sloggi
24.11.05, 13:06
Pani Eela kupiła na raty sprzęt RTV wart prawie 650 zł. Miał być na "zero
procent", ale bank w umowie naliczył klientce 240 zł odsetek. - Ależ to jest
właśnie kredyt zero procent! - mówi jego rzeczniczka.
Zakupy na raty to prawdziwy hit. Niemal w każdym większym sklepie można kupić
w ten sposób pralkę, lodówkę czy sprzęt RTV. Wystarczy tylko przyjść z
zaświadczeniem o dochodach oraz dowodem tożsamości, podpisać umowę kredytową i
już można zabrać zakupy do domu. Nasze zadłużenie z tytułu takich kredytów to
obecnie ok. 12,5 mld zł!
Popularność zakupów na raty szybko rośnie, bo wielkie sieci handlowe
prześcigają się w ofertach typu "raty zero procent" czy "kredyt bez żadnych
kosztów". Klient ma zapłacić tylko cenę towaru podzieloną na określoną liczbę
rat. Nie ma żadnych odsetek ani prowizji. Te obciążenia bierze na siebie
sklep, wliczając je częściowo w cenę towaru.
Z takiego właśnie nieoprocentowanego kredytu postanowiła skorzystać nasza
czytelniczka, pani Eela. W jednym z warszawskich sklepów sieci Euro kupiła na
raty wieżę i odtwarzacz DVD za 646 zł. Odstała swoje w kolejce do punktu
obsługującego sprzedaż na raty, podpisała umowę kredytową i zadowolona zabrała
ze sobą sprzęt.
Radość przeszła jej dopiero w domu, gdy dokładniej przyjrzała się umowie z
bankiem GE Money, którą podsunięto jej w zatłoczonym sklepie. Wyczytała w
niej, że wartość udzielonego kredytu wynosi... 770,06 zł. Nasza czytelniczka
osłupiała - przecież kredyt miał być "zero procent"! Dlaczego więc kwota w
umowie jest o prawie 130 zł wyższa niż cena wieży i DVD?
Pani Eela zaczęła nerwowo czytać umowę. Doszła tylko do trzeciego paragrafu.
Wynikało z niego, że miesięcznie ma płacić bankowi po 73,98 zł. Ta kwota
pomnożona przez 12 rat daje 887,76 zł. Czyli już o 240 zł więcej niż cena
kupionego sprzętu!
Dalsze paragrafy wyjaśniają całą tajemnicę. W ramach „kredytu zero procent”
bank GE Money doliczył sobie różne opłaty: • 66,99 zł prowizji za pożyczenie
pieniędzy, • 55,44 zł za „obsługę kredytu”, • 58,67 zł składki na
ubezpieczenie grupowe. No i na koniec odsetki - 62,29 zł. Część opłat jest
jednorazowa, a część trzeba płacić co miesiąc (stąd różnica między wartością
kredytu a sumą rat).
Jak to możliwe, że sklep obiecuje klientom raty bez odsetek, a bank im podsuwa
umowę, w której nie tylko pojawia się wysokie oprocentowanie, ale i gąszcz
dodatkowych prowizji? - Ależ te raty rzeczywiście są zero procent! - wprawiła
nas w osłupienie Aleksandra Kwiatkowska, rzeczniczka GE Money. - To taka
promocja. Jeśli klient spłaci kredyt w ciągu sześciu miesięcy, będzie on
darmowy. Jeśli spłaci w ciągu roku - zapłaci odsetki i prowizje. Wszystko jest
napisane w umowie - rozkłada ręce przedstawicielka banku.
Zaintrygowani przeczytaliśmy umowę od deski do deski. Nie było łatwo - to 18
skomplikowanych paragrafów pisanych drobnym maczkiem i prawniczym językiem.
Ale znaleźliśmy! Paragraf 9., punkt 1.: "Rozwiązanie umowy kredytu wskutek
wygaśnięcia zobowiązań wynikających z niniejszej umowy powoduje spłata na
rachunek banku w terminie do 6 miesięcy od daty zawarcia umowy kwoty w
wysokości równej cenie detalicznej zakupionych towarów pomniejszonej o wpłatę
gotówkową dokonaną przez kredytobiorcę w placówce handlowej". Niełatwo
zrozumieć bez doktoratu z prawa, ale stoi, jak wół - spłacisz w sześć
miesięcy, nie płacisz odsetek.
Rzeczniczka GE Money triumfuje: - Klienci są informowani o obu sposobach
spłaty kredytu. W sklepach są ulotki, a sprzedawcy wyjaśniają wątpliwości przy
podpisywaniu dokumentów.
Pani Eela: - Nie widziałam żadnych ulotek. W sklepie był tłok, a sprzedawca
chciał jak najszybciej mnie spławić, żeby obsłużyć następnych klientów. Umowę
przeczytałam dopiero w domu, bo jest skomplikowana, a w sklepie nie było
warunków - skarży się nasza czytelniczka.
Bank nie łamie prawa - w umowie pisze o obu możliwościach spłacania rat.
Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim podaje też prawdziwy koszt kredytu.
Tylko dlaczego jednemu wariantowi - temu korzystniejszemu dla siebie -
poświęca poczesne miejsce na pierwszej stronie, a drugiego - bardziej
korzystnego dla klienta - dotyczy jedno zdanie schowane na drugiej stronie? -
Skąd mam wiedzieć, w jakich ratach i terminach mam spłacać kredyt, żeby
załapać się na korzystniejszy wariant? W umowie nic o tym nie ma - dziwi się
pani Eela.
Ale Kwiatkowska odrzuca oskarżenie o próbę wprowadzania klientów w błąd. -
Przejrzałam nasze statystyki. Ponad 85 proc. klientów spłaca kredyt bez
odsetek w ciągu sześciu miesięcy. To świadczy, że klienci uzyskują przystępne
instrukcje, dokonując zakupów na raty - broni się rzeczniczka GE Money. - Ale
obiecuję, że jak najszybciej poprawimy umowy, by były bardziej czytelne dla
klientów - dodaje.
Nie wiadomo, ilu do tej pory klientów zostało wprowadzonych w błąd przez
sprytnie skonstruowaną umowę.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3030577.html