Dodaj do ulubionych

moje duże osiedle i kilka dzikich kotów

07.03.09, 12:15
Nie ma ich zbyt wiele, nie wiemy dlaczego bo w sumie nie napotykaliśmy nigdy
na nienawiść wobec tych zwierząt, nawet kiedy administracja kazała zamykać
okienka piwniczne ludzie tego nie robili...
Zostało ich kilka i ... są duże, dorodne i pewne siebie. Na jednego kota
przypada kilkoro dokarmiających wink
Pozytywne.
Negatywne - koty nabierają zbyt dużego zaufania do ludzi, widząc ogół
przyjaznych przestają uważać, tracą czujność, a przecież zawsze może przyjść
ktoś zły. Myślę że koty domowe, wychodzące giną właśnie dlatego że nie
uciekają od ludzi bo spodziewają się od nich co najmniej "nie agresji"
Sąsiadka zwróciła uwagę na "problem" ku złości części mieszkańców walczy ze
zbytnim obłaskawianiem, próbami głaskania etc. "naszego" kota.
Dostrzegam w tym sporo racji - jak myślicie? Czy zbytnie spoufalanie
zwierzęcia którego nie mamy zamiaru zabrać do domu/na własne podwórko bardziej
szkodzi czy pomaga?
Obserwuj wątek
    • tralalumpek Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 07.03.09, 12:24
      poruszylas bardzo ciekawy temat, cenna uwaga
      odpowiadajac na twoje pytanie: zbytnie spoufalanie zazwyczaj szkodzi
      w szerszym aspekcie temat ujmujac, popatrzmy co dzieje sie
      w 'wiekszym swiecie' zwierzat, zwierzeta ktore nigdy nie mialy
      kontaktu z czlowiekiem nie traktuja go jak wroga, akceptuja,
      toleruja,....
      te ktore nabraly wlasnych doswiadczen zupelnie inaczej podchodza do
      gatunku czlowiek
      (ogladalam ostatnio ciekawe filmy na ten temat, miejsca akcji:
      alaska, afryka-temat sloni i wojny)
    • annb Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 07.03.09, 15:01
      Jak nam sie zdarzy złapac "dziką kotę" do kastracji która okazuje
      się nie byc taka dzika -> bo się łasi , przymila, barankuje i
      pokabrzuszek ma w pakiecie, to szukamy jej domu.
      Lepsze to niz wypuszczanie w tym samym miejscu gdyz
      mowiac trywialnie
      może zarobic z buta
      może zostac podpalona
      moze....bo "ludzie" są bardzo kreatywni.
      Nie rozumiem oswajania kotów "dziko" zyjących i zostawiania ich
      samym sobie, bo ktoś ma kaprys pogłaskac kotka
      ale niekoniecznie chce go widziec na pokojach
      • mist3 Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 07.03.09, 17:57
        ja też jestem zdecydowanie przeciwna!!! I robię dokładnie tak samo jak annb -
        jeśli mam kotkę/kocurka złapanych do zabiegu, które dają się pogłaskać (lub
        choćby nie boją się za bardzo człowieka) - szukam im domu i absolutnie nie
        wypuszczam po zabiegu.
        Takie obłaskawianie kotów bez chęci ich adopcji uważam za głupotę, bezmyślność,
        okrucieństwo, działanie wg zasady 'zjeść ciastko i mieć ciastko.'
        Jak się kota oswaja (czyli mówi się A) to trzeba też powiedzieć B - czyli
        poszukać mu domu.
        • marta.kunc Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 07.03.09, 19:03
          jeszcze w pl pisalam o mojej kociej rodzinie z krzakow dzikich roz.
          slodkie piekne laciatki.
          nigdy ich nie dotknelam.
          nie zachecalam aby podeszly.
          wynosilam im zarcie i wode 2 razy dziennie.
          kiedys moja mama ze mna poszla.
          po pierwszym kici kici dostala taki opierdol ze sie tydzien do mnie
          nie odzywala.
          jak jej pokazalam miau i kilka watkow foch sie skonczyl.
          to, ze ja mam dobre intencje nie oznacza, ze kazdy, kto do kotow
          pojdzie bedzie je mial.

