolno
fundować stresu i szoku. Powtórzcie po profesorze Lechowskim: Nie wolno kota
stresować! Zanim się zbada, zanim się cokolwiek zrobi, ważne jest
oszczędzenie stresu, bo wtedy i wyniki badania się zakłamują i można
doprowadzić do najgorszej, niewyobrażalnej wręcz opcji. Niemożliwe? Możliwe,
szok zabija.

Odebrałam wczoraj rano zwłoki Uranka, przechowane dla mnie w chłodnicy w
klinice, umówiłam się (pomogły dziewczyny z recepcji kliniki) z rodziną Wojdów
w Koniku Nowym wczoraj po pracy, pojechałam autobusem, miły pan czekał na
mnie przy przystanku, pojechaliśmy do grobu (już tam leży Bartuś) i moment
niezbyt miły, bo musiałam wyjąć Uranka z czarnego plastiku i przełożyć do
nowego ręcznika. Widziałam go, smutny pyszczek, cierpiący i tak go pochowałam.
No i tak.
Raz jeszcze Wam dziękuję za wsparcie. Wiesia + 6
PS. Fryga ma się cudownie, moje koty jakby nie wiedziały, że Uranka nie ma,
wąchały tylko moje ubranie i ramię na którym wspierał się przerażony
śmiertelnie Uranek. To wąchały. Strach się czuje, one to powiedziały.
Obserwuj wątek
    • marta.kunc Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:24
      oj boze wiesia...rycze w pracy za biurkiem i w d... mam co sobie o mnie pomysla.
      a te panienki to ja bym pogonila.jakas skarge czy cos do izby weterynaryjnej.
      tak strasznie ci wspolczuje.
      trzymaj sie kochanasad
      marta
    • eve_26 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:31
      sad(( To jest straszne... Słów brak. Łzy same cisną sie do oczu...
    • babka71 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:34
      I ja napiszę ku przestrodze!!!
      miałam kontakt z takim wetem, że :
      w trakcie sterylki mojej 8 letniej Lizy (miała wtedy rok)gadał przez komórkę!!
      LOL!!!, gdyby nie mój charakter Liza, by pewnie nie przezyła,,...(dostał
      opiernicz i wziął się za robotę)
      Wiesiu wiem co przezywasz,..Jestem z Tobą...kurcze , ale naprawdę to nie Twoja
      wina, może to przeznaczenie???, tam czeka czarnulek !!
      Wiem wiem za wcześnie ....
      NIE PŁACZ URANEK WIE, ZE GO KOCHAŁAŚ !!!
      Sw. Franciszek już go przytulił do siebie !!!
    • annb Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:37
      trzymaj się
      na szczescie nie wszyscy weci są tacy-bez serca
    • umfana Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:37
      To bardzo ważne, aby zwierząt nie stresować przy badaniach, zabiegach.
      Ja kiedyś miałam taką sytuację. Moją Fuńkę musiała zbadać obca lekarka, która
      tak potwornie mocna chwyciła kotkę za tylnie nóżki, że kociejka moja przez pó
      łroku na udach miała bruzdy żył, które jej krwawiły. Kotka po tym badaniu przez
      6 miesięcy kulała.
      Niestety ta lekarka to zwyczajna sadystka.
      sad((
    • claire_de_lune Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 14:39
      naprawde bardzo mi przykro sad
    • adrzewoj Popłakuję cały czas 25.07.06, 15:15
    • seniorita_24 ['] 25.07.06, 15:19
      Wiesiu, bardzo mi przykro, że tak sie stało nie mogłaś przewidzieć, że Uranek
      tak zareaguje. Prosze nie obwiniaj się. On juz nie cierpi.
      Co do tej pomocy weterynaryjnej to brak mi słów - taka osoba nie wpowinna
      pracować ze zwierzętami!
    • kotolub Re: (*) - Bardzo Ci współczujemy. 25.07.06, 15:30
      Wiesiu, płaczemy razem z Tobą. Jest nam bardzo przykro, że znowu Cię spotkało
      takie nieszczęściesad((
      Wiesiu jesteś dobrym duchem tego forum, zawsze pomyślisz o innych...
      • misia007 Re: (*) - Bardzo Ci współczujemy. 25.07.06, 16:38
        Wiesiu kochana nie obwiniaj sie.W takich sytuacjach zawsze wydaje nam sie, ze
        sie cos zaniedbalo, czegos nie zrobilo, na cos nie bylo czasu a to do niczego
        nie prowadzi.To straszne co spotkalo Ciebie i Uranka, płakałam czytając i nie
        moge o tym zapomnieć.Trzymaj się kochana i postaraj sie otrząsnąc z rozpaczy,
        tyle futrzaczków liczy na Ciebie, no i my Wiesiu też na ciebie
        liczymy.pozdrawiam z moja trójką.
    • pinos Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 15:35
      Nie obwiniaj się, bo Uranek by Cię nie obwiniał. On Cię kochał, a Ty jego i na
      pewno o tym wiedział. Niestety nie zawsze można się przygotować.
      • wiesia.and.company Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 15:56
        można przygotować. I tak sobie też mówię, Wieśka, nie spiesz się, zostań
        jeszcze i popieść, potrzymaj na kolanach, gdzie się kurczę spieszysz? Tramwaj
        ucieknie, no to co, będzie następny, a dla kota 5 minut dłużej i więcej
        przyjemności, to jakby dwie godziny z ludzkiego życia. Po co to tak pędzić...po
        to, żeby mieć więcej czasu dla siebie o 5 minut?
        Kochajmy naszych domowników, nawet na siłę, co najwyżej przyłożą - a my
        kociarze poznajemy się i tak po tych sznytach na rękach. Powód do dumy -
        przynależność do ważnego klanu.
        Pozdrawiam i dziękuję. Wiesia + 6
        • annb Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 16:00
          dlatego ja rano wczesniej się budzę ale pozniej wstaję
          aby mnie wydeptaly i abym je wygłaskała smile
          bo po to warto zyc
          a jak jestem zmeczona albo padnieta to zostawiam odkurzanie, albo pranie i
          klade sie na podlodze i patrze na nie
          i po co sie spieszyc?
          • marta.kunc Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 16:50
            ja wczesniej wstaje.zeby pomiziac.sznurkiem porzucac.popatrzec.i w nocy czasem
            cala zdretwiala spie.zeby kotow uwalonych na koldrze nie obudzic.na milosc mi
            nie szkoda czasu...
            • mama007 Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 17:07
              Wiesiu juz wiele razy to pisalam - bardoz mocno Cie podziwiam i jestes ostatnia
              osoba, ktora powinna obwiniac sie o smierc swojego zwierzaka. Uranek odszedl
              tak kochany, ze zaden inny kot nie moglby sobie tego po prostu wyobrazic. jest
              za TM i nie cierpi, patrzy na Ciebie z gory i cieszy sie, ze Fryga skacze i sie
              bawi, i odciaga Twoja uwage od Jego smierci.
              bardzo mocno sciskam
              Aga
              • ewung Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 17:40
                Bardzo Ci współczuję, serce mi zamarło jak czytałam.
                Najwazniejsze że jednak byłaś przy nim.
                Nie zawsze może się tak skończyc jakbyśmy chcieli.
                Ściskam i pozdrawiam
                Ewa
                • katikot Re: Dziękuję Wam. No właśnie, nie zawsze się 25.07.06, 17:50
                  Popłakałam się przy czytaniu, bardzo Ci Wiesiu współczuję.
    • pierozek_monika Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 19:29
      sad
      boże jakie to smutne
      wiesiu jesteś kochana sad
      więcej nie napiszę bo nie mogę.
      • mist3 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 20:24
        Też płaczę razem z Tobą, ale wiedz, że pewni z nikim nie niałby takiego życia
        jak z Tobą. Wielu ludzi już dawno stwierdziłoby, że nie warto - szkoda czasu,
        pieniędzy, zdrowia.
        A dzięki Tobie przeżył ten koteczek wspaniały czas i nawet jeśli pocierpiał w
        ostatnich chwilach, to na pewno teraz z nieba pomrukuje do Was i już Wam wygodne
        miejsce obok siebie szykuje smile
        Pozdrawiam kiss
    • joanna.c Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 21:42
      Wiesiu, kochałaś kocinkę i on o tym wiedział. Byłaś z nim do końca. A wcale nie
      jest pewne,że jakbyś dłuzej z nim posiedziała i tramwaj by uciekł, toby żył.
      Wypłacz się, to pomaga. Ale się nie obwiniaj. Wiem, że to trudne. Masz jeszcze
      inne koteczki, a Uranek jest już w krainie naszych koteczków i cieplutko mysli
      o Tobie. Dla Niego zawsze będziesz najważniejsza. Już jest mu dobrze i niczego
      się nie boi. Czuje Twoje ciepło i nie chce, byś się martwiła.
      Pozdrawiam
      Joanna z Misiami
      • angieblue26 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 22:04
        Wiesiu, jestem z Toba myslami...
        Nie win sie, jestes wspaniala kocia mama.
    • yoma Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 22:34
      Trzymaj się
      • pixie65 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 25.07.06, 23:00
        [*]

        Ja też , Wiesiu, kiedy się czasem zapędzę, koty plączą mi się pod nogami i robi
        się ich coraz więcejmyślę sobie "Stop. Zatrzymaj się. Nie ważne co będzie potem.
        Może potem już nie będzie. Jest TERAZ." Wykorzystałaś cały czas Uranka, On się
        bał, ale Ty byłaś przy Nim....Niech odpoczywa...
    • m_orsetti Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 26.07.06, 00:48
      Wiesiu droga...

      Nie obwiniaj się. Zrobiłaś wszystko żeby pomóc Urankowi. Nie na wszystko mamy
      wpływ- wbrew naszym życzeniom i temu, co się nam wydaje "potem".

      Uważam, że powinnaś o sprawie opowiedzieć właścicielowi lecznicy. Proces cywilny
      niewiele tu da- moim zdaniem- bo z pewnością lekarka ubezpieczona od skutków
      własnych błędów- więc nie odczuje go tak , jak należy- za to Ty odczujesz to
      wszystko ponad miarę.

      Sądzę, że warto rozpowszechniać wiedzę o złych wetach. Bo tak trzeba powiedzieć.
      Jeśli ktoś nie ma serca- trzeba zrobić wszystko, żeby nie "leczył"- takie moje
      zdanie. Dość piekła zwierząt na ziemi- człowiek zgotował zwierzętom, które go
      pokochały, krwawą dolę gatunku zależnego i traktowanego obrzydliwie... więc-
      chrońmy je przed takimi durnymi, aroganckimi ludzikami.

      Nie tłumaczmy dziewczyny niedoświadczeniem. Dlaczego? W lecznicy, gdzie leczę
      moje psy- w Łodzi- przyjmuje bardzo dobry wet, który ma bardzo wielu wiernych
      pacjentów. Z przepracowania przyjął wetkę tuż po studiach- żeby ją sobie
      wychować, żeby być pewnym, że ma pomocnika odpowiedzialnego. Zrobił duży casting
      i wybrał najwłaściwszą osobę- spośród wielu chętnych. I co? Dziewczyna ma
      wielkie serce. Ogromny talent. Zero arogancji. Wiele czułości. Kocha zwierzaki -
      to widać i czuć. Jest szybka, delikatna i czuła. Jedna z ratowanych przeze mnie
      kotek podczas wizyty u niej (a koteczka naprawdę była kiepska) mruczała na stole...

      Czyli- nie brak wiedzy- tylko brak serca. Więc- nie obwiniaj siebie. Obwiniaj
      ją. I zrób co możesz, żeby nie szkodziła swoją arogancja innym biedakom.

      Albo się czegoś wskutek Twojej postawy nauczy- albo lepiej, żeby nie "leczyła"
      zwierząt.

      Wiesiu. Bardzo, bardzo Ci współczuję. Nie ma słów, które by Ci pomogły teraz.
      Więc powiem tylko, że myślę o Tobie ciepło i zaklinam żywioły, żeby ogarnął Cię
      spokój.

      Głaskaj swoją szósteczkę. Niech ból powoli zasypia. Koty nie odchodzą- zmieniają
      tylko wymiar na niewidoczny dla człowieka. Cień Uranka jest wciąż z Tobą- mruczy
      do Ciebie z innego wymiaru. Tylko Ty nie możesz go jeszcze zobaczyć. Kiedyś się
      spotkacie.

      Wiem to napewno- jestm czarownicą.

      Monika
      --
      www.alkaida.com.pl
    • kirke18 Re: qrcze przestanę czytać... 26.07.06, 08:41
      ...to forum, bo ryczę jak głupia, w pracy przy kompie. Dobrze, że akurat mam
      chwilę samotności.
      Wiesiu! Czytam Twoje słowa i widzę siebie,kiedy kogoś traciłam i obwiniałm się
      za różne drobiazgi... kiedy się kogoś traci zawsze jest za mało danej miłości,
      pieszczoty, dobrych rzeczy. Jeśli coś można zrobić to może jedynie ku
      przestrodze podać tej wetce wydruk z tego wątku- niech zobaczy co zrobiła i
      jaka jest na to reakcja. Może ma sumienie i to coś zmieni?
      Wiesiu, los tak chciał i nie płacz, bo Uranek tego by nie chciał... pozdrawiam
      Ciebie i Twoje kocięcia
    • biomona Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 26.07.06, 11:25
      Bardzo Ci współczuję Wiesiu. Czytając Twoj opis poplakałam się przy kompie.
      Uranek już teraz na pewno nie cierpi, nie boi się. I jest wdzięczny, że byłaś z
      nim. Przytulam Cię mocno
      • graz.ka Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 26.07.06, 11:27
        Wczoraj nie mogłam nic napisać. Trzymaj się...
        • ania.bu Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 26.07.06, 13:18
          Siedzę i ryczę.Wiesiu, jestem z Tobą.
          Jestem tutaj nowa,ale od kiedy zaczęłam czytać wypowiedzi na tym forum, byłam
          pod ogromnym wrażeniem Twojej osoby.Jesteś dobrym człowiekiem, kochasz ludzi i
          zwierzęta.Twój Uranek miał szczęście, że miał taką panią.A na pewne sprawy nie
          mamy wpływu. Nie obwiniaj się o nic.Uważam, że powinnaś porozmawiać z
          właścicielem kliniki na temat tej pani, może przyczynisz się do tego, że żadne
          inne zwierzątko nie ucierpi. Trzymaj się i pamiętaj, że masz samych przyjaciół
          na tym forum i w tych ciężkich dla Ciebie chwilach są myślami przy Tobie.
    • kejt35 Re: Napiszę, ku przestrodze a też żeby powiedzieć 26.07.06, 13:54
      Wiesiu strasznie mi się czytało Twój list, plakałam czytając jak umierał biedny
      Uranek, ale Wiesiu, kochana, nie obwiniaj się! Nie obwiniaj się , bo jesteś
      wspaniałą osobą i robisz dla swoich kotków wszystko,co tylko możesz. Pech, że
      trafiłaś na niekompetentną osobę, ale nie było w tym Twojej winy.Zawsze
      myślimy, że coś jeszcze mogliśmy zrobić, ale tak nie można.
      Wiesiu, przeżyłaś straszne chwile, ale trzymaj się mimo wszystko!
      Pozdrawiam Ciebie i Twoje kotki.
      • wiesia.and.company Re: Dziękuję Wam i pomyślałam sobie, 26.07.06, 15:59
        że nie chcę tej dziewczyny krzywdzić w jakikolwiek sposób, chociaż najpierw,
        to .. potem analizowałam i doszłam do wniosku, że ona sama potem była
        przestraszona i w gruncie rzeczy bezradna. Z nonszalanckiej "pani lekarz"
        zrobiła się malutką pomocą lekarską. Kiedy ją spotkam, to jej powiem gdzieś w
        kącie, żeby ratowała pacjentów, nie kierowała się niechęcią do człowieka, bo ma
        prawo jej się nie podobać ten, czy tamten człowiek. Musi zrozumieć, że ona ma
        pomóc przezwyciężyć strach (najpierw) i chorobę zwierzęcego pacjenta. Niech to
        wie, i że podejście jak do ludzkich pacjentów, przywoływanie do porządku, nie
        pomagają. Zwierzę nie czuje prestiżu lekarza (czy technika). To nie tak.
        No więc nie powiem niczego lekarzom, powiem tej dziewczynie. Co ona potem z tym
        zrobi, to jej sprawa, może od tego czasu pojmie więcej.
        A co do czasu dla kotów, to zawsze rano odprawiamy rytuał wstawania,
        podkładania kapci, pióreczka, poklepywania, ponoszenia na rękach. I wtedy
        powoli się budzę (lub szybciutko, gdy mnie ktoś drapnie znienacka).
        Pozdrawiam. Wiesia + 6
        • a.polonia Re: Dziękuję Wam i pomyślałam sobie, 26.07.06, 21:58
          Wiesiu, jestes aniolem, wyrazy uznania smile
          • smolimo Re: Dziękuję Wam i pomyślałam sobie, 27.07.06, 00:00
            Rzeczywiscie Aniol z Wiesi zarowno dla kotow jak i dla ludzi. Przesylam usciski
            i podziwiam madre podejscie do sprawy. Myslalam o tej dziewczynie, ze powinna
            poniesc jakies konsekwencje swego zachowania, a Ty juz znalazlas mysle
            najlepsze wyjscie, jeslibys powiedziala lekarzowi to nie daj boze, ona moglaby
            wyzyc sie na innej biednej zwierzecej istotce, ktora nie naskrazy, jesli
            powiesz jej to w taki sposob to miejmy nadzieje, wezmie sobie to do serca,
            nawet jesli nie od razu to choc po czasie, w kazdym razie mysle, ze warto jej
            cos powiedziec i nie zostawiac tego bez slowa.
        • beali Wiesiu 27.07.06, 10:05
          Wiesiu,dopiero teraz przeczytałam o całym tym koszmarzesad((
          Ściskam Cię mocno Kochana,przytulam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka