07.01.05, 19:49
Moja Babcia to był autorytet.
Mógłbym opowiadać o niej godzinami, była jedną z najważniejszych osób w moim
życiu. Fenomenalna kobieta, nie była wolna od błędów, o których nigdy nie
milczała. Nieufna, z podniesioną głową szła przez życie drobnymi kroczkami
panny z dobrego domu, wysoko urodzonej, która zostawiła wszystko dla miłości
i kiepsko na tym wyszła. Majac 32 lata została wdową z trójką malutkich dzieci
i w imię rozsądku wyszła ponownie za mąż. Rozsądek przerodził się w wielkie
uczucie. Na wszystko miała zdanie, tysiące pomysłów i porad. Byłem tym
rodzynkiem spośród wnuków. W niedzielę minie 12 lat odkąd jej nie ma wśród
nas. Wiem, ze w złych chwilach jest obok mnie.
Druga Babcia w porówaniu z Babunią to obca kobieta, zimna i nieprzystępna.
Obserwuj wątek
    • sabba Re: Babcia. 07.01.05, 19:53
      z babcia Maria miala swietne stosunki, teraz zaluje ze nie bylam troche starsza
      wtedy. Uchodzila w rodzinie za jedze i nawet wlasnemu mezowi nie dawala zyc.
      Wychowala moja mame ...hmmm...no moglaby ja tez wychowac inaczej, nie bede sie
      tutaj na temat wychoweania klocicsmile W kazdym razie moja siostra nmp jej nie
      znosi. A dla mnie zawsze byla ta najlepsza. Babcia Wiktoria tez na swoim
      postawic umiala, ale nikogo nie wpuscila za wswoja maske, takze kontakt nikly...
      • sloggi Re: Babcia. 07.01.05, 20:03
        Czasami na cmentarzu zamykam oczy i nie ma tych dwunastu lat. Nadal jest
        uśmiechnięta, całuje mnie w czoło i chrząka aby ukryć wzruszenie. Czekała na
        moją maturę, zabrakło pół roku - pojechałem z tym papierkiem na cmentarz,
        kucnąłem przy mogile i mówię (bo zawsze z nią rozmawiam jak z żywym człowiekiem)
        "masz maturę, idealną, taka jak chciałaś - ale odeszłaś i nie wiem czy się
        cieszysz?". Możecie mi wierzyć, albo i nie - ale mimo słońca popadał ciepły
        deszczyk. Chyba nie zdążyła chrząknąć i to wzruszenie ukazało się wreszcie.
        Zawsze mi potwarzała - rób tak, abyś Ty miał dobrze i aby to nie robiło krzywdy
        innym. No i żelazna zasada - wszystko w życiu jest pożyczone, ile z siebie dasz,
        tyle wróci - chociażby w innej postaci.
        • sabba trzecia babcia 07.01.05, 20:34
          poznalam ja juz w Niemczech, z ogloszenia, potrzebowala kogos do prowadzenia
          domu, to byla moja pierwsza praca. Po kilku tygodniach mianowala mnie swoja
          wnuczka a ja do niej babciu zaczelam mowic. I tak zostalam znow wnuczka. I to
          byla chyba moja najbardziej babciowata babcia. MAdra, dobra, wesola. MIala
          zawsze tyle dobrych rad ze mozecie sie smiac ale w rozynch sytuacjach
          przypominam sobie jej slowa. Tez mam wrazenie ze jest caly czas przy mnie, ze
          czuje jej zapach jak wtulam sie w pomarszczona skore szyji...
          Tez odezsla juz. Chciala umrzec i bylam w stanie to zrozumiec. Byla zawsze zywa,
          zaradna osoba. POtem zaczela chorowac, tracic wzrok i miala cos z nogami, wiec
          chodzenie bylo meka. 2 tyg. przed smiercia powiedziala: umre. I tak tez sie stalo.
          Wyobrazacie sobie siebie jako dziadkow, babcie?
    • eulalija Re: Babcia. 07.01.05, 20:12
      Nie muszę Ci zazdrościć, bo taką Babcię miałam. Umarła w 1987 roku. To była
      dama, stojąca z podniesioną głową przeciwko smokowi, który się na nią rzucał.
