Płakac mi się chce

Wczoraj zadzwoniła moja mama ze z Szyszką jest bardzo
źle. A konkretniej z okiem .
Przyjechałam i to co zobaczyłam mnie przeraziło
Pół pyszczka koło oka opuchniete, trzecia powieka zasłaniała cała gałkę oczna
i była tak napuchnięta że częściowo "wychodziła" na zewnatrz. Wyglądało to
makabrycznie jakby slepa, biała gałka wychodziła z oczodołu.
Kotka dostałą antybiotyk i Tobrex do zakraplania dziś rano było znacznie
lepiej ale poszłysmy na kontrolna wizyte do weta - tam pani wet
specjalizujaca sie w okulistyce obejrzała dokladnie (opuchlizna jest znacznie
mniejsza wiec dało rade obejrzec oko) - i okazało się ze rogówka jest
uszkodzona



Cało oko prawe jest za taka jakby zielonkawa mgiełką

Z daleka wygląda jakby
Szyszka miała jedno oko niebieskie a drugie intesywnie zielonkawe.
Teraz leczymy Difadolem a po 15 min Tobrexem + sztuczne łzy.
Jestem załamana bo nie dość ze oko cały czas łzawiło i ciagle z nim były
kłopoty, to teraz jeszcze to (nie wiadomo : uraz mechaniczny? wyrzut wirusa,
komplikacje po tych kroplach od Garncarza???)
Szyszke boli i płacze , trze to oko, mi sie robi słabo jak się w to uszkodzone
oczko patrzę

, zakraplanie to mordega

Opuchlizna jest dużo mniejsza, ale rano ja nie widzialam tego uszkodzenia
rogówki a po wizycie u weta cale oko zielone

(i juz sama nie wiem czy wet
nie uszkodził - to głupie ale naprawde rano nie było tego zielonego!!!



)
Wet twierdzi że to uszkodzenie rogówki sie wyleczy ale ja panikuje . Mam w
ogóle cos w rodzaju robi ocznej i na sama myśl o dotykaniu, uszkodzeniu oka
etc. robi mi się niedobrze.
Pocieszcie mnie jakoś i jak kros ma takie doświadczenia to niech potwierdzi że
to sie wyleczy i nie bedzie sladu?

