Dzisiaj do naszej dwójki koteczek doszedł kawaler.Ma ok.10 tygodni.
No i zaczęło się.Miśka tradycyjnie kilka prychnięć dla zasady,poza tym ze
stoickim spokojem przygląda się wyczynom grzdyla.Mela natomiast schowała się
za kanapę i każda próba zaznajomienia się malucha ze starszą koleżanką kończy
się wrzaskiem.Mały nie może podejść do niej nawet na metr bo drze pyszczydło
niemiłosiernie.Gdy Melusia widzi mnie miauczy i widzę w jej oczach że
najchętniej by przyszła ale strach jej nie pozwala.Każde zbliżenie mojej ręki
kończy się z jej strony pacaniem.Jak mam koty tak nie słyszałam tyle tonów
wydobytych z tak małego gardziołka.Mam nadzieję że koteczka z kocurkiem się
polubią.
Miałam obawy dotyczące Miśki a tu się okazało że Mela strasznie przeżywa.Na
dodatek obie w tym wszystkim zaczęły na siebie prychać.
Szymek,tak nazwałam kocurka nic sobie z tego wszystkiego nie robi tylko biega
beztrosko i sieje postrach.Atmosfera stała się napięta,no ale cóż poczekamy
zobaczymy.Mam nadzieję że to będzie udane dokocenie.
Kto ma tyle wdzięku co ja ...
--
Głupi powie zanim pomyśli,mądry pomyśli zanim powie.