          btw.
          rodzina nadal zyje. maja nawet swoja piwnice. do nikogo nie
          podchodza. do jedzenia tez poki sie nie odejdzie spory kawalek.
          • annb wczoraj mialam 08.03.09, 14:31
            nocną jazdę z karmicielką i chorą bezdomną kotą do weerynarza.
            I ta pani opowiadała ze łzami ze nie chce i nie stara sie oswajac
            dzikusów.Bo wie jacy są ludzie.Niestey całą robotę psuje jej pewna
            pani która "słodkie koty" na siłę wygłaskuje bo są takie milusie.
            Na propozycję zabrania do domu milusia smieje sie w nos.
            A skąd łzy?bo ufny i oswojony kot przestał się pokazywac.
            sad((

            a kota z którą jezdzilam, dzika gryzaca dzicz, zaufała czlowiekowi i
            jak poczula ze jest chora, przyszla po pomoc do karmicielki.
            Trzymałam ją wczoraj do rtg-całkowite zaufanie, zero agresji.
            bedziemy jej szukac domu bo na podworko wrocic nie moze.
    • ashton Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 08.03.09, 14:41
      Mieszkam w centrum Pruszkowa trzeci miesiąc - raptem dwa-trzy dziczki dotychczas
      w okolicy widziałam. Za to sporo tu domowych kotów wychodzących sad
      • r.kruger annb 11.03.09, 11:20
        co z kotą? zdrowa? ma dom?
        • annb Re: annb 11.03.09, 11:30
          zdrowa to moze nie do konca ale chwilowo ma miejscowke czyli
          tymczas w domu karmicielki
      • annb Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 11.03.09, 11:31
        tam dziala orchidka
        polecam miau i jej wpisy
        widac dobrze dziala smile
        • barba50 Re: moje duże osiedle i kilka dzikich kotów 11.03.09, 11:42
          annb napisała:tam dziala orchidka
          polecam miau i jej wpisy
          widac dobrze dziala smile


          Orchidka jest również na naszym forum, chociaż zagląda sporadycznie
          (co dość zrozumiałe wink )
          • annb to j ajeszcze chcialam dodac 11.03.09, 11:54
            bo poprzednia moja wypowiedz zabrzmiala dosyc lakonicznie
            a boje sie napisac aby nie zaczynac nowej dyskusji na pewne tematy
            ze orchidla i anuk wciaz widza bezdomniaki
            i nie pojedyncze a nawet cale stada

            "a pozniej przyjdzie barba i wyrzuci nas z lasu"
            • ashton Re: to j ajeszcze chcialam dodac 11.03.09, 12:15
              Cóż, podobno zamykam oczy na pewne sprawy...
              A tak serio-serio: z domu wybywam wcześnie rano, wracam późno wieczorem.
              Przyznaję że ani rano się nie rozglądam (bo zaspana) ani wieczorem (bo padnięta)
              i to że rzuciło mi się w oczy kilka kotów jedynie, nie znaczy że ich nie ma
              więcej...
              • r.kruger Re: to j ajeszcze chcialam dodac 11.03.09, 12:50
                na moim osiedlu są pojedyncze sztuki, nie wiemy dlaczego reszta zniknęła
                za to na terenie huty dramat sad
                • czarneoczy Re: to j ajeszcze chcialam dodac 11.03.09, 14:49
                  R.Kruger, ty o ile kojarzę ze świetego miasta?
                  bo jesli tak, to hutę się garną bo tam mają normalnie jadłodajnię,
                  szwedzki stół i bar mleczny w jednym wink

                  wiem, że dużo jest niestety okaleczonych przez maszyny, ale są na
                  pewno dokarmiane, mają ciepłe miejsca do spania i wylegiwania się (z
                  pierwszej ręki - Zakontraktowany pracuje i co jakiś czas zdaje
                  relację z kociejstwa. Są własnie na pół dzikie i do ludzi nie
                  podchodzą, a ludzie mądre co niektóre i nie zachęcają do tego)
                  • r.kruger Re: to j ajeszcze chcialam dodac 11.03.09, 18:05
                    ja o tym co go maszyna uszkodziła sad
                    Te które za moja ciotką biegają wyglądają na syte i czyste. Ale ona mówi że ich
                    tam "za dużo już"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka