Dodaj do ulubionych

Moja pierwsza tymczaska...

22.07.09, 16:51
Witajcie,

dawno tu nie pisałam smile Od dzisiaj jest u nas bura, bezimienna kicia.
Formalnie "należy" ona do sąsiadów mojej cioci, mieszkającej na terenie
wiejskim, a faktycznie, jest zaniedbaną, błąkającą się po okolicy, wychudzoną,
ale bardzo przymilną i "proludzką" koteczką. Przeszła już ileś z rzędu ciąż,
ale sąsiedzi cioci nie byli zainteresowani, aby ją wysterylizować. W końcu
udało mi się zdobyć talony na darmową sterylizację z gminy, sąsiedzi zostali
namówieni przez ciocię (która jest mocno starszą osobą i sama nic nie może
zdziałać) na powierzenie mi kotki - no i kicia została przywieziona do naszego
domu.

Umówiłam ją już na zabieg w klinice weterynaryjnej w piątek. Obawiam się, że
może znowu być w ciąży (ma dość zaokrąglony brzuszek), ale zapewniono mnie, że
to nie będzie przeszkodą w sterylizacji. No cóż, nie ma wyjścia, kicia wygląda
na bardzo zabiedzoną i kolejnego porodu i karmienia kociaków mogłaby nie
przetrzymać sad

Niestety kicia ma najprawdopodobniej świerzb uszny, jakieś pasożyty (ciocia
wypatrzyła to i owo w kupie) i rany na głowie po starciach z psami. Jako że
mam w domu czteromiesięczne dziecko i własną kotkę Netinkę, chciałabym kicię
odrobaczyć i odświerzbić. Jak sądzicie - czy ma sens pojechanie do weta już
dzisiaj i zaczęcie kuracji przed sterylką?

Póki co, kicia zaszyła się pod naszym łóżkiem. Netinka na wstępie ją ofukała,
a teraz chodzi podminowana i badawczo obwąchuje teren - niestety, nasza Neti
nie lubi innych kotów i obawiam się, że stosunki nie ułożą się przyjaźnie.

Jeśli macie jakieś wskazówki, na co uważać, co może być potencjalnym
zagrożeniem w kwestiach higieny - piszcie. Jestem zupełnie niedoświadczona w
kwestii "tymczasów" smile
Obserwuj wątek
    • szajka83 Re: Moja pierwsza tymczaska... 22.07.09, 17:46
      hej, gratuluję dobrego serducha !! smile
      Może podejdź do weta na oględziny.
      Ja na mój babski rozum myślę że są dwa wyjścia:
      1. z jednej strony moze lepiej ją podleczyc przed operacją żeby była silniejsza,
      jak ma infekcje to i rana moze sie paprac i moze byc za slaba do narkozy itp itd
      2. z drugiej strony lecząc antybiotykami itp też można osłabic odpornosc i
      wytrzymalosc kotecka, pewnie wtedy przydalo by się "dojscie do siebie" przez
      zabiegiem
      tak czy siak trzymam kciuki
      • wladziac Re: Moja pierwsza tymczaska... 22.07.09, 20:41
        kota z zewnątrz izolowałabym kilka dni a przynajmniej ja tak robię i
        nie wprowadzam od razu tylko najpierw wizyta u weta i odpchlenie
        oraz odrobaczenie,dopiero później zaznajamianie się z domowymi
        kotami,ranki trzeba przemyć riwanolem żeby się nie paprały i nieco
        podkarmić ją przed sterylką żeby nabrała sił i dużo spokoju żeby się
        nie stresowała,trzymam kciuki za kiciunię i jej zdrowie
    • katia.seitz Byliśmy u weta 22.07.09, 21:44
      Pani weterynarz obejrzała kotkę i stwierdziła, że skoro -jak się wyraziła -ma być ona "robiona na talon", to lepiej poczekać z odrobaczaniem i odświerzbianiem do zabiegu, bo wtedy kotka będzie miała to wszystko "w pakiecie". Ponoć jest w niezłym stanie ogólnym, ranki na głowie wyglądają na dość zagojone. Niestety, weterynarz potwierdziła moje przypuszczenia, że kicia jest w ciąży i to dość zaawansowanej sad ale powiedziała, że nie stanowi to przeszkody w sterylizacji. (Chyba że zdąży urodzić do piątku uncertain)

      Co do izolacji -póki co, Lucynka, bo tak ją nazwałam, sama się izoluje , włażąc pod nasze łóżko. Ja myję dokładnie ręce po każdym kontakcie z nią, głównie ze względu na naszego synka. Stawiam kici jedzenie pod łóżkiem,zajada obficie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie w piątek dobrze.
      • wladziac Re: Byliśmy u weta 22.07.09, 22:03
        no to nie jest źle ze zdrowiem koteczki,trzymam kciuki za dalszy
        ciąg zdarzeń oby był pozytywny
    • katia.seitz Zdjęcia 23.07.09, 11:31
      To jest Lucynka. Zdjęcie zrobione jeszcze w jej miejscu zamieszkania - u nas wciąż siedzi pod łóżkiem i nie chce wyjść:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/cf/dc/g7kp/H0ofSJIuO9Ie1ajR1X.jpg

      A oto Leon, jej potomek. Jedyny kociak, który przeżył ze swojego miotu sad Znalazł dom u mojej koleżanki:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/cf/dc/g7kp/FOcrdw0OdFnQiNpGvX.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/cf/dc/g7kp/amr2sE1wBqVj2nExiX.jpg
    • katia.seitz Sterylizacja aborcyjna... 23.07.09, 11:36
      Lucynka przesiedziała całą noc pod naszym łóżkiem , a Neti w ramach buntu
      przeciwko nowej lokatorce odmówiła wejścia do naszej sypialni. Groźnie warczała
      w kierunku łóżka, siedząc w przedpokoju. Podsunęłam Lucynce pod łóżko talerzyk z
      suchą karmą, trochę zjadła. Martwię się tylko, co będzie, jeśli zechce się
      załatwić - pod łóżkiem jest na tyle ciasno, że kuweta się nie zmieści sad No nic,
      najwyżej będziemy demontować nasze łóżko o wymiarach 200 x 180 cm wink

      Mam trochę wyrzutów sumienia związanych z kwestią sterylizacji aborcyjnej, ale
      po lekturze postów doświadczonych kociarzy staram się przekonać samą siebie, że
      to jest najlepsze wyjście... Mam rację? Może ktoś z was mnie wesprze w tej
      decyzji...
      • mrumru81 Re: Sterylizacja aborcyjna... 24.07.09, 13:07
        Już się robi. Jest mnóstwo kotow bez szansy na dom. Koty źle znoszą
        schroniska, mrą tam na różne epidemie, dziczeją. To jest lepsze
        wyjście niż uśpienie, bo kiccia nie będzie miała z małymi kontaktu i
        nie będzie do nicch tęsknić. Rok temu moja Zuzia znleziona
        kilkumiesięczna urodziła. Kotki uśpiłam. Zuźka b tęskniła. Szukała
        ich długo. Była tak malutka, że nie można było zrobić sterylki
        aborcyjnej. Koło mnie puknięta baba mnoży koty i wywala. Teraz
        rośnie, ale zęby z przodu nie wyrosły. Trzeba ograniczać kocią
        populację, bo koty mnożą się w tępie geometrycznym. Zaciśnij zęby i
        zrób to.
        • katia.seitz Dzięki za wsparcie 24.07.09, 23:21
          Masz stuprocentową rację, choć przykre są realia, w których ciąże trzeba usuwać,
          a małe kociaki usypiać sad
    • katia.seitz Już po wszystkim 24.07.09, 23:20
      No więc, Lucynka już jest po zabiegu. Ciąża musiała być już zaawansowany, bo
      brzuch zmalał jej znacząco sad Weterynarza wolałam nie dopytywać się o szczegóły...

      W każdym razie, kicia po zabiegu czuje się zaskakująco dobrze. Od razu po
      wypuszczeniu z klatki chciała wskoczyć na parapet, ku mojej zgrozie - weterynarz
      mówił, aby nie pozwalać jej skakać. Tak więc mam do was kilka pytań:

      1. Co zrobić z chęcią skakania i poruszania się? Nie za bardzo mam pomysł, jak
      to ograniczyć, a boję się, że kicia sobie zaszkodzi. Nie chce zamykać jej w
      transporterze, ona wtedy się denerwuje, drapie w kratkę, a poza tym, Lucynka tak
      spragniona jest głaskania i przytulania się...

      2. W czym może obecność kotki zagrażać niemowlakowi? Lucy ma prawdopodobnie
      świerzb uszny, być może także pchły i jakieś pasożyty. W czasie sterylki dostała
      ponoć do uszu jakieś krople antyświerzbowe, ale odrobaczenia jej nie dali (bo
      nie można tak dużo kotce dawać naraz). Czy któraś z tych rzeczy może być groźna
      dla małego dziecka? Ja ogólnie jestem dość niefrasobliwą matką i z bólem serca
      zdjęłam Lucynkę z naszej pościeli, na którą kładziemy również Małego wink
      Najchętniej bym pozwoliła jej spać z nami, ale to już chyba byłaby przesada...

      A w ogóle to tak przymilnej, spragnionej czułości i kochanej kici to jeszcze nie
      widziałam smile)
      • the_dune Re: Już po wszystkim 25.07.09, 09:21
        Zawsze miałam w domu jedynie kocie znajdy i inne niechciane kocie dzieci więc
        każde miało świerzb, niektóre jeszcze i koci katar. Z tego, co wiem, człowiekowi
        (dziecku) zagraża ewentualna grzybica, którą może mieć kocia znajdka czy taka
        koteczka jak Lucy. Moim dzieciom nic nie było, świerzb miały rok temu wszystkie
        nasze 3 koty. Wyleczony.
        Nasza "najmłodsza" znajda została przygarnięta zaraz po odebraniu jej ostatniego
        miotu (który to był, tego nie wie nikt), na szczęście cała 4 jej dzieci znalazła
        domy, udało się bez sterylizacji aborcyjnej. W ogóle się udało i to jest
        najważniejsze.
        Wam również.

        Pozdrawiam ciepło smile
        • mrumru81 Re: Już po wszystkim 27.07.09, 15:34
          Cieszę się, że już masz to za sobą. Też miałam tylko znaleziska,
          świerzbu od nich nie złapałam, pchły owszem. Za parę dni zdejmą kici
          szwy, będzie można ją odpchlić i odrobaczyć. Z chęcią skakanie po
          narkozie to jest rożnie, tzn. dopóki kocica nie wybudzi się do
          samiutkiego końca, TO JEST JAK W TRANSIE I TAK BY SZŁA I SZŁA. Ale
          to szybko mija. Kiedyś musiałam nosić naszą kocicę, żeby się nie
          spruła.
          U Was tenmoment chyba już minął.
          Pozdrawiam, jesienią Zuzia i Mrumra też przez to przejdą.
    • mandarynka2299 Re: Moja pierwsza tymczaska... 28.07.09, 12:56
      Buzi za dobre serducho, Katia!

      Ja robie w te wakacje, co moge, by pomagac kociakom!
      • katia.seitz Re: Moja pierwsza tymczaska... 28.07.09, 15:44
        Powiem tylko, że gdyby nie internet - a konkretnie to forum i forum Miau, na
        które kiedyś zaglądałam - pewnie nie zebrałabym się do takiej akcji. Tak więc
        podziękowania od Lucyny dla zapalonych kociarzy, którzy poprzez swoją
        działalność potrafią zmobilizować innych.

        Ach, chętnie bym zatrzymała Lucynę u nas. Ale są dwa problemy - Netinka oraz mój
        mąż sad Niestety, kiedy braliśmy do siebie Netinkę, pani z azylu ostrzegała, że
        to jest kot, który nie toleruje wokół siebie innych kotów - i póki co to się
        niestety sprawdza...
        • wiesia.and.company Re: Moja pierwsza tymczaska... 29.07.09, 22:18
          Masz bardzo dobre serce i udało Ci się przeprowadzić akcję sterylkową. To jest
          bardzo duży stres dla człowieka, i dla kota też. Najgorsze za Wami.
          Dobrze, że odrobaczenie odbędzie się w jakiś czas po operacji. W końcu to
          operacja brzuszna, lek odrobaczający powoduje różne objawy jelitowe i po
          bolesnej operacji mogłoby się to źle skończyć (napinanie brzuszka, pękanie
          szwów, generalnie większy ból przy oddawaniu kału, może rozwolnienie albo wręcz
          przeciwnie).
          Chorób przeniesionych z kota na dziecko nie musisz się obawiać, poza grzybicą.
          Pchły i inne pasożyty bytują na zwierzętach, bo mogą się łatwo ukryć w sierści,
          no i rozmnażać w zakamarkach. Taki goły człowiek nie jest dla nich atrakcją. I
          różne choroby wirusowe nie przenoszą się między gatunkami. Co psie to psie, co
          kocie to kocie, co ludzkie to ludzkie (choć niby wirus ten sam, ale szczepy są
          różne). Poproś tylko dziecko, żeby nie jadło z kociej miski, no i nie robiło
          babek z kociej kuwecie. Ale to już przerabialiście, bo przecież macie Netinkę.
          A znów co do Netinki i dokocenia, to Netinka może nie tolerować licznych
          dorosłych kotów, nadmiar kotów może ją przerażać i odpłaca agresją ze strachu. A
          może się zdarzyć, że Lucynkę będzie tolerować (choć to wymaga czasu), gdy się
          upewni że nowa niczym nie zagraża w jej statusie domownika. Zresztą Lucynka to
          może być świetny sposób na nudę, gdy Was nie ma, lub gdy Ty jesteś zajęta innymi
          sprawami domowymi. Nigdy nie jest tak hop siup przy dokacaniu (no rzadko, choć i
          tak się zdarza). Trzymam kciuki, kto wie, kto wie...
          • mrumru81 Re: Moja pierwsza tymczaska... 30.07.09, 10:26
            Świetnie to przeprowadziłaś. Wiadomość dla męża:


            NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM TWOJEGO KOTA JEST DRUGI KOT.
    • katia.seitz Sytuacja na chwilę obecną 30.07.09, 11:22
      Neti reaguje na obecność Lucyny już lepiej - to znaczy, zdarza się jej widzieć
      Lucynkę i nie warczeć wink Owszem, wydaje z siebie co jakiś czas groźne pomruki,
      ale przestała być na nas obrażona, przychodzi do naszego łóżka i daje się głaskać.

      Lucyna natomiast jest dość nieśmiała, ale bardzo przymilna. Większość czasu
      spędza pod stołem lub schowana za telewizor, choć zdarza się też jej spać na
      środku pokoju (to chyba znaczy, że czuje się już trochę pewniej?) Kiedy bierzemy
      ją na ręce, mruczy i tuli się bez końca...

      Rozmawiałam wczoraj z mężem, stanęło na tym, że dajemy sobie jeszcze trochę
      czasu na ostateczną decyzję, ale póki co Lucyna jest u nas smile (Mąż stwierdził,
      że nie podoba mu się jej imię, więc jeśli wymyśli dla niej jakieś inne, nie będę
      oponować - trzeba iść na kompromis wink )
      • mrumru81 Re: Sytuacja na chwilę obecną 30.07.09, 15:35
        Też bym zmieniła to imię, na nowej drodze życia

        www.koty.pogodzinach.net/imiona.php
        smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka