wgfc
03.02.05, 23:41
Holandia: eutanazja dla zmęczonych życiem
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2526572.html
Jacek Pawlicki 03-02-2005 , ostatnia aktualizacja 02-02-2005 21:29
Czy ludzie "cierpiący z powodu życia" i niewidzący dalszego sensu istnienia
mają prawo do eutanazji? Specjalna komisja pod kierownictwem wybitnego
psychologa klinicznego orzekła, że tak.
Na razie jest to tylko propozycja rozszerzenia interpretacji i tak bardzo
liberalnego holenderskiego prawa dotyczącego eutanazji. Pomoc w umieraniu
nieuleczalnie chorym i cierpiącym, także dzieciom, jest tam tolerowana od
ponad 30 lat, a od kilku lat zgodna z prawem. Kilka tygodni temu okazało się,
że klinika pediatryczna w Groningen odłącza od respiratorów noworodki
cierpiące na rzadkie i nieuleczalne choroby, np. rozszczepienie kręgosłupa.
Niewykluczone, że podobną procedurę będą stosowały inne holenderskie kliniki.
Gdy cierpisz psychicznie...
Jednak raport o "Cierpieniach wynikających z życia" przygotowany przez
komisję kierowaną przez zasłużonego profesora psychologii klinicznej Josa
Dijkhuisa to prawdziwy przewrót w pojmowaniu eutanazji. Jego autorzy doszli
do wniosku, że "zmęczenie życiem" i "cierpienie z powodu życia" może być w
niektórych przypadkach dostatecznym powodem dla lekarza, aby zgodził się na
prośbę pacjenta o skrócenie tego stanu.
Aby dostać "ostateczny zastrzyk", nie trzeba chorować na raka, być całkowicie
sparaliżowanym i nieludzko cierpieć fizycznie, bez żadnych perspektyw powrotu
do zdrowia. Wystarczy przekonać lekarza, że cierpienie psychiczne wynikające
z życiowych przeżyć jest nie do zniesienia. - Cierpienie zbyt często łączymy
z konkretną chorobą - tłumaczy prof. Dijkhuis. Według niego osobę, która "nie
jest w stanie dłużej znieść życia i nie widzi dla siebie żadnej przyszłości",
można uznać za "cierpiącą z powodu życia".
Świat może to źle zrozumieć
Czy eutanazja takich osób stanie się praktyką? To zależy od tego, jak
środowisko lekarskie w Holandii przyjmie orzeczenie komisji Dijkhuisa. Główne
stowarzyszenie lekarskie KNMG analizuje raport i ma przedstawić rekomendacje
dla lekarzy, jak zachowywać się w konkretnych przypadkach. Nasi rozmówcy w
Holandii przyznają, że decyzja nie będzie ani szybka, ani łatwa.
Przeciwnicy rozszerzenia interpretacji eutanazji mówią, że byłaby
to "licencja na zabijanie". Przestrzegają, że wzrośnie presja na ludzi
starszych, pacjentów domów starców i hospicjów, by poddawali się eutanazji. Z
kolei holenderskie stowarzyszenia popierające eutanazję są z raportu
zadowolone. Ostrzegają jednak, że wdrożenie nowych reguł może oznaczać, że
świat opacznie zrozumie intencje Holendrów. Dlatego też ich zdaniem należy
niezwykle ostrożnie rozpatrywać konkretne przypadki. - Tzw. cierpienie z
powodu życia podobnie jak cierpienie wywołane rakiem może być nie do
zniesienia, co nie znaczy, że wszyscy ludzie zmęczeni życiem przechodzą przez
takie cierpienie - tłumaczy Rob Jonquiere z Holenderskiego Stowarzyszenia
Dobrowolnej Eutanazji NVVE.
Przypadek dr. Sutoriusa
Komisję Dijkhuisa powołano trzy lata temu z inicjatywy środowiska medycznego,
by z punktu widzenia etyki medycznej i praktyki lekarskiej zbadała
precedensowe orzeczenie holenderskiego sądu najwyższego z 2002 r., że lekarze
mogą przeprowadzić eutanazję u pacjentów tylko wtedy, jeśli stwierdzi się u
nich "konkretną chorobę fizyczną, którą da się zakwalifikować". Według sądu
samo "zmęczenie życiem" u pacjenta nie może być usprawiedliwieniem dla
lekarza.
Punktem wyjścia do rozprawy był przypadek z 1998 r., kiedy to dr Philip
Sutorius - na wyraźną prośbę pacjenta - wstrzyknął śmiertelny zastrzyk
senatorowi Edwardowi Brongersmiemu. 86-letni polityk był zdrowy,
ale "wyczerpany życiem" (Brongersmie był zresztą w ogóle kontrowersyjną
postacią, występował m.in. w obronie homoseksualnej pedofilii).
Sprawa eutanazji senatora trafiła na wokandę. Sąd pierwszej instancji w
Haarlemie uznał, że dr Sutorius nie przekroczył prawa, ale w procesie
apelacyjnym uznano go za winnego. Podtrzymał to sąd najwyższy, choć lekarza
nie ukarano, gdyż jego czyn uznano za tak "nieznaczny, że nie znaleziono
właściwej kary". Wnioski płynące z raportu komisji Dijkhuisa podważają tę
interpretację.
Dr Henk Jochemsen, etyk, szef chrześcijańskiego centrum etyki medycyny
Lindeboom
Z eutanazją w ogóle się nie zgadzam, ale kluczowe są jasne i dokładne
kryteria jej wykonywania. Moim zdaniem trudno je określić w ogóle, a w
przypadku "cierpienia z powodu życia" jest to niemożliwe. Decydowanie o tym,
kto cierpi śmiertelnie z powodu życia, wykracza poza lekarskie powołanie.
Gdyby świat lekarski w Holandii przyjął interpretację prof. Dijkhuisa, co
jest możliwe, byłoby to przekroczenie istotnej granicy w medycynie.
Przeszlibyśmy z kultury życia do czegoś w rodzaju "kultury śmierci". Więcej -
śmierć trzeba by uznać za lekarstwo. To jest oczywiście do pomyślenia, jeśli
uznamy, że misja lekarza to eliminacja cierpienia za wszelką cenę, również za
cenę życia. Lekarz nie jest technikiem, który "naprawia" człowieka wszystkimi
dostępnymi środkami. Odpowiedzią na cierpienia egzystencjalne powinna być
kuracja psychologiczna bądź psychiatryczna.
Już dziesięć lat temu ostrzegałem przed legalizacją eutanazji, mówiąc, że jak
raz się na to zgodzimy, jej interpretacja będzie się rozszerzać. I oto
zbliżamy się do kolejnej granicy.