Dodaj do ulubionych

Podejście do diety, zasad (cenzura ;P)

11.11.10, 23:55
Cenzura, bo będę niepoprawna duka-politycznie, więc osoby o słabszej motywacji - nie czytać ;P

Zakończę jutro etap odchudzania właściwego, zostało mi pół kilograma i mam je gdzieś ;)
Ale tez jakby czas na małe podsumowanie, jak to u mnie szło, i dowiedzenie się, jak jest u Was :)

Ciekawi mnie, na ile sztywno trzymałyście się zasad? To pytanie do wszystkich, ale w szczególności do ortodoksów, które, jak ja, przez ileś tam miesięcy nie zgrzeszyły itd.

Bo u mnie to było tak, że naprawdę, naprawdę trzymałam się zasad, jeśli chodzi o grzechy. Coś tam się zdarzyło, jak kulka lodów w kawie, nie wiedziałam, chciałam tylko zimne latte, ale mówię o takim czymś, żeby usiąść i się najeść... nie wiem, ciasta, frytek, czekolady. To takiego czegoś nie było. Dopiero, kiedy zrzuciłam już większość nadwagi, kilka razy poluzowałam sobie na jeden posiłek, okazjonalnie, w gościach.

Ale takie drobne rzeczy, typu: musztarda. Cukier w przyprawach. Limit tłuszczu w nabiale. Odtłuszczanie mięsa/zup... w swoim mniemaniu po prostu nie dałam się zwariować, ktoś może uznać inaczej ;) Na przykład używam, rzadko, ale jednak, musztardy zawierającej cukier. Teoretycznie nie powinnam, ale... ta musztarda ma 12g węgli w 100g, a ja potrzebuję... 1 łyżeczkę :) Czy chrzan. Czy przyprawy. Czy ten nieszczęsny tłuszcz... fakt, ja tu przyszłam z innego forum, moim guru była dziewczyna, która zrzuciła prawie 40 kg w niecały rok. Na tamtym forum znalazłam info, że nabiał do 5% tłuszczu, i tej zasadzie byłam wierna przez całą dietę. Czyli, jeśli byłam na zakupach w Biedronce i miałam ochotę kupić piątnicowego wieśniaka, to kupowałam, mimo, że dla Biedronki Piątnica robi tylko 5%, nie gnałam do Tesco tylko po to, żeby kupić serek chudszy o 2%.

Nie wycinałam najmniejszego kawałeczka tłuszczu z kurczaka, nie stosowałam podwójnego gotowania tegoż, żeby odtłuścić jeszcze bardziej. Zdejmowałam skórę, odcinałam z grubsza tłuste i jazda, do gara. Jeśli woda zostawała na zupę, to do lodówki i potem ściągnąć tłuszcz.

Nie cierpię kawy z mlekiem 0%. Ani 0,5%. Wolałam nie pić w ogóle niż pić coś, co mi smakowało jak woda spod mopa. Także takie na maksa chude mleko zakupiłam raz. Później stosowałam 1,5%, od jakiegoś miesiąca przeszłam na pełne. Cukru ma tyle samo, a tłuszcz teoretycznie mieści się w normie, jak mnie uczyli na początku, więc koniec, kropka.

ALE: przez pierwszych 5 miesięcy, bo w sumie o nich mowa, jako okresie z ostrym trzymaniem się zasad, żadnego podjadania zabronionego. Raz napiłam się pół lampki wina na komunii chrześnicy, ale poprawiłam straszną ilością kurzego cycka ;) Nie używałam żadnych mąk, skrobi, zresztą nie mając piekarnika, to ja za dużo nie napiekę :) Mleka w proszku użyłam 2 razy, ale tak się na nie wkurzyłam, że jak patrzę na słoik z nim, to mi ciśnienie skacze: najpierw granulki w polewie do sernika, których nijak nie szło rozbić, a później wpadłam na świetny pomysł potraktowania go blenderem :/ Kuchnia cała w mleku w proszku, ja też cała... wyjęłam młynek do kawy, cały młynek do umycia... same rozumiecie, że mi zbrzydło ;P Nadużywam za to kakao, no, może nie nadużywam, chociaż... piję codziennie, takie z dwóch porządnych łyżeczek. Czasem dwa. To mój wieczorny rytuał i nie dam go sobie odebrać :) Swego czasu jadłam też codziennie ćwierć kilo homosia, również z kakao, cynamonu niestety nie cierpię. Ta dieta zmusza do poszukiwania prostych smaków, i przypomniało mi się kakao nie tylko jako przyprawa czy dodatek do czegoś, ale jako napój po prostu :) Wstyd przyznać, ale dotąd nie wiem, czy dopuszczalna jest łyżeczka, czy łyżka kakao...

Moim grzechem głównym było natomiast niejedzenie... także w sumie mój brak grzechów to żadne bohaterstwo ani zajebiście silna wola, bo mnie po prostu tak się przytłumił apetyt, że szok, żaliłam się tu nie raz, jak wyłam nad małym wieśniakiem i stawał mi w gardle :( Pouczałam inne forumki, jak to trzeba jeść, a sama zaliczyłam dwa zastoje przez jedzenie o wiele za mało, czasem ten jeden serek na cały dzień (nie bijcie). Gdyby nie to, oszczędziłabym sobie pewnie miesiąca albo dwóch II fazy, choć moje tempo i tak uważam za turbo ;)

A jak u Was z takimi rzeczami? Skupiacie się na drobiazgach? Przestrzegacie zasad co do kropeczki?

Od razu zaznaczam, że nie chce, aby wątek potraktowano jako agitowanie do łamania zasad, sama przestrzegałam ich dość ostro, nie tolerując wyskoków typu odpuszczenie diety na cały dzień, bo się pojechało w gości, a tam tyle pyszności... Ale wiemy, jak jest. Jesteśmy ludźmi, bywa trudno. A jednak większości z nas, mimo drobnych i mniej drobnych grzeszków udało się pięknie schudnąć :)


[url=http://straznik.dieta.pl/][img]https://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=74634bbb6f9684460.png[/img][/url]
Obserwuj wątek
    • nomya Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 09:06
      Podchodzę do diety bardzo podobnie do Ciebie, choć wydaje mi się, że jednak troszkę bardziej restrykcyjnie, ale tylko odrobinkę bardziej :)
      Nie daję się zwariować, ale zasad przestrzegam dość skrupulatnie. Może to wynikać z tego, że ja z kolei nutelli (robię z mleka pełnego, bo mi bardziej odpowiada smakowo i ma mniej węgli na rzecz tł od chudego) sobie nie żałuję i bardzo często ją jadam w ramach słodkiego, dlatego jeśli chodzi o takie produkty jak chrzan czy musztarda- nie używam tych z cukrem, ale pewnie z braku Dijon nie odmówiłabym sobie zwykłej i nie miałabym poczucia, że grzeszę. Mleko do kawy i do innych rzeczy używam 0,5%, ale jak mi czasem zabraknie leję sobie mleko męża 3,2%. Do cukru w przyprawach też podchodzę ostrożnie, zdarza mi się używać takich mieszanek, ale niezbyt często. Kakao- tutaj się nawet nie zastanawiam nad tym czy użyłam za dużo czy nie, bez przesady :) Skrobi mimo wszystko unikam, bo waga obecnie spada mi dość wolno, więc po co mam się dodatkowo wkurzać przestojami związanymi z używaniem jej, aczkolwiek ostatnio upiekłam sernik bez skrobi i muszę przyznać, że nie był taki dobry jak poprzednio, dlatego wrócę do wersji z budyniem. Zupy- tłuszcz osiadający faktycznie ściągam, ale dopiero następnego dnia, bo w pierwszy dzień jem ją na gorąco, więc nie ma to sensu, zresztą to ściąganie tłuszczu dotyczy w zasadzie tylko rosołu. Podwójne gotowanie mięsa? Nigdy. Serki wiejskie kupuję tylko light, ale gdyby nie było nie miałabym oporów przed zjedzeniem 5%. Nigdy nie przekraczam porcji otrąb, a wiem, że niektórzy to robią.
      Nie uważam tych drobnych odstępstw za grzeszki :) Po prostu dopasowałam tą dietę pod swoje potrzeby i możliwości, a przy okazji nie daję się zwariować i nie płaczę nad sobą kiedy raz na ruski rok zdarzy mi się skubnąć odrobinę skóry z pieczonego kurczaka.
      Reasumując, moje podejście do diety jest bardzo podobne do Twojego :)
      Również nie uznaję grzeszenia z rozmysłem, ale wiem też, że jesteśmy ludźmi i czasem każdemu coś się może zdarzyć. Ja sobie nie wyobrażam np. sytuacji, kiedy gdzieś np. idę w gości i kręcę nosem na jedzenie albo co gorsza biorę ze sobą swoją wałówę i demonstruję fakt, że jestem na diecie. To po prostu moim zdaniem jest nie do przyjęcia i tyle. Nie trzeba od razu wszystkiego ze stołu jeść, bo można dyskretnie czegoś unikać, ale w sumie nie powodować niesmaku u zapraszających i robić im przykrości. Ogólnie to wole unikać imprez niż robić takie numery :D
      • kasandra1012 Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 09:24
        Hej,

        Ja jestem 3 tydzień na diecie, tez staram się jak Wy przestrzegac sciśle zasad. Nie zaliczyłam żadnego grzechu jeszcze i jestemz tego dumna :) Bo pokusy są, zwłaszcza na słodkie... Ale pomyslę sobie, ze w lodówce czeka na mnie kawałek dukanowskiego serniczka z nutella np. i juz jest lepiej. Pierwsze 3 dni były dla mnie ciezkie, jak później stwierdziłam była to wina twarozków 0% - poprostu mnie zamulały mimo iż dodawałam szczypiorku i jogurtu. Miałam strasznie kłucie w klatce piersiowej i niezbyt smaczne odbijanie sie ;/ Przerzuciłam sie na wieśniaka 3% i odrazu lepiej :) Ale ogólnie teraz jest swietnie, jakimś dziwnym trafem znalazłam czas na pichcenie pysznych obiadków/ kolacji z przepisów dukanowych oraz inwencji wlasnej :) Wcześniej starałam się jeść tez w miare zdrowo, bo zostały mi nawyki po SB, ale zwykle to bylo wszystko na szybkiego przygotowane i bez rytualów :)
        Jestem bardzo zadowolona z tej diety i naprawde duzo daje czytanie forum, robię to nagminnie. Przepisy zawarte tutaj czy na innych dukanowskich stronkach pozwolają na to, że mam radość z przygotowania, jedzenia a pozniej z efektów :) Nie czuję się jakbym byla na jakiejs rygorystycznej diecie. Mam nadzieje, sie tak dalej trzymac :)
        • nancy_callahan Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 09:57
          Hmmm...ja generalnie z tych ortodoksów jestem, grzechów (poza zjedzeniem na wyjeździe na obiad w restauracji mięsa z grilla, które na 100% było potraktowane tłuszczem nie pamiętam), ale chyba jednak swoje słabostki mam:
          - zdarza mi się jeść za mało;
          - nie jestem gotowa na ustępstwa typu jesli waga stoi zrezygnowąć z jakiegoś produktu dozwolonego np. mleka w proszku - jakoś tak sobie wszystko głowie poustawiałam, że wiem co mogę, zasady są sztywne i dieta nie jest dla mnie męczarnią czy jakimś strasznym wyrzeczeniem, ale zabranie czegoś z tych rzeczy, które wiem, że mogę potraktowałabym jako właśnie zamach na moją ustawioną drogę... kurczę nie wiem jak to wyrazić, zdecydowałam się na dietę wiedząc co mogę a czego nie, nie jem rzeczy niedozwolonych, ale też nie jestem w stanie dodatkwo się oganiczyć np. zwiększając ilość mięsa kosztem nabiału, czy nie jedzącmleka w proszku;
          - nabiał jem różny: mleko 0 lub 0,5 % (właściwie stosuję tylko do kawy i żadna mi różnica ile to mleko ma procent), serki różne od 0-3% , wieśniaki kupuję zawsze light:);
          - mięso staram się odtłuszczać dokładnie , ale nie obsesyjnie - nie ślęczę nad nim godzinami w poszukiwaniu grama tłuszczu;
          - podwójne gotowanie mięsa w ogóle mi do głowy nie przyszło;
          - przyprawy z cukrem pewnie zdarzy mi się sporadycznie użyć, ale to są jakieś pomijalne ilości;
          - kakao nie nadużywam, mleka w roszku teżn nie;
          - chlebek Klary piekę bez mąki z samych otrąb, ale to właściwie przypadek bo raz o mące zapomniałam i taki mi bardziej posmakował, otrąb również nie nadużywam;
          - maizenę stosuję właściwie tylko do sernika łyżkę - sernik dzielę na 4 dni;
          - będąc w gościnie nie wybrzydzam - zdarzyło mi się dolać do kawy taką małą śmietaknę 10% i jeść normalnie ze skórą pieczonego kurczaka (po oskórowaniu), poza tym jak nie ma potraw duknowych nie jem.
          Gdybym chudła szybciej to pewnie bardziej by mnie ciągnęło w kierunku złamania zasad, ale ponieważ idzie jak idzie to boję się, że gdybym jakieś drobne grzeszki zaczęła popełniać to waga stanęłaby już zupełnie.
      • ven.to Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 09:37
        Przestrzegam zasad książkowych + równanie do produktów nabiałowych.
        Ale też bez przegięcia pałki - gotowac mięso dwa razy? o nieeee, nawet bym na to nie wpadła. Ograniczac warzywa w dni PW? bezsens. Ograniczanie ilości chudego nabiału? To się na pewno po mnie nie pokaże.
        Mleko 2% do kawy? proszę bardzo ale tam gdzie używam ilości większej niż kilka łyżek - tylko 0.5%
        Używam skrobi (nie mąki) i w zasadzie tylko do sernika, chleba i baaardzo rzadko do budyniu.
        Na własny użytek (zdroworozsądkowo, przy trudnościach z chudnięciem) wyeliminowałam jogurty, maślanki, kefiry (za dużo węgli). Raz na ruski rok wypijałam jovy pitny owocowy (najdukańsze właściwości z możliwych). Jogobellę light uświadczyłam jednorazowo w krótkiej III fazie.
        Od zasad odstąpiłam (z tego co pamiętam) trzy razy:
        - chlebem Klary
        - butelką czerwonego wina na weselu
        - nieświadomie pożartą drugą porcją budyniu dukanowego
        Gdybym chudła łatwo - na 100% podchodziłabym do diety bardziej ugodowo (lightowo tutaj brzmiało by zabawnie :)).
        Ale akurat w moim przypadku - jeśli chcę schudnąc i utrzymac wagę muszę podchodzic do diety bardzo poważnie. I radykalnie.
        Nie mam innego wyjścia. Shit. <wzdycha smutnie i z rezygnacją>
      • nomya Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 10:37
        I zapomniałam jeszcze dodać, że u mnie jakieś imprezy rodzinne czy inne są tak sporadyczne, że jakoś chyba prawie od 3 miesięcy nie musiałam niczym grzeszyć, żeby nie było, że sobie pozwalam, bo tak nie jest :)
    • mamalideczki Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 10:45
      Przez całą drugą fazę moim grzechem było jeden malutki chips i 3 lampki wina wytrawnego na wczasach. Poza tym zdarzało mi się skubnąć (dosłownie) pomidorka lub ogórka w dni P, ale to tez kilka razy, nie nagminnie :-). Natomiast mleko 1.5% używam od początku, lepiej nie używać wcale mleka, niż całkowicie odtłuszczone (żeby wyrównać kaloryczność takie mleko ma więcej węglowodanów, za to prawie żadnych wartości odżywczych). Poza tym, tak jak Ty kupowałam nabiał do 5% tłuszczu. Nie dostarczając węglowodanów, nie ma szans aby ten tłuszcz się przyswoił całkowicie. Wystarczy przeczytać chociażby w książce naszego guru, że aby składniki odżywcze się w pełnio przyswajały potrzebna jest każda z trzech grup, czyli białko, węglowodany i tłuszcz w odpowiednich proporcjach. Wiele diet, skutecznych, aczkolwiek nieobojętnych dla organizmu (w tym protal) jest oparta na eliminacji jednej z tych trzech grup w posiłkach. W mojej, subiektywnej ;) opinii grzeczna byłam i rozsądna (bo niestety, uważam za brak zdrowego rozsądku eliminację tłuszczu z diety, choćby ze względu na niektóre witaminy, które się przyswajają w tłuszczach).
      Pozdrawiam i gratuluję sukcesu:-)
    • slonce12 no cóż 12.11.10, 10:56
      zasad trzymam się bardzo skupulatnie, ale nie dlatego, że chcę komuś coś udowodnić tylko dlatego, że ja już taka jezdem.
      W ciągu blisko 5 miesięcy zaliczyłam trzy wpadki, komuś wydały by się małe ale dla mnie to była porażka. Lampka wina, przypadkowe pochłonięcie buraków z nie tej miski, z której powinnam oraz dwa słoiki chrzanu wcięte w amoku.
      Pozostałe zasady były trzymane. Z dopuszczalnych produktów raz na jakiś czas kakao, nic więcej. Tymbardziej jestem zawiedziona, że nie chudnę i wyniki mam tak marne
      • olgab4 Re: no cóż 12.11.10, 13:13
        Obecnie, przy moim drugim podejściu do Dukana waga spada wolniej, chudnie mi się dość opornie, więc sztywniej trzymam sie zasad.
        Nie jem zbyt dużo nabiału, jogurty naturalne dodaję po łyżce do zabielenia sosów, serki homo też w niedużej ilości, i raczej tylko rano. Serek wiejski tylko light. Mleko po maksymalnie szklance dziennie, raczej nie więcej. Popijam dużo wody i herbatek ziołowych, nie pije juz w ogóle owocowych, bo w sumie to owoce...przestałam jadać nałogowo owocowe jogurty 0% bez cukru, bo nadal zawierają jakieś tam kawałki owoców.
        Czasem sypnę kopiasta łychę skrobi albo kakao jak przygotowuje deser, ale raczej staram się nie nadużywać. Otrębów owsianych dwie łyżki, czasem jedna pszennych do tego.
        Nigdy za to nie gotuje kuraka i w ogóle mięs dwa razy, nie cackam się tez z obieraniem go przesadnie ze skory, będąc w gościach. Niemniej jednak, jeśli widzę, ze ocieka tłuszczem, albo, ze na proszonej imprezie nie ma nic Dukanowego, to raczej nie jem. Po prostu mowie, ze jestem najedzona, albo, że mam problemy z żołądkiem, ale zadowolę się herbatka/szklanka wody :) Nie chce robić obciachu i zawracać znajomym głowy swoim dietowaniem. Zresztą, pewnie i tak patrzą na to z przymrużeniem oka, bo w końcu odchudzam się całe życie :D

        Podsumowując- staram się dukać z głową.
    • rozmalinka Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 13:32
      Madziorek, pięknie schudłaś :). Jaki piękny suwaczek. Moje gratulacje. Staram się czynić na co dzień podobnie jak Ty. Mrużę oko na lekkie wahania tłuszczu w produktach. Natomiast w gościach staram się hamować swój apetyt. Ale wyrażam swój szacunek do ich pracy włożonej do przygotowań imprezy m.in. poprzez zjedzenie małej porcji tego, co przygotowali. Nigdy nie wybieram się w odwiedziny z własnym jajkiem na twardo w kieszeni.:)
    • madzioreck Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 13:46
      Widzę, że ogólnie rzecz biorąc, wygląda to u Was podobnie :)

      Pisząc o musztardzie czy przyprawach z dodatkiem cukru nie uściśliłam, że oczywiście to raz na jakiś czas, a nie codziennie :) Jak mi się bardzo-już-natychmiast zachciało tej musztardy, to wyskoczyłam do sklepu obok i wzięłam, jaka była, W Tesco oczywiście można bez problemu znaleźć taką bez cukru i tak tez robiłam, podobnie z wieśniakiem :) Z przyprawami - tak samo, tylko czasem, jeśli np. wiem, że tylko ta posypka do kurczaka i żadna inna, ale zwykle robię go z majerankiem, jak moja mama :)

      No i zapomniałam o przeginaniu z nabiałem - o tym, ze jego ilość powinno się ograniczyć do iluś tam, chyba do 1kg, dowiedziałam się po jakimś czasie, i doszłam do wniosku, że skoro ładnie chudnę, średnio 4kg na miesiąc wyszło, to nie ma potrzeby rezygnować z nadwyżki. A ja kilogram, czyli litr, to samego mleka pochłaniam, bo uwielbiam po prostu. Do kawy, samo, zimn,e gorące, z kakao... do tego twarogi, wieśniaki, jogurty, homosie. Tyle, że jak mówię, obserwowałam cały czas przy tym, co się dzieje.

      A z tymi imprezami to dużo zależy, jak się trafi. Trudno przecież oczekiwać, że na imprezach całodziennych typu komunia czy wesele (elegancka kiecka, torebka - kopertówka, i plecak z dukanowym żarciem?! :D), ktoś nie będzie jadł w ogóle, to już lepiej przecież zjeść coś za tłustego, niż w ogóle... Ja mam to szczęście, że otoczenie, rodzina, przyjaciele, uszanowali fakt, że jestem na diecie. Fakt, że ja się nie odchudzam "całe życie" i nikt mnie nad listkiem sałaty nigdy nie widział ;) Ale zawsze znalazło się coś, co mogłam pojeść - a to jajka, które odłożono dla mnie bez majonezu, chudą wędlinę, śledzika w occie, warzywa oczywiście, często było tak, ze ktoś dzwonił nawet i pytał, co mi przygotować, żebym mogła zjeść bez stresu ;) Więc nie było nigdy potrzeby ostentacyjnie wszystkiego odmawiać :) Szczególnie teściowie - kurczę, aż się raz wzruszyłam, teść przygotował mi kurzy cycek, pokroił i tak wręcz artystycznie ułożył na pięknej paterze, przystroił miętą i czymś tam jeszcze, a do tego sałatka z pomidorkami koktajlowymi i jajkiem :) A teściowa zawsze robi dla mnie pierś, niby zwykłą, gotowaną, ale zasypaną na całą noc obficie bazylią, a dopiero później ugotowaną krótko, tylko do ścięcia. Cycek jak to cycek, bardzo soczysty nie będzie, ale w tej postaci - naprawdę całkiem, całkiem :)
      • lalkaika cisnie mi sie na usta 12.11.10, 15:08

        pytanie. Skoro madziorecek,nomya,nancy c etc.mamalindeczki sa z was takie jak to ujmujecie "ortodoksy" to dlaczego wszystkie mialyscie/macie po 20,30 kg do zrzutu
        ? Bylyscie tez ortodksami wczesniej ? To nastapilo po przejsciu na dukana ?
        nie moge pojac,wasze """grzechy"""to duuza lyzka maizeny(sic) a nasuwaczkach ib wyjsciowe po 30...
        Jak nastapila ta trasformacja ?
        • wadera3 Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 16:05
          Przepraszam, ale mam odczucie, że Twoje pytanie jest co najmniej złośliwe, ale w głębi duszy myślę, że po prostu głupie.
          Nie wiem jak inne dziewczyny, ale pewnie nie jestem odosobniona, zaczęłam gwałtownie i nieubłaganie tyć w okresie przekwitania, nałożyła się na to choroba metaboliczna, która została zdiagnozowana już po ogromnym przytyciu.
          Zawsze miałam skłonności do tycia, po prostu wolniejszy metabolizm, i niedoczynność tarczycy.
          Więc nie stawiajmy sprawy tak, jakby wszystkie dzisiejsze dukanki do dnia przejścia na tę dietę, żywiły się stosami fastfoodów i słodyczami.
        • nomya Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 16:10
          lalkaika jeśli o mnie chodzi, to nigdy nigdzie nie nazwałam się ortodoksem, ale teraz jak tak sobie myślę, to faktycznie nim jestem biorąc pod uwagę to, czym dziewczyny tutaj na proteinkach potrafią na diecie grzeszyć , Tobie np. zdarzyło się zeżreć i ciasteczko kokosowe, co mnie w sumie nie dziwi, bo Ty o otyłości pojęcia nie masz i nigdy nie miałaś, jedynie z próżności postanowiłaś dla kosmetycznych paru kilo rozpocząć dietę Dukana. Ja nie grzeszę, bo traktuję tą dietę poważnie. Nie lubię natomiast bawienia się w ocenianie, a Ty to teraz zrobiłaś. Przez takie osoby jak Ty powstają ukryte fora, na które nie wpuszcza się takich osób właśnie z tego powodu, że zawsze znajdzie się taka, co to leczy swoje kompleksy kosztem grubasów takich jak np. ja. Twój post był złośliwy i żal mi w sumie ciebie, że mając na starcie minimalną nadwagę pisałaś o sobie w taki sposób:
          "bylam takim wieprzem (sic) ze az sie poczulam megachudo po -7kilosach"
          Twój post odbieram tak, jakbyś była zazdrosna o naszą samodyscyplinę, że mając dużo więcej od Ciebie na starcie potrafimy trzymać się w ryzach, dajemy radę chudnąć. To jest nie fair. To forum służy do wzajemnego motywowania się, wspierania, a nie dołowania i wzbudzania jakichś wyrzutów sumienia za otyłość, do której się człowiek doprowadził z różnych przyczyn. Jeszcze kochana nie wiesz co Ciebie w życiu czeka, więc takie uszczypliwe uwagi pozostaw dla siebie :/
          • kasienka.b Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 16:37
            Amen!
        • madzioreck To ja Ci odpowiem :> 12.11.10, 16:55
          Wprawdzie Twoje pytanie jest dość głupie i do tego złośliwe, ale odpowiem Ci: bo ja wszystko w życiu robie namiętnie i na maksa, wkładając w to całe serce i duszę. Jak kocham, to na zabój. Jak się tuczę, to konkretnie jak się odchudzam, to na poważnie. Nic na pół gwizdka. Rozumiesz teraz? Tak uczył mój dziadziuś: jak kraść, to miliony, jak siedzieć, to dożywocie.

          A tak poważniej, to nie będę się wdawała w dyskusje na temat przyczyn mojej otyłości z taką osobą, jak Ty, bo to są sprawy zbyt osobiste, związane z chorobą, w której ta otyłośc była jednym z etapów poradzenia sobie, a Tobie widać zależy tylko na tym, żeby dowalić.
        • duk_duk Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 17:08
          Ja i moje ciągle jeszcze spore dupsko nie znosimy tego typu szanownych pań, które wypowiadają się na temat czegoś czego nie znają z doświadczenia i krytykują innych. Pani będzie na przyszłość łaskawa swe uszczypliwości zachować dla siebie bo mimo że nie skierowane w moim kierunku wk***** mnie tego typu posty ;) Z góry serdecznie dziekuję za pozytywne rozpatrzenie wniosku mojego.
          • piergiorgio Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:02
            eee.. przepraszam, że się wtrącam, ale może ten post Lalkilaika nie był w założeniu złośliwy, tylko normalnie zafrapowało ją, jak to możliwe, ze ktoś tak pilnujący diety (nawet jesli to jest tylko na chwilę obecną) ma +30kg podczas gdy dziewczyny bez żadnej sily woli mają po +6kg i jęczą, że juz nie wytryzmają i muszą wrąbać ciacho :)
            ja to pytanie tak zrozumiałam.
            w ogole caly aspekt psychologiczny diety/wagi jest dla mnie bardzo interesujący.
            Odgrażałam sie ze bedę chodzic na gimnastykę. Co rano jest dramat, co tu zrobic zeby nie iść :) ale ad rem. Dziś szlam z jakims takim poczuciem, że to wszystko na nic, ze za wolno, ze nie widac efektow. tak sobie do glowy tluklam, az w koncu musialam sama sie przywolac do porzadku, nawyzywac od wariatów, ze robie wystarczajaco duzo nie jedzac zadnych niedozwoleniakow i chodzac do gymu na godzine. A ze nie daje sobie po dupie tam tak, zeby wyzionąć ducha od razu to co! spalam 350-400 i jest git i powinno wystarczyc i czego na boga ja od siebie chce.
            po tej przemowie zrobilo mi sie lepiej, poprawilam worek na kapcie na plecach i poszlam z lepszym nastawiniem.
            po co to wszystko pisze, po to, ze jest cos takiego 'wszystko albo nic 'co opisala Madzioreck.
            Ja jak tylam, to nie widzialam tego w lustrze!! prosze sobie wyobrazic, moj wzrok nie rejestrowal zmian. co prawda na zdjeciach widzialam jakąś obcą bombę, ale jaki to problem nie ogladac zdjec :)
            teraz z kolei jedyny satysfakcjnujacy mnie wynik to zemrzec z wysilku na biezni.pukam sie wtedy w glowe, ale to jak mam przeblyski swiadomosci :)
            Zanudzam w domu pytaniami, czy juz widac, przeciez cwicze 3 dni
            wolalabym miec naturę mniej dramatyczną a bardziej cierpliwą. I może bardziej łagodną dla siebie tak overall. Może stąd ze taka nieprzebaczliwa jestem dla siebi,e jadlam cześciej i dlużej niż te laski z nadwaga 0,5kg :)
            w pierwszej malej ksiazce Dukan opisując grubasow, opisał mnie.
            • piergiorgio Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:16
              ps. pewnie zabrzmialo to kuriozalnie, ze nieprzebaczliwa dla siebie utyla 30 kg, przeciez musialam byc baaaardzo przebaczliwa :D wyjaśniam ale to jest chyba zwiazane z poczuciem winy, ze nie robi sie rzeczy na 190%(ew. najlepiej na świecie;) i zajada sie wtedy złe samopoczucie psychiczne.
              • emka222 Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:21
                dokładnie tak, esencja problemu.
            • duk_duk Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:23
              piergiotgio - i tu się z Tobą nie do końca zgadzam, ponieważ koleżanka w swoim poście oficjalnie i konkretnie wytknęła tej czy innej dziewczynie 20-30 kilo balastu i BMI ponad 30. Przede wszystkim my to wiemy że mamy te BMI 30 i jakoś nie do końca miło jest gdy ktoś ci to wytyka. Poza tym uważam że to nie na miejscu, bo już niejeden wątek był o przyczynach naszej nadwagi i w wiekszości żarłyśmy jak te małe wieprzki bez opamiętania. Powody rózne - od zajadania stresu po złe nawyki żywieniowe czy chorobę. I z pewnością nikt nie jest gruby bo jest ortodoksyjny...

              Jeszcze jedno... koleżanka lalkaika chyba nie do końca zrozumiała przesłanie postów z tego wątku bo tu mowa tylko i wyłącznie o okresie DIETY, bo deietę albo się robi i się jej trzyma, albo się ma 2 kilo do zrzucenia i się udaje że się robi dietę, bo w sumie to trędy jest się odchudzać...

              ok zamilknę już bo mi się ciśnienie zmienia:D
              • duk_duk Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:28
                ps
                Ja widziałam że tyję, tylko udawałam że nie widzę i zażerałam stresy ( w jednej chwili zamieszkałam w obcym kraju bez konkretnej znajomości języka,bez rodziny, bez przyjaciół, bez pracy, bez szans na znalezienie pracy w zawodzie bez doświadczenia <świeżo po studiach> i wiele wiele innych)
              • piergiorgio Re: cisnie mi sie na usta 12.11.10, 19:30
                to może ja czegoś nie doczytalłam, sorry. Co se bedzesz ciśnienie i kortisol podwyzszac :)
                ja też się spylam, bo już w sasiednim wątku poradziłam, zaraz mnie opieprzą :)
                milego dnia
              • kotwtrampkach Re: cisnie mi sie na usta 15.11.10, 21:29
                a mnie też się tamto pytanie wydało zwykłym zdziwionym "jak to mozliwe?" albo podtekstem - co trzeba w sobie mieć, żeby się umieć tak >ortodoksyjnie< trzymać diety..

                Ja schudłam 2 rozmiary konfekcyjne (na poczatku nie dawałam się zważyć, więc nie wiem ile dokładnie - liczę ok 15kg). To właściwie moja pierwsza zamierzona dieta. Moim grzechem było ZA MAŁO, nie za duzo.. Ja zjadałam 1/5 tego co moje szczupłe koleżanki. Jak szłyśmy na pizzę, to zjadałam jeden kawałek przy czym ta najszczuplejsza zjadała pięć. Mięsa prawie nie jadłam - nigdy mi nie smakowało. Piłam mnóstwo mleka (którego nie traktowałam jak jedzenie :) ), potrafiłam dzień przeżyć na 1 czekoladzie i jogurcie - z braku czasu na coś więcej.
                Na DUkanie uczyłam się
                1. planowania posiłku
                2. jedzenia "do końca" (bez robienia sobie przerwy lub odkładania połowy posiłku na za chwilę)
                3. jedzenia prostych rzeczy (nie gotowców typu "zupka w proszku", słodki serek, sos do spaghetti ze słoika)

                różne są przyczyny tycia..
    • aga_piet Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 12.11.10, 16:34
      Madzioreck - imponujący wynik :)
      Na diecie jestem od kwietnia, od września przeszłam na III fazę (strach o wyniki), na wiosnę chcę wrócić do II aby zrzucić jeszcze 10 kg.
      Od początku świadomie grzeszę w jednej sprawie - piję wino (wytrawne). To mój największy grzech. Inne rzadko. Staram się unikać słodyczy w ogóle (to była chyba największa przyczyna mojej otyłości) więc staram się nie robić dukanowych słodyczy. Nabiał raczej odtłuszczony.
      Mimo III fazy cały czas czuję moralniaka, jak zdarzy mi się skubnąć coś słodkiego, mimo ż eto jedyny chyba przejaw moich uczt :)
      Myślę, że zdrowy rozsądek jest tu najwłaściwszy, wyczucie na ile możemy sobie pozwolić. No i wyczucie swoich słabości - w którym momencie robi się niebezpiecznie i możemy "popłynąć".
      Widzę, że każda z nas ma swój sposób na dukana. Każdy skuteczny - sądząc po suwaczkach :)
    • lalkaika To tak ;) 12.11.10, 20:41

      Post nie byl zlosliwy,ale widze ,ze zostal tak odebrany przez pare osob.hmmm..zostalo mi nawet wytkniete ciasteczko kokosowe ;) a cholera juz o NIM zapomnialam...
      Przewidywalam,ze bedzie o chorobach : metabolicznych,nadczynnosci tarczycy itd.itp.
      Z wielkim poszanowaniem do obrazonych chorych osob,moje pytanie no moze prowokacyjne bylo skierowane do osob ,ktore utyly /tak jak ja ___JEDZAC za duzo,za tlusto,za,za,,,,,,,,,ZRAC/ Ale moze akurat takie nie przeczytaly posta a moze olaly.
      Ergo,nie wytykam nikomu bmi,tylko bardzo mnie interesuje kwestia...........
      Dziewczyny zdrowe,utyte przez ekscesy wszelkiego rodzaju,jestescie teraz "ortodoksami",wyliczacie te nieszczesna maizene,jak to sie stalo ? Kiedy nastopila trasformacja ? Jak ?
      Ja lubilam,lubie,i bede lubis DOBRZE ZJESC. Utylam jedzac ponad zapotrzebowanie ale nawet na dukanie nie jestem i nie bede "ortodoksem"....i smie watpic ,ze inne "smakoszki" beda.
      • madzioreck Re: To tak ;) 12.11.10, 21:00
        No dobrze, zwracam honor, jeśli chodzi o złośliwość.

        Natomiast podtrzymuję, że pytanie jest z lekka jednak nie na miejscu... wiadomo, że człowiek tyje albo od żarcia za dużo (choć czasem tyje jeszcze bardziej, usiłując schudnąć, ale to osobny temat), albo od jakichś chorób/leków, czasem od jednego i drugiego naraz. Jest dużo osób, które zgubiły dużą nadwagę, i od każdej wymagało to samozaparcia, mniejszego, większego, ale jednak. Ode mnie nie aż tak dużego, bo nie zabrano mi wszystkiego, co lubię, a przytępiono apeyt dodatkowo.
        Jeszcze więcej jest osób, którym się schudnąć/utrzymać wagi nie uda, bo się całe życie oszukują, że są na diecie, a tak naprawdę nie są. Może dlatego tak Cię to dziwi.

        Na przyszłośc postaraj się bardziej precyzyjnie wyrazać, bo przez internet brakuje nam wszystkich pozostałych elementów komunikacji, jak ton głosu, mimika, gestykulacja, sa gołe literki i można zostać bardzo, bardzo różnie odebranym. A zarzut złośliwości pojawił się pewnie na skutek pojawienia się zdania "czy wcześniej też byłyście takie ortodoksyjne" w odniesieniu do utycia, bo co to własciwie miało oznaczać? Ja zrozumiałam to w ten sposób: "jak jesteście takie ortodoksyjne, to ciekawe, od czego tam Wam doopy urosły". Jeśli źle zrozumiałam, to zwracam honor i przepraszam :)
    • lalkaika cenzura 12.11.10, 20:49

      i dodam , ze ta wasza cenzura jest zbedna,natychmiast jak jakis glos nie z chorku sie odezwie piszecie:to forum jest po to albo smoto.
      Forum jest po to ,by wyrazac wlasne opinie ,nawet bez akceptacji towarzystwa wzajemnej adoracji.
      Cokolwiek poza ...jest beee,zazwyczaj tlumaczone przestraszeniem albo zmylenem nowych forumek.Ktore sa bardzo mile widziane ,dopoki nie napisza czegos co moze podswiadomie swedzi.
      • madzioreck Re: cenzura 12.11.10, 21:03
        No teraz to dosypałaś do pieca... nie zauwazyłaś, że "cenzura" to żart? Żeby było wiadomo, że jesli ja łamie jakieś zasady, to nie jest równoznaczene z tym, że to pochwalam i polecam?

        Tak, forum jest po to, żeby każdy wypowiedział swoje zdanie. W sposób kulturalny i nie obrazający nikogo mozna napisać wszystko i o wszystkim podyskutować. Ale przykład z wczoraj - wątek pt "udany dzień dukanowy", sugerujący, że znajdziemy tam opis prawidłowych posiłków, a tam jest cos dokładnie odwrotnego... nowe osoby moze to wprowadzic w błąd i zasiać zamęt, pamiętam, jak się czułam, kiedy zaczynałam, wiem, jak czuję się teraz, kiedy zgłebiam tajniki diety dr. Pape i trafiam na informacje sprzeczne albo własne interpretacje róznych osób i nie umiem oddzielic jednego od drugiego.
        • lalkaika Re: cenzura 12.11.10, 21:12

          no zauwazylam,ze zart ;)
          ale dziewczyny badzmt szczere,to glaskanie sie po glowkach,ze X zrzucila 20 kg,grzeszac 2 chipsami,Y przez 9 miesiecy wypila stke wina ,a Z to nigdy nic i jest wspaniale ,nie jest mylace ????-
          [url=https://www.tickerfactory.com/weight-loss/wepFMRI/]
          [img]https://tickers.tickerfactory.com/ezt/t/wepFMRI/weight.png[/img]
          [/url]
          • madzioreck Re: cenzura 12.11.10, 21:16
            A dlaczego ma być mylące, jesli to prawda? Przecież tu nie ściemniamy, zobacz ile jest postów na temat, czym kto zgrzeszył "bardziej"... i jestesmy świadome, że to się zdarza. W czym więc problem? :)
            • lalkaika Re: cenzura 12.11.10, 21:22

              Nie ma zadnego problemu :)
              Swietnie Wam idzie i ok.
              Ale tak naprawde zadna nie odpowiedziala na moje pytanie.
              Zostalo uznane za prowokacje,a taka nie bylo. To internet i wszystko jest cacy.
              • madzioreck Re: cenzura 12.11.10, 21:55
                Dobrze: skoro twierdzisz, że nie masz łych zamiarów, to powiem Ci, jak to sie u mnie stało, że byłam otyła przez krótką cześć swojego życia.
                W wieku lat około 15 zaczęłam chorować na bulimię. Ważyłam wtedy jakies 70kg, byłam ładnie zaokrągloną nastolatką, nie byłam gruba, nie miałam nadwagi. Ale postanowiłam z różnych względów się jednak odchudzać i wpędziłam w chorobę, z którą przyszło mi walczyć blisko 13 lat. Nie zagłębiając się w psychologiczne przyczyny popadania w zaburzenia odżywiania, przypomnę krótko: bulimia to obżarstwo, kompulsywne objadanie się połaczone czasem z prowokowaniem wymiotów/naduzywaniem środków przeczyszczjących po epizodach żarcia.
                Trwało to ileś tam lat. Schudłam pięknie i podejrzewano poczatki anoreksji, która często występuje w parze z bulimią. Ponieważ z różnych względów nie było możliwe leczenie u specjalistów, postanowiłam poradzić sobie sama tak, jak umiałam. Czyli przede wszystkim przestać rzygać bez opamiętania wszystkim, co zjem. No i przestałam. Nie przestałam tylko się obżerać, zaczęłam tyć, w ciągu roku ponad 20kg. Miałam wtedy 21 lat. Olałam sprawę, pocieszając się jedzeniem. Nie byłam jeszcze jakaś mocno gruba, ważyłam ok. 80kg. Postanowiłam, że najpierw popracuję nad samoakceptacją, bo bez niej nawet ważąć pięćdziesiąt parę kilo przy wzroście 172 cm czułam się gruba i problem się tylko zapętlał. No i przez kolejne 7 lat poprawiałam samoakceptację, w dużym stopniu mi się to udało, choć różne epizody się zdarzały. Bałam się również, że jak zacznę się odchudzać, to choroba znów się rozszaleje i stracę nad nią ten mały kawałek kontroli, który zyskałam, bo jedyną wtedy znaną mi metodą schudniecia było: nie jesć. A długo się tak nie da, więc się człowiek znów nażre i wiadomo, co dalej...
                Ostatnie 10 kilo przybrałam w tym roku, po odejściu z pracy, w ciągu 3 miesiecy. Po prostu któregoś dnia z trudem zapięłam spodnie, które ostatniego dnia w pracy mi spadały. Weszłam na wagę i poczułam, jakby ktoś mnie trzasnał... Niezauwazanie faktu tycia jest pewnie trochę zwiazane z tym, że dzis niemal wszystkie ciuchy są z lycrą czy innym elastycznym shitem ;)
                A generalnie, zamiast obżerać się tylko po pracy, wieczorami, wcinałam cos całe boże dnie, bezmyślnie, byle ruszać buzią. No i stało się. Ale ponieważ moja waga od pewnego czasu przestała mi az tak spędzać sen z powiek, nie załamałam się, tylko pierwszy raz w życiu podeszłam do odchudzania w miarę racjonalnie, poczytałam, ułożyłam plan, ustaliłam termin, pierwszy raz czując też, że tym razem poradzę sobie sama ze sobą. Choć się bałam, przed wyjściem na pierwsze dukanskie zakupy popłakałam się ze strachu, ku wielkiej konsternacji mojego meża, który we łzach widział mnie tylko raz w życiu, jak musiałam uśpić psa. Mimo to jakos tak zacisnęłam pośladki i udało się. Ot i cała historia ;)
              • wadera3 Re: cenzura 12.11.10, 22:48
                Ja odpowiedziałam, ale chyba nie zwróciłaś na to uwagi. Napisałam wyraźnie, że menopauza, niedoczynność tarczycy, oraz dość późno zdiagnozowany hiperinsulinizm, coś, o czym nawet nie wszyscy lekarze słyszeli.
                Póki nie zostałam zaproszona do programu, w ramach pracy doktorskiej na warszawskiej SGGW, uważałam, że skoro jestem w wieku tzw. trolejbusowym(50+), i mam niedoczynność tarczycy, to nie ma się co dziwić, że co i rusz ważę więcej, do tego lubię podjeść, ale nie tak znów żeby tyć jak smok.
                Moje siostry z nadczynnością tarczycy jedzą co najmniej dwukrotnie więcej niż ja i są chude, nawet nie szczupłe.
                Będąc we wspomnianym programie miałam opracowaną dietę - indywidualną, na której w czasie dwóch tygodni przytyłam (zamiast schudnąć) około 3 kg. Wówczas zaczęłam się sobie i swojemu organizmowi przyglądać.
                Jak się dobrze przyjrzałam, to okazało się, że cokolwiek zjem, zamieni mi się to w sadło(mówiąc najprościej), i póki nie trafiłam na Dukana, właściwie żyłam około roku z tym przeświadczeniem, a jedynym osiągnięciem, po diagnozie i włączeniu leków było to, że przestałam gwałtownie tyć.
                Więc nadal uważam, że Twoje pytanie było co najmniej nietaktowne, ale mając szósty zmysł i umiejętność czytania między wierszami, l twierdzę, że zrobiłaś to całkiem świadomie.
                Zaś bajki o TWA, akurat tutaj, nie mają zastosowania.
                (To kolejne modne i piekielnie dżezi, określenie, zaraz po "czytaniu ze zrozumieniem";) )
                • lalkaika Re: TWA 12.11.10, 23:29
                  nie jestem modna i nie wiem co oznacza.
                  Dziekuje za odpowiedz ,ale przepraszam moze to ty nie doczytalas,pytanie nie bylo skierowane do Ciebie i innych osob (z calym powazaniem) chorych (nadczynnosc tarczycy ,choroby metaboliczne itp.).
                  Napisalam jak byk,i przykro mi ,ze odpowiadasz ,czytasz miedzy wierszami ,nie na temat.
                  • madzioreck Re: TWA 13.11.10, 00:01
                    Czyli wracamy do zagadnienia większej precyzji w formuowaniu postów. Skoro więcej niż jedna osoba źle rozumie kolejny Twój post, to moze naprawdę postaraj się wyrażać jaśniej.
                    Nie wszystkie osoby, których otyłość wynika z choroby, są ortodoksyjne w kwestii prawidłowego odżywiania, więc te sprawy się czesto przenikają.
              • nomya Re: cenzura 13.11.10, 08:32
                A co byś chciała usłyszeć? U mnie nie ma żadnej większej filozofii odnośnie otyłości. Problemy z wagą mam od jakichś 10-12 lat, wcześniej ich nie miałam, nie byłam za chuda, ale wyglądałam okay. Nie będę Ci pisać w szczegółach o tym co było po drodze i co miało znaczący wpływ na moją wagę- m.in. leki steroidowe, antydepresyjne, parokrotne rzucanie i wracanie do palenia, bo mnie to zbytnio nie tłumaczy. Stany emocjonalne- od radości i szczęścia po smutek zajadałam- dalej mam z tym problem, tyle, że na Dukanie nie odczuwam tego skutków. Po prostu nie umiałam zapanować nad jedzeniem i tak parokrotnie tyłam i chudłam w swoim życiu. Kolejne joja nie pomagały mi. Wagę maksymalną miałam krótko, więc jest nadzieja, że skóra na brzuchu jednak się z czasem ładnie obkurczy. U mnie problemem było to, że bardzo lubię nie tylko jeść, ale i gotować. Lubię napić się czasem piwa czy innego trunku, a wiadomo żarcie+alkohol daje opłakane skutki. Też przegapiłam ten moment, kiedy nie powinnam już więcej utyć. O diecie Dukana dowiedziałam się od mojej siostry, to ona zmotywowała mnie do niej. Podeszłam do tego tak jak ktoś powyżej- albo teraz wreszcie schudnę albo nic mi już nie pomoże i trzeba będzie się spróbować pogodzić ze swoją otyłością. Moje startowe BMI prawdę powiedziawszy kwalifikowało mnie do chirurgicznego zmniejszenia żołądka na NFZ, ta myśl jest przerażająca, ale takie są fakty. Tym bardziej doceniam to, co ta dieta dla mnie robi. Właściwie źle to napisałam, bo to nie dieta, tylko właściwie JA dla siebie dużo zrobiłam, bo bez wewnętrznej siły nigdy by mi się to nie udało. Nadal bardzo się boję o to, co nastąpi po zakończeniu drugiej fazy albo i nawet trzeciej. Chciałabym bardzo móc powiedzieć, że już nigdy nie dopuszczę do tego, by być grubą, ale nie mogę, bo nie wiem :/ Postaram się, a co będzie to się okaże.
                Myślę, że moja odpowiedź jest dość wyczerpująca, aczkolwiek nadal uważam, że Twoje intencje były takie, jak je odebrałam.
            • aga_piet Re: cenzura 12.11.10, 21:28
              Część z nas (spora część) w pewnym momencie sięgnęła dna. U mnie po prostu pojawił się impuls, że albo dukan, albo nic i do usranej śmierci będę tłusta. Ponieważ miałam za sobą kilka odchudzań, miałam też kilka niezłych jo-jo. Wiedziałam więc, że jeśli sobie za bardzo pofolguję, przerwę dietę, wymięknę, zacznę stosować coraz to nowe modyfikacje - moje efekty wezmą w łeb i znów dosięgnę dna, co gorsza - dna jeszcze głębszego.
              Radość z szybkiego chudnięcia była tak wielka, że szkoda mi było każdego dekagrama utytego z powrotem :) Stąd ortodoksja. Że albo rybka, albo pipka.
              I jak dziewczyny pisały - jeśli ktoś tego dna nie sięgnął, nie zrozumie tego ortodoksyjnego podejścia do diety. Jeśli miałabym do zrzucenia 7, ba nawet i 10 kg, wiedziałabym że to jedno ptasie mleczko nie zrobi mi kuku. Ale że miałam do zrzucenia 30 - wiem, że łatwo przypomnieć sobie, jak pyszne są słodycze i że to niesprawiedliwe że wszyscy mogą, a ja nie, i że pieprzę to i... może lepiej być tłustym i móc jeść te wszystkie pyszności?
              To jest problem psychy wielu z nas. To jest problem z NAŁOGIEM.
              • lalkaika Re: dziekuje za odp. 12.11.10, 23:33

                I wlasnie o to mi chodzilo .
                Dziewczyny JAKKOLWIEK to zabrzmi nareszcie cos zrozumialam.
                Ide to przemyslec ...;)
                Dobranoc
                • nancy_callahan Re: dziekuje za odp. 14.11.10, 15:05
                  lalkaika
                  Ponieważ twój pierwszy post w tym wątku (atakujący - tak go odebrałam i odbieram nadal) skierowany był personalnie również do mnie, więc również pozwolę sobie odpowiedzieć, choć właściwie nie miałam na to ochoty.
                  Chcesz zrozumieć jak to się stało, że osoby, które nie mogły się pohamować i doprowadziły się do tak skandalicznego Twym zdaniem stanu jak BMI powyżej 30- tu stały się ortodoksami.
                  Odpowiedź jest najprostsza na świecie, bo zrozumiały, że ta dieta i zastosowanie się do jej zasad (ścisłe stosowanie bez żadnych oszustw, przymrużenia oka czy taryfy ulgowej) to jedyna szansa aby schudnąć, poczuć się dobrze, być zdrowszym i utrzymać ten stan.
                  A dlaczego to zrozumiały? Bo tak właśnie została ta dieta skonstruowana, zasady są do bólu proste i jasne, narzucają konkretne ograniczenia, którym musisz się poddać i dokładnie i precyzyjnie określone granice jedzenia. A stosowanie się do zasad przynosi wymierne rezultaty.
                  I to dlatego łatwiej nam teraz być ortodoksami niż na jakiejkolwiek innej diecie.
                  Przy 1000 kalorii zawsze otwiera się furteczka, a może by tak 1100? Co się dzieje dalej wszystkie wiemy.
                  Tutaj stosując się do prostych zasad otrzymujemy satysfakcjonujący nas rezultat i wiemy czego możemy się spodziewać po organizmie.
                  W dotychczasowym życiu nie miałam takiego planu odżywania, w ogóle nie miałam żadnego, jedzenie było moim nałogiem i oddawałam mu się z lubością i namiętnością nie bacząc na konsekwencje i starając się wypierać ze świadomości kolejne zmiany rozmiarów.
                  Teraz z lubością i namiętnością oddaję się stosowaniu do zasad diety i układaniu sobie w głowie planu na przyszłość, tak aby po przejściu na III i IV fazę nie odpłynąć w kierunku starych nawyków i już nigdy nie doprowadzić się do stanu wyjściowego.

                  P.S. a jeśli istotnie chodziło Ci o zaspokojenie ciekawości mogłaś to zrobić z o wiele mniejszą dawką jadu.
                  ******************
                  Twój biust nawet o tym nie śnił...
              • mamalideczki Mogła bym napisac 13.11.10, 10:50
                dokładnie to samo - z małym wyjątkiem - nigdy wcześniej się nie odchudzałam. Przytyłam prawie 30kg w ciąży, a to co zeszło po porodzie szybko wróciło. Karmiłam piersią i tłumaczyłam sobie, ze muszę jeść, żeby mleko było dobre. Nie odchudzałam się, bo nie wierzyłam w diety. Przyszedł w końcu taki moment, kiedy rzygać mi się chciało na swój widok (szczególnie na zdjęciach). Stwierdziłam, że mam dosyć tego, że taka "fajna jestem". Zechciałam również podobać się, tak po prostu. U mnie jest tak, że jeśli coś zacznę, to doprowadzam to do końca. Czasami długo czasu zajmuje zmobilizowanie się, ale nigdy nie przerywam tego, co zaczynam. Stąd trzymanie się zasad (bo do ortodoksyjności mi bardzo daleko :-)).
    • kotwtrampkach Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 15.11.10, 22:12
      ja trzymałam się zasad do ok.połowy IIIfazy.
      Teraz patrząc w przeszłość wiem, że zignorowałabym zalecenie odstawienia tłuszczu tak zupełnie. Wprawdzie na 3 dopiero zdecydowałam się dodać lniany olej do chudego twarogu, ale nie skutkowało to żadnym ruchem na wadze, a dużo lepszą jakością skóry.
      Dzięki zwróceniu mi kiedyś uwagi na forum (choć nie wiem w jakim wątku), ze WSZYSTKIE z wymienianych przez dukana białkowych produktów można jeść do woli - objadałam się twarogiem i maślanką bez ograniczeń - bardzo pomogło w wytrwaniu dni P.
      NIe robiłam też tragedii z imprez w czasie "P" , z jajek odsuwałam majonez, mięso wyłuskiwałam z panierki - nie wpłynęło to w żaden sposób na moją dietę, ale też jadłam tyle, by niezauważono mojego niejedzenia (po kilkakrotnych tłumaczeniach zasad obrzydło mi to, są ciekawsze tematy imprezowo - lokalowe:) )

      W połowie III fazy zaczęły się kłopoty z reżimem. posiłki "uczty" zamieniły sie łatwo w całe dnie ucztowania. Potem pokuta w formie dodatkowego dnia białkowego - taka szybka reakcja.. Zaczęło się znów jedzenie bez planu i na szybko - udawało mi się "białkowo" (spacer z 20dak filetu z indyka podjadanego plasterkami zamiast precla czy drożdżówki), ale to u mnie pierwszy krok do zapomnienia o jedzeniu..
      Ja wprawdzie jestem na IV fazie i prawdziwe wiejskie wesele z całodniowymi przygotowaniami, poprawinami etc skończyło się dodatkowym 1,5kg, którym pomogło 2 dni białka - ale mam wrażenie, że powinnam zostać już na III , może z większą ilością warzyw, ale niedużą cukru zwykłego - już na zawsze... Strasznie łatwo mi popłynąć i pozwolić sobie na ciasteczka +czekoladki + owoce zamiast obiadu/kolacji, a to niestety kończy się u mnie nienajlepiej.. Ta trzecia nie jest zła, byle się trzymać zasad i planować, planować, planować..
    • pszczolaasia Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 14:57
      prezczytalam caly watek:) fajny:)
      to teraz ja.
      co do zasad. wiec ja never nie pieklam tych tam slodyczy, kakalka tez nie pijam, slodzika never nie uzywalam chlebka klary nie -pieklam bo mi sie nie chcialo. ja z natury leniwa jestem niestety;) z tego mozna wysnuc prosty wniosek, ja nie jadam i nie lubie slodyczy. programowo. jak do tej pory moglbaym powiedziec, bo teraz mi sie cos dziwnego zrobilo...
      co do grzechow- na poczatku ambitnie jadlam only lighty a pozniej wprowadzilam serki pilosa z lidla i jechalam na nich jak i jogobelle light i jogurty diat z lidla tez sa ok mimo ze maja owoce. musztardy nie, chrzanu nie, keczupu sobie tez odmowilam i to mnie bolalo. mleko do kawy -1,5%. na 0 albo 0,5 nikt mnie nie namowi.
      dalej grzechy- alko:D tak tak alko. na szczescie istnieje kola lajt;) i lod:D browarow niet programowo co mi zostalo do dzis bo przedtem lubilam sobie popelnic iweczorkiem z malzonkiem;)
      nastepny grzech- pamietacie jak popelnilam wontala o golabkach od tesciowej dobrej duszy? tak tak to ja bylam;)
      dla przypomnienia:
      forum.gazeta.pl/forum/w,95274,111985521,111985521,Tesciowa_.html
      ponadto zgrzeszylam pamietam jak dzis na urlopie- z premedytacja chcialam dac se wolne od diety, tez popelnilam wontala na ten temat tu gdzies, ale slabowato mi wyszlo. za to zjadlam tam procz grillowanej karkowki, kuraka i warzywek salatke z makaronem w sosie wiegre. myslalm ze sie rozpalzce ze szczescia jak wlozylam makaorn do buzi... bylam w raju i nic wiecejmi nie bylo trzeba.
      nieswiadomie , mimo lektury ksiazki, grzeszylam za_malo_jedzeniem. wlasnie pdoczas urlopu jadlam malo bo mi sie popieprzylo cos w glowie i za malo jadlam. byc moze nie mialam dostepu do netu i dowas i daletgo zapomnialam o zasadzie- JESC!!!!
      i sobie zafundowalam miesieczny zastoj. ale urlop ma to do siebie ze sie w koncu konczy, wrocilam na lono, poczytalam, walnelam sie w leb durny chochla i poszlooo!
      problemem jest jakby III faza ostatnio. starsznie ale to strasznie mi ciezko sie trzymac w ryzach. jestems glodna. jem jak kon. staram sie jadac wiec duzo rzeczy dukanskich ze tak powiem...czyli losia wedzonego, jaja, serki wiejskie, miecho, rybki i takie tam. probleme wbrew pozorom sa tez slodycze... co mnie starsszzzznie dziwi. bo ja naparwde never. no never. dla mnei swiat bez slodkiego spokojni moglby istniec. a teraz jakos tak..mam na widok kociolady slinotok i pryska mi slina jak letko rozchylam usta. nie kumam i nie wiem jak to wyltumaczyc. oczyiscie se pozwalam raz na jakis czas..bo przeciez bym chyba umarla. co naciekawsze. waga stoi co jest samow sobie rozkoszne ale z drugiej strony jakby poszlo do gory to by mnie bardziej motywowalo? do rozwazenia.
      wiec reasumujac...jestem za leniwa zeby pwoznie grzeszyc.ale grzeszylam. sumie za_amlo_jedzenie sie najbardziej negatywnie odbilo na moim chudnieciu reszta efektow jakichs negatywnych nie miala. na szcescie. i nie ma poki co.
      drugi temat ktory sie niejako pobocznie rozwuinala a potem rozinal jako glowny- nie wiem czy ja sie moge kwalifikowac do miana ortodoksa- same rozwazcie- ale sie wypowiem a co:D i nikt mnie nie powstrzyma! ha!
      wiec. ja cale zycie bylamd ziewczyna z gatunku wekszych- czyt. grubokoscistych z duzymi cyckami. te neiszcesne duze cycki powodowaly moje mega kompleksy- czyt garbilam sie co zdeforowalo mnie troche i przez co wygladalam jeszcze ciezej. poza tym chodzilam keidys tam do kalsy sportowej- wiec ma mocno umeisnione nogi plus mam szerokie dosc ramiona- typ plywaczki neimickiemj wrecz:D jednym slowem, zadna tam ze mnie wdzieczna synfilda never nie byla ani upadly labadz ani wiotka nimfa blotna. zdrowa wiejska dziewucha bez bioder:D i tak se trwalam. raz bylo wiecej raz mniej...ale never sie 90-tki nie dochrapalam przeciez:-| ciaza wplynela na mnie rewelacyjnie. schudlam w ciazy w sumie 20 prawie kilo przez ukrzyce ciazowa, prze problemy z tarczyca..no po ciazy wygladlam lepiej niz przed;)
      karmienie wplywalo na mnie znakomicie zyc nie umierac. no i w koncu skonczylam karmic z roznych wzgledow i ten tego sie zaczelo..;) anajgorsze bylo to, ze wiecie mysmy z mezem mogli przez caly dzien nic nie jesc. poportsu. przy naszych zajebistych blizniakach meilismytyle na glowie ze caly dzien nic. za to jak poszly spac to norlamnie wyscig do lodowy i gotowi bylismy se zarcie niczym wataha wilkow z buzi wyrywac. no i sama nie wiem kiedy to zlecialo ale nalge po 1,5 roku sie wystraszylm swoim zdjeciem. sliczne dzieic a tu jakis potwor je trzyma w rekach. zaczelam biegac jak debil po lesie razem z basenem...rozumeicie karul, motylek i zabka w jednym + 10 kilosow po lesie z jezorem na wierzchu, kolka w boku..buty se nawet do dżogingu zakupilam. i co? nic!!!!! siem wkurwilam nieziemsko i psozlam na etgo dukana cogo mi go psiapsolka od roku polecala...i od w sumie 1 maja spadlam sumarycznie
      [img]https://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=84444be115555cf21.png[/img]
      przy czym to jest waga z dzis. najnizsza to 62,60. waha sie ta waga u mnie od 62,60 do 63,9. jest ok.
      cos jeszcze kcialam ale juz nie pmaietam...mam wrazenie ze i tak duzo napisalam? sorry za bledy:P
      • nomya Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 15:06
        Ciężko się to czytało, bo literówek mnóstwo, a mało znaków interpunkcyjnych, ale opisałaś to w sposób bardzo zabawny :D No naprawdę udało Ci się mnie rozbawić :D
        • pszczolaasia Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 15:16
          cala przyjemnosc po mojej stronie:) ja juz tak mam szybko pisze i nie trafia do mnie ze sa jakies programy do sparwdzania pisowni, ze mamy XXI wiek i ze to wyraz niechlujstwa i tego tam typu gadzety. robie bledy i coz...nic na to nie jestem w stanie poradzic:->
      • wadera3 Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 15:12
        >pszczolaasia napisała:

        >zaczelam biegac jak debil po lesie razem z basenem...


        Nieźle może ja też wezme sobie w jedną rękę basen, w drugą kaczkę i zacznę latac tym kraulem, po lesie rzecz jasna, to i mnie szybciej spadnie...
        Taki?
        [img]https://www.gk24.pl/apps/pbcsi.dll/bilde?Site=GG&Date=20100908&Category=BIALOGARD&ArtNo=974362581&Ref=AR&border=0&MaxW=280[/img]
        czy taki?
        [img]https://www.medansklep.pl/images/products/big/Basen-sanitarny.321.JPG[/img]


        Aha, Pszczoła, a ten basen to z zawartością? ;)
        • pszczolaasia Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 15:21
          Wy tu kolezanko Wadera ze mnie drwicie a ja szczerze z reka na sercu (tak tak mialam jedna reke na sercu podcza pisania mojej jakze krotkiej wypowiedzi) serdecznie i spontanicznie podzielilam sie z Wami swoimi obawami, przezyciami, spostrzezeniami a Wy tu mnie tak??
          p.s. wez drugi:D:D
          bez zawartosci bo sie bedzie won za toba ciagnac i psy i dziki sie zleca...:D
          • wadera3 Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 17:35
            pszczolaasia napisała:

            > Wy tu kolezanko Wadera ze mnie drwicie a ja szczerze z reka na sercu (tak tak m
            > ialam jedna reke na sercu podcza pisania mojej jakze krotkiej wypowiedzi)...


            Bo w drugiej ten basen....



            > p.s. wez drugi:D:D
            > bez zawartosci bo sie bedzie won za toba ciagnac i psy i dziki sie zleca...:D


            Jak się zlecą, to szybciej będę latała,i szybciej dolecę do celu(wagowo)
    • elrosa Re: Podejście do diety, zasad (cenzura ;P) 16.11.10, 16:02
      Hm, właściwie do końca ortodoksyjnie i "sztywno" to mi nie wyszło. Też kupowałam czasem serki wiejskie 5%, jeśli innych nie było, i używałam mąki kukurydzianej, bo nie uśmiechało mi się bieganie po mieście i przepłacanie za skrobię. Zawartości cukru w przyprawach i musztardzie nie sprawdzałam (z ciekawości teraz sprawdziłam, i w musztardzie akurat był). A, i jeszcze nie każdego dnia zjadałam 2+1 łyżki otrąb.

      Akcji typu "jestem smutna, głodna, mam już dość tej diety, CZEKOLADY!" zakończonych pożarciem wszystkich zapasów też nie miałam (przezornie podsunęłam je współlokatorce ;-)). Dwa razy pożarłam miseczkę truskawek, na weselu koleżanki skubnęłam kawałek tortu i wypiłam toast. Pokarało mnie wystarczająco. ;-)

      Większy rygor narzucam sobie chyba teraz, w dni proteinowe na III light.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka