trantor
04.03.04, 02:07
1. PRZEKŁAD 'KUSZENIA BOROMIRA' PIÓRA SAMEGO MISTRZA HENRYKA SIENKIEWICZA.
Dłoń jako bochen chleba na ramieniu niziołka położył – przyjaźnie niby, ale
dłoń owa drżała, na podniecenie wielkie wskazując. Hobbit cofnął się i
strach ogromny go ogarnął, przez co okrutnie wąsikami ruszać począł.
Wielkolud to był, dwakroć go wzrostem przewyższający, podkowy podobno w jego
rękach jakoby suche drzazgi trzaskały, owe zaś suche drzazgi miał w zwyczaju
ściskać tak, że sok z nich tryskał jakoby ze świeżego harbuza.
- Quo vadissss, Frodo? - zapytał Boromir, bo on to był we własnej osobie,
uśmiechając się przyjaźnie niby, aleć głos jego przecie wrogie nuty w sobie
zawierał.
- Precz! - rzucił hobbit bez namysłu, jak do natrętnych psów w Shire zwykł
krzyczeć. Zaraz też się zreflektował i sam swoich słów przeraził. Szczęściem
Gondorczyk na ton głosu jego atencji żadnej nie zwrócił, afektem palącym
wyraźnie trawiony.
- Przebóg, niełaskawym okiem waść na mnie spoglądasz – rycerz Gondoru ciągle
uśmiech sztuczny na twarzy swej malował, choć wargi mu niby branki elfie w
jasyr wzięte dygotały
- nie złodziej ja, ani zbójca żaden. Pierścienia Twego łaknę, prawda to, ale
wiedz, że nie dla prywaty, jeno li pro publico bono. Zali nie dasz mi
dyspensy, spróbować, chociaż, skoro ojczyzna w potrzebie? Zali? Przebóg
powiadam, odstąp mi Pierścień, a wszystko być może!
- Nie! Nie! - krzyknął Frodo - Mój ci on, mój ci jest!
- Gorze mi i gorze zdrajcy! - wrzasnął Boromir - Larum grają, a waść! Rzec
chciałem, że na koń nie siadasz, alem się chyba zapędził... Upadnie Gondor,
skoro tak lekce go sobie ważą! Waść szalony! Małym Rycerzem cię zwą,
powiadasz? A ja dla ciebie mam inne miano! Zdrajca! Zdrajca! Po trzykroć
zdrajca!
[...] Niedługo potem rzuciło się w wilczych skokach na rycerza z Gondoru ze
dwadzieścia, albo i więcej czarnych postaci, żołdaków przez Sarumana Białego
stworzonych, Boromir jednakowoż strząsnął ich z siebie, tak, że opadli, jako
owoc dojrzały opada z drzewa. Wnet spostrzegli, że z owym mocarzem, w którego
rękach podkowy jako te trzciny suche chrupały, szans w starciu nie mają,
przeto głosy się tu i ówdzie coraz mocniejsze dały słyszeć:
- Uk dajcie, uk.
Tak w czarnej mowie Mordoru nawoływali ci, którzy jako szyderstwo z elfów
stworzeni zostali. I poznał wtedy Boromir z Gondoru, że zbliża się godzina
śmierci.