      Ja byłam jedyną wnuczką. Jeszcze za jej życia pokazywałym jej, jak bardzo ją
      kocham, jak wiele dla mnie znaczy. Drobiazgami świadczyłam uczucia, letnią
      porą, w kolejce po jej ulubione arbuzy stałam trzy godziny, i z triumfem
      wnosiłam jej do mieszkania pachnące lato. I do dziś pamiętam jak drżącymi
      dłońmi brała ten owoc lata i kroiła plaster dla "wnuni". 12 stycznia
      skończyłaby 85 lat, tak dawno jej już nie ma ...
    • ewka5 Re: Babcia. 07.01.05, 20:29
      Bardzo lubilam babciny ogrod. Wszystkiego w nim było mnostwo. Ogorki,
      marchewka, pietruszka, szczypiorek chudzienki i gruby, strzelajacy, ktorysmy z
      Dziadkiem zajadali bez niczego, czosnek, salata, kapusta, pomidory jak
      winogrona malenkie i malinowki slodkie, rzodkiewki, ziemniaki, porzeczki biale,
      czerwone i moje najulubiensze czarne, agrest zielony i drugi slodki, rozowawy
      jakis, maliny, jablka (papierowki, kosztele i zapomnialam jakie), gruszki,
      sliwki, poziomki, truskawki, najblizsze memu sercu wisnie w dojrzalym wisniowym
      kolorze i obrastajace tarasik winogrona male czarne, z których Babcia czynila w
      gasiorze wielkim cudenko sprawiajace ucieche gosciom. Także orzechy laskowe. A
      pod leszczyna była waska sciezka wykarczowana wśród pokrzyw ogromnych i
      palacych. Wpadlam w nie kiedys (spadajac z leszczyny). Straszne przezycie, ale
      Babcia orzekla, ze dobrze mi to zrobi na reumatyzm – ze niby nie będę go miala
      w zwiazku z tym blogoslawionym dotykiem przekletych pokrzyw! Na razie nie mam,
      wiec może... Hahaha. Czasem babcia sadzila fasolke. A! I był koperek jeszcze,
      który tez bardzo lubilam podjadac. I ziola jakies, których nazw nie moglam
      zapamietac, a które Babcia nad wyraz pielegnowala (nie nazwy tylko ziola).
      Kwiatow było także mnostwo, z sensem w obrazy posadzonych – ladnie. Malownicze
      było to babcine krolestwo. W ogrodzie stala wanienka (cynkowa chyba), w ktorej
      zbierala się deszczowka, by sluzyc Babci do mycia wlosow! Czasem pakowalam się
      do niej cala, a woda była tak przyjemnie cieplo-zimna, kojaca.
      Miastowa bylam od zawsze, wiec norma była wycieczka do sklepu po te cuda, co to
      się w ziemi rodza. A kiedy przyjezdzalam do Dziadkow wkraczalam w inny swiat,
      zupelnie bajkowy. Kiedy mialam ochote zjesc na sniadanie twarozek (oczywiście
      robiony przez Babcie, nie kupiony w sklepie bron Boze!) z rzodkiewka i
      szczypiorkiem, to po prostu szlam do ogrodu, wydzieralam ziemi co trzeba i już!
      Kiedy pojawiala się ochota na mizerie bieglam do kacika ogorkowego i, dotykajac
      zamszowatych lisci, lapalam za lodyzki lekko klujace, do których przytwierdzony
      był zielony pychotek czasem smiesznie wykrecony w lodeczke. I zawsze podjadalam
      takiego dziwaka, bez mycia. Ze bez mycia, to się Babci nie podobalo, ale
      przeciez nie zawsze mnie na tym zlapala. Z babcinym ogrodem graniczyl ogrod
      pana H. – srogiego lysego postawnego mezczyzny, sasiada, ktoregosmy się
      (dzieciaki) bali. Mowil takim groznym glosem, poruszal się jak niedzwiedz i na
      dzien dobry odpowiadal grzmotem z samego dna brzucha. Caly jego ogrod usiany
      był ulami z pszczolami, których tez balismy się jak ognia, ale jednak ciekawosc
      niektórych z nas tam gnala. Dzieki nieposkromionemu zaciekawieniu udalo się
      dojrzec w panu H. nie groznego niedzwiedzia a cieplego starszego pana, który
      mowi do pszczol... Niesamowite było obserwowanie jak bardzo się zmienial.
      Ubrany w ten dziwny stroj, na twarzy przerazajaca maska, spod ktorej wydobywal
      się wcale niegrozny glos... Pan H. nie zyje już lata cale, a jest jednak. W
      mojej pamieci. Hm. Mój Dziadek był malomownym czlowiekiem, ja wiecznie
      nakrecona katarynka, a kiedy dumna i blada szlam z Nim na ryby uprzednio
      wziawszy udzial w wykopywaniu (brr!) robakow (do dzis nie wierze, ze to
      robilam, teraz chyba predzej padlabym trupem) nie odzywalam się ani jednym
      slowem. W wybranym przez Dziadka miejscu rozkladalismy takie smieszne krzeselka
      dla wedkarzy (metalowy stelaz obciagniety pasiastym brezentowym plotnem),
      nabijalismy (ja tez!!!) robaki na haczyk i zarzucalismy wedke albo wedki
      (czasem była jedna, czasem dwie i wtedy wolno mi było jedna hm...zarzucic i
      trzymac!). Siadalismy, jak dwoje starych wedkarzy, na krzeselkach i
      wpatrywalismy się w ogromnym skupieniu w splawik. To było cale misterium. I nie
      gadalam?! Sama w to nie wierze, ale tak było.
      Babcia byla cieplą bardzo, maleńką, pulchnawą kobietą, z przeblekitnymi oczami,
      dobrymi dlonmi, ktorych skora byla tak niesamowita, ze do dzis pamietam jej
      cieply, delikatny jak jedwab dotyk.
      Kiedysmy we trzy - z mama i siostra - przyjezdzaly, Babcia zawsze zadawala
      pytanie: - na jaka zupe macie ochote? I zawsze padala ta sama odpowiedz: mama -
      rosol, siostra - krupnik, a ja - pomidorowke. I zawsze Babcia wszystkie trzy
      zupy gotowala! Kiedy dorastalam Babcia poczula potrzebe uswiadamiania mnie w
      roznych sprawach - slodkie to bylo. Opowiadala kiedys, jak byli z dziadkiem
      (przed wojna) w kasynie gry w Sopocie, grali i grali, w pewnym momencie Dziadek
      ja przeprosil, w dlon ucalowal i wyszedl. Wrocil po dwoch godzinach, odswiezony
      mocno, pachnacy. Zapytalam - dlaczego? Babcia na to: - jak to dlaczego?! Z baba
      byl! Przeciez zdradzal mnie nawet z pokojowka i kucharka! Zatkalo mnie.
      Zapytalam, co ona wtedy zrobila? A Babcia, mruzac swoje przeblekitne oczyska,
      szelmowsko powiedziala: - jak to co?! wszystko przegralam!
      Wytrwali ze soba kilkadziesiat lat, po smierci dziadka babcia bardzo na zdrowiu
      podupadla i ktoregos dnia powiedziala, ze czas juz odejsc. I odeszla w kilka
      miesiecy pozniej.
      • muraszka1 Re: Babcia. 07.01.05, 20:54
        Mieliscie to szczescie,mieliscie Babcie.
        Nie znam ,nie widzialam babc ani dziadkow.
        Dziadek umarl zanim sie urodzilam.
        Babcia mnie widziala,ja Jej,juz nie.
        Mam tylko piekna fotke dziadka.
        Wysoki,dlugonogi ,z wasem,piekienie przystojny.
        Moja ciocia,plakala na pogrzebie mojej Mamy.
        I mowila: jaka podobna jestes do twojej babci,masz jej oczy.
        Czasem patrze w lustro,by zobaczyc oczy mojej Babci.
      • carrramba Re: Babcia. 07.01.05, 20:56
        Moja Babcia ........podobnie jak u Sloggiego. Jedna to była ta moja ukochana
        Babcia, a druga zimna i cyniczna kobieta, która w życiu kochała tylko siebie.
