20.05.03, 18:51
TUNEZJA
Obserwuj wątek
    • karla1980 Re: TUNEZJA 30.05.03, 09:59
      Witaj Beduinko, podziwiam Cię za Twoje pasje i trzymaj tak dalej! W tym roku
      mam ochotę wyjechać do Tunezji, choć muszę przyznać, że obecna sytuacja na
      świecie troszkę mnie przeraża. Odpowiedz mi, czy mimo wszystko w Tunezji jest
      bezpiecznie? Nie należy się spodziewać jakiegoś zamachu? Pozdrawiam serdecznie.
      • beduinka Re: TUNEZJA 30.05.03, 22:13
        Ja do Tunezji lecę w przyszłym tygodniu (ale tylko przejazdem do Libii).
        Turystyka jest główną gałęzią tunezyjskiej gospodarki, to na niej trzyma się
        cały budźet tego kraju. Dlatego też Tunezja bardzo pilnuje, by być postrzeganą
        jako kraj bezpieczny. Jak najbardziej nie masz się tam czego obawiać. Jeź i baw
        się dobrze. Pozdrawiam serdecznie
        • karla1980 Re: TUNEZJA 31.05.03, 08:43
          Dzięki za radę, w takim razie lecę do Tunezji!!! Pozdrawiam
          • beduinka Re: TUNEZJA 31.05.03, 11:00
            to bardzo się cieszę i jestem pewna, że spędzisz tam wspaniały czas
    • beduinka Kontrowersyjna wizyta Chiraca w Tunezji 04.12.03, 23:25
      Kontrowersyjna wizyta Chiraca w Tunezji



      Tunezyjska opozycja oskarża francuskiego prezydenta, że pomniejsza problem
      łamania praw człowieka w ich kraju

      Czy Francja, by zachować mocarstwową pozycję, przymyka oko na łamanie praw
      człowieka w swych byłych koloniach? Takie zarzuty wywołała wizyta prezydenta
      Jacques'a Chiraca w Tunezji.

      W rozmowie z prezydentem ben Alim Chirac poruszył sprawę adwokat Radii
      Nasraoui, która od pięciu tygodni prowadzi strajk głodowy, twierdząc, że jest
      zastraszana przez władze. Chirac wyraził nadzieję, że będzie mogła niebawem
      przerwać głodówkę. Jego wypowiedź miała jednak niewiele wspólnego z potępieniem
      łamania swobód obywatelskich.

      - We Francji także mamy ludzi, którzy urządzają strajki głodowe (...).
      Pierwszym prawem człowieka jest, by miał co jeść, by się nim opiekowano, by
      otrzymał edukację i miał gdzie mieszkać. Z tego punktu widzenia musimy
      pamiętać, że Tunezja jest krajem bardziej rozwiniętym niż wiele innych -
      stwierdził.

      Tymczasem w Tunezji przedstawiciele opozycji i ci, którzy upominają się o prawa
      człowieka, często są więzieni, a nawet torturowani. Głodująca pani Nasraoui
      oskarżyła Chiraca o "pomniejszanie problemu łamania praw człowieka w Tunezji".
      Jeszcze ostrzej wypowiedział się na łamach francuskiego tygodnika "Nouvel
      Observateur" tunezyjski publicysta Taoufik Ben Brik. "Francja, by utrzymać swą
      rangę na świecie, podejmuje szeroko zakrojone działania... szczególnie wobec
      miękkich dyktatur" - stwierdził.

      - Deklaracja Jacques'a Chiraca pokazuje, że wyznaje on minimalistyczną
      koncepcję praw człowieka - oświadczył w Paryżu w imieniu opozycyjnej partii
      partii socjalistycznej François Hollande.


      ŹRÓDŁO: gazeta.pl dp 04-12-2003
    • beduinka O TUNEZJA na stronach GAZETY 03.01.04, 17:14
      www2.gazeta.pl/turystyka/810636,30718,3529896,P_KRAJ.html
    • beduinka Craxi w Hammamecie - List z Tunezji 10.10.04, 17:32
      Craxi w Hammamecie - List z Tunezji

      Tysiące Polaków odwiedzają każdego roku Tunezję. Wielu trafia do Hammametu -
      śródziemnomorskiego kurortu, słynnego z najpiękniejszych ponoć plaż na
      tunezyjskim wybrzeżu. Tu, w cieniu wspaniale odrestaurowanych potężnych murów
      medyny sąsiadują ze sobą dwa cmentarze - malutki chrześcijański i znacznie
      większy muzułmański. Muzułmańskie nagrobki można oglądać tylko zza niewysokiego
      muru, bo srogie napisy w kilku językach kategorycznie zabraniają wejścia. Za to
      utykający dozorca cmentarza katolickiego szerokim gestem zaprasza wszystkich
      wykazujących choć odrobinę zainteresowania i wiedzie ku wspaniałemu grobowcowi
      z białego marmuru. Napis: Bettino Craxi 1934-2000.

      Craxi w Hammamecie? Co robił w Tunezji premier rządu, twórca potęgi włoskich
      socjalistów, wiceprzewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej? Przewodniki,
      zazwyczaj pełne ciekawostek, milczą, zaś włoscy przyjaciele... unikają tematu.
      Ale wszystko się zgadza. To grobowiec Bettino Craxiego, w latach 1983-87
      premiera włoskiego rządu, którego w wyniku akcji "Czyste ręce" oskarżono o
      korupcję i kontakty ze światem przestępczym. Ścigany międzynarodowymi listami
      gończymi w 1994 r. uciekł do Tunezji i zamieszkał w swojej willi w Hammamecie.
      Zaocznie skazany na wieloletnie więzienie zmarł na zawał serca na początku 2000
      r. i tu został pochowany.

      Zastanawiam się, gdzie mogliby się schronić przed karą polscy politycy
      o "lepkich rękach": Białoruś? Ukraina? Rosja? A może jednak Tunezja. Wspaniały
      klimat, życzliwi ludzie, ładne widoki i ceny takie jak u nas albo niższe. Z
      francuskojęzycznej gazety, w którą handlarz na suku w Neabulu zapakował mi
      ceramikę, dowiedziałem się, że w Yasmine, modnej i ekskluzywnej części
      Hammametu, apartament kosztuje 80 tys. tunezyjskich dinarów, czyli dokładnie
      240 tys. zł.

      źródło: gazeta.pl, Jacek Balcewicz 21-08-2004
      • derduch Re: Craxi w Hammamecie - List z Tunezji 10.10.04, 17:39
        Na Jego grób wpadliśmy całkiem przypadkowo w tym roku, faktycznie jest położony
        na takim malutkim cmentarzu na przeciw innego ogromnego, koło samych murów
        obronnych, leżała tam nawet księga kondolencyjna i każdy mógł się tam wpisać. Z
        tego co zauważyłem bardzo niewielu turystów zapędza się w te miejsce.
    • beduinka Utonęło 17 nielegalnych imigrantów 15.10.04, 20:06
      Utonęło 17 nielegalnych imigrantów

      Siedemnastu nielegalnych imigrantów utonęło, a 47 uznano za zaginionych, gdy w
      nocy z soboty na niedzielę u wybrzeży Tunezji wywróciła się przewożąca ich
      łódź - podały w poniedziałek tunezyjskie władze.

      Według tego samego źródła, na pokładzie znajdowało się 75 osób, 70
      Marokańczyków i pięciu obywateli Tunezji. Służbom ratunkowym udało się
      wyciągnąć 11 żywych rozbitków.

      Łódź, która zmierzała do Włoch, wywróciła się w godzinę od rozpoczęcia rejsu
      około 170 km na południowy wschód od stolicy Tunezji, Tunisu.

      źródło: PAP, MFi /2004-10-04
    • maiysa Re: TUNEZJA 09.11.04, 15:57
      www.tunislanuit.com/
      • maiysa Re: TUNEZJA 30.11.04, 19:46
        www.hellotunisia.com/
        www.tunesie.starttips.com/
    • beduinka Wybory parlamentarne i prezydenckie 19.11.04, 20:01
      PAP, mat /2004-10-24

      Tunezja: Wybory parlamentarne i prezydenckie według stałego scenariusza



      Tunezja, przyjazne dla zagranicznych turystów okno wystawowe Afryki Północnej,
      wybiera nowy parlament i prezydenta, ale nikt nie przewiduje, aby mogła
      nastąpić zmiana na stanowisku głowy państwa zajmowanym od 17 lat przez Zin el-
      Abidin Ben Alego.

      68-letni Ben Ali, który obalił w bezkrwawym zamachu stanu w 1987 roku Habiba
      Burgibę, w wyborach z 1999 roku uzyskał 99,44 proc. głosów. Dzięki dokonanym
      dwa lata temu zmianom w konstytucji może być wybierany aż do śmierci.

      Zgromadzenie Demokratyczno-Konstytucyjne (RCD), partia której przewodniczy Ben
      Ali, pozostawia pięciu partiom opozycyjnym, które uczestniczą w tych wyborach,
      20 proc. miejsc w 189-osobowym parlamencie - mają to zagwarantowane przez
      ordynację wyborczą.

      Zagranicznym dziennikarzom, którym zezwolono na odwiedzenie jednego z lokali
      wyborczych w stolicy, nieliczni głosujący odpowiadali z dumą, że są członkami
      RCD i głosowali na prezydenta Ben Alego.

      W Tunezji, gdzie władza skutecznie kontroluje skrajne tendencje religijne,
      przestrzega się pewnych zewnętrznych form nakazanych przez islam. We wszystkich
      lokalach wyborczych są np. oddzielne kabiny do głosowania dla mężczyzn i dla
      kobiet.

      Prezydent tego 10-milionowego kraju, leżącego między Algierią a Libią, uważany
      jest przez Zachód za pewnego sojusznika w walce z islamskim terroryzmem.
      Opozycja, która utrzymuje swe lokale i struktury jedynie dzięki ustawowym
      subsydiom rządowym, krytykuje go za pakiet ustaw z 2003 roku, które jej zdaniem
      ograniczają wolność zrzeszania się i wyrażania opinii.

      Mohammed Bucziha, kandydat na prezydenta z ramienia Partii Jedności Ludowej i
      kandydat Społecznej Partii Liberalnej, Munjir El Bedżi oświadczyli, że "nie
      występują w wyborach przeciwko Ben Alemu, lecz razem z nim, aby służyć
      demokratycznemu postępowi kraju".

      Partie opozycyjne mają ściśle określony zakres działania - wolno im troszczyć
      się o poziom życia obywateli.

      80-letni teolog islamski Mohamed Talbui, który jest nietykalny ze względu na
      swój osobisty prestiż, powiedział dziennikarzom w przeddzień
      wyborów: "Dyktatura zrobiła niestety z moich ziomków osły, które potrafią tylko
      jeść i ryczeć".

      Dzienniki, które ukazały się w dniu wyborów piszą o Ben Alim ubiegającym się o
      czwarty mandat prezydencki jako o "wielkim twórcy przemian".

      "To czego pragnie naród, to kontynuacja, aby prezydent Ben Ali mógł zrealizować
      swój ambitny program wyborczy i zapewnić Tunezji miejsce wśród rozwiniętych
      krajów" - napisał dziennik "Le Temps", uchodzący w Tunezji za niezależny.
      • beduinka Prez. Ben Ali uzyskał w wyborach 94,48proc. głosów 19.11.04, 20:02
        PAP, MD /2004-10-25

        Tunezja: Prezydent Ben Ali uzyskał w wyborach 94,48 proc. głosów



        Rządzący krajem od 17 lat tunezyjski prezydent Zin el-Abidin Ben Ali został w
        niedzielę wybrany na kolejną pięcioletnią kadencję. Zyskał 94,48 procent głosów.

        Tunezyjczycy w niedzielę wybierali prezydenta i parlament. Jeszcze przed
        wyborami nikt nie spodziewał się zmiany na stanowisku szefa państwa. Główni
        rywale Ben Alego zebrali po 3,78, 0,95 i 0,79 procent głosów - wynika z
        informacji podanych w poniedziałek w Tunisie, obejmujących dane z wszystkich
        okręgów. Oficjalnie wyniki zostaną opublikowane przez komisję wyborczą w ciągu
        dnia.

        68-letni Ben Ali, który obalił w bezkrwawym zamachu stanu w 1987 roku Habiba
        Burgibę, w wyborach z 1999 roku uzyskał 99,44 proc. głosów. Dzięki dokonanym
        dwa lata temu zmianom w konstytucji może być wybierany aż do śmierci.
    • beduinka Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:48

      Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik

      źródło: gazeta.pl - turystyka, Alicja Dąbrowska 07-05-2005

      Ślady Fenicjan, Rzymian, Arabów i Troglodytów. Stare medyny, barwne suki,
      palmowe gaje i pustynne wydmy. W małej Tunezji mamy to wszystko pod ręką

      Piątek

      Start z Warszawy o 6 rano (czarter). Po trzech godzinach lądujemy w Monastirze.
      Czysto, porządne toalety... Tuż obok jest metró - kolejka łącząca Monastir i
      Susę, skąd zamierzamy rozpocząć naszą wędrówkę. Wybieramy hotel Paris (18
      dinarów - po krótkim targowaniu się - za dwójkę bez łazienki; za prysznic płaci
      się osobno dinara).

      Susa ma kolor piasku - od budowli wyciosanych z żółtych kamiennych bloków. To
      medyna otoczona świetnie zachowanymi murami z połowy IX w. (długie na ponad 2
      km, wysokie na 8 m), Wielki Meczet z 851 r. ze wspaniałym dziedzińcem -
      zaglądamy przez dziurkę od klucza - i ufortyfikowany muzułmański klasztor
      (ribat) z końca VIII wieku.

      Po długiej wędrówce wzdłuż murów odnajdujemy prywatne muzeum przy Rue du
      Remparts Nord 65 - dom XIX-wiecznego urzędnika ze znakomicie zachowanym
      wyposażeniem. W sieni pełno niziutkich ławeczek zawalonych poduszeczkami.

      Sam dom, jeden z najstarszych w Susie, powstał w 928 r. Osobne pokoje dla dwóch
      żon, bogato rzeźbione łoża z kotarami, toaletki i podnóżki. Mnóstwo luster i
      komódek, imponująca kolekcja butelek na pachnidła. Wszędzie poduszki. W głębi
      odkrywamy mikroskopijną kuchenkę do parzenia kawy i herbaty oraz olbrzymią
      kuchnię do gotowania, pełną okopconych kotłów, wielkich patelni i stągwi. Jest
      nawet wykafelkowana studnia.

      Łazienka to niecka z bloków marmuru na postumencie (woda ścieka do niej z góry
      kamiennym kanalikiem). A obok - pisuar z czasów rzymskich! Działa, co
      sprawdzamy ukradkiem. Z tej łazienki nie chce się wychodzić. Ale kusi taras -
      kawiarnia na dachu z widokiem na medynę.

      Poza tym czeka kazba - dawna twierdza częściowo przerobiona na muzeum
      archeologiczne pełne cudownych rzymskich mozaik (najlepsza w kraju kolekcja po
      tuniskim Bardo). Zachwyca dziedziniec z resztkami rzymskich kolumn i posągów
      wśród palm i wciąż kwitnących pelargonii.

      Zapach chleba ciągnie nas do piekarni po płaskie placki posypane czarnym
      sezamem. Odtąd zawsze już będziemy kupować taki chleb, jeszcze gorący. A poza
      tym piekarnie są pociągająco przedpotopowe.

      Sobota

      Dopiero dziś odkrywam, że nasz hotel, kwadrat z uroczym wewnętrznym dziedzińcem
      pełnym wymyślnych kaktusów, krzaczastych pelargonii i wszędobylskich
      bugenwilli, ma wspaniały taras. Antyczne mury okalające medynę są na
      wyciągnięcie ręki.

      Cel dzisiejszego poranka - Cysterna Sofra z X wieku. Niestety, jest w remoncie.
      Pocieszamy się wspaniałym gmachem - muzeum Kalaout el Kouba z XI/XII w. Ponoć
      ta dziwna budowla z kopułą pokrytą zygzakowatym wzorem służyła kiedyś do
      wydawania przyjęć.

      Po drodze mijamy targ warzywno-rybno-mięsny. W wielkiej hali dorodne karczochy
      (w życiu takich nie widziałam!), olbrzymi koper włoski, naręcza pietruszki i
      szpinaku, stosy liści babki, góry oliwek, mnóstwo gatunków daktyli (Tunezja to
      ich prawdziwe królestwo, a teraz jest szczyt sezonu).

      Niestety, niebo pokrywają bure chmury (mamy drugą połowę grudnia), od czasu do
      czasu mży. Uciekamy na południe. Najpierw El Dżem.

      Pociągi, choć całkiem niezłe, jeżdżą dość rzadko, no i mało jest linii.
      Najszybsze i najwygodniejsze są dalekobieżne zbiorowe taksówki louages [czyt.
      luaż]. Renault lub peugeoty zabierają pięć osób, czasem trzeba trochę poczekać,
      aż zbierze się komplet. Niestety, mamy pecha - dziś początek dwutygodniowych
      ferii, wszędzie tłok. W dodatku nic nie jedzie do El Dżem. Jednak z
      pomocą "naganiaczy" (znajdą was na każdym dworcu) w końcu wsiadamy do louage.
      Słono przepłacamy - moja wina, nie ustaliłam z kierowcą ceny na początku.

      El Dżem składa się z koloseum z II w., niewiele mniejszego od rzymskiego
      (wstęp - 4,2 dinara; żądają też dinara za fotografowanie, tak będzie w każdym
      zabytkowym miejscu). Mieściło 30 tys. widzów. Jest owalne, z różowo-żółtego
      kamienia. Arena ma kształt wielkiego jaja. Przez środek biegnie podłużna dziura
      dla gladiatorów. Tędy wychodzili z kazamatów, które ciągną się pod koloseum.
      Podziemia są gigantyczne, z celami dla ludzi i zwierząt.

      Jeszcze biegiem do muzeum, bo zbliża się godz. 17. Oglądamy niezwykłe mozaiki i
      spacerujemy po archeologicznym parku. W nim też mozaiki pod gołym niebem,
      kolumny i resztki rzymskich willi. Oprowadza nas bystry przewodnik, nie żądając
      dodatkowej opłaty.

      W El Dżem nie mamy już co robić ani gdzie nocować. Nie wiadomo, jak się stąd
      wydostać, bo po zmroku louages prawie nie kursują (za mało klientów). A my
      chcemy jechać dalej na południe, do Safakisu. Pozostaje pociąg.

      Przed godz. 22 jesteśmy w Safakisie. To drugie po Tunisie miasto. Wysadzaną
      palmami, imponującą aleją Habiba Burgiby (w każdym zakątku Tunezji b. prezydent
      ma place, ulice, pomniki) idziemy do medyny otoczonej świetnie zachowanymi
      murami obronnymi (IX wiek). Kompletnie pusto i trochę nieswojo. Znajdujemy tani
      hotelik cały w kafelkach. Konsjerżami są dwaj ślicznie ubrani "dziadkowie". W
      arcyszerokich, marszczonych, bufiastych spodniach z białego płótna, z krokiem w
      kolanach, w ciemnobrązowych burkach, filcowych czapeczkach rondelkach bordo, do
      tego wąsiki, okulary i Koran pod ręką.

      Niedziela

      Z samego rana zanurzamy się w niezwykłą medynę Safakisu - cudowny świat
      zadaszonych suków (w filmie "Angielski pacjent" grały rolę targu w Kairze). Po
      wąziutkich uliczkach pełnych straganów i sklepików niewiele większych od samych
      przekupniów przewala się tłum. Ale sprzedawcy nie są nachalni, niewielu tu
      zresztą cudzoziemców. Są sektory tkanin, dywanów, pachnideł, stolarzy, kowali,
      szewców, farbiarzy... A za murami (w nich niezwykłej urody bramy - bab) targ
      spożywczy.

      Polecana w przewodniku kawiarnia El Diwan tkwi w obronnym murze. Jest
      rzeczywiście wspaniała - ostre kolory, niskie ławeczki i stołki, mnóstwo
      dywaników i poduszek, w kącie stosy wodnych fajek (korzysta się z nich za
      darmo, kosztuje tylko tytoń), przepyszna café caramel. Oczywiście siedzą tu
      sami mężczyźni i obserwują każdy nasz ruch.

      Postanawiamy ruszyć do Kabes (inaczej Gabes - trzeba uważać na nazwy, które
      występują w różnych wersjach!), starej oazy, a dziś przemysłowego miasta
      słynnego z doskonałej henny i palmowych gajów (palmeraie). Niestety, akurat nie
      jedzie tam louage, ale możemy dostać się od razu na Dżerbę. W tej legendarnej
      Ziemi Marzycieli, zwanej Wyspą Lotofagów, gdzie zatrzymał się na trochę
      Odyseusz, nawet w środku zimy temperatura rzadko spada do 15 stopni.

      Po drodze (całkiem niezła) krajobraz dość monotonny - raczej płasko, kozy i
      owce, palmy i drzewa oliwne. W Dżorf ustawiamy się w kolejce do promu - od
      wyspy dzieli nas 9 km morza. W Humt Suk, głównym mieście Dżerby, bez trudu
      znajdujemy stary funduk, czyli przerobiony na hotel karawanseraj. Bielone
      ściany, niebieskie okna i drzwi. Uroczy dziedziniec z arkadami (na dole stały
      wielbłądy, na górze kupcy) pełen kaktusów, pelargonii i kwitnących bugenwilli.
      W kątach kamienne baryłki służące niegdyś do tłoczenia oleju i amfory. Jak się
      okaże, że dach funduku to wspaniałe miejsce na piknik z widokiem na panoramę
      dachów (można się też opalać!).

      Obok naszego funduku stoi kościół, cały biały, przypomina bardzo te
      południowoamerykańskie z czasów konkwisty. Niestety, w 1964 r. został
      znacjonalizowany i zamknięty.

      O tej porze dnia i roku centrum miasta jest niemal wymarłe, nastawione na
      turystów restauracje świecą pustkami - z wyjątkiem męskich herbaciarni, do
      których krępujemy się wstąpić. Rano Humt Suk się ożywi, zamieniając się w
      prawdziwy suk.

      Poniedziałek

      Suk wypełnia cały środek miasta. Wszystko dla turystów. Nie sposób przejść bez
      nagabywania, co zniechęca do spaceru. Ale kuszą wspaniałe ciastkarnio-bary i
      piekarnie (a śniadanie w naszy
      • beduinka Re: Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:49
        Poniedziałek

        Suk wypełnia cały środek miasta. Wszystko dla turystów. Nie sposób przejść bez
        nagabywania, co zniechęca do spaceru. Ale kuszą wspaniałe ciastkarnio-bary i
        piekarnie (a śniadanie w naszym funduku skromne...).

        Idziemy nad morze. Niestety, dość zapuszczone, na brzegu śmieci, wokół
        zniszczony betonem krajobraz. Jednak nie chciałyśmy trafić do turystycznych
        enklaw (zones touristiques) proponowanych przez biura podróży, jak np. północno-
        wschodnie wybrzeże Dżerby - przez 20 km ciągnie się tam pasmo hoteli, które
        zmonopolizowały najlepsze plaże na wyspie.

        Nad samym morzem kazba o potężnych fortyfikacjach przerobiona na muzeum. Tuż
        obok rozsiadł się lokalny (nieturystyczny) bazarek - głównie warzywa i wszelaka
        tandeta.

        Wieczorem wstępujemy jednak do męskiej herbaciarni w centrum. Dywaniki na
        ścianach, maleńkie malowane stoliki, stare lampy i fotografie, instrumenty
        muzyczne i wodne fajki. Niezbyt dobra zielona herbata z orzeszkami pinii
        kosztuje słono - najwyraźniej dla cudzoziemców jest tu ekstracennik.

        Wtorek

        Poranek zmarnowany w banku na wymianie czeków podróżnych. Na dworcu
        autobusowym - o dziwo! - rozkład jazdy, także po francusku. Jedziemy do
        Guellala, ok. 25 km na południe od Humt Suk. Oglądana z okien autobusu wyspa
        wydaje się dość płaska, sucha ziemia w rdzawym kolorze, nieliczne palmy i
        bezlistne figowce. Guellala to centrum ceramiczne Dżerby. Placyki i uliczki
        zastawione misami i dzbanami, na oko - masówka pod turystów. My jednak szukamy
        starożytnej tłoczni oleju Ali Berbere. Nie prowadzą tam żadne drogowskazy, ale
        w końcu trafiamy. To coś w rodzaju jaskini z sufitami z drewna palmowego i
        starą prasą do oliwek z pnia palmy. Brakuje tylko wielbłąda, który obracałby
        kieratem, wyciskając olej. Staruszek, który pokazuje nam tłoczarnię, lepi też -
        pokazowo, dla turystów - garnki na starym kole.

        Środa

        Zaraz po śniadaniu opuszczamy nasz uroczy funduk. Louage wiezie nas do Tatawin.
        Tym razem nie korzystamy z promu, lecz z grobli łączącej Dżerbę z lądem,
        zbudowanej w czasach rzymskich. Dziewięciokilometrowa dwukierunkowa droga po
        bokach obłożona głazami niewiele wystaje ponad poziom morza (ekscytujące
        przeżycie).

        Tatawin liczy ok. 10 tys. mieszkańców i nie ma w nim nic szczególnego prócz
        suku, rzecz jasna, i kolorytu gorącej prowincji (słońce przygrzewa naprawdę
        ostro!). Naszym celem są okoliczne ksary - ufortyfikowane spichlerze - oraz
        starożytne wioski na wzgórzach, a Tatawin to najlepszy punkt wypadowy.

        Lokalny smakołyk to rogi gazeli, czyli podłużne pierożki w słodkim syropie
        nadziewane masą sezamowo-migdałowo-orzechową. Twarde jak kamień i wcale nie
        takie dobre.

        Na postoju louages i camionettes (furgonetki) nie ma dobrych wieści: mała
        szansa, że uzbiera się chętnych do wioski Chenini, 20 km stąd. "Naganiacze" w
        okamgnieniu proponują wynajęcie samochodu za 60 dinarów, a nawet za 35. Po
        chwili nagabuje nas Ali Baba (tak każe się nazywać), właściciel zdezelowanego
        renault - za 22 dinary zawiezie w trzy miejsca. Zaczynamy od Chenini. Krajobraz
        coraz bardziej pustynny. Mijamy góry w kształcie egipskich piramid i sfinksów!
        Niesamowite, rdzawoczerwone barwy, z rzadka jakaś palma. Chenini to wykute w
        skale domostwa okolone murkami. Wciąż zamieszkane. Meczet i olbrzymie ruiny
        ksaru na górującym nad wioską szczycie robią wrażenie.

        20 km dalej - Douiret. Tu nikt już nie mieszka, można więc swobodnie zwiedzać.
        Zaglądamy do domostw troglodytów - wykutych w skałach i całkiem funkcjonalnych.
        Najpierw drążyli "salon", potem "sypialnie", kuchnia była na zewnątrz.
        Podziwiamy geometryczne płaskorzeźby - wypukłe linie tworzą wzór na kolistych
        sklepieniach korytarzy i bram. Nie można oderwać od nich wzroku, podobnie jak
        od licznych naskalnych rysunków (znów dużo niebieskiego!). Jest nawet spory
        meczet, oczywiście wykuty w skale.

        U podnóża tej góry kilka białych kwadratowych budowli z kopułami. Groby
        marabutów, czyli świętych mężów.

        W drodze powrotnej do Tatawin krótki popas w gigantycznym spichlerzu Ksar Ouled
        Debbab. Na kilku poziomach setki, jeśli nie tysiące komór na zboże, oliwki i
        inne zapasy (przypomina trochę koloseum!).

        Czwartek

        Z samego rana chcemy dostać się do Ksar Ouled Sultane - chyba największego w
        okolicy. Tam jeżdżą tylko camionettes - zdezelowane pikapy z drewnianymi
        ławeczkami pod brezentową budą. Wożą po dziesięć osób, więc ponad godzinę
        czekamy na resztę klientów. Cena jest tego warta - dinar od osoby.

        Po drodze wspaniałe widoki: wioski na skałach, ksary, "piramidy" pojedynczych
        gór (z ruinami na czubkach).

        Ouled Sultane - imponujący. Szczyci się najpiękniejszym kompleksem ghorf
        (komory do przechowywania zboża) wznoszących się ponad dwoma dziedzińcami na
        wysokość czterech kondygnacji. Liczne schodki i drabinki, łukowe wejścia,
        dziury jak w plastrze miodu...

        W Tatawin jest dzień targowy, więc bez trudu łapiemy transport powrotny.

        Po południu louage wiezie nas 120 km do Duz zwanego Bramą do Sahary. Droga
        wiedzie groblą biegnącą przez środek słonego jeziora Shottt el Jerid. To coś w
        rodzaju słonej pustyni - jak okiem sięgnąć niskie suchorośla, białe,
        skrystalizowane łachy, gdzieniegdzie błyszczy tafla wody. Wzdłuż rowków leżą
        kupki świeżo wykopanej soli. Gdy świeci słońce, równina wokół skrzy się albo
        zamienia w biały tuman.

        Piątek

        Mimo licznych płotków z palmowych liści Douz tonie w piasku. Tuż za miastem
        ciągną się przecież olbrzymie wydmy Sahary (to właśnie w tym mieście odbywa się
        Festiwal Sahary - wielki folklorystyczny festyn).

        Zatrzymujemy się w Hotel 20 Mars przy ulicy o tej samej nazwie. Na środku
        kwadratowego dziedzińca rośnie potężne drzewo, chyba fikus, gnieżdżą się w nim
        gromady śpiewających ptaków.

        Douz słynie z największego w Tunezji gaju palmowego - ponad 400 tys. drzew!
        Przede wszystkim wielkie palmy daktylowe, dosłownie obsypane przepysznymi
        owocami (ileż odmian!). Gaj przecinają równiutkie, piaszczyste alejki, misterny
        system wodnych kanalików i połączeń. Wspaniałe, niemal rześkie powietrze
        (palmeraie wytwarzają swoisty mikroklimat), mnóstwo ptaków, aż nie chce się
        opuszczać tego miejsca.

        Skraj 12-tysięcznego miasta zajmuje wielkie targowisko. Za bramą (obowiązują
        bilety, po 300 milimów) mnóstwo kramów, głównie odzież, buty i domowy sprzęt,
        wszędzie garkuchnie i stoiska z łakociami. Hałaśliwa muzyka i zgiełk nie do
        opisania. Uciekamy stąd czym prędzej.

        Na kolację w 20 Mars podają tutejszą specjalność brich - surowe jajko zasmażane
        w cienkim chrupiącym cieście, plus tuńczyk i pietruszka oraz eskalopki z indyka
        (podobno kraj ten zjada najwięcej indyków na świecie!) z tunezyjską sałatką -
        drobno posiekane pomidory, cebula, zielona pietruszka, ogórek. Wszystko pyszne.

        Sobota

        Pół dnia spędzamy, wędrując po "naszym" gaju palmowym. Drugie pół - na wydmach.
        To już prawdziwa, bezkresna pustynia. Przedpola Wielkiego Ergu. "U wejścia"
        stoi dość okropna konstrukcja - niby-brama z niby-amfiteatrem po obu stronach.
        Tu właśnie odbywa się Festiwal Sahary. W oddali widzimy kilka małych karawan.
        Turyści. Przejażdżki na wielbłądach to przecież jedna z głównych atrakcji Douz.
        Ale na ans czeka Tunis z Kartaginą.

        Niedziela

        W Tunisie znajdujemy lokum w samych murach medyny (wspaniała mozaika islamskiej
        architektury sprzed tysiąca lat, od 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa
        Kultury UNESCO). Medyna to wszechobecny suk - zadaszony labirynt przepastnych
        bazarów i sklepików-pułapek. W nich piramidy wyrobów ze skóry, zwoje tkanin,
        rzędy ciżemek, ściany i podłogi z dywaników... Feeria kolorów i dźwięków,
        odurzająca mieszanka zapachów.

        Wędrujemy w ślad za wyblakłymi pomarańczowymi strzałkami, trasą zaprojektowaną
        przez Association de Sauvegarde de la Medina. A więc Meczet Drzewa Oliwnego
        (inaczej Wielki Meczet), suk el-Attarine (perfumiarski), suk el-Barka (w
        czasach osmańskich
        • beduinka Re: Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:50
          Wędrujemy w ślad za wyblakłymi pomarańczowymi strzałkami, trasą zaprojektowaną
          przez Association de Sauvegarde de la Medina. A więc Meczet Drzewa Oliwnego
          (inaczej Wielki Meczet), suk el-Attarine (perfumiarski), suk el-Barka (w
          czasach osmańskich targ niewolników), medresa Mouradia, meczet Farbiarzy, pałac
          Dar Osman (wspaniała fasada). Przeciskamy się się przez wąziutkie zaułki,
          podziwiając pięknie zdobione bramy i drzwi.

          W 1881 r. Tunezja znalazła się pod protektoratem francuskim (przy formalnej
          władzy bejów z dynastii Husajnidów). Ale Francuzi nie naruszyli medyny, tylko
          wznieśli tuż obok ville nouvelle. W tym nowym mieście atmosfera rzeczywiście
          europejska: szeroki bulwar główny Avenue Habiba Burgiby, mnóstwo kawiarń i
          patiserii, no i wspaniała architektura kolonialna z początku XX w. Poruszamy s,
          korzystając ze znakomitej sieci linii tramwajowych zwanych metro leger.

          Poniedziałek

          Metro leger zawozi nas na cały dzień do Bardo (ok. 4 km od centrum Tunisu),
          najlepszego muzeum w kraju. Mieści się w dawnym pałacu bejów, który sam stanowi
          nie lada atrakcję - imponująco rozległy, z ogrodem po sąsiedzku i lapidarium
          tuż obok. Słynie ze wspaniałej kolekcji mozaik, którymi zamożni obywatele
          rzymskiej Afryki ozdabiali swoje wille.

          Są tu sale poświęcone Kartaginie, Rzymowi, czasom wczesnochrześcijańskim no i
          arabskim. Imponujący zbiór glinianych masek pogrzebowych z Kartaginy - dziwne,
          powykręcane twarze miały odpędzać od zmarłych złe duchy. Zachwyt wzbudzają
          rzymskie sarkofagi, statuetki i posągi, m.in. Apolla, Eskulapa, Minerwy, Ceres.
          No a mozaiki! Dumą Bardo jest ta z Neptunem w rydwanie ciągniętym przez morsy -
          140 m kw. (pokrywała podłogę salonu willi w Susie). Mnie w pamięci pozostanie
          też triumf Bachusa, morskie stwory i typy łodzi oraz portret Wergiliusza
          z "Eneidą" w ręce, w towarzystwie Klio i Melpomeny.

          Wtorek

          Do Kartaginy (kilka kilometrów od Tunisu, od 1981 r. na liście UNESCO) jedziemy
          kolejką biegnącą groblą przez Jezioro Tuniskie i dalej nad Zatoką Tunetańską.
          Ta legendarna fenicka osada wyrosła na morską i handlową potęgę
          współzawodniczącą z Rzymem. Po trzeciej wojnie punickiej - 149-146 p.n.e. -
          wojska Scypiona Afrykańskiego niemal zrównały ją z ziemią.

          I choć do dziś niewiele pozostało z dawnej wspaniałości tego miasta-państwa,
          spędzamy tu cały dzień, wędrując od jednych (resztek) ruin do drugich. A teren
          jest olbrzymi, często korzystamy nawet z elektrycznej kolejki podmiejskiej.
          Zaczynamy od wzgórza Byrsa, starożytnego centrum, skąd mamy też świetny widok
          na całą okolicę. Dziś góruje nad wzgórzem neogotycka katedra św. Ludwika
          zbudowana przez Francuzów w 1890 r. na cześć króla, który zmarł na tutejszej
          plaży w 1270 r. podczas ósmej krucjaty. W muzeum tuż obok - pozostałości po
          antycznej Kartaginie. Później czeka nas jeszcze rzymski teatr i wille, porty
          oraz monumentalne Termy Antoniusza (trzecie co do wielkości w Imperium) ze
          sterczącymi korynckimi kolumnami. Na mnie największe wrażenie robi Tofet, jakby
          ukryty w zagłębieniu ziemi - miejsce składania ofiar i cmentarz, gdzie dzieci
          możnych Kartagińczyków (na ogół noworodki) poświęcano w ofierze bogowi Baalowi
          Hammonowi i jego małżonce Tanit. Na początku XX wieku odkopano w Tofet ponad 20
          tys. urn.

          Opuszczam Kartaginę z kamienną głową Dydony kupioną u ulicznego handlarza. Ta
          mityczna założycielka miasta miała pod nie dostać kawałek ziemi rozmiarów skóry
          wołu. Pocięła więc skórę na cienkie paski i opasała nimi całe wzgórze Byrsa...

          Środa

          Z samego rana wyruszamy louage do miasteczka Tebersuk (miła, senna atmosfera,
          ale nie ma się tu gdzie zatrzymać na dłużej), ponad 100 km od Tunisu, skąd
          jakieś 6 km dzieli nas od Duggi - chyba najlepiej zachowanych i najbardziej
          imponujących rzymskich budowli w Tunezji. Leżą na skalistym wzniesieniu na
          skraju gór Tebersuk. Tuż za budką strażnika zachwycający teatr ze 188 r. na 3,5
          tys. widzów. Wspinamy się do najwyższego 19. rzędu, skąd świetnie widać ruiny
          miasta i poprzecinaną polami dolinę. Prócz nas dwóch jest tylko paru
          cudzoziemskich turystów. Można by kontemplować do woli, ale zrywa się ostry
          wiatr i deszcz. Szczękając zębami, obchodzimy imponujące pozostałości licznych
          świątyń, agorę, plac Róży Wiatrów (wciąż można odczytać nazwy niektórych z
          nich), Dom Trifolium (nazwa od głównej sali w kształcie listka koniczyny),
          nimfeum, łaźnie, akwedukt...

          Czwartek-piątek

          Dugga to nasze przedostatnie tunezyjskie "odkrycie". Teraz już tylko nadmorski
          odpoczynek w Mahdii, mieście-twierdzy zbudowanej w X wieku przez Fatymidów na
          dziobatym kamiennym cyplu. Na zawsze zapamiętam jego niezwykłą medynę z Wielkim
          Meczetem i placem du Caire.



          • Dinar dzieli się na 1000 milimów; 1 dinar = 1,25 dol.


          Alicja Dąbrowska
    • beduinka Tunezja coraz mniej liberalna 16.09.05, 12:57
      Tunezja coraz mniej liberalna

      gazeta.pl, Marta Kazimierczyk 15-09-2005

      Władze Tunezji uchodzącej za jeden z najbardziej liberalnych krajów arabskich
      zabraniają się spotykać obrońcom praw człowieka, odwołują kongres dziennikarzy,
      grożą niezależnym sędziom. Międzynarodowe organizacje biją na alarm i nie chcą,
      żeby listopadowy ONZ-owski Światowy Szczyt Społeczeństwa Informacyjnego odbył
      się w Tunisie

      Władze Tunezji od lat starają się budować wizerunek swojego państwa i
      prezydenta jako dbających o prawa człowieka i strzegących wolności słowa.
      Jednak ostatnio coś się w tym obrazie psuje, a światowe organizacje są "mocno
      zaniepokojone pogorszeniem się sytuacji w prawach człowieka w Tunezji".

      Na początku września władze nie pozwoliły Tunezyjskiemu Związkowi Dziennikarzy
      zorganizować kongresu, na który zaproszono już m. in. Reporterów Bez Granic i
      Międzynarodową Federację Dziennikarską. - Jestem głęboko oburzony tą bezprawną
      decyzją władz - mówi szef związku i zapowiada, że dziennikarze się nie poddadzą
      i będą działać, aż "przywrócą tunezyjskiemu dziennikarstwu utracony honor".

      Dostało się nie tylko dziennikarzom. W takiej samej sytuacji znalazła się Liga
      Praw Człowieka. Sąd w Tunisie zabronił tej najstarszej organizacji praw
      człowieka w świecie arabskim na organizację dorocznego kongresu. Zakazu
      domagało się podobno 22 byłych członków Ligi związanych z rządzącą partią RCD,
      którzy twierdzą, że wyrzucając ich, organizacja stała się w rzeczywistości
      ruchem opozycyjnym. - Ten zakaz to polityczna decyzja w prawniczym przebraniu -
      mówił rozgniewany szef Ligi Muchtar Trifi.

      Na tym nie koniec. Rząd zagroził mianowicie, że rozwiąże Zrzeszenie
      Tunezyjskich Sędziów, którzy ośmielili się zażądać niezależności sądów.

      Władze nie mogły liczyć, że nikt nie zauważy takich manewrów - Tunezja jest pod
      uważną obserwacją, jako planowane miejsce organizacji ONZ-owskiego Światowego
      Szczytu Społeczeństwa Informacyjnego (WSSI) w listopadzie.

      Ostro zaprotestowały już Amnesty International i Międzynarodowa Federacja
      Dziennikarska (IFJ). - To policzek dla demokracji - mówi Aidan White, szef IFJ,
      i wzywa kraje członkowskie ONZ do protestu przeciw "kontroli i manipulacji
      opinią publiczną". - Każdy rząd, który weźmie w tym szczycie udział, powinien
      wiedzieć, że wkracza na teren, gdzie wolność mediów to fikcja - przekonuje
      White.

      Podobnego zdania jest wiceszef tunezyjskiej ligi obrony praw człowieka Suhajr
      Balhasan. - Konferencja na temat wolnych mediów w Tunezji to jak konferencja na
      temat środowiska w elektrowni atomowej - stwierdził.

      Ostatnie działania władz w Tunisie nie są wielką niespodzianką. W czerwcu do
      Tunezji pojechali dziennikarze z organizacji Reporterzy bez Granic, a po
      powrocie napisali raport pod tytułem "Nie masz tu żadnych praw, ale witamy w
      Tunezji!". Podobno właśnie tak powitał ich policjant, kiedy próbowali wejść na
      publiczne przesłuchania w Tunisie.

      Raport nie zostawił na władzach suchej nitki: cenzura w kraju ma się świetnie,
      potężna maszyna propagandy działa bez zarzutu, najwyższym prawem jest słowo
      prezydenta, a wmawianie Zachodowi, że władze respektują wolność mediów, to
      zwykłe matactwo. W każdej kafejce internetowej wisi zakaz wchodzenia na
      określone strony - głównie portale organizacji praw człowieka i opozycji.
      Gazety są pełne pochwał i zdjęć prezydenta, za krytykę wodza można dostać pięć
      lat.

      Czy w listopadzie w Tunisie nieprawomyślni dziennikarze i nieposłuszni
      internauci będą słuchać zza kratek, jak ONZ debatuje nad wolnością światowych
      mediów?
      • blackagnes Re: Tunezja coraz mniej liberalna 07.10.05, 22:36
        www.arabia.pl/content/view/280920/2/
    • gajasirocco "W wodzie i algach"Anna Suliga Super Express 19-08 19.08.06, 12:05
      Thalassoterapia czyni cuda
      To zabiegi i preparaty, w których używana jest woda morska bogata w składniki
      mineralne...
    • gajasirocco "Dwa muzea Susy" z Arabia.pl-M.M. Dziekanowie 23.08.06, 19:43
      Dwa muzea Susy
      Magdalena i Marek Dziekanowie
      środa, 2006-08-23 18:23:53
      Susa to kilkusettysięczne (dane różnią się znacznie – od 150 do 800 tysięcy)
      nadmorskie miasto w środkowej Tunezji. To jednocześnie jeden z pierwszych w
      kraju ośrodków turystycznych, największy port i trzecie co do wielkości miasto
      Tunezji. Wyróżnia się piękną Madiną – starówką z wieloma uroczymi zaułkami
      (fot. 1 - po lewej), ukrytymi w nich meczetami i pięknym, krytym Suk al-Arba’a –
      Sukiem Środowym z pozostawionymi tradycyjnymi podziałami konfekcyjnymi.

      Zazwyczaj odwiedzając Susę turyści zwiedzają dwa „sztandarowe” zabytki miasta –
      ribat z VIII w. i o wiek starszy Wielki Meczet – Al-Masdżid al-Dżami. Wśród
      popularnych zabytków z epoki muzułmańskiej wspomnież można także słynną Kubbę.
      I właśnie ponieważ to zabytki najbardziej znane, toteż i najlepiej opisane,
      choćby w zwykłych przewodnikach turystycznych. Susę odwiedziliśmy w czasie
      ostatnich wakacji i znaleźliśmy tam dwa niezwykle interesujące muzea, związane
      ściśle z muzułmańskimi dziejami Tunezji, choć w przypadku pierwszego z nich
      zwyczaje, których dotyczy, na pewno sięgają głębiej, jednakże ekspozycja
      związana jest już z dziejami nowożytnymi Tunezji.

      Muzeum Drzewa Oliwnego
      Przy ulicy 2 Mars 1934, na wysokości hotelu „El Hana” mieści się od niedawna
      Museé de l’Olivier (Mathaf az-Zajtuna), którego dyrektorem jest Guedira Awatef.
      Zwraca uwagę już samo otoczenie muzeum, które przez ścianę sąsiaduje z
      niewielkim meczetem, a przez ulicę – z łaźnią mauretańską. Ciekawostką jest sam
      meczet, raczej współczesny, z typowym, zbudowanym na planie czworokąta
      minaretem, który tylko swoją najwyższą częścią wystaje ponad dachy, zaś
      zasadnicza część jakby „wbudowana” jest pomiędzy budynek muzeum a sasiedni,
      całkiem nowoczesny budynek wielorodzinny. Drzwi wejściowe do muzeum obudowane
      są ozdobną, choć celowo „siermiężną” futryną z drzewa oliwnego (okładka folderu
      Muzeum, fot. 2 - po prawej). Na uwagę zasługuje tradycyjny, choć niezbyt stary
      (z lat 30. XX wieku) dom o typowej, miejskiej strukturze.
      .
      Z niewielkiej sieni na parterze na górę prowadzą wąskie marmurowe schody,
      klatka schodowa wyłożona jest płytkami w typowe tunezyjskie wzory. Pierwsze
      piętro zajmuje rodzaj salonu, który pionowo przenika całą wysokość domu i
      kończy się ozdobną kopułą (fot. 3 - na dole po lewej), do której przytwierdzony
      jest ogromny, piękny żyrandol z korzenia drzewa oliwnego (fot. 4 - na dole po
      środku). To typowy miejski dom, w którym centralne patio przykryte jest kopułą.
      Struktura kopuły ma funkcje nie tylko ozdobne, ale także wspomaga cyrkulację w
      budynku. Na samym jej szczycie znajdują się otwory, którymi w lecie nagrzane
      powietrze ulatnia się z budynku. Jeszcze chyba piękniejsza jest kopuła w
      budynku zwanym Dar al-Madina (Dar el Medina) w pobliżu Wielkiego Meczetu na
      Medynie, gdzie obecnie znajduje się duży sklep z wyrobami rzemiosła
      artystycznego. Ten dom pochodzi z przełomu XIX i XX w....
      więcej na Arabia.pl
    • gajasirocco Pociągiem po Saharze 28.08.06, 10:28
      lexicorient.com/tunisia/seldja03.htm
    • gajasirocco "Niesłychanie spokojna stolica" TUNIS-GW 19-09 16.09.06, 11:07
      W dodatku TURYSTYKA:TUNIS-teks Piotra Ibrahima Kalwasa

      Będąc na wakacjach w Tunezji, warto zrezygnować na jeden dzień z leżenia na
      plaży i odwiedzić to nieduże, pełne uroku miasto...
    • gajasirocco "Coraz więcej turystów odwiedza Tunezję"zArabia.pl 07.10.06, 18:32
      Coraz więcej turystów odwiedza Tunezję
      KUNA
      2006-10-07 15:23:01
      Liczba turystów, którzy odwiedzili Tunezję wzrosła o 3,4% w stosunku do
      zeszłego roku tzn. w tym roku przyjechało do Tunezji już 5,13 miliona turystów.
      Jak podano w raporcie stworzonym przez Tunezyjski Urząd Turystyki wysokość
      dochodu w twardej walucie w sektorze turystycznym wzrosła o 5% to jest 384,2
      dinarów tunezyjskich (296 $).

      Tunezję najczęściej odwiedzali Europejczycy, a z Europejczyków najchętniej
      Francuzi, wyprzedzając Niemców i Włochów. Za mieszkańcami Europy uplasowali się
      obywatele krajów sąsiednich – Libijczycy, Algierczycy i Marokańczycy.
    • gajasirocco Przeobrażenia w krajach Maghrebu...TUNEZJA 10.10.06, 13:43
      Przeobrażenia w krajach Maghrebu i ich wpływ na bezpieczeństwo regionu
      Grzegorz Wilk-Jakubowski
      2006-10-10 07:45:39
      Przeobrażenia zachodzące obecnie na wielu płaszczyznach w Maroku, Algierii
      oraz Tunezji tworzą platformę zbliżenia w regionie Morza Śródziemnego. Niemały
      w nich udział mają kraje Zachodu, dzięki którym ukształtował się system
      stanowiący podstawę stabilizacji i bezpieczeństwa, wykraczający poza państwa
      tego regionu geopolitycznego.
      Przykład może tu stanowić Maroko, które już w 2002 r. zapobiegło atakowi Al-
      Kaidy na zachodnie statki w cieśninie Gibraltaru; od dwóch lat państwo to
      odgrywa strategiczną rolę w ochronie południowej części Morza Śródziemnego.
      Przyszłość Europy - z uwagi na potencjał służący wzajemnemu zaspokajaniu
      potrzeb – jest częściowo zależna od sytuacji wewnętrznej krajów Maghrebu.
      Międzynarodowa współpraca, predysponowana i wzmacniana dzięki przemianom w
      Maghrebie, stanowi podstawę bezpieczeństwa stabilizacji całego regionu.

      Region śródziemnomorski od wieków stanowi obszar spotkania cywilizacji.
      Wzajemne stosunki między państwami Europy i Maghrebu mają więc długą tradycję
      kontaktu obustronnych wpływów (determinowane są siecią różnorodnych powiązań –
      historycznych, ekonomicznych, politycznych i kulturowych).

      Wzajemne zależności, bliskość geograficzna oraz dążenie do rozwoju
      gospodarczego to tylko niektóre przesłanki dążeń do współistnienia w
      bezpiecznym i stabilnym środowisku. Unia Europejska jest tu głównym (ale nie
      jedynym – biorąc pod uwagę strategiczną pozycję USA w tej części świata)
      wewnętrznym stabilizatorem i propagatorem działań na rzecz zapewnienia
      bezpieczeństwa w całym regionie. Reformy strukturalne zachodzące państwach
      Maghrebu, wspierane, a niekiedy nawet ukierunkowywane przez UE, zapewnić mają
      docelowo obszar pokoju, dobrobytu i stabilności. Wiąże się to z koniecznością
      transformacji systemów politycznych, nieefektywnych z ekonomicznego punktu
      widzenia gospodarek i konserwatywnych społeczeństw. Procesy adaptacyjne
      zachodzące obecnie Maghrebie stanowią jeden z czynników determinujących
      stosunki wewnątrz świata arabskiego - z jednej strony, oraz relacje Europa –
      Afryka Północna, a przez to UE – MENA1- z drugiej.

      Przeobrażenia społeczno-gospodacze i polityczne państw Maghrebu
      Sytuacja polityczna w krajach Maghrebu, na tle innych niedemokratycznych, a
      często autorytarnych państw MENA, wypada korzystnie. Ustroje wszystkich trzech
      państw regulowane są nowoczesnymi ustawami zasadniczymi (konstytucja Tunezji z
      1959 r., zmieniana w 1988 r. i 2002 r.; Maroka z 1996 r.; i Algierii z 1976 r.,
      nowelizowana w 1996 r.). Ustanowiły one trójpodział władz - z dominacją
      egzekutywy oraz dwuizbowym parlamentem, w powiązaniu z systemem wielopartyjnym
      i cyklicznymi wyborami. Algieria i Tunezja to republiki prezydenckie, Maroko -
      dziedziczna monarchia konstytucyjna.

      Tunezja
      Tunezja oceniana jest na arenie międzynarodowej za najbardziej liberalne
      spośród trzech państw Maghrebu, mimo, że w kraju rządzonym autorytarnie od 1987
      r. przez Ben Alego nie dochodzi do wymiany ekip władzy. Zgodnie z konstytucją
      prezydent mógł sprawować urząd trzykrotnie, jednak referendum przeprowadzone w
      maju 2002 r. wprowadziło nielimitowaną liczbę kadencji na to stanowisko.
      Pozwoliło to Ben Alemu objąć funkcję prezydenta po raz czwarty (w wyniku
      wyborów z 24.10.2004 r.).

      Funkcjonujący w Tunezji system polityczny określa się mianem „demokracji
      odpowiedzialnej”. Charakteryzuje się on częstymi zmianami personalnymi w
      składzie rządu. Prezydent, dokonując rotacji kadrowych, zapewnia sobie
      lojalność polityków. Zmiany w składzie rządu dokonane 10 listopada 2004 r.
      wykazują kilka nowych tendencji:

      weterani tunezyjskiej polityki są stopniowo odsuwani od swoich stanowisk
      (np. dymisja ministra spraw zagranicznych Habiba Ben Yahji);

      ważne politycznie resorty „siłowe” nadal pozostały pod kontrolą sprawdzonych
      współpracowników Ben Alego (dotychczasowy minister spraw wewnętrznych Hẻdi
      M’henni objął stanowisko ministra obrony);

      w resortach związanych z gospodarką, nauką i nowymi technologiami prezydent
      powołał osoby młodsze, lepiej wykształcone (w celu podjęcia wyzwań wynikających
      z współpracy z Unią Europejską, a także wzrostu konkurencyjności w dziedzinie
      nowych technologii).

      Dominującym ugrupowaniem politycznym jest prezydenckie Zgromadzenie
      Konstytucyjno-Demokratyczne. Silną pozycję prezydenta i jego partii podkreśliły
      dodatkowo wybory samorządowe z 8 maja 2005 r. Partia prezydencka - Zgromadzenie
      Konstytucyjno-Demokratyczne - zdobyła w nich 94% mandatów. Względna zamożność
      obywateli przekłada się na utrzymanie spokoju społecznego (dochód w
      przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniósł w 2005 r. 2978 USD)2.

      Stowarzyszenie „Reporterzy bez granic” sporządziło w 2005 r. raport, z którego
      wynika, że na 167 sklasyfikowanych państw - Tunezja zajmuje 147 miejsce w
      świecie pod względem przestrzegania wolności słowa. Sytuację w zakresie
      kontroli prasy poprawiło zniesienie cenzury w styczniu 2006 r., chociaż krok
      ten został podjęty głównie w celu poprawy wizerunku kraju wobec państw
      zachodnich. Zastosowanie zdecydowanych środków administracyjno-politycznych z
      równoczesnym szybkim wzrostem gospodarczym doprowadziło w konsekwencji do
      ograniczenia działalności fundamentalistów.

      Gospodarka tunezyjska boryka się z wieloma problemami strukturalnymi: m. in. z
      niską stopą inwestycji, bezrobociem, które wg oficjalnych danych dotyka ok.15
      proc. ludności w wieku produkcyjnym, mało przejrzystą prywatyzacją, a także
      słabością sektora bankowego i ubezpieczeniowego. W 2005 r. Tunezja rozpoczęła
      wdrażanie nowego programu gospodarczego. Jego realizacja opiera się na uznaniu
      przemysłu i turystyki za dwa główne filary prowadzące do poprawy sytuacji
      gospodarczej. Zwiększeniu uległy wydatki na cele innowacyjne - od modernizacji
      linii technologicznych po kształcenie kadr. Przemysł - najważniejszy sektor
      gospodarki tunezyjskiej (jedna piąta rocznego dochodu i 15% miejsc pracy) -
      przeżywał trudności związane m. in. z wygaśnięciem umów włókienniczych, które
      regulowały import wyrobów tekstylnych z Chin i z Indii. Mimo tego wartość
      tunezyjskiego eksportu w 2005 r. wzrosła o 12,9% w porównaniu z rokiem
      poprzednim. Turystyka jest głównym źródłem dopływu dewiz dla gospodarki (daje
      ona ok. 6% PKB). Podniesienie hotelowych standardów ma doprowadzić do
      ukształtowania się modelu „turystyki wyższej jakości”. Podkreślenia wymaga
      fakt, że konsekwentnie realizowana strategia gospodarcza ukierunkowana jest na
      prywatyzację przedsiębiorstw państwowych i liberalizację gospodarki.



      Polityka zagraniczna Tunezji skoncentrowana jest na trzech priorytetowych
      celach:


      rozwoju współpracy z państwami Unii Europejskiej;

      utrzymaniu współpracy z USA;

      współdziałaniu z innymi państwami Maghrebu, świata arabskiego i afrykańskiego.

      Rozwój współpracy z państwami Unii Europejskiej podyktowany jest względami
      natury gospodarczej. Czołowa pozycja Tunezji w stosunkach z UE w 2004 r. uległa
      zachwianiu na skutek niezrealizowania unijnych projektów w zakresie
      demokratyzacji, praw człowieka i dobrego rządzenia. Uniemożliwiając
      przeprowadzenie kongresu Tunezyjskiej Ligi Praw Człowieka w 2005 r. władze
      naraziły się na krytykę ze strony UE.

      Tunis zabiega również o utrzymanie dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi
      głównie ze względów gospodarczych i militarnych. W lutym 2006 r. amerykański
      sekretarz obrony D. Rumsfeld zapowiedział kontynuację współpracy z Tunezją we
      wszystkich dziedzinach w ramach w ramach partnerstwa strategicznego.

      Od 1958 r. Tunezja jest członkiem Ligi Państw Arabskich. Udział w pracach tej
      organizacji Tunis podkreśla przez popieranie procesu pokojowego na Bliskim
      Wschodzie
    • beduinka Tunezyjki wracają do chust. 14.10.06, 01:09
      Tunezyjki wracają do chust.

      Obecna sytuacja mieszkanek Tunezji jest wyjątkowa w całym świecie arabskim,
      jednak część z nich wybiera powrót do tradycji.

      Źródło: portal onet 11.10.2006

      Do niedawna mogły budzić zazdrość kobiet we wszystkich krajach arabskich. Teraz
      dobrowolnie zakrywają twarze i wyzbywają się swoich praw. Ku zgorszeniu władz,
      które starają się nie dostrzegać, że Tunezja wkracza na drogę fundamentalizmu.
      Wszystko zaczęło się rok czy dwa lata temu. W salach wykładowych uniwersytetu
      pojawiły się studentki w chustkach lub czapeczkach na głowach. "Powoli
      zamieniały je na tradycyjne chusty mimo zakazu ich noszenia. W administracji
      niektóre sekretarki też zaczęły zakrywać głowy. Pytane, dlaczego to robią,
      mówiły: »Czuję taką potrzebę«" – opowiada Samia, profesor prawa na
      uniwersytecie w Tunisie.

      W swojej własnej, dostatniej rodzinie pani profesor zauważyła całą
      serię "nowych, niepokojących oznak". Pewnego dnia jej siostrzenica odmówiła
      pójścia do domu, w którym był pies, bo "to nieczyste zwierzę i przeszkadza w
      modlitwie". Innym razem jedna z przyjaciółek odrzuciła jej zaproszenie na
      kolację, wiedząc, że będzie serwowany alkohol. Zamężne kobiety coraz chętniej
      na powrót zakładają hidżab. W piątki meczety pękają w szwach. Coraz częściej w
      czwartki i piątki odbywają się też wspólne modlitwy, w dziesięć lub dwadzieścia
      osób, w domu jednego z członków rodziny.
      Pięćdziesiąt lat po tym, jak Habib Burgiba, ojciec niepodległości Tunezji,
      przyznał kobietom prawa równe z mężczyznami, Tunezyjczycy stanęli przed
      poważnym wyzwaniem związanym z wyborem tożsamości. Wyzwaniem, które dotyczy
      dziś całego arabsko-muzułmańskiego świata. Chusty, coraz popularniejsze – nosi
      je jedna kobieta na cztery w Tunisie, zaś na prowincji trzy na cztery – to
      tylko wierzchołek góry lodowej. Władze tunezyjskie, dbając o korzystny
      wizerunek kraju, niechętnie przyznają się do związanych z tym niepokojów.
      Zadowalają się powtarzaniem, że prezydent Ben Ali bez względu na naciski "nigdy
      nie uchyli praw zdobytych przez kobiety ani Kodeksu Statusu Osobistego".

      Kodeks, ogłoszony w sierpniu 1956 roku, kilka miesięcy po odzyskaniu
      niepodległości, był na swoje czasy rewolucyjny. Z dnia na dzień zakazano
      poligamii i wypędzania żon, zaś rozwody zostały zalegalizowane. Wprowadzono
      minimalny wiek konieczny do zawarcia małżeństwa i obowiązek zgody obu stron.
      Pełnoletnia kobieta nie musi od tego czasu mieć zezwolenia opiekuna, by wyjść
      za mąż. Kobiety uzyskały też prawa wyborcze.
      Towarzyszył temu znaczący wysiłek w kierunku powszechnej edukacji.
      Spopularyzowano również świadome planowanie rodziny. Pod pewnymi względami
      Tunezja wyprzedzała nawet Francję. Od 1963 roku kobiety mające więcej niż
      pięcioro dzieci mogły legalnie usunąć ciążę, a od 1973 w ogóle nie były karane
      za aborcję. Od tamtego czasu średnia liczba dzieci na jedną kobietę spadła z
      siedmiorga do niewiele ponad dwojga.
      Obecna sytuacja mieszkanek Tunezji jest wyjątkowa w całym świecie arabskim.
      Prezydent Ben Ali nie tylko prawnie zatwierdził politykę poprzednika, ale od
      1987 roku, od początku swoich rządów, kontynuuje ją i rozwija. Fakt, że
      opozycja i ruchy wolnościowe boją się przyznać, ile kobiet sprzeciwiających się
      rządowi jest prześladowanych. A jednak postęp jest niezaprzeczalny. Od 1993
      roku kobieta w Tunezji nie musi być posłuszna swojemu mężowi, małżonkowie winni
      są sobie "wzajemny szacunek". Prawnie uregulowano też to, że dziecku nadaje się
      narodowość matki. A od 1998 roku istnieje fundusz gwarantujący wypłatę
      alimentów kobietom rozwiedzionym i ich dzieciom.

      Jedyna wyraźna prawna nierówność między mężczyznami i kobietami dotyczy praw
      spadkowych. Problem jest drażliwy, bowiem w Koranie zapisano, że mężczyzna
      dziedziczy dwa razy więcej niż kobieta. Od pięciu lat związane z opozycją
      Tunezyjskie Stowarzyszenie Demokratek (ATFD) uparcie wraca do tego tematu. Bez
      powodzenia. "To nie jest istotna narodowa kwestia. Darowizna pozwala ojcu
      obejść ten problem bez obrażania tradycji" – ocenia Saloua Ayachi Labben,
      minister ds. kobiet i rodziny. "Niektóre stacje telewizyjne Półwyspu Arabskiego
      już teraz ostro nas krytykują za Kodeks Statusu Osobistego. Jeśli dojdzie do
      tego jeszcze kwestia dziedziczenia, możemy wszystko stracić!" – dorzuca ze
      swojej strony Aziza Hatira, przewodnicząca związanej z rządem narodowej Unii
      Tunezyjskich Kobiet (UNFT).
      W Kairuanie, czwartym świętym mieście islamu, położonym 200 kilometrów na
      południe od stolicy kobietom nie przyszłoby nawet do głowy wysiadywać w
      kawiarnianych ogródkach, jak to robią w Tunisie. W klasie Zakhii,
      trzydziestoletniej rozwiedzionej nauczycielki ponad połowa uczennic nosi
      chusty. Podobnie wygląda to wśród nauczycielek. Pani od wychowania fizycznego
      nie odkrywa głowy nawet w czasie prowadzenia zajęć sportowych. "Winien jest
      zakaz noszenia hidżabu" – zapewnia Zakhia.
      W tym konserwatywnym i biednym mieście tradycja ciąży kobietom coraz bardziej.
      Na przykład dziewictwo ma wciąż „kapitalne znaczenie” dla większości mężczyzn,
      którzy jednakowoż sami sobie folgują, pod pretekstem, że "muszą zdobyć
      doświadczenie" – mówi z gniewem Meriem, studentka.

      Lecz dużo bardziej niż kwestie wolności i równości doskwierają kobietom
      trudności codziennego życia. Bezrobocie, niskie zarobki, wysokie koszty
      utrzymania, niepewna przyszłość... Pretensje się mnożą i wpływają na życie
      małżeńskie. "Nie ma już mężczyzn w Tunezji!" – ten refren słyszy się ze
      wszystkich stron. Niewiele kobiet otwarcie wypowiada się na ten temat, lecz te,
      które mówią, twardo obstają przy swoim. "Ostatnim mężczyzną" był ich ojciec.
      Wszyscy inni nie "potrafią sprostać swoim obowiązkom", szczególnie dotyczącym
      rodziny.
      W Kairuanie nie ma wielu rozrywek. Telewizja jest jedną z nich, przy tym nie
      kosztuje drogo. Tak więc wszystkie rodziny namiętnie śledzą wiadomości
      pokazywane przez Al-Dżazirę i Al-Manar, stację Hezbollahu. To dla nich jedyny
      sposób uczestniczenia w cierpieniach świata muzułmańskiego, "niesprawiedliwie
      zaatakowanego przez Zachód". Imen, śliczna młoda dziewczyna ubrana na czarno,
      zwierza się, że nie przestaje płakać i modlić się, słysząc o wydarzeniach w
      Palestynie, Iraku czy Libanie. Jej bohater? Nasrallah! Gorąco pragnie, by
      religijny przywódca libańskich szyitów "dalej stawiał odpór Izraelowi".
      Innym idolem Imen i jej przyjaciółek jest Amr Khaled, kaznodzieja, gwiazda
      bliskowschodniej religijnej stacji Iqra. To charyzmatyczny i piękny chłopiec.
      Kobiety wymieniają się kasetami z jego programami, robią sobie z nich
      urodzinowe prezenty. "Mówi nam o religii. Uczy szacunku dla innych,
      posłuszeństwa wobec rodziców. Kocham go, kocham!" – Imen nagle się zapala, oczy
      jej błyszczą.

      Wiele klientek Habiby przekraczając próg jej sklepu ma jeden cel: dostosować
      się do zaleceń Amra Khaleda. "Chcemy stać się dobrymi muzułmankami" – wyznaje
      Habiba. Od czterech lat handluje islamskimi strojami. Obroty wciąż rosną.
      Poza tradycyjnym kaftanem młoda kobieta proponuje cały wachlarz strojów: barwne
      i kokieteryjne chusty – prawie sexy, ascetyczne habity i dżalabije (najbardziej
      tradycyjne stroje religijne). Zauważa, że jej klientki są bardzo zmienne w
      upodobaniach. "Niektóre decydują się nosić dżalabiję, a następnego roku
      zarzucają ten pomysł. Zwyczaje ubraniowe nie są jeszcze zakorzenione" – ocenia.
      Hit tego lata? "Islamski strój kąpielowy". Bardzo modny na tunezyjskich
      plażach, występował w kilku wersjach: od sportowych spodenek, poprzez małe
      czarne spódniczki nakładane na jednoczęściowe opalacze, po długie halki.
      W przeciwieństwie do swoich koleżanek z Tunisu, Habiba nie skarży się na
      prześladowania ze strony policji. W regularnych odstępach siły porządkowe
      faktycznie robią naloty na sklepy z religijnymi strojami. "Przestańcie
      • beduinka cd. Tunezyjki wracają do chust. 14.10.06, 01:10
        Wiele klientek Habiby przekraczając próg jej sklepu ma jeden cel: dostosować
        się do zaleceń Amra Khaleda. "Chcemy stać się dobrymi muzułmankami" – wyznaje
        Habiba. Od czterech lat handluje islamskimi strojami. Obroty wciąż rosną.
        Poza tradycyjnym kaftanem młoda kobieta proponuje cały wachlarz strojów: barwne
        i kokieteryjne chusty – prawie sexy, ascetyczne habity i dżalabije (najbardziej
        tradycyjne stroje religijne). Zauważa, że jej klientki są bardzo zmienne w
        upodobaniach. "Niektóre decydują się nosić dżalabiję, a następnego roku
        zarzucają ten pomysł. Zwyczaje ubraniowe nie są jeszcze zakorzenione" – ocenia.
        Hit tego lata? "Islamski strój kąpielowy". Bardzo modny na tunezyjskich
        plażach, występował w kilku wersjach: od sportowych spodenek, poprzez małe
        czarne spódniczki nakładane na jednoczęściowe opalacze, po długie halki.
        W przeciwieństwie do swoich koleżanek z Tunisu, Habiba nie skarży się na
        prześladowania ze strony policji. W regularnych odstępach siły porządkowe
        faktycznie robią naloty na sklepy z religijnymi strojami. "Przestańcie
        sprzedawać te szmaty!" – rozkazują policjanci, po czym zatrzymują na ulicach
        przypadkowe kobiety w hidżabach i rugają je: "Zdejmij tę chustę! Następnym
        razem wezwę cię na posterunek!".

        Przez następne dni wystraszone kobiety zastanawiają się: "kogo mam słuchać –
        policjantów czy Boga?". A potem władze spuszczają z tonu. Chusty są znów
        tolerowane, aż do "następnego ataku złości"– mówią studentki. Co następuje na
        ogół na początku roku akademickiego lub na końcu, w trakcie sesji.
        W walce z tym, co jedni nazywają hossą islamu, a inni powrotem do tradycji,
        tunezyjskie władze nie mają żadnej strategii. Wierzą, że siłą woli obronią
        prawa kobiet, a przy tym stosują metody przymusu – kompletnie
        nieskuteczne. "Rząd jest zaniepokojony, lecz nie chce przyznać, że nie da rady
        sam prowadzić tej batalii i musi znaleźć sprzymierzeńców, na przykład wśród
        laickiej lewicy – mówi lekarka, pracownica administracji publicznej. – Trzeba
        rozpocząć poważną debatę o naszym społeczeństwie. Trzeba rozmawiać. Wciąż
        jeszcze nie jest za późno, ale czasu mamy niewiele. Tylko kiedy władze to
        zrozumieją?".
    • gajasirocco Tunezja zerwała stosunki z Katarem-z Arabia.pl 26.10.06, 08:52
      Tunezja zerwała stosunki z Katarem
      Rząd tunezyjski zdecydował się zerwać stosunki dyplomatyczne z Katarem oraz
      zamknąć jego ambasadę w proteście przeciwko „celowemu i prowokacyjnemu”
      stanowisku kanału telewizyjnego Al-Dżazira mającego swoją siedzibę w Ad-Dauha.

      Komentarze Al-Dżaziry nigdy nie były prawdziwe i obiektywne, jeśli chodzi o
      sprawy Tunezji, dodał rząd. Tunezja szanuje wolność słowa i opinii oraz docenia
      obiektywne media, ale działalność Al-Dżaziry „złamała wszelkie granice.”
    • beduinka Bitwa o hidżaby 16.11.06, 21:09
      Al-Hajat” z 13 i 25.10: „Bitwa o hidżaby” między władzami Tunezji a islamistami
      nabrała nowego rozmachu po przemówieniu prezydenta Zine El Abidine Ben Ali.
      Obserwatorzy wyrażają niepokój, aby „bitwa o hidżaby” nie doprowadziła do
      wznowienia konfliktu między władzami a islamistami po 15 latach spokoju.


      Bezprecedensowe rozpowszechnienie się hidżabów wzmogło obawy władz o fiasko
      polityki laicyzacji, prowadzonej w Tunezji od uzyskania niepodległości w 1956
      r. Analitycy wiążą szybkie rozprzestrzenienie się hidżabów z różnymi
      czynnikami, które z tego nakrycia głowy i z noszenia bród uczyniły jeden z
      fundamentów tożsamości. Można powiedzieć, że zjawisko hidżabu to tylko
      dostrzegalna część góry lodowej.

      Istnienia tej ukrytej części możemy się domyślać w niespotykanym przedtem
      masowym napływie ludzi do meczetów i wzroście religijności oraz pojawieniu się
      radykalnych ruchów religijnych, których zwolennicy są obecni we wszystkich
      ludowych dzielnicach Wielkiego Tunisu. Jedne z tych ruchów proklamują dżihad,
      inne wzywają do przywrócenia kalifatu.

      Godne odnotowania jest, że najbardziej nieprzejednanymi krytykami obecnej
      kampanii przeciwko hidżabom nie są islamiści, lecz stowarzyszenia obywatelskie
      oraz organizacje laickie i lewicowe, które występują przeciwko „wtrącaniu się
      państwa w życie prywatne obywateli”.

      Paradoksalnie, Tunezyjska Robotnicza Partia Komunistyczna potępiła obecną
      kampanię jako „pogwałcenie wolności jednostki”. Uważa ona, że kampania
      przeciwko hidżabom stanowi „dodatkowe potwierdzenie, że reżim nie jest zdolny
      do rozwiązywania problemów społecznych inaczej niż tylko sięgając po środki
      bezpieczeństwa”. Partia ta, podobnie jak inne ugrupowania lewicowe oraz
      stowarzyszenia laickie, występuje przeciwko noszeniu hidżabów.

      Ugrupowania laickie uważają niemniej, że „obrona praw kobiet i ich osiągnięć
      może być prowadzona jedynie w atmosferze wolności i demokracji, która pozwoli
      wszystkim obywatelom na artykułowanie swoich poglądów, na udział w życiu
      publicznym, a krajowi – na dokonanie swego wyboru”. Obserwatorzy uważają, że
      kampania przeciwko hidżabom nie zjednoczyła wokół władz tych wszystkich sił,
      które łączy niechęć do ugrupowań religijnych. Przeciwnie, oddaliła ona od rządu
      zarówno laicką lewicę, jak i obrońców praw człowieka, chociaż odrzucają oni
      hidżaby. W świetle negatywnego bilansu kampanii jest bardzo prawdopodobne, że
      władze zmienią decyzję i zaprzestaną prześladowania zawoalowanych kobiet.

      źródło: Biuletyn MSZ
    • beduinka Tunisia: Good, bad and ... Internet 02.04.07, 14:52
      Tunisia: Good, bad and ... Internet

      © 2006, IRED.Com, Inc. Simeon Mitropolitski.

      In Tunisia, for example, the family of President Zine el-Abidine Ben Ali
      controls national access to the Internet and he has built up very effective
      censorship, with the Web sites of all opposition publications and many news
      sites blocked. The regime also dissuades people from using Web-based e-mail,
      which is harder to monitor than standard e-mail such as Outlook.
      (Reporters Without Borders)
      Since we gave another decade of power to the Tunisian political leadership in
      our last year report, this country has kept close to its bad record as one of
      the most pro-Western Arab secular tyrannies. In an almost ideal example of a
      country with split personality, it tries to project one image to the world, at
      least to the Western world, and at the same time deals mercilessly with its
      domestic opponents. The list of freedom-loving persons put in jail is growing.
      At the same time a close political relation with the West is applied in order
      to remove any possible critique against the regime. Tunisia is among the
      countries considered to be a French turf on the global playing table. Too many
      things in Tunisia cannot be properly explained without looking to France as a
      main international intervening factor. Secular modernization is at the core of
      political legitimacy of the ruling regime. Yet precisely this modernization is
      to life one unexpected tool in the hands of the opposition, the Internet.

      There is a good page in the Tunisian story and it's the gradual economic
      openness. In fact, since 2005 foreigners can more easily buy properties in the
      country. Up until then they had to apply for special permits. Now, the legal
      regime has changed from asking permission to buy to registration of the
      property transfer, which is by no means done automatically and fast, but it's
      at least a step forward in the right direction. As a country without oil and
      gas exports, Tunisia is heavily dependent on international tourism and on some
      specific industries' exports. This means it must be calm and predictable,
      otherwise nobody will go there. Millions of foreign tourists still go and their
      number is growing. On all these good points we should congratulate the regime.
      In reality, for those going to get a rest for one or two weeks, there is
      something much more important than the liberty of speech. This is sad but this
      is the reality.

      On the bad side we still have a tight government grip over society. Opponents
      are jailed and silenced. Independent foreign critics are filtered. The
      government put the country into the black list of 15 states, declared to be
      enemies of Internet. The Web looks exactly like in an Orwellian world. The
      government filters the main stream of information, distributes licenses and
      provides access to second level of censors that spy over their clients. Unable
      to stop the Internet, the Tunisian leadership tries to nationalize it. As far
      as the users are relatively few, this strategy may bring some fruits. But what
      will happen when all population decides to get connected? What will happen if
      anyone decides to break the taboos? Can government put everyone in jail?

      So far we haven't seen any genuine democratization that has started using
      Internet as a main tool of popular mobilization. That's because the most recent
      wave of democratization in the late 1980s occurred before the Internet era.
      What I can predict, however, is that in the future the Internet will play some
      role in tearing down many secular tyrannies. Tunisian may be one of them.

      źródło: www.ired.com/
    • beduinka Tunisia: Maybe better than it looks 02.04.07, 15:04
      February 2007
      Tunisia: Maybe better than it looks
      © 2007, IRED.Com, Inc. Simeon Mitropolitski.
      Focused only on human rights violations, Internet censorship, administrative
      nepotism, and sham elections, we may make misleading conclusions about the
      state of affairs in one of the leading modernizing Arab countries, Tunisia.
      Staring at its flaws is a useful exercise as far as it doesn't mislead us to
      think that the situation is as bad as in, let's say, Syria. Russia is a country
      that looks much closer to the current situation of Tunisia in terms of
      openness. It's the social mood that makes Tunisia better off. If in countries
      like Russia predominant social attitudes are pushing it away from the West, in
      Tunisia, on the contrary, predominant mood, especially among younger
      generations, is remarkably pro-western.

      Throughout the years we covered Tunisia's uneven social development. We didn't
      hide anything that might look disturbing. Tunisia now isn't a free country in
      any possible meaning. People cannot choose rulers; they aren't free to express
      opinions that may be considered subversive for the government. Especially after
      9/11 the government has one more reason to fear political dissidence and to use
      this fear against real and imaginary opposition, the threat of radical
      religious fundamentalism. Tunisia's main foreign sponsor, France, actually
      doesn't care too much about the quality of democracy in most developing
      countries.

      All this is true, but Tunisia isn't Syria or Iraq under Saddam, after all.
      Political oppression is done in much milder way. Consider these facts, in
      Tunisia the government punishes dissidents by denying them medical services, by
      firing them from jobs, by denying them the right to gather by using judicial
      system. A government that uses such tools is oppressive, no doubt, but it tries
      not to look oppressive. There is obviously something special in the case of
      Tunisia, something that forces the government to apply repression without
      appearing too much repressive.

      One possible explanation is that Tunisia wants not to annoy the European Union,
      with which it has signed a treaty of association. This explanation at first
      seems plausible, but in fact the EU isn't a major factor in Tunisia. Brussels
      doesn't consider Tunisia even remotely as a potential member state. With its
      leverage being low, the EU cannot force any country to change its political
      regime nature unless clear prospective for membership is provided. Second, it's
      actually France that maintains privileged relations with Tunisia. Paris
      supports a different concept of human rights than Washington or London.
      According to this concept, a well-nourished and well-educated population has
      enough human rights regardless of political regime.

      I will look for explanations regarding this relative Tunisian moderation in the
      social mood that shapes the political institutions and governmental policy.
      Unlike countries such as Russia, where mild authoritarianism is supported by
      predominantly anti-western public sentiments, in Tunisia the public opinion is
      actually very much pro-European. With no real job perspectives, Tunisian youth
      looks at Europe as a natural first choice for professional development. An
      interesting phenomenon is gradually making its way; people in Tunisia develop
      what they call 'Mediterranean' identity. This means that they feel the
      Europeans from the other side of the Mediterranean as culturally closer than
      some other Muslims and Arabs such as Iranians and Saudis.

      I can draw certain parallels with late communist societies in Eastern Europe.
      In the 1970s and 1980s the predominant mood was that these societies are much
      closer culturally to the West than to Soviet Union, especially to its Central
      Asian republics. In hindsight, it seems obvious that this mood was one of the
      forerunners for the incoming demise of the communist system. It will be
      interesting to see if such 'Mediterranean' identity may lead to demise of the
      pan-Arab and pan-Islamic identity in countries such as Tunisia and Morocco. Not
      that men and women in Tunisia will stop thinking about themselves as Arab or
      Muslim; the question is whether these identities will stop being so dominant
      and politically charged.

      www.ired.com/
    • beduinka List z północno-zachodniej Tunezji. 28.04.07, 13:56
      List z północno-zachodniej Tunezji. Z dala od pustyni

      Maciej Froński
      2007-03-26
      gazeta.pl - turystyka

      Cedrowe lasy, pionowe czerwonawe skały, gdzieniegdzie zielone łąki i pola.
      Bajka!

      Tunezja kojarzy nam się z bezkresnymi piaskami pustyni, z medynami Susy i
      Tunisu, z Wielkim Meczetem w Kairuanie, ze wspaniałym amfiteatrem w el Dżem, z
      morzem i plażami. Ale jest też inna Tunezja. Położona z dala od wydeptanych
      ścieżek, wabiąca (zwłaszcza na przełomie kwietnia i maja) soczystą zielenią,
      oferująca ciekawe i mało znane zabytki - Tunezja północno-zachodnia.

      ***

      Kiedy jedzie się od południa, jeszcze przed Thalą góry i pola stają się
      zielone. To miła odmiana po żółto-brązowej monotonnej pustyni, po równie
      jednobarwnych południowych grzbietach Atlasu. Minąwszy Thalę, której rzymskie
      ruiny zasługują na rzut okiem (nie więcej), dojeżdżamy do serca i głównego
      węzła komunikacyjnego regionu - Le Kef. Leży tak daleko od turystycznych
      szlaków, że prawie nie sposób kupić tu widokówki. Mnie się to w końcu udało w
      jakimś zakurzonym sklepie papierniczym - kartki wyglądały tak, jakby
      wydrukowano je co najmniej 20 lat temu. Miasto leży na południowo-zachodnim
      stoku góry Dżebel Dir. Z jego najwyższego punktu - kazby - roztacza się
      wspaniały widok na okoliczne wzniesienia (al kaf to po arabsku skała). Wysokość
      sprawia, że w pochmurny wiosenny dzień można w mieście porządnie zmarznąć,
      zwłaszcza wieczorem. Atmosfera medyny w pełni to jednak rekompensuje. Wąskie
      uliczki, białe domy z błękitnymi wykończeniami, nastrojowe kafejki. Ozdobą
      miasta jest meczet Sidi Bu Machluf z charakterystycznymi białymi kopułami i
      ośmiobocznym, również białym minaretem ozdobionym zielonymi kafelkami. Są też
      dwa zamknięte kościoły, rzymskie łaźnie i cysterny. Ciekawostką jest zamknięta,
      choć dostępna dla turystów synagoga (zapłaciłem dinara, ale nie za bilet, tylko
      jako bakszysz dla dozorcy) - pamiątka obecności Żydów sefardyjskich w Afryce
      Północnej, a także tania restauracyjka Bu Machluf specjalizująca się w gęstej
      lablabi (zupa z cieciorki). Godne polecenia jest muzeum etnograficzne (Musee
      des Arts et Traditions Populaires, wtorek-niedziela 9-13 i 16-19, w zimie 9.30-
      16.30) ukazujące dawne życie mieszkańców tej części kraju. Nieopodal, po
      przekroczeniu Bab Chediw (Brama Zdrady) zaczyna się cudowny las. Idąc dalej
      aleją wysadzaną eukaliptusami, miniemy po lewej mało interesujące resztki
      rzymskich cystern, a wkrótce potem, po prawej, zarośnięty cmentarzyk katolicki,
      pozostałość po francuskim panowaniu. Kiedy odbijemy w lewo w bitą drogę,
      zobaczymy niezwykły krajobraz: cedrowy las, nad nim pionowe czerwonawe skały,
      gdzieniegdzie zielone łąki i pola. Bajka!

      ***

      Kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Le Kef znajdują się najciekawsze
      chyba rzymskie zabytki w Tunezji. Dugga z daleka wita nas swoją najbardziej
      reprezentacyjną budowlą - słynnym kapitolem. Ta niezbyt wielka, choć świetnie
      zachowana budowla wsparta na sześciu kanelowanych (żłobkowanych) kolumnach
      zwieńczonych liśćmi akantu króluje nad wzgórzem, na którym rozłożyło się
      miasto. Spod kapitolu rozciągają się wspaniałe widoki na okoliczne góry. W
      teatrze warto zwrócić uwagę na fantazyjną kolumnadę (kolumny nie stoją w jednym
      rządku, lecz jedne są wysunięte do tyłu, inne do przodu) dawnej sceny. Godny
      polecenia jest łuk Aleksandra Sewera, świątynia Junony Celestis, termy
      Licyniusza czy mauzoleum libijsko-punickie, rzadka pozostałość po
      przedrzymskiej historii kraju. Dugga szczyci się szeregiem dość dobrze
      zachowanych budynków z okresu rzymskiego tworzących wciąż żywą siatkę ulic
      starożytnego miasta.

      Kto chce zobaczyć, jak naprawdę wyglądało życie w czterech ścianach rzymskiego
      domu, powinien udać się do położonej nieco na północny zachód Bulli Regii. Jej
      mieszkańcy, najpewniej dla ochrony przed bardzo dokuczliwymi w tej części
      Tunezji upałami, budując wille pierwszą kondygnację ukrywali w podziemiach, a
      dopiero druga była na poziomie gruntu. I właśnie te podziemia zachowały się w
      prawie nienaruszonym stanie, pozwalając podpatrzyć mieszkańców Bulli Regii
      mniej więcej tak, jak przyglądamy się codziennej krzątaninie obywateli
      rzymskich Pompejów czy greckiego Delos. Błądzenie po ciemnych, przeważnie tylko
      z jednym oknem pokojach czy nieco jaśniejszych atriach w pełni rekompensuje
      brak reprezentacyjnych (z wyjątkiem niewielkiego teatru i skromnych term)
      budowli miasta. Ciekawostką są sześciokątne komory odciążające w nadbudówkach
      ponad atrium w Domu Polowań, których funkcją było zmniejszenie ciężaru wyższej
      kondygnacji. Ozdobą większości willi są piękne mozaiki (wstęp 3 dinary plus
      dinar za prawo fotografowania).

      ***

      Z Bulli Regii już tylko krok do Ain Draham, malowniczego miasteczka położonego
      wysoko w górach Chrumirii. Zabytków tu nie ma, szeregiem ciągną się za to
      bielone wapnem, kryte czerwoną dachówką i ocienione zielenią drzew i bluszczu
      domy pozwalające nawet w słoneczne dni rozkoszować się rzadkim w Tunezji
      chłodem. Popijając kawę na tarasie jednej z knajpek, możemy podziwiać panoramę
      okolicznych szczytów. Na najwyższy - Dżebel Biri (1014 m n.p.m.) - prowadzi
      asfaltowa szosa. Spod wierzchołka zabudowanego wojskową stacją radarową
      roztaczają się wspaniałe widoki (można nawet dostrzec dwa jeziora położone już
      w Algierii). W drodze powrotnej warto odbić w jedną z odchodzących od szosy
      ścieżek i zagłębić się w porastający zbocza góry las korkowy.

      Po północno-zachodniej Tunezji, jak i zresztą po reszcie kraju, warto się
      poruszać louage'ami (busiki) albo autobusami liniowymi. Pozwala to nie tylko
      cieszyć się pięknym krajobrazem za oknem, ale i towarzystwem, a nierzadko także
      pomocą życzliwych miejscowych. Przy okazji można poznać upodobania muzyczne
      mieszkańców. W tych wiejskich, trochę zaniedbanych okolicach niepodzielnie
      króluje przedstawiciel starszego pokolenia śpiewających amantów Farid al
      Atrasz.

      Trochę cen: dinar tunezyjski = 2,5-3 zł, obiad 2-7 dinarów, kawa, herbata 1,
      nocleg w schronisku lub tanim hotelu 6-11, pocztówka 0,2, znaczek do Polski 0,6
    • beduinka Twoje wrażenia z Tunezji 28.04.07, 14:00
      Mój kolega z Tunezji poprosił mnie, bym namówiła Polaków, którzy byli w Tunezji
      do podzielenia się wrażeniami (tymi pozytywnymi i negatywnymi) z pobytu w jego
      kraju

      www.myopenspace.info/forum/index.php
      • niqaab Re: Twoje wrażenia z Tunezji 04.05.07, 17:14
        Bardzo chętnie tylko nie wiem czemu odrzuca mi połączenie z tym serwerem... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka