karla1980 Re: TUNEZJA 30.05.03, 09:59 Witaj Beduinko, podziwiam Cię za Twoje pasje i trzymaj tak dalej! W tym roku mam ochotę wyjechać do Tunezji, choć muszę przyznać, że obecna sytuacja na świecie troszkę mnie przeraża. Odpowiedz mi, czy mimo wszystko w Tunezji jest bezpiecznie? Nie należy się spodziewać jakiegoś zamachu? Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link
beduinka Re: TUNEZJA 30.05.03, 22:13 Ja do Tunezji lecę w przyszłym tygodniu (ale tylko przejazdem do Libii). Turystyka jest główną gałęzią tunezyjskiej gospodarki, to na niej trzyma się cały budźet tego kraju. Dlatego też Tunezja bardzo pilnuje, by być postrzeganą jako kraj bezpieczny. Jak najbardziej nie masz się tam czego obawiać. Jeź i baw się dobrze. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
karla1980 Re: TUNEZJA 31.05.03, 08:43 Dzięki za radę, w takim razie lecę do Tunezji!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link
beduinka Re: TUNEZJA 31.05.03, 11:00 to bardzo się cieszę i jestem pewna, że spędzisz tam wspaniały czas Odpowiedz Link
beduinka Kontrowersyjna wizyta Chiraca w Tunezji 04.12.03, 23:25 Kontrowersyjna wizyta Chiraca w Tunezji Tunezyjska opozycja oskarża francuskiego prezydenta, że pomniejsza problem łamania praw człowieka w ich kraju Czy Francja, by zachować mocarstwową pozycję, przymyka oko na łamanie praw człowieka w swych byłych koloniach? Takie zarzuty wywołała wizyta prezydenta Jacques'a Chiraca w Tunezji. W rozmowie z prezydentem ben Alim Chirac poruszył sprawę adwokat Radii Nasraoui, która od pięciu tygodni prowadzi strajk głodowy, twierdząc, że jest zastraszana przez władze. Chirac wyraził nadzieję, że będzie mogła niebawem przerwać głodówkę. Jego wypowiedź miała jednak niewiele wspólnego z potępieniem łamania swobód obywatelskich. - We Francji także mamy ludzi, którzy urządzają strajki głodowe (...). Pierwszym prawem człowieka jest, by miał co jeść, by się nim opiekowano, by otrzymał edukację i miał gdzie mieszkać. Z tego punktu widzenia musimy pamiętać, że Tunezja jest krajem bardziej rozwiniętym niż wiele innych - stwierdził. Tymczasem w Tunezji przedstawiciele opozycji i ci, którzy upominają się o prawa człowieka, często są więzieni, a nawet torturowani. Głodująca pani Nasraoui oskarżyła Chiraca o "pomniejszanie problemu łamania praw człowieka w Tunezji". Jeszcze ostrzej wypowiedział się na łamach francuskiego tygodnika "Nouvel Observateur" tunezyjski publicysta Taoufik Ben Brik. "Francja, by utrzymać swą rangę na świecie, podejmuje szeroko zakrojone działania... szczególnie wobec miękkich dyktatur" - stwierdził. - Deklaracja Jacques'a Chiraca pokazuje, że wyznaje on minimalistyczną koncepcję praw człowieka - oświadczył w Paryżu w imieniu opozycyjnej partii partii socjalistycznej François Hollande. ŹRÓDŁO: gazeta.pl dp 04-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka O TUNEZJA na stronach GAZETY 03.01.04, 17:14 www2.gazeta.pl/turystyka/810636,30718,3529896,P_KRAJ.html Odpowiedz Link
beduinka Craxi w Hammamecie - List z Tunezji 10.10.04, 17:32 Craxi w Hammamecie - List z Tunezji Tysiące Polaków odwiedzają każdego roku Tunezję. Wielu trafia do Hammametu - śródziemnomorskiego kurortu, słynnego z najpiękniejszych ponoć plaż na tunezyjskim wybrzeżu. Tu, w cieniu wspaniale odrestaurowanych potężnych murów medyny sąsiadują ze sobą dwa cmentarze - malutki chrześcijański i znacznie większy muzułmański. Muzułmańskie nagrobki można oglądać tylko zza niewysokiego muru, bo srogie napisy w kilku językach kategorycznie zabraniają wejścia. Za to utykający dozorca cmentarza katolickiego szerokim gestem zaprasza wszystkich wykazujących choć odrobinę zainteresowania i wiedzie ku wspaniałemu grobowcowi z białego marmuru. Napis: Bettino Craxi 1934-2000. Craxi w Hammamecie? Co robił w Tunezji premier rządu, twórca potęgi włoskich socjalistów, wiceprzewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej? Przewodniki, zazwyczaj pełne ciekawostek, milczą, zaś włoscy przyjaciele... unikają tematu. Ale wszystko się zgadza. To grobowiec Bettino Craxiego, w latach 1983-87 premiera włoskiego rządu, którego w wyniku akcji "Czyste ręce" oskarżono o korupcję i kontakty ze światem przestępczym. Ścigany międzynarodowymi listami gończymi w 1994 r. uciekł do Tunezji i zamieszkał w swojej willi w Hammamecie. Zaocznie skazany na wieloletnie więzienie zmarł na zawał serca na początku 2000 r. i tu został pochowany. Zastanawiam się, gdzie mogliby się schronić przed karą polscy politycy o "lepkich rękach": Białoruś? Ukraina? Rosja? A może jednak Tunezja. Wspaniały klimat, życzliwi ludzie, ładne widoki i ceny takie jak u nas albo niższe. Z francuskojęzycznej gazety, w którą handlarz na suku w Neabulu zapakował mi ceramikę, dowiedziałem się, że w Yasmine, modnej i ekskluzywnej części Hammametu, apartament kosztuje 80 tys. tunezyjskich dinarów, czyli dokładnie 240 tys. zł. źródło: gazeta.pl, Jacek Balcewicz 21-08-2004 Odpowiedz Link
derduch Re: Craxi w Hammamecie - List z Tunezji 10.10.04, 17:39 Na Jego grób wpadliśmy całkiem przypadkowo w tym roku, faktycznie jest położony na takim malutkim cmentarzu na przeciw innego ogromnego, koło samych murów obronnych, leżała tam nawet księga kondolencyjna i każdy mógł się tam wpisać. Z tego co zauważyłem bardzo niewielu turystów zapędza się w te miejsce. Odpowiedz Link
beduinka Utonęło 17 nielegalnych imigrantów 15.10.04, 20:06 Utonęło 17 nielegalnych imigrantów Siedemnastu nielegalnych imigrantów utonęło, a 47 uznano za zaginionych, gdy w nocy z soboty na niedzielę u wybrzeży Tunezji wywróciła się przewożąca ich łódź - podały w poniedziałek tunezyjskie władze. Według tego samego źródła, na pokładzie znajdowało się 75 osób, 70 Marokańczyków i pięciu obywateli Tunezji. Służbom ratunkowym udało się wyciągnąć 11 żywych rozbitków. Łódź, która zmierzała do Włoch, wywróciła się w godzinę od rozpoczęcia rejsu około 170 km na południowy wschód od stolicy Tunezji, Tunisu. źródło: PAP, MFi /2004-10-04 Odpowiedz Link
beduinka Wybory parlamentarne i prezydenckie 19.11.04, 20:01 PAP, mat /2004-10-24 Tunezja: Wybory parlamentarne i prezydenckie według stałego scenariusza Tunezja, przyjazne dla zagranicznych turystów okno wystawowe Afryki Północnej, wybiera nowy parlament i prezydenta, ale nikt nie przewiduje, aby mogła nastąpić zmiana na stanowisku głowy państwa zajmowanym od 17 lat przez Zin el- Abidin Ben Alego. 68-letni Ben Ali, który obalił w bezkrwawym zamachu stanu w 1987 roku Habiba Burgibę, w wyborach z 1999 roku uzyskał 99,44 proc. głosów. Dzięki dokonanym dwa lata temu zmianom w konstytucji może być wybierany aż do śmierci. Zgromadzenie Demokratyczno-Konstytucyjne (RCD), partia której przewodniczy Ben Ali, pozostawia pięciu partiom opozycyjnym, które uczestniczą w tych wyborach, 20 proc. miejsc w 189-osobowym parlamencie - mają to zagwarantowane przez ordynację wyborczą. Zagranicznym dziennikarzom, którym zezwolono na odwiedzenie jednego z lokali wyborczych w stolicy, nieliczni głosujący odpowiadali z dumą, że są członkami RCD i głosowali na prezydenta Ben Alego. W Tunezji, gdzie władza skutecznie kontroluje skrajne tendencje religijne, przestrzega się pewnych zewnętrznych form nakazanych przez islam. We wszystkich lokalach wyborczych są np. oddzielne kabiny do głosowania dla mężczyzn i dla kobiet. Prezydent tego 10-milionowego kraju, leżącego między Algierią a Libią, uważany jest przez Zachód za pewnego sojusznika w walce z islamskim terroryzmem. Opozycja, która utrzymuje swe lokale i struktury jedynie dzięki ustawowym subsydiom rządowym, krytykuje go za pakiet ustaw z 2003 roku, które jej zdaniem ograniczają wolność zrzeszania się i wyrażania opinii. Mohammed Bucziha, kandydat na prezydenta z ramienia Partii Jedności Ludowej i kandydat Społecznej Partii Liberalnej, Munjir El Bedżi oświadczyli, że "nie występują w wyborach przeciwko Ben Alemu, lecz razem z nim, aby służyć demokratycznemu postępowi kraju". Partie opozycyjne mają ściśle określony zakres działania - wolno im troszczyć się o poziom życia obywateli. 80-letni teolog islamski Mohamed Talbui, który jest nietykalny ze względu na swój osobisty prestiż, powiedział dziennikarzom w przeddzień wyborów: "Dyktatura zrobiła niestety z moich ziomków osły, które potrafią tylko jeść i ryczeć". Dzienniki, które ukazały się w dniu wyborów piszą o Ben Alim ubiegającym się o czwarty mandat prezydencki jako o "wielkim twórcy przemian". "To czego pragnie naród, to kontynuacja, aby prezydent Ben Ali mógł zrealizować swój ambitny program wyborczy i zapewnić Tunezji miejsce wśród rozwiniętych krajów" - napisał dziennik "Le Temps", uchodzący w Tunezji za niezależny. Odpowiedz Link
beduinka Prez. Ben Ali uzyskał w wyborach 94,48proc. głosów 19.11.04, 20:02 PAP, MD /2004-10-25 Tunezja: Prezydent Ben Ali uzyskał w wyborach 94,48 proc. głosów Rządzący krajem od 17 lat tunezyjski prezydent Zin el-Abidin Ben Ali został w niedzielę wybrany na kolejną pięcioletnią kadencję. Zyskał 94,48 procent głosów. Tunezyjczycy w niedzielę wybierali prezydenta i parlament. Jeszcze przed wyborami nikt nie spodziewał się zmiany na stanowisku szefa państwa. Główni rywale Ben Alego zebrali po 3,78, 0,95 i 0,79 procent głosów - wynika z informacji podanych w poniedziałek w Tunisie, obejmujących dane z wszystkich okręgów. Oficjalnie wyniki zostaną opublikowane przez komisję wyborczą w ciągu dnia. 68-letni Ben Ali, który obalił w bezkrwawym zamachu stanu w 1987 roku Habiba Burgibę, w wyborach z 1999 roku uzyskał 99,44 proc. głosów. Dzięki dokonanym dwa lata temu zmianom w konstytucji może być wybierany aż do śmierci. Odpowiedz Link
beduinka Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:48 Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik źródło: gazeta.pl - turystyka, Alicja Dąbrowska 07-05-2005 Ślady Fenicjan, Rzymian, Arabów i Troglodytów. Stare medyny, barwne suki, palmowe gaje i pustynne wydmy. W małej Tunezji mamy to wszystko pod ręką Piątek Start z Warszawy o 6 rano (czarter). Po trzech godzinach lądujemy w Monastirze. Czysto, porządne toalety... Tuż obok jest metró - kolejka łącząca Monastir i Susę, skąd zamierzamy rozpocząć naszą wędrówkę. Wybieramy hotel Paris (18 dinarów - po krótkim targowaniu się - za dwójkę bez łazienki; za prysznic płaci się osobno dinara). Susa ma kolor piasku - od budowli wyciosanych z żółtych kamiennych bloków. To medyna otoczona świetnie zachowanymi murami z połowy IX w. (długie na ponad 2 km, wysokie na 8 m), Wielki Meczet z 851 r. ze wspaniałym dziedzińcem - zaglądamy przez dziurkę od klucza - i ufortyfikowany muzułmański klasztor (ribat) z końca VIII wieku. Po długiej wędrówce wzdłuż murów odnajdujemy prywatne muzeum przy Rue du Remparts Nord 65 - dom XIX-wiecznego urzędnika ze znakomicie zachowanym wyposażeniem. W sieni pełno niziutkich ławeczek zawalonych poduszeczkami. Sam dom, jeden z najstarszych w Susie, powstał w 928 r. Osobne pokoje dla dwóch żon, bogato rzeźbione łoża z kotarami, toaletki i podnóżki. Mnóstwo luster i komódek, imponująca kolekcja butelek na pachnidła. Wszędzie poduszki. W głębi odkrywamy mikroskopijną kuchenkę do parzenia kawy i herbaty oraz olbrzymią kuchnię do gotowania, pełną okopconych kotłów, wielkich patelni i stągwi. Jest nawet wykafelkowana studnia. Łazienka to niecka z bloków marmuru na postumencie (woda ścieka do niej z góry kamiennym kanalikiem). A obok - pisuar z czasów rzymskich! Działa, co sprawdzamy ukradkiem. Z tej łazienki nie chce się wychodzić. Ale kusi taras - kawiarnia na dachu z widokiem na medynę. Poza tym czeka kazba - dawna twierdza częściowo przerobiona na muzeum archeologiczne pełne cudownych rzymskich mozaik (najlepsza w kraju kolekcja po tuniskim Bardo). Zachwyca dziedziniec z resztkami rzymskich kolumn i posągów wśród palm i wciąż kwitnących pelargonii. Zapach chleba ciągnie nas do piekarni po płaskie placki posypane czarnym sezamem. Odtąd zawsze już będziemy kupować taki chleb, jeszcze gorący. A poza tym piekarnie są pociągająco przedpotopowe. Sobota Dopiero dziś odkrywam, że nasz hotel, kwadrat z uroczym wewnętrznym dziedzińcem pełnym wymyślnych kaktusów, krzaczastych pelargonii i wszędobylskich bugenwilli, ma wspaniały taras. Antyczne mury okalające medynę są na wyciągnięcie ręki. Cel dzisiejszego poranka - Cysterna Sofra z X wieku. Niestety, jest w remoncie. Pocieszamy się wspaniałym gmachem - muzeum Kalaout el Kouba z XI/XII w. Ponoć ta dziwna budowla z kopułą pokrytą zygzakowatym wzorem służyła kiedyś do wydawania przyjęć. Po drodze mijamy targ warzywno-rybno-mięsny. W wielkiej hali dorodne karczochy (w życiu takich nie widziałam!), olbrzymi koper włoski, naręcza pietruszki i szpinaku, stosy liści babki, góry oliwek, mnóstwo gatunków daktyli (Tunezja to ich prawdziwe królestwo, a teraz jest szczyt sezonu). Niestety, niebo pokrywają bure chmury (mamy drugą połowę grudnia), od czasu do czasu mży. Uciekamy na południe. Najpierw El Dżem. Pociągi, choć całkiem niezłe, jeżdżą dość rzadko, no i mało jest linii. Najszybsze i najwygodniejsze są dalekobieżne zbiorowe taksówki louages [czyt. luaż]. Renault lub peugeoty zabierają pięć osób, czasem trzeba trochę poczekać, aż zbierze się komplet. Niestety, mamy pecha - dziś początek dwutygodniowych ferii, wszędzie tłok. W dodatku nic nie jedzie do El Dżem. Jednak z pomocą "naganiaczy" (znajdą was na każdym dworcu) w końcu wsiadamy do louage. Słono przepłacamy - moja wina, nie ustaliłam z kierowcą ceny na początku. El Dżem składa się z koloseum z II w., niewiele mniejszego od rzymskiego (wstęp - 4,2 dinara; żądają też dinara za fotografowanie, tak będzie w każdym zabytkowym miejscu). Mieściło 30 tys. widzów. Jest owalne, z różowo-żółtego kamienia. Arena ma kształt wielkiego jaja. Przez środek biegnie podłużna dziura dla gladiatorów. Tędy wychodzili z kazamatów, które ciągną się pod koloseum. Podziemia są gigantyczne, z celami dla ludzi i zwierząt. Jeszcze biegiem do muzeum, bo zbliża się godz. 17. Oglądamy niezwykłe mozaiki i spacerujemy po archeologicznym parku. W nim też mozaiki pod gołym niebem, kolumny i resztki rzymskich willi. Oprowadza nas bystry przewodnik, nie żądając dodatkowej opłaty. W El Dżem nie mamy już co robić ani gdzie nocować. Nie wiadomo, jak się stąd wydostać, bo po zmroku louages prawie nie kursują (za mało klientów). A my chcemy jechać dalej na południe, do Safakisu. Pozostaje pociąg. Przed godz. 22 jesteśmy w Safakisie. To drugie po Tunisie miasto. Wysadzaną palmami, imponującą aleją Habiba Burgiby (w każdym zakątku Tunezji b. prezydent ma place, ulice, pomniki) idziemy do medyny otoczonej świetnie zachowanymi murami obronnymi (IX wiek). Kompletnie pusto i trochę nieswojo. Znajdujemy tani hotelik cały w kafelkach. Konsjerżami są dwaj ślicznie ubrani "dziadkowie". W arcyszerokich, marszczonych, bufiastych spodniach z białego płótna, z krokiem w kolanach, w ciemnobrązowych burkach, filcowych czapeczkach rondelkach bordo, do tego wąsiki, okulary i Koran pod ręką. Niedziela Z samego rana zanurzamy się w niezwykłą medynę Safakisu - cudowny świat zadaszonych suków (w filmie "Angielski pacjent" grały rolę targu w Kairze). Po wąziutkich uliczkach pełnych straganów i sklepików niewiele większych od samych przekupniów przewala się tłum. Ale sprzedawcy nie są nachalni, niewielu tu zresztą cudzoziemców. Są sektory tkanin, dywanów, pachnideł, stolarzy, kowali, szewców, farbiarzy... A za murami (w nich niezwykłej urody bramy - bab) targ spożywczy. Polecana w przewodniku kawiarnia El Diwan tkwi w obronnym murze. Jest rzeczywiście wspaniała - ostre kolory, niskie ławeczki i stołki, mnóstwo dywaników i poduszek, w kącie stosy wodnych fajek (korzysta się z nich za darmo, kosztuje tylko tytoń), przepyszna café caramel. Oczywiście siedzą tu sami mężczyźni i obserwują każdy nasz ruch. Postanawiamy ruszyć do Kabes (inaczej Gabes - trzeba uważać na nazwy, które występują w różnych wersjach!), starej oazy, a dziś przemysłowego miasta słynnego z doskonałej henny i palmowych gajów (palmeraie). Niestety, akurat nie jedzie tam louage, ale możemy dostać się od razu na Dżerbę. W tej legendarnej Ziemi Marzycieli, zwanej Wyspą Lotofagów, gdzie zatrzymał się na trochę Odyseusz, nawet w środku zimy temperatura rzadko spada do 15 stopni. Po drodze (całkiem niezła) krajobraz dość monotonny - raczej płasko, kozy i owce, palmy i drzewa oliwne. W Dżorf ustawiamy się w kolejce do promu - od wyspy dzieli nas 9 km morza. W Humt Suk, głównym mieście Dżerby, bez trudu znajdujemy stary funduk, czyli przerobiony na hotel karawanseraj. Bielone ściany, niebieskie okna i drzwi. Uroczy dziedziniec z arkadami (na dole stały wielbłądy, na górze kupcy) pełen kaktusów, pelargonii i kwitnących bugenwilli. W kątach kamienne baryłki służące niegdyś do tłoczenia oleju i amfory. Jak się okaże, że dach funduku to wspaniałe miejsce na piknik z widokiem na panoramę dachów (można się też opalać!). Obok naszego funduku stoi kościół, cały biały, przypomina bardzo te południowoamerykańskie z czasów konkwisty. Niestety, w 1964 r. został znacjonalizowany i zamknięty. O tej porze dnia i roku centrum miasta jest niemal wymarłe, nastawione na turystów restauracje świecą pustkami - z wyjątkiem męskich herbaciarni, do których krępujemy się wstąpić. Rano Humt Suk się ożywi, zamieniając się w prawdziwy suk. Poniedziałek Suk wypełnia cały środek miasta. Wszystko dla turystów. Nie sposób przejść bez nagabywania, co zniechęca do spaceru. Ale kuszą wspaniałe ciastkarnio-bary i piekarnie (a śniadanie w naszy Odpowiedz Link
beduinka Re: Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:49 Poniedziałek Suk wypełnia cały środek miasta. Wszystko dla turystów. Nie sposób przejść bez nagabywania, co zniechęca do spaceru. Ale kuszą wspaniałe ciastkarnio-bary i piekarnie (a śniadanie w naszym funduku skromne...). Idziemy nad morze. Niestety, dość zapuszczone, na brzegu śmieci, wokół zniszczony betonem krajobraz. Jednak nie chciałyśmy trafić do turystycznych enklaw (zones touristiques) proponowanych przez biura podróży, jak np. północno- wschodnie wybrzeże Dżerby - przez 20 km ciągnie się tam pasmo hoteli, które zmonopolizowały najlepsze plaże na wyspie. Nad samym morzem kazba o potężnych fortyfikacjach przerobiona na muzeum. Tuż obok rozsiadł się lokalny (nieturystyczny) bazarek - głównie warzywa i wszelaka tandeta. Wieczorem wstępujemy jednak do męskiej herbaciarni w centrum. Dywaniki na ścianach, maleńkie malowane stoliki, stare lampy i fotografie, instrumenty muzyczne i wodne fajki. Niezbyt dobra zielona herbata z orzeszkami pinii kosztuje słono - najwyraźniej dla cudzoziemców jest tu ekstracennik. Wtorek Poranek zmarnowany w banku na wymianie czeków podróżnych. Na dworcu autobusowym - o dziwo! - rozkład jazdy, także po francusku. Jedziemy do Guellala, ok. 25 km na południe od Humt Suk. Oglądana z okien autobusu wyspa wydaje się dość płaska, sucha ziemia w rdzawym kolorze, nieliczne palmy i bezlistne figowce. Guellala to centrum ceramiczne Dżerby. Placyki i uliczki zastawione misami i dzbanami, na oko - masówka pod turystów. My jednak szukamy starożytnej tłoczni oleju Ali Berbere. Nie prowadzą tam żadne drogowskazy, ale w końcu trafiamy. To coś w rodzaju jaskini z sufitami z drewna palmowego i starą prasą do oliwek z pnia palmy. Brakuje tylko wielbłąda, który obracałby kieratem, wyciskając olej. Staruszek, który pokazuje nam tłoczarnię, lepi też - pokazowo, dla turystów - garnki na starym kole. Środa Zaraz po śniadaniu opuszczamy nasz uroczy funduk. Louage wiezie nas do Tatawin. Tym razem nie korzystamy z promu, lecz z grobli łączącej Dżerbę z lądem, zbudowanej w czasach rzymskich. Dziewięciokilometrowa dwukierunkowa droga po bokach obłożona głazami niewiele wystaje ponad poziom morza (ekscytujące przeżycie). Tatawin liczy ok. 10 tys. mieszkańców i nie ma w nim nic szczególnego prócz suku, rzecz jasna, i kolorytu gorącej prowincji (słońce przygrzewa naprawdę ostro!). Naszym celem są okoliczne ksary - ufortyfikowane spichlerze - oraz starożytne wioski na wzgórzach, a Tatawin to najlepszy punkt wypadowy. Lokalny smakołyk to rogi gazeli, czyli podłużne pierożki w słodkim syropie nadziewane masą sezamowo-migdałowo-orzechową. Twarde jak kamień i wcale nie takie dobre. Na postoju louages i camionettes (furgonetki) nie ma dobrych wieści: mała szansa, że uzbiera się chętnych do wioski Chenini, 20 km stąd. "Naganiacze" w okamgnieniu proponują wynajęcie samochodu za 60 dinarów, a nawet za 35. Po chwili nagabuje nas Ali Baba (tak każe się nazywać), właściciel zdezelowanego renault - za 22 dinary zawiezie w trzy miejsca. Zaczynamy od Chenini. Krajobraz coraz bardziej pustynny. Mijamy góry w kształcie egipskich piramid i sfinksów! Niesamowite, rdzawoczerwone barwy, z rzadka jakaś palma. Chenini to wykute w skale domostwa okolone murkami. Wciąż zamieszkane. Meczet i olbrzymie ruiny ksaru na górującym nad wioską szczycie robią wrażenie. 20 km dalej - Douiret. Tu nikt już nie mieszka, można więc swobodnie zwiedzać. Zaglądamy do domostw troglodytów - wykutych w skałach i całkiem funkcjonalnych. Najpierw drążyli "salon", potem "sypialnie", kuchnia była na zewnątrz. Podziwiamy geometryczne płaskorzeźby - wypukłe linie tworzą wzór na kolistych sklepieniach korytarzy i bram. Nie można oderwać od nich wzroku, podobnie jak od licznych naskalnych rysunków (znów dużo niebieskiego!). Jest nawet spory meczet, oczywiście wykuty w skale. U podnóża tej góry kilka białych kwadratowych budowli z kopułami. Groby marabutów, czyli świętych mężów. W drodze powrotnej do Tatawin krótki popas w gigantycznym spichlerzu Ksar Ouled Debbab. Na kilku poziomach setki, jeśli nie tysiące komór na zboże, oliwki i inne zapasy (przypomina trochę koloseum!). Czwartek Z samego rana chcemy dostać się do Ksar Ouled Sultane - chyba największego w okolicy. Tam jeżdżą tylko camionettes - zdezelowane pikapy z drewnianymi ławeczkami pod brezentową budą. Wożą po dziesięć osób, więc ponad godzinę czekamy na resztę klientów. Cena jest tego warta - dinar od osoby. Po drodze wspaniałe widoki: wioski na skałach, ksary, "piramidy" pojedynczych gór (z ruinami na czubkach). Ouled Sultane - imponujący. Szczyci się najpiękniejszym kompleksem ghorf (komory do przechowywania zboża) wznoszących się ponad dwoma dziedzińcami na wysokość czterech kondygnacji. Liczne schodki i drabinki, łukowe wejścia, dziury jak w plastrze miodu... W Tatawin jest dzień targowy, więc bez trudu łapiemy transport powrotny. Po południu louage wiezie nas 120 km do Duz zwanego Bramą do Sahary. Droga wiedzie groblą biegnącą przez środek słonego jeziora Shottt el Jerid. To coś w rodzaju słonej pustyni - jak okiem sięgnąć niskie suchorośla, białe, skrystalizowane łachy, gdzieniegdzie błyszczy tafla wody. Wzdłuż rowków leżą kupki świeżo wykopanej soli. Gdy świeci słońce, równina wokół skrzy się albo zamienia w biały tuman. Piątek Mimo licznych płotków z palmowych liści Douz tonie w piasku. Tuż za miastem ciągną się przecież olbrzymie wydmy Sahary (to właśnie w tym mieście odbywa się Festiwal Sahary - wielki folklorystyczny festyn). Zatrzymujemy się w Hotel 20 Mars przy ulicy o tej samej nazwie. Na środku kwadratowego dziedzińca rośnie potężne drzewo, chyba fikus, gnieżdżą się w nim gromady śpiewających ptaków. Douz słynie z największego w Tunezji gaju palmowego - ponad 400 tys. drzew! Przede wszystkim wielkie palmy daktylowe, dosłownie obsypane przepysznymi owocami (ileż odmian!). Gaj przecinają równiutkie, piaszczyste alejki, misterny system wodnych kanalików i połączeń. Wspaniałe, niemal rześkie powietrze (palmeraie wytwarzają swoisty mikroklimat), mnóstwo ptaków, aż nie chce się opuszczać tego miejsca. Skraj 12-tysięcznego miasta zajmuje wielkie targowisko. Za bramą (obowiązują bilety, po 300 milimów) mnóstwo kramów, głównie odzież, buty i domowy sprzęt, wszędzie garkuchnie i stoiska z łakociami. Hałaśliwa muzyka i zgiełk nie do opisania. Uciekamy stąd czym prędzej. Na kolację w 20 Mars podają tutejszą specjalność brich - surowe jajko zasmażane w cienkim chrupiącym cieście, plus tuńczyk i pietruszka oraz eskalopki z indyka (podobno kraj ten zjada najwięcej indyków na świecie!) z tunezyjską sałatką - drobno posiekane pomidory, cebula, zielona pietruszka, ogórek. Wszystko pyszne. Sobota Pół dnia spędzamy, wędrując po "naszym" gaju palmowym. Drugie pół - na wydmach. To już prawdziwa, bezkresna pustynia. Przedpola Wielkiego Ergu. "U wejścia" stoi dość okropna konstrukcja - niby-brama z niby-amfiteatrem po obu stronach. Tu właśnie odbywa się Festiwal Sahary. W oddali widzimy kilka małych karawan. Turyści. Przejażdżki na wielbłądach to przecież jedna z głównych atrakcji Douz. Ale na ans czeka Tunis z Kartaginą. Niedziela W Tunisie znajdujemy lokum w samych murach medyny (wspaniała mozaika islamskiej architektury sprzed tysiąca lat, od 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO). Medyna to wszechobecny suk - zadaszony labirynt przepastnych bazarów i sklepików-pułapek. W nich piramidy wyrobów ze skóry, zwoje tkanin, rzędy ciżemek, ściany i podłogi z dywaników... Feeria kolorów i dźwięków, odurzająca mieszanka zapachów. Wędrujemy w ślad za wyblakłymi pomarańczowymi strzałkami, trasą zaprojektowaną przez Association de Sauvegarde de la Medina. A więc Meczet Drzewa Oliwnego (inaczej Wielki Meczet), suk el-Attarine (perfumiarski), suk el-Barka (w czasach osmańskich Odpowiedz Link
beduinka Re: Dwa tygodnie w Tunezji. Pamiętnik 15.05.05, 12:50 Wędrujemy w ślad za wyblakłymi pomarańczowymi strzałkami, trasą zaprojektowaną przez Association de Sauvegarde de la Medina. A więc Meczet Drzewa Oliwnego (inaczej Wielki Meczet), suk el-Attarine (perfumiarski), suk el-Barka (w czasach osmańskich targ niewolników), medresa Mouradia, meczet Farbiarzy, pałac Dar Osman (wspaniała fasada). Przeciskamy się się przez wąziutkie zaułki, podziwiając pięknie zdobione bramy i drzwi. W 1881 r. Tunezja znalazła się pod protektoratem francuskim (przy formalnej władzy bejów z dynastii Husajnidów). Ale Francuzi nie naruszyli medyny, tylko wznieśli tuż obok ville nouvelle. W tym nowym mieście atmosfera rzeczywiście europejska: szeroki bulwar główny Avenue Habiba Burgiby, mnóstwo kawiarń i patiserii, no i wspaniała architektura kolonialna z początku XX w. Poruszamy s, korzystając ze znakomitej sieci linii tramwajowych zwanych metro leger. Poniedziałek Metro leger zawozi nas na cały dzień do Bardo (ok. 4 km od centrum Tunisu), najlepszego muzeum w kraju. Mieści się w dawnym pałacu bejów, który sam stanowi nie lada atrakcję - imponująco rozległy, z ogrodem po sąsiedzku i lapidarium tuż obok. Słynie ze wspaniałej kolekcji mozaik, którymi zamożni obywatele rzymskiej Afryki ozdabiali swoje wille. Są tu sale poświęcone Kartaginie, Rzymowi, czasom wczesnochrześcijańskim no i arabskim. Imponujący zbiór glinianych masek pogrzebowych z Kartaginy - dziwne, powykręcane twarze miały odpędzać od zmarłych złe duchy. Zachwyt wzbudzają rzymskie sarkofagi, statuetki i posągi, m.in. Apolla, Eskulapa, Minerwy, Ceres. No a mozaiki! Dumą Bardo jest ta z Neptunem w rydwanie ciągniętym przez morsy - 140 m kw. (pokrywała podłogę salonu willi w Susie). Mnie w pamięci pozostanie też triumf Bachusa, morskie stwory i typy łodzi oraz portret Wergiliusza z "Eneidą" w ręce, w towarzystwie Klio i Melpomeny. Wtorek Do Kartaginy (kilka kilometrów od Tunisu, od 1981 r. na liście UNESCO) jedziemy kolejką biegnącą groblą przez Jezioro Tuniskie i dalej nad Zatoką Tunetańską. Ta legendarna fenicka osada wyrosła na morską i handlową potęgę współzawodniczącą z Rzymem. Po trzeciej wojnie punickiej - 149-146 p.n.e. - wojska Scypiona Afrykańskiego niemal zrównały ją z ziemią. I choć do dziś niewiele pozostało z dawnej wspaniałości tego miasta-państwa, spędzamy tu cały dzień, wędrując od jednych (resztek) ruin do drugich. A teren jest olbrzymi, często korzystamy nawet z elektrycznej kolejki podmiejskiej. Zaczynamy od wzgórza Byrsa, starożytnego centrum, skąd mamy też świetny widok na całą okolicę. Dziś góruje nad wzgórzem neogotycka katedra św. Ludwika zbudowana przez Francuzów w 1890 r. na cześć króla, który zmarł na tutejszej plaży w 1270 r. podczas ósmej krucjaty. W muzeum tuż obok - pozostałości po antycznej Kartaginie. Później czeka nas jeszcze rzymski teatr i wille, porty oraz monumentalne Termy Antoniusza (trzecie co do wielkości w Imperium) ze sterczącymi korynckimi kolumnami. Na mnie największe wrażenie robi Tofet, jakby ukryty w zagłębieniu ziemi - miejsce składania ofiar i cmentarz, gdzie dzieci możnych Kartagińczyków (na ogół noworodki) poświęcano w ofierze bogowi Baalowi Hammonowi i jego małżonce Tanit. Na początku XX wieku odkopano w Tofet ponad 20 tys. urn. Opuszczam Kartaginę z kamienną głową Dydony kupioną u ulicznego handlarza. Ta mityczna założycielka miasta miała pod nie dostać kawałek ziemi rozmiarów skóry wołu. Pocięła więc skórę na cienkie paski i opasała nimi całe wzgórze Byrsa... Środa Z samego rana wyruszamy louage do miasteczka Tebersuk (miła, senna atmosfera, ale nie ma się tu gdzie zatrzymać na dłużej), ponad 100 km od Tunisu, skąd jakieś 6 km dzieli nas od Duggi - chyba najlepiej zachowanych i najbardziej imponujących rzymskich budowli w Tunezji. Leżą na skalistym wzniesieniu na skraju gór Tebersuk. Tuż za budką strażnika zachwycający teatr ze 188 r. na 3,5 tys. widzów. Wspinamy się do najwyższego 19. rzędu, skąd świetnie widać ruiny miasta i poprzecinaną polami dolinę. Prócz nas dwóch jest tylko paru cudzoziemskich turystów. Można by kontemplować do woli, ale zrywa się ostry wiatr i deszcz. Szczękając zębami, obchodzimy imponujące pozostałości licznych świątyń, agorę, plac Róży Wiatrów (wciąż można odczytać nazwy niektórych z nich), Dom Trifolium (nazwa od głównej sali w kształcie listka koniczyny), nimfeum, łaźnie, akwedukt... Czwartek-piątek Dugga to nasze przedostatnie tunezyjskie "odkrycie". Teraz już tylko nadmorski odpoczynek w Mahdii, mieście-twierdzy zbudowanej w X wieku przez Fatymidów na dziobatym kamiennym cyplu. Na zawsze zapamiętam jego niezwykłą medynę z Wielkim Meczetem i placem du Caire. • Dinar dzieli się na 1000 milimów; 1 dinar = 1,25 dol. Alicja Dąbrowska Odpowiedz Link
beduinka Tunezja coraz mniej liberalna 16.09.05, 12:57 Tunezja coraz mniej liberalna gazeta.pl, Marta Kazimierczyk 15-09-2005 Władze Tunezji uchodzącej za jeden z najbardziej liberalnych krajów arabskich zabraniają się spotykać obrońcom praw człowieka, odwołują kongres dziennikarzy, grożą niezależnym sędziom. Międzynarodowe organizacje biją na alarm i nie chcą, żeby listopadowy ONZ-owski Światowy Szczyt Społeczeństwa Informacyjnego odbył się w Tunisie Władze Tunezji od lat starają się budować wizerunek swojego państwa i prezydenta jako dbających o prawa człowieka i strzegących wolności słowa. Jednak ostatnio coś się w tym obrazie psuje, a światowe organizacje są "mocno zaniepokojone pogorszeniem się sytuacji w prawach człowieka w Tunezji". Na początku września władze nie pozwoliły Tunezyjskiemu Związkowi Dziennikarzy zorganizować kongresu, na który zaproszono już m. in. Reporterów Bez Granic i Międzynarodową Federację Dziennikarską. - Jestem głęboko oburzony tą bezprawną decyzją władz - mówi szef związku i zapowiada, że dziennikarze się nie poddadzą i będą działać, aż "przywrócą tunezyjskiemu dziennikarstwu utracony honor". Dostało się nie tylko dziennikarzom. W takiej samej sytuacji znalazła się Liga Praw Człowieka. Sąd w Tunisie zabronił tej najstarszej organizacji praw człowieka w świecie arabskim na organizację dorocznego kongresu. Zakazu domagało się podobno 22 byłych członków Ligi związanych z rządzącą partią RCD, którzy twierdzą, że wyrzucając ich, organizacja stała się w rzeczywistości ruchem opozycyjnym. - Ten zakaz to polityczna decyzja w prawniczym przebraniu - mówił rozgniewany szef Ligi Muchtar Trifi. Na tym nie koniec. Rząd zagroził mianowicie, że rozwiąże Zrzeszenie Tunezyjskich Sędziów, którzy ośmielili się zażądać niezależności sądów. Władze nie mogły liczyć, że nikt nie zauważy takich manewrów - Tunezja jest pod uważną obserwacją, jako planowane miejsce organizacji ONZ-owskiego Światowego Szczytu Społeczeństwa Informacyjnego (WSSI) w listopadzie. Ostro zaprotestowały już Amnesty International i Międzynarodowa Federacja Dziennikarska (IFJ). - To policzek dla demokracji - mówi Aidan White, szef IFJ, i wzywa kraje członkowskie ONZ do protestu przeciw "kontroli i manipulacji opinią publiczną". - Każdy rząd, który weźmie w tym szczycie udział, powinien wiedzieć, że wkracza na teren, gdzie wolność mediów to fikcja - przekonuje White. Podobnego zdania jest wiceszef tunezyjskiej ligi obrony praw człowieka Suhajr Balhasan. - Konferencja na temat wolnych mediów w Tunezji to jak konferencja na temat środowiska w elektrowni atomowej - stwierdził. Ostatnie działania władz w Tunisie nie są wielką niespodzianką. W czerwcu do Tunezji pojechali dziennikarze z organizacji Reporterzy bez Granic, a po powrocie napisali raport pod tytułem "Nie masz tu żadnych praw, ale witamy w Tunezji!". Podobno właśnie tak powitał ich policjant, kiedy próbowali wejść na publiczne przesłuchania w Tunisie. Raport nie zostawił na władzach suchej nitki: cenzura w kraju ma się świetnie, potężna maszyna propagandy działa bez zarzutu, najwyższym prawem jest słowo prezydenta, a wmawianie Zachodowi, że władze respektują wolność mediów, to zwykłe matactwo. W każdej kafejce internetowej wisi zakaz wchodzenia na określone strony - głównie portale organizacji praw człowieka i opozycji. Gazety są pełne pochwał i zdjęć prezydenta, za krytykę wodza można dostać pięć lat. Czy w listopadzie w Tunisie nieprawomyślni dziennikarze i nieposłuszni internauci będą słuchać zza kratek, jak ONZ debatuje nad wolnością światowych mediów? Odpowiedz Link
blackagnes Re: Tunezja coraz mniej liberalna 07.10.05, 22:36 www.arabia.pl/content/view/280920/2/ Odpowiedz Link
gajasirocco "W wodzie i algach"Anna Suliga Super Express 19-08 19.08.06, 12:05 Thalassoterapia czyni cuda To zabiegi i preparaty, w których używana jest woda morska bogata w składniki mineralne... Odpowiedz Link
gajasirocco "Dwa muzea Susy" z Arabia.pl-M.M. Dziekanowie 23.08.06, 19:43 Dwa muzea Susy Magdalena i Marek Dziekanowie środa, 2006-08-23 18:23:53 Susa to kilkusettysięczne (dane różnią się znacznie – od 150 do 800 tysięcy) nadmorskie miasto w środkowej Tunezji. To jednocześnie jeden z pierwszych w kraju ośrodków turystycznych, największy port i trzecie co do wielkości miasto Tunezji. Wyróżnia się piękną Madiną – starówką z wieloma uroczymi zaułkami (fot. 1 - po lewej), ukrytymi w nich meczetami i pięknym, krytym Suk al-Arba’a – Sukiem Środowym z pozostawionymi tradycyjnymi podziałami konfekcyjnymi. Zazwyczaj odwiedzając Susę turyści zwiedzają dwa „sztandarowe” zabytki miasta – ribat z VIII w. i o wiek starszy Wielki Meczet – Al-Masdżid al-Dżami. Wśród popularnych zabytków z epoki muzułmańskiej wspomnież można także słynną Kubbę. I właśnie ponieważ to zabytki najbardziej znane, toteż i najlepiej opisane, choćby w zwykłych przewodnikach turystycznych. Susę odwiedziliśmy w czasie ostatnich wakacji i znaleźliśmy tam dwa niezwykle interesujące muzea, związane ściśle z muzułmańskimi dziejami Tunezji, choć w przypadku pierwszego z nich zwyczaje, których dotyczy, na pewno sięgają głębiej, jednakże ekspozycja związana jest już z dziejami nowożytnymi Tunezji. Muzeum Drzewa Oliwnego Przy ulicy 2 Mars 1934, na wysokości hotelu „El Hana” mieści się od niedawna Museé de l’Olivier (Mathaf az-Zajtuna), którego dyrektorem jest Guedira Awatef. Zwraca uwagę już samo otoczenie muzeum, które przez ścianę sąsiaduje z niewielkim meczetem, a przez ulicę – z łaźnią mauretańską. Ciekawostką jest sam meczet, raczej współczesny, z typowym, zbudowanym na planie czworokąta minaretem, który tylko swoją najwyższą częścią wystaje ponad dachy, zaś zasadnicza część jakby „wbudowana” jest pomiędzy budynek muzeum a sasiedni, całkiem nowoczesny budynek wielorodzinny. Drzwi wejściowe do muzeum obudowane są ozdobną, choć celowo „siermiężną” futryną z drzewa oliwnego (okładka folderu Muzeum, fot. 2 - po prawej). Na uwagę zasługuje tradycyjny, choć niezbyt stary (z lat 30. XX wieku) dom o typowej, miejskiej strukturze. . Z niewielkiej sieni na parterze na górę prowadzą wąskie marmurowe schody, klatka schodowa wyłożona jest płytkami w typowe tunezyjskie wzory. Pierwsze piętro zajmuje rodzaj salonu, który pionowo przenika całą wysokość domu i kończy się ozdobną kopułą (fot. 3 - na dole po lewej), do której przytwierdzony jest ogromny, piękny żyrandol z korzenia drzewa oliwnego (fot. 4 - na dole po środku). To typowy miejski dom, w którym centralne patio przykryte jest kopułą. Struktura kopuły ma funkcje nie tylko ozdobne, ale także wspomaga cyrkulację w budynku. Na samym jej szczycie znajdują się otwory, którymi w lecie nagrzane powietrze ulatnia się z budynku. Jeszcze chyba piękniejsza jest kopuła w budynku zwanym Dar al-Madina (Dar el Medina) w pobliżu Wielkiego Meczetu na Medynie, gdzie obecnie znajduje się duży sklep z wyrobami rzemiosła artystycznego. Ten dom pochodzi z przełomu XIX i XX w.... więcej na Arabia.pl Odpowiedz Link
gajasirocco "Niesłychanie spokojna stolica" TUNIS-GW 19-09 16.09.06, 11:07 W dodatku TURYSTYKA:TUNIS-teks Piotra Ibrahima Kalwasa Będąc na wakacjach w Tunezji, warto zrezygnować na jeden dzień z leżenia na plaży i odwiedzić to nieduże, pełne uroku miasto... Odpowiedz Link
gajasirocco "Coraz więcej turystów odwiedza Tunezję"zArabia.pl 07.10.06, 18:32 Coraz więcej turystów odwiedza Tunezję KUNA 2006-10-07 15:23:01 Liczba turystów, którzy odwiedzili Tunezję wzrosła o 3,4% w stosunku do zeszłego roku tzn. w tym roku przyjechało do Tunezji już 5,13 miliona turystów. Jak podano w raporcie stworzonym przez Tunezyjski Urząd Turystyki wysokość dochodu w twardej walucie w sektorze turystycznym wzrosła o 5% to jest 384,2 dinarów tunezyjskich (296 $). Tunezję najczęściej odwiedzali Europejczycy, a z Europejczyków najchętniej Francuzi, wyprzedzając Niemców i Włochów. Za mieszkańcami Europy uplasowali się obywatele krajów sąsiednich – Libijczycy, Algierczycy i Marokańczycy. Odpowiedz Link
gajasirocco Przeobrażenia w krajach Maghrebu...TUNEZJA 10.10.06, 13:43 Przeobrażenia w krajach Maghrebu i ich wpływ na bezpieczeństwo regionu Grzegorz Wilk-Jakubowski 2006-10-10 07:45:39 Przeobrażenia zachodzące obecnie na wielu płaszczyznach w Maroku, Algierii oraz Tunezji tworzą platformę zbliżenia w regionie Morza Śródziemnego. Niemały w nich udział mają kraje Zachodu, dzięki którym ukształtował się system stanowiący podstawę stabilizacji i bezpieczeństwa, wykraczający poza państwa tego regionu geopolitycznego. Przykład może tu stanowić Maroko, które już w 2002 r. zapobiegło atakowi Al- Kaidy na zachodnie statki w cieśninie Gibraltaru; od dwóch lat państwo to odgrywa strategiczną rolę w ochronie południowej części Morza Śródziemnego. Przyszłość Europy - z uwagi na potencjał służący wzajemnemu zaspokajaniu potrzeb – jest częściowo zależna od sytuacji wewnętrznej krajów Maghrebu. Międzynarodowa współpraca, predysponowana i wzmacniana dzięki przemianom w Maghrebie, stanowi podstawę bezpieczeństwa stabilizacji całego regionu. Region śródziemnomorski od wieków stanowi obszar spotkania cywilizacji. Wzajemne stosunki między państwami Europy i Maghrebu mają więc długą tradycję kontaktu obustronnych wpływów (determinowane są siecią różnorodnych powiązań – historycznych, ekonomicznych, politycznych i kulturowych). Wzajemne zależności, bliskość geograficzna oraz dążenie do rozwoju gospodarczego to tylko niektóre przesłanki dążeń do współistnienia w bezpiecznym i stabilnym środowisku. Unia Europejska jest tu głównym (ale nie jedynym – biorąc pod uwagę strategiczną pozycję USA w tej części świata) wewnętrznym stabilizatorem i propagatorem działań na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa w całym regionie. Reformy strukturalne zachodzące państwach Maghrebu, wspierane, a niekiedy nawet ukierunkowywane przez UE, zapewnić mają docelowo obszar pokoju, dobrobytu i stabilności. Wiąże się to z koniecznością transformacji systemów politycznych, nieefektywnych z ekonomicznego punktu widzenia gospodarek i konserwatywnych społeczeństw. Procesy adaptacyjne zachodzące obecnie Maghrebie stanowią jeden z czynników determinujących stosunki wewnątrz świata arabskiego - z jednej strony, oraz relacje Europa – Afryka Północna, a przez to UE – MENA1- z drugiej. Przeobrażenia społeczno-gospodacze i polityczne państw Maghrebu Sytuacja polityczna w krajach Maghrebu, na tle innych niedemokratycznych, a często autorytarnych państw MENA, wypada korzystnie. Ustroje wszystkich trzech państw regulowane są nowoczesnymi ustawami zasadniczymi (konstytucja Tunezji z 1959 r., zmieniana w 1988 r. i 2002 r.; Maroka z 1996 r.; i Algierii z 1976 r., nowelizowana w 1996 r.). Ustanowiły one trójpodział władz - z dominacją egzekutywy oraz dwuizbowym parlamentem, w powiązaniu z systemem wielopartyjnym i cyklicznymi wyborami. Algieria i Tunezja to republiki prezydenckie, Maroko - dziedziczna monarchia konstytucyjna. Tunezja Tunezja oceniana jest na arenie międzynarodowej za najbardziej liberalne spośród trzech państw Maghrebu, mimo, że w kraju rządzonym autorytarnie od 1987 r. przez Ben Alego nie dochodzi do wymiany ekip władzy. Zgodnie z konstytucją prezydent mógł sprawować urząd trzykrotnie, jednak referendum przeprowadzone w maju 2002 r. wprowadziło nielimitowaną liczbę kadencji na to stanowisko. Pozwoliło to Ben Alemu objąć funkcję prezydenta po raz czwarty (w wyniku wyborów z 24.10.2004 r.). Funkcjonujący w Tunezji system polityczny określa się mianem „demokracji odpowiedzialnej”. Charakteryzuje się on częstymi zmianami personalnymi w składzie rządu. Prezydent, dokonując rotacji kadrowych, zapewnia sobie lojalność polityków. Zmiany w składzie rządu dokonane 10 listopada 2004 r. wykazują kilka nowych tendencji: weterani tunezyjskiej polityki są stopniowo odsuwani od swoich stanowisk (np. dymisja ministra spraw zagranicznych Habiba Ben Yahji); ważne politycznie resorty „siłowe” nadal pozostały pod kontrolą sprawdzonych współpracowników Ben Alego (dotychczasowy minister spraw wewnętrznych Hẻdi M’henni objął stanowisko ministra obrony); w resortach związanych z gospodarką, nauką i nowymi technologiami prezydent powołał osoby młodsze, lepiej wykształcone (w celu podjęcia wyzwań wynikających z współpracy z Unią Europejską, a także wzrostu konkurencyjności w dziedzinie nowych technologii). Dominującym ugrupowaniem politycznym jest prezydenckie Zgromadzenie Konstytucyjno-Demokratyczne. Silną pozycję prezydenta i jego partii podkreśliły dodatkowo wybory samorządowe z 8 maja 2005 r. Partia prezydencka - Zgromadzenie Konstytucyjno-Demokratyczne - zdobyła w nich 94% mandatów. Względna zamożność obywateli przekłada się na utrzymanie spokoju społecznego (dochód w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniósł w 2005 r. 2978 USD)2. Stowarzyszenie „Reporterzy bez granic” sporządziło w 2005 r. raport, z którego wynika, że na 167 sklasyfikowanych państw - Tunezja zajmuje 147 miejsce w świecie pod względem przestrzegania wolności słowa. Sytuację w zakresie kontroli prasy poprawiło zniesienie cenzury w styczniu 2006 r., chociaż krok ten został podjęty głównie w celu poprawy wizerunku kraju wobec państw zachodnich. Zastosowanie zdecydowanych środków administracyjno-politycznych z równoczesnym szybkim wzrostem gospodarczym doprowadziło w konsekwencji do ograniczenia działalności fundamentalistów. Gospodarka tunezyjska boryka się z wieloma problemami strukturalnymi: m. in. z niską stopą inwestycji, bezrobociem, które wg oficjalnych danych dotyka ok.15 proc. ludności w wieku produkcyjnym, mało przejrzystą prywatyzacją, a także słabością sektora bankowego i ubezpieczeniowego. W 2005 r. Tunezja rozpoczęła wdrażanie nowego programu gospodarczego. Jego realizacja opiera się na uznaniu przemysłu i turystyki za dwa główne filary prowadzące do poprawy sytuacji gospodarczej. Zwiększeniu uległy wydatki na cele innowacyjne - od modernizacji linii technologicznych po kształcenie kadr. Przemysł - najważniejszy sektor gospodarki tunezyjskiej (jedna piąta rocznego dochodu i 15% miejsc pracy) - przeżywał trudności związane m. in. z wygaśnięciem umów włókienniczych, które regulowały import wyrobów tekstylnych z Chin i z Indii. Mimo tego wartość tunezyjskiego eksportu w 2005 r. wzrosła o 12,9% w porównaniu z rokiem poprzednim. Turystyka jest głównym źródłem dopływu dewiz dla gospodarki (daje ona ok. 6% PKB). Podniesienie hotelowych standardów ma doprowadzić do ukształtowania się modelu „turystyki wyższej jakości”. Podkreślenia wymaga fakt, że konsekwentnie realizowana strategia gospodarcza ukierunkowana jest na prywatyzację przedsiębiorstw państwowych i liberalizację gospodarki. Polityka zagraniczna Tunezji skoncentrowana jest na trzech priorytetowych celach: rozwoju współpracy z państwami Unii Europejskiej; utrzymaniu współpracy z USA; współdziałaniu z innymi państwami Maghrebu, świata arabskiego i afrykańskiego. Rozwój współpracy z państwami Unii Europejskiej podyktowany jest względami natury gospodarczej. Czołowa pozycja Tunezji w stosunkach z UE w 2004 r. uległa zachwianiu na skutek niezrealizowania unijnych projektów w zakresie demokratyzacji, praw człowieka i dobrego rządzenia. Uniemożliwiając przeprowadzenie kongresu Tunezyjskiej Ligi Praw Człowieka w 2005 r. władze naraziły się na krytykę ze strony UE. Tunis zabiega również o utrzymanie dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi głównie ze względów gospodarczych i militarnych. W lutym 2006 r. amerykański sekretarz obrony D. Rumsfeld zapowiedział kontynuację współpracy z Tunezją we wszystkich dziedzinach w ramach w ramach partnerstwa strategicznego. Od 1958 r. Tunezja jest członkiem Ligi Państw Arabskich. Udział w pracach tej organizacji Tunis podkreśla przez popieranie procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie Odpowiedz Link
beduinka Tunezyjki wracają do chust. 14.10.06, 01:09 Tunezyjki wracają do chust. Obecna sytuacja mieszkanek Tunezji jest wyjątkowa w całym świecie arabskim, jednak część z nich wybiera powrót do tradycji. Źródło: portal onet 11.10.2006 Do niedawna mogły budzić zazdrość kobiet we wszystkich krajach arabskich. Teraz dobrowolnie zakrywają twarze i wyzbywają się swoich praw. Ku zgorszeniu władz, które starają się nie dostrzegać, że Tunezja wkracza na drogę fundamentalizmu. Wszystko zaczęło się rok czy dwa lata temu. W salach wykładowych uniwersytetu pojawiły się studentki w chustkach lub czapeczkach na głowach. "Powoli zamieniały je na tradycyjne chusty mimo zakazu ich noszenia. W administracji niektóre sekretarki też zaczęły zakrywać głowy. Pytane, dlaczego to robią, mówiły: »Czuję taką potrzebę«" – opowiada Samia, profesor prawa na uniwersytecie w Tunisie. W swojej własnej, dostatniej rodzinie pani profesor zauważyła całą serię "nowych, niepokojących oznak". Pewnego dnia jej siostrzenica odmówiła pójścia do domu, w którym był pies, bo "to nieczyste zwierzę i przeszkadza w modlitwie". Innym razem jedna z przyjaciółek odrzuciła jej zaproszenie na kolację, wiedząc, że będzie serwowany alkohol. Zamężne kobiety coraz chętniej na powrót zakładają hidżab. W piątki meczety pękają w szwach. Coraz częściej w czwartki i piątki odbywają się też wspólne modlitwy, w dziesięć lub dwadzieścia osób, w domu jednego z członków rodziny. Pięćdziesiąt lat po tym, jak Habib Burgiba, ojciec niepodległości Tunezji, przyznał kobietom prawa równe z mężczyznami, Tunezyjczycy stanęli przed poważnym wyzwaniem związanym z wyborem tożsamości. Wyzwaniem, które dotyczy dziś całego arabsko-muzułmańskiego świata. Chusty, coraz popularniejsze – nosi je jedna kobieta na cztery w Tunisie, zaś na prowincji trzy na cztery – to tylko wierzchołek góry lodowej. Władze tunezyjskie, dbając o korzystny wizerunek kraju, niechętnie przyznają się do związanych z tym niepokojów. Zadowalają się powtarzaniem, że prezydent Ben Ali bez względu na naciski "nigdy nie uchyli praw zdobytych przez kobiety ani Kodeksu Statusu Osobistego". Kodeks, ogłoszony w sierpniu 1956 roku, kilka miesięcy po odzyskaniu niepodległości, był na swoje czasy rewolucyjny. Z dnia na dzień zakazano poligamii i wypędzania żon, zaś rozwody zostały zalegalizowane. Wprowadzono minimalny wiek konieczny do zawarcia małżeństwa i obowiązek zgody obu stron. Pełnoletnia kobieta nie musi od tego czasu mieć zezwolenia opiekuna, by wyjść za mąż. Kobiety uzyskały też prawa wyborcze. Towarzyszył temu znaczący wysiłek w kierunku powszechnej edukacji. Spopularyzowano również świadome planowanie rodziny. Pod pewnymi względami Tunezja wyprzedzała nawet Francję. Od 1963 roku kobiety mające więcej niż pięcioro dzieci mogły legalnie usunąć ciążę, a od 1973 w ogóle nie były karane za aborcję. Od tamtego czasu średnia liczba dzieci na jedną kobietę spadła z siedmiorga do niewiele ponad dwojga. Obecna sytuacja mieszkanek Tunezji jest wyjątkowa w całym świecie arabskim. Prezydent Ben Ali nie tylko prawnie zatwierdził politykę poprzednika, ale od 1987 roku, od początku swoich rządów, kontynuuje ją i rozwija. Fakt, że opozycja i ruchy wolnościowe boją się przyznać, ile kobiet sprzeciwiających się rządowi jest prześladowanych. A jednak postęp jest niezaprzeczalny. Od 1993 roku kobieta w Tunezji nie musi być posłuszna swojemu mężowi, małżonkowie winni są sobie "wzajemny szacunek". Prawnie uregulowano też to, że dziecku nadaje się narodowość matki. A od 1998 roku istnieje fundusz gwarantujący wypłatę alimentów kobietom rozwiedzionym i ich dzieciom. Jedyna wyraźna prawna nierówność między mężczyznami i kobietami dotyczy praw spadkowych. Problem jest drażliwy, bowiem w Koranie zapisano, że mężczyzna dziedziczy dwa razy więcej niż kobieta. Od pięciu lat związane z opozycją Tunezyjskie Stowarzyszenie Demokratek (ATFD) uparcie wraca do tego tematu. Bez powodzenia. "To nie jest istotna narodowa kwestia. Darowizna pozwala ojcu obejść ten problem bez obrażania tradycji" – ocenia Saloua Ayachi Labben, minister ds. kobiet i rodziny. "Niektóre stacje telewizyjne Półwyspu Arabskiego już teraz ostro nas krytykują za Kodeks Statusu Osobistego. Jeśli dojdzie do tego jeszcze kwestia dziedziczenia, możemy wszystko stracić!" – dorzuca ze swojej strony Aziza Hatira, przewodnicząca związanej z rządem narodowej Unii Tunezyjskich Kobiet (UNFT). W Kairuanie, czwartym świętym mieście islamu, położonym 200 kilometrów na południe od stolicy kobietom nie przyszłoby nawet do głowy wysiadywać w kawiarnianych ogródkach, jak to robią w Tunisie. W klasie Zakhii, trzydziestoletniej rozwiedzionej nauczycielki ponad połowa uczennic nosi chusty. Podobnie wygląda to wśród nauczycielek. Pani od wychowania fizycznego nie odkrywa głowy nawet w czasie prowadzenia zajęć sportowych. "Winien jest zakaz noszenia hidżabu" – zapewnia Zakhia. W tym konserwatywnym i biednym mieście tradycja ciąży kobietom coraz bardziej. Na przykład dziewictwo ma wciąż „kapitalne znaczenie” dla większości mężczyzn, którzy jednakowoż sami sobie folgują, pod pretekstem, że "muszą zdobyć doświadczenie" – mówi z gniewem Meriem, studentka. Lecz dużo bardziej niż kwestie wolności i równości doskwierają kobietom trudności codziennego życia. Bezrobocie, niskie zarobki, wysokie koszty utrzymania, niepewna przyszłość... Pretensje się mnożą i wpływają na życie małżeńskie. "Nie ma już mężczyzn w Tunezji!" – ten refren słyszy się ze wszystkich stron. Niewiele kobiet otwarcie wypowiada się na ten temat, lecz te, które mówią, twardo obstają przy swoim. "Ostatnim mężczyzną" był ich ojciec. Wszyscy inni nie "potrafią sprostać swoim obowiązkom", szczególnie dotyczącym rodziny. W Kairuanie nie ma wielu rozrywek. Telewizja jest jedną z nich, przy tym nie kosztuje drogo. Tak więc wszystkie rodziny namiętnie śledzą wiadomości pokazywane przez Al-Dżazirę i Al-Manar, stację Hezbollahu. To dla nich jedyny sposób uczestniczenia w cierpieniach świata muzułmańskiego, "niesprawiedliwie zaatakowanego przez Zachód". Imen, śliczna młoda dziewczyna ubrana na czarno, zwierza się, że nie przestaje płakać i modlić się, słysząc o wydarzeniach w Palestynie, Iraku czy Libanie. Jej bohater? Nasrallah! Gorąco pragnie, by religijny przywódca libańskich szyitów "dalej stawiał odpór Izraelowi". Innym idolem Imen i jej przyjaciółek jest Amr Khaled, kaznodzieja, gwiazda bliskowschodniej religijnej stacji Iqra. To charyzmatyczny i piękny chłopiec. Kobiety wymieniają się kasetami z jego programami, robią sobie z nich urodzinowe prezenty. "Mówi nam o religii. Uczy szacunku dla innych, posłuszeństwa wobec rodziców. Kocham go, kocham!" – Imen nagle się zapala, oczy jej błyszczą. Wiele klientek Habiby przekraczając próg jej sklepu ma jeden cel: dostosować się do zaleceń Amra Khaleda. "Chcemy stać się dobrymi muzułmankami" – wyznaje Habiba. Od czterech lat handluje islamskimi strojami. Obroty wciąż rosną. Poza tradycyjnym kaftanem młoda kobieta proponuje cały wachlarz strojów: barwne i kokieteryjne chusty – prawie sexy, ascetyczne habity i dżalabije (najbardziej tradycyjne stroje religijne). Zauważa, że jej klientki są bardzo zmienne w upodobaniach. "Niektóre decydują się nosić dżalabiję, a następnego roku zarzucają ten pomysł. Zwyczaje ubraniowe nie są jeszcze zakorzenione" – ocenia. Hit tego lata? "Islamski strój kąpielowy". Bardzo modny na tunezyjskich plażach, występował w kilku wersjach: od sportowych spodenek, poprzez małe czarne spódniczki nakładane na jednoczęściowe opalacze, po długie halki. W przeciwieństwie do swoich koleżanek z Tunisu, Habiba nie skarży się na prześladowania ze strony policji. W regularnych odstępach siły porządkowe faktycznie robią naloty na sklepy z religijnymi strojami. "Przestańcie Odpowiedz Link
beduinka cd. Tunezyjki wracają do chust. 14.10.06, 01:10 Wiele klientek Habiby przekraczając próg jej sklepu ma jeden cel: dostosować się do zaleceń Amra Khaleda. "Chcemy stać się dobrymi muzułmankami" – wyznaje Habiba. Od czterech lat handluje islamskimi strojami. Obroty wciąż rosną. Poza tradycyjnym kaftanem młoda kobieta proponuje cały wachlarz strojów: barwne i kokieteryjne chusty – prawie sexy, ascetyczne habity i dżalabije (najbardziej tradycyjne stroje religijne). Zauważa, że jej klientki są bardzo zmienne w upodobaniach. "Niektóre decydują się nosić dżalabiję, a następnego roku zarzucają ten pomysł. Zwyczaje ubraniowe nie są jeszcze zakorzenione" – ocenia. Hit tego lata? "Islamski strój kąpielowy". Bardzo modny na tunezyjskich plażach, występował w kilku wersjach: od sportowych spodenek, poprzez małe czarne spódniczki nakładane na jednoczęściowe opalacze, po długie halki. W przeciwieństwie do swoich koleżanek z Tunisu, Habiba nie skarży się na prześladowania ze strony policji. W regularnych odstępach siły porządkowe faktycznie robią naloty na sklepy z religijnymi strojami. "Przestańcie sprzedawać te szmaty!" – rozkazują policjanci, po czym zatrzymują na ulicach przypadkowe kobiety w hidżabach i rugają je: "Zdejmij tę chustę! Następnym razem wezwę cię na posterunek!". Przez następne dni wystraszone kobiety zastanawiają się: "kogo mam słuchać – policjantów czy Boga?". A potem władze spuszczają z tonu. Chusty są znów tolerowane, aż do "następnego ataku złości"– mówią studentki. Co następuje na ogół na początku roku akademickiego lub na końcu, w trakcie sesji. W walce z tym, co jedni nazywają hossą islamu, a inni powrotem do tradycji, tunezyjskie władze nie mają żadnej strategii. Wierzą, że siłą woli obronią prawa kobiet, a przy tym stosują metody przymusu – kompletnie nieskuteczne. "Rząd jest zaniepokojony, lecz nie chce przyznać, że nie da rady sam prowadzić tej batalii i musi znaleźć sprzymierzeńców, na przykład wśród laickiej lewicy – mówi lekarka, pracownica administracji publicznej. – Trzeba rozpocząć poważną debatę o naszym społeczeństwie. Trzeba rozmawiać. Wciąż jeszcze nie jest za późno, ale czasu mamy niewiele. Tylko kiedy władze to zrozumieją?". Odpowiedz Link
gajasirocco Tunezja zerwała stosunki z Katarem-z Arabia.pl 26.10.06, 08:52 Tunezja zerwała stosunki z Katarem Rząd tunezyjski zdecydował się zerwać stosunki dyplomatyczne z Katarem oraz zamknąć jego ambasadę w proteście przeciwko „celowemu i prowokacyjnemu” stanowisku kanału telewizyjnego Al-Dżazira mającego swoją siedzibę w Ad-Dauha. Komentarze Al-Dżaziry nigdy nie były prawdziwe i obiektywne, jeśli chodzi o sprawy Tunezji, dodał rząd. Tunezja szanuje wolność słowa i opinii oraz docenia obiektywne media, ale działalność Al-Dżaziry „złamała wszelkie granice.” Odpowiedz Link
beduinka Bitwa o hidżaby 16.11.06, 21:09 Al-Hajat” z 13 i 25.10: „Bitwa o hidżaby” między władzami Tunezji a islamistami nabrała nowego rozmachu po przemówieniu prezydenta Zine El Abidine Ben Ali. Obserwatorzy wyrażają niepokój, aby „bitwa o hidżaby” nie doprowadziła do wznowienia konfliktu między władzami a islamistami po 15 latach spokoju. Bezprecedensowe rozpowszechnienie się hidżabów wzmogło obawy władz o fiasko polityki laicyzacji, prowadzonej w Tunezji od uzyskania niepodległości w 1956 r. Analitycy wiążą szybkie rozprzestrzenienie się hidżabów z różnymi czynnikami, które z tego nakrycia głowy i z noszenia bród uczyniły jeden z fundamentów tożsamości. Można powiedzieć, że zjawisko hidżabu to tylko dostrzegalna część góry lodowej. Istnienia tej ukrytej części możemy się domyślać w niespotykanym przedtem masowym napływie ludzi do meczetów i wzroście religijności oraz pojawieniu się radykalnych ruchów religijnych, których zwolennicy są obecni we wszystkich ludowych dzielnicach Wielkiego Tunisu. Jedne z tych ruchów proklamują dżihad, inne wzywają do przywrócenia kalifatu. Godne odnotowania jest, że najbardziej nieprzejednanymi krytykami obecnej kampanii przeciwko hidżabom nie są islamiści, lecz stowarzyszenia obywatelskie oraz organizacje laickie i lewicowe, które występują przeciwko „wtrącaniu się państwa w życie prywatne obywateli”. Paradoksalnie, Tunezyjska Robotnicza Partia Komunistyczna potępiła obecną kampanię jako „pogwałcenie wolności jednostki”. Uważa ona, że kampania przeciwko hidżabom stanowi „dodatkowe potwierdzenie, że reżim nie jest zdolny do rozwiązywania problemów społecznych inaczej niż tylko sięgając po środki bezpieczeństwa”. Partia ta, podobnie jak inne ugrupowania lewicowe oraz stowarzyszenia laickie, występuje przeciwko noszeniu hidżabów. Ugrupowania laickie uważają niemniej, że „obrona praw kobiet i ich osiągnięć może być prowadzona jedynie w atmosferze wolności i demokracji, która pozwoli wszystkim obywatelom na artykułowanie swoich poglądów, na udział w życiu publicznym, a krajowi – na dokonanie swego wyboru”. Obserwatorzy uważają, że kampania przeciwko hidżabom nie zjednoczyła wokół władz tych wszystkich sił, które łączy niechęć do ugrupowań religijnych. Przeciwnie, oddaliła ona od rządu zarówno laicką lewicę, jak i obrońców praw człowieka, chociaż odrzucają oni hidżaby. W świetle negatywnego bilansu kampanii jest bardzo prawdopodobne, że władze zmienią decyzję i zaprzestaną prześladowania zawoalowanych kobiet. źródło: Biuletyn MSZ Odpowiedz Link
beduinka Tunisia: Good, bad and ... Internet 02.04.07, 14:52 Tunisia: Good, bad and ... Internet © 2006, IRED.Com, Inc. Simeon Mitropolitski. In Tunisia, for example, the family of President Zine el-Abidine Ben Ali controls national access to the Internet and he has built up very effective censorship, with the Web sites of all opposition publications and many news sites blocked. The regime also dissuades people from using Web-based e-mail, which is harder to monitor than standard e-mail such as Outlook. (Reporters Without Borders) Since we gave another decade of power to the Tunisian political leadership in our last year report, this country has kept close to its bad record as one of the most pro-Western Arab secular tyrannies. In an almost ideal example of a country with split personality, it tries to project one image to the world, at least to the Western world, and at the same time deals mercilessly with its domestic opponents. The list of freedom-loving persons put in jail is growing. At the same time a close political relation with the West is applied in order to remove any possible critique against the regime. Tunisia is among the countries considered to be a French turf on the global playing table. Too many things in Tunisia cannot be properly explained without looking to France as a main international intervening factor. Secular modernization is at the core of political legitimacy of the ruling regime. Yet precisely this modernization is to life one unexpected tool in the hands of the opposition, the Internet. There is a good page in the Tunisian story and it's the gradual economic openness. In fact, since 2005 foreigners can more easily buy properties in the country. Up until then they had to apply for special permits. Now, the legal regime has changed from asking permission to buy to registration of the property transfer, which is by no means done automatically and fast, but it's at least a step forward in the right direction. As a country without oil and gas exports, Tunisia is heavily dependent on international tourism and on some specific industries' exports. This means it must be calm and predictable, otherwise nobody will go there. Millions of foreign tourists still go and their number is growing. On all these good points we should congratulate the regime. In reality, for those going to get a rest for one or two weeks, there is something much more important than the liberty of speech. This is sad but this is the reality. On the bad side we still have a tight government grip over society. Opponents are jailed and silenced. Independent foreign critics are filtered. The government put the country into the black list of 15 states, declared to be enemies of Internet. The Web looks exactly like in an Orwellian world. The government filters the main stream of information, distributes licenses and provides access to second level of censors that spy over their clients. Unable to stop the Internet, the Tunisian leadership tries to nationalize it. As far as the users are relatively few, this strategy may bring some fruits. But what will happen when all population decides to get connected? What will happen if anyone decides to break the taboos? Can government put everyone in jail? So far we haven't seen any genuine democratization that has started using Internet as a main tool of popular mobilization. That's because the most recent wave of democratization in the late 1980s occurred before the Internet era. What I can predict, however, is that in the future the Internet will play some role in tearing down many secular tyrannies. Tunisian may be one of them. źródło: www.ired.com/ Odpowiedz Link
beduinka Tunisia: Maybe better than it looks 02.04.07, 15:04 February 2007 Tunisia: Maybe better than it looks © 2007, IRED.Com, Inc. Simeon Mitropolitski. Focused only on human rights violations, Internet censorship, administrative nepotism, and sham elections, we may make misleading conclusions about the state of affairs in one of the leading modernizing Arab countries, Tunisia. Staring at its flaws is a useful exercise as far as it doesn't mislead us to think that the situation is as bad as in, let's say, Syria. Russia is a country that looks much closer to the current situation of Tunisia in terms of openness. It's the social mood that makes Tunisia better off. If in countries like Russia predominant social attitudes are pushing it away from the West, in Tunisia, on the contrary, predominant mood, especially among younger generations, is remarkably pro-western. Throughout the years we covered Tunisia's uneven social development. We didn't hide anything that might look disturbing. Tunisia now isn't a free country in any possible meaning. People cannot choose rulers; they aren't free to express opinions that may be considered subversive for the government. Especially after 9/11 the government has one more reason to fear political dissidence and to use this fear against real and imaginary opposition, the threat of radical religious fundamentalism. Tunisia's main foreign sponsor, France, actually doesn't care too much about the quality of democracy in most developing countries. All this is true, but Tunisia isn't Syria or Iraq under Saddam, after all. Political oppression is done in much milder way. Consider these facts, in Tunisia the government punishes dissidents by denying them medical services, by firing them from jobs, by denying them the right to gather by using judicial system. A government that uses such tools is oppressive, no doubt, but it tries not to look oppressive. There is obviously something special in the case of Tunisia, something that forces the government to apply repression without appearing too much repressive. One possible explanation is that Tunisia wants not to annoy the European Union, with which it has signed a treaty of association. This explanation at first seems plausible, but in fact the EU isn't a major factor in Tunisia. Brussels doesn't consider Tunisia even remotely as a potential member state. With its leverage being low, the EU cannot force any country to change its political regime nature unless clear prospective for membership is provided. Second, it's actually France that maintains privileged relations with Tunisia. Paris supports a different concept of human rights than Washington or London. According to this concept, a well-nourished and well-educated population has enough human rights regardless of political regime. I will look for explanations regarding this relative Tunisian moderation in the social mood that shapes the political institutions and governmental policy. Unlike countries such as Russia, where mild authoritarianism is supported by predominantly anti-western public sentiments, in Tunisia the public opinion is actually very much pro-European. With no real job perspectives, Tunisian youth looks at Europe as a natural first choice for professional development. An interesting phenomenon is gradually making its way; people in Tunisia develop what they call 'Mediterranean' identity. This means that they feel the Europeans from the other side of the Mediterranean as culturally closer than some other Muslims and Arabs such as Iranians and Saudis. I can draw certain parallels with late communist societies in Eastern Europe. In the 1970s and 1980s the predominant mood was that these societies are much closer culturally to the West than to Soviet Union, especially to its Central Asian republics. In hindsight, it seems obvious that this mood was one of the forerunners for the incoming demise of the communist system. It will be interesting to see if such 'Mediterranean' identity may lead to demise of the pan-Arab and pan-Islamic identity in countries such as Tunisia and Morocco. Not that men and women in Tunisia will stop thinking about themselves as Arab or Muslim; the question is whether these identities will stop being so dominant and politically charged. www.ired.com/ Odpowiedz Link
beduinka List z północno-zachodniej Tunezji. 28.04.07, 13:56 List z północno-zachodniej Tunezji. Z dala od pustyni Maciej Froński 2007-03-26 gazeta.pl - turystyka Cedrowe lasy, pionowe czerwonawe skały, gdzieniegdzie zielone łąki i pola. Bajka! Tunezja kojarzy nam się z bezkresnymi piaskami pustyni, z medynami Susy i Tunisu, z Wielkim Meczetem w Kairuanie, ze wspaniałym amfiteatrem w el Dżem, z morzem i plażami. Ale jest też inna Tunezja. Położona z dala od wydeptanych ścieżek, wabiąca (zwłaszcza na przełomie kwietnia i maja) soczystą zielenią, oferująca ciekawe i mało znane zabytki - Tunezja północno-zachodnia. *** Kiedy jedzie się od południa, jeszcze przed Thalą góry i pola stają się zielone. To miła odmiana po żółto-brązowej monotonnej pustyni, po równie jednobarwnych południowych grzbietach Atlasu. Minąwszy Thalę, której rzymskie ruiny zasługują na rzut okiem (nie więcej), dojeżdżamy do serca i głównego węzła komunikacyjnego regionu - Le Kef. Leży tak daleko od turystycznych szlaków, że prawie nie sposób kupić tu widokówki. Mnie się to w końcu udało w jakimś zakurzonym sklepie papierniczym - kartki wyglądały tak, jakby wydrukowano je co najmniej 20 lat temu. Miasto leży na południowo-zachodnim stoku góry Dżebel Dir. Z jego najwyższego punktu - kazby - roztacza się wspaniały widok na okoliczne wzniesienia (al kaf to po arabsku skała). Wysokość sprawia, że w pochmurny wiosenny dzień można w mieście porządnie zmarznąć, zwłaszcza wieczorem. Atmosfera medyny w pełni to jednak rekompensuje. Wąskie uliczki, białe domy z błękitnymi wykończeniami, nastrojowe kafejki. Ozdobą miasta jest meczet Sidi Bu Machluf z charakterystycznymi białymi kopułami i ośmiobocznym, również białym minaretem ozdobionym zielonymi kafelkami. Są też dwa zamknięte kościoły, rzymskie łaźnie i cysterny. Ciekawostką jest zamknięta, choć dostępna dla turystów synagoga (zapłaciłem dinara, ale nie za bilet, tylko jako bakszysz dla dozorcy) - pamiątka obecności Żydów sefardyjskich w Afryce Północnej, a także tania restauracyjka Bu Machluf specjalizująca się w gęstej lablabi (zupa z cieciorki). Godne polecenia jest muzeum etnograficzne (Musee des Arts et Traditions Populaires, wtorek-niedziela 9-13 i 16-19, w zimie 9.30- 16.30) ukazujące dawne życie mieszkańców tej części kraju. Nieopodal, po przekroczeniu Bab Chediw (Brama Zdrady) zaczyna się cudowny las. Idąc dalej aleją wysadzaną eukaliptusami, miniemy po lewej mało interesujące resztki rzymskich cystern, a wkrótce potem, po prawej, zarośnięty cmentarzyk katolicki, pozostałość po francuskim panowaniu. Kiedy odbijemy w lewo w bitą drogę, zobaczymy niezwykły krajobraz: cedrowy las, nad nim pionowe czerwonawe skały, gdzieniegdzie zielone łąki i pola. Bajka! *** Kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Le Kef znajdują się najciekawsze chyba rzymskie zabytki w Tunezji. Dugga z daleka wita nas swoją najbardziej reprezentacyjną budowlą - słynnym kapitolem. Ta niezbyt wielka, choć świetnie zachowana budowla wsparta na sześciu kanelowanych (żłobkowanych) kolumnach zwieńczonych liśćmi akantu króluje nad wzgórzem, na którym rozłożyło się miasto. Spod kapitolu rozciągają się wspaniałe widoki na okoliczne góry. W teatrze warto zwrócić uwagę na fantazyjną kolumnadę (kolumny nie stoją w jednym rządku, lecz jedne są wysunięte do tyłu, inne do przodu) dawnej sceny. Godny polecenia jest łuk Aleksandra Sewera, świątynia Junony Celestis, termy Licyniusza czy mauzoleum libijsko-punickie, rzadka pozostałość po przedrzymskiej historii kraju. Dugga szczyci się szeregiem dość dobrze zachowanych budynków z okresu rzymskiego tworzących wciąż żywą siatkę ulic starożytnego miasta. Kto chce zobaczyć, jak naprawdę wyglądało życie w czterech ścianach rzymskiego domu, powinien udać się do położonej nieco na północny zachód Bulli Regii. Jej mieszkańcy, najpewniej dla ochrony przed bardzo dokuczliwymi w tej części Tunezji upałami, budując wille pierwszą kondygnację ukrywali w podziemiach, a dopiero druga była na poziomie gruntu. I właśnie te podziemia zachowały się w prawie nienaruszonym stanie, pozwalając podpatrzyć mieszkańców Bulli Regii mniej więcej tak, jak przyglądamy się codziennej krzątaninie obywateli rzymskich Pompejów czy greckiego Delos. Błądzenie po ciemnych, przeważnie tylko z jednym oknem pokojach czy nieco jaśniejszych atriach w pełni rekompensuje brak reprezentacyjnych (z wyjątkiem niewielkiego teatru i skromnych term) budowli miasta. Ciekawostką są sześciokątne komory odciążające w nadbudówkach ponad atrium w Domu Polowań, których funkcją było zmniejszenie ciężaru wyższej kondygnacji. Ozdobą większości willi są piękne mozaiki (wstęp 3 dinary plus dinar za prawo fotografowania). *** Z Bulli Regii już tylko krok do Ain Draham, malowniczego miasteczka położonego wysoko w górach Chrumirii. Zabytków tu nie ma, szeregiem ciągną się za to bielone wapnem, kryte czerwoną dachówką i ocienione zielenią drzew i bluszczu domy pozwalające nawet w słoneczne dni rozkoszować się rzadkim w Tunezji chłodem. Popijając kawę na tarasie jednej z knajpek, możemy podziwiać panoramę okolicznych szczytów. Na najwyższy - Dżebel Biri (1014 m n.p.m.) - prowadzi asfaltowa szosa. Spod wierzchołka zabudowanego wojskową stacją radarową roztaczają się wspaniałe widoki (można nawet dostrzec dwa jeziora położone już w Algierii). W drodze powrotnej warto odbić w jedną z odchodzących od szosy ścieżek i zagłębić się w porastający zbocza góry las korkowy. Po północno-zachodniej Tunezji, jak i zresztą po reszcie kraju, warto się poruszać louage'ami (busiki) albo autobusami liniowymi. Pozwala to nie tylko cieszyć się pięknym krajobrazem za oknem, ale i towarzystwem, a nierzadko także pomocą życzliwych miejscowych. Przy okazji można poznać upodobania muzyczne mieszkańców. W tych wiejskich, trochę zaniedbanych okolicach niepodzielnie króluje przedstawiciel starszego pokolenia śpiewających amantów Farid al Atrasz. Trochę cen: dinar tunezyjski = 2,5-3 zł, obiad 2-7 dinarów, kawa, herbata 1, nocleg w schronisku lub tanim hotelu 6-11, pocztówka 0,2, znaczek do Polski 0,6 Odpowiedz Link
beduinka Twoje wrażenia z Tunezji 28.04.07, 14:00 Mój kolega z Tunezji poprosił mnie, bym namówiła Polaków, którzy byli w Tunezji do podzielenia się wrażeniami (tymi pozytywnymi i negatywnymi) z pobytu w jego kraju www.myopenspace.info/forum/index.php Odpowiedz Link
niqaab Re: Twoje wrażenia z Tunezji 04.05.07, 17:14 Bardzo chętnie tylko nie wiem czemu odrzuca mi połączenie z tym serwerem... :( Odpowiedz Link