        Tej pierwszej, zawdzięczam szczęsliwe dzieciństwo. Ja byłam właśnie tą ukochną
        wnuczką a moj brat ukochanym wnukiem. Często myślę o Babci. Jak ten Świat
        dzisiejszy by ją zadziwił. Tyle się zmianiło. Moja Babcia, uważała windę za
        diabelski wynalazek , hehe smile Przezyła piekło okupacji, Powstania
        Warszawskiego, straciła najbliższych. Ale pozostała pogodna i zawsze była na
        wyciągnięcie reki.
        Druga Babcia /a niech tam, napisze z dużej litery/nie jest warta moich
        wspomnień i zadumy. Chociaz na grób chodzę, ale tylko z obowiązku.
    • gagunia Re: Babcia. 07.01.05, 21:42
      Na moja babcie mowilisy z kuzynem BABUSZKA smile zmarla 5 lat temu, moim zdaniem
      przez niedbalstwo lekarzy, ale nie bede tego roztrzasac. Pamietam, kiedy
      widzialam ja ostatni raz - wyczerpana choroba, chudziutka jak patyczek (zawsze
      byla kobitka przy kosci), sanitariusze wynosili ja na noszach do karetki. nigdy
      nie zapomne jej wzroku sad do dzis kiedy stoje nad jej grobem mam lzy w oczach.
      jakos nie miesci mi sie w glowie, ze jej nie ma. na cmentarzu z nia rozmawiam,
      bylam sie pochwalic brzuszkiem, kiedy zaszlam w ciaze, bylam sie pochwalic
      synkiem, kiedy troszke podrosl...... to byla babcia nowoczesna
    • malinka48 Re: Babcia. 07.01.05, 22:20
      O ludziach których kochałam na wdechu, nie potrafię opowiadać,tak jak Ty.Bo tak
      bardzo mi ich brakuje,że w chwili kiedy o nich pomyślę,przestaję żyć.
    • sasha_m Re: Babcia. 08.01.05, 00:26
      Teraz widzę, jakie mam szczeście smile W wieku 31 lat mam obydwie Babcie!
      Jedna mnie wychowała od maleńkości, do przedszokla nie chodziłam, na świetlicę
      też nie, z kluczem na szyi nie musiałam biegać, a moje koleżanki z liceum
      wpadały do mnie codziennie na dobrą zupę, którą Ona gotowała i niezmiennnie sie
      tą zupą zachwycały. Nawet teraz mogę sobie z moją Babcią pogadać, jak z
      rówieśnikiem, co prawda nie dosłyszy, muszę prawie krzyczeć, ale rozumie i
      kojarzy wsio smile Uwielbiam, gdy opowiada o Dawnych Czasach. Poza tym gotuje
      Tacie, pierze, sprząta, zmywa, jak dawniej, gdy prowadziła Dom, a wszyscy
      pracowali. W zeszłym roku skończyła 90 lat, rocznica ta zastała Ją w szpitalu,
      wszyscy lekarze i pielęgniarki składali życzenia, pomimo Jej kiepskiego stanu,
      ale Przedwojenny Materiał nie dał się tak łatwo wink Czekamy w kwietniu na 91
      Urodziny smile))
      Druga Babcia ma 87 lat, bywało różnie... Zawsze byli ważniejsi, nawet teraz też
      ja jestem na samym końcu hierarchii wnuków... Ale to mi wcale a wcale nie
      przeszkadza w schyleniu głowy przed Tą-Która-Dożyła-Takiego-Wieku-W-Zdrowiu-I-
      Pogodzie smile I poplotkować z Nią można że hej! Jak robi pyzy to z rozmachem - z
      10 kg ziemniaków! A to ciasto drożdżowe (od razu 6 blach)! - nikt nie robi
      lepszego. Trochę narzeka na nogi, przed Świętami postanowiła wytrzeć kurze na
      szafie (mieszka sama, bo tak chce), wlazła na stołek, , spadła i rozbiła sobie
      głowę o kaloryfer, poskarżyła się po kilku dniach mojemu mężowi przez telefon,
      bała się, że pozostali na Nią nakrzyczą... Jest po prostu świetna smile))
      Podsumowując - dziedziczę całkiem niezłe geny, tylko pytanie - czy ja
      chciałabym dożyć takiego wieku???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka