madzioreck
11.11.10, 23:55
Cenzura, bo będę niepoprawna duka-politycznie, więc osoby o słabszej motywacji - nie czytać ;P
Zakończę jutro etap odchudzania właściwego, zostało mi pół kilograma i mam je gdzieś ;)
Ale tez jakby czas na małe podsumowanie, jak to u mnie szło, i dowiedzenie się, jak jest u Was :)
Ciekawi mnie, na ile sztywno trzymałyście się zasad? To pytanie do wszystkich, ale w szczególności do ortodoksów, które, jak ja, przez ileś tam miesięcy nie zgrzeszyły itd.
Bo u mnie to było tak, że naprawdę, naprawdę trzymałam się zasad, jeśli chodzi o grzechy. Coś tam się zdarzyło, jak kulka lodów w kawie, nie wiedziałam, chciałam tylko zimne latte, ale mówię o takim czymś, żeby usiąść i się najeść... nie wiem, ciasta, frytek, czekolady. To takiego czegoś nie było. Dopiero, kiedy zrzuciłam już większość nadwagi, kilka razy poluzowałam sobie na jeden posiłek, okazjonalnie, w gościach.
Ale takie drobne rzeczy, typu: musztarda. Cukier w przyprawach. Limit tłuszczu w nabiale. Odtłuszczanie mięsa/zup... w swoim mniemaniu po prostu nie dałam się zwariować, ktoś może uznać inaczej ;) Na przykład używam, rzadko, ale jednak, musztardy zawierającej cukier. Teoretycznie nie powinnam, ale... ta musztarda ma 12g węgli w 100g, a ja potrzebuję... 1 łyżeczkę :) Czy chrzan. Czy przyprawy. Czy ten nieszczęsny tłuszcz... fakt, ja tu przyszłam z innego forum, moim guru była dziewczyna, która zrzuciła prawie 40 kg w niecały rok. Na tamtym forum znalazłam info, że nabiał do 5% tłuszczu, i tej zasadzie byłam wierna przez całą dietę. Czyli, jeśli byłam na zakupach w Biedronce i miałam ochotę kupić piątnicowego wieśniaka, to kupowałam, mimo, że dla Biedronki Piątnica robi tylko 5%, nie gnałam do Tesco tylko po to, żeby kupić serek chudszy o 2%.
Nie wycinałam najmniejszego kawałeczka tłuszczu z kurczaka, nie stosowałam podwójnego gotowania tegoż, żeby odtłuścić jeszcze bardziej. Zdejmowałam skórę, odcinałam z grubsza tłuste i jazda, do gara. Jeśli woda zostawała na zupę, to do lodówki i potem ściągnąć tłuszcz.
Nie cierpię kawy z mlekiem 0%. Ani 0,5%. Wolałam nie pić w ogóle niż pić coś, co mi smakowało jak woda spod mopa. Także takie na maksa chude mleko zakupiłam raz. Później stosowałam 1,5%, od jakiegoś miesiąca przeszłam na pełne. Cukru ma tyle samo, a tłuszcz teoretycznie mieści się w normie, jak mnie uczyli na początku, więc koniec, kropka.
ALE: przez pierwszych 5 miesięcy, bo w sumie o nich mowa, jako okresie z ostrym trzymaniem się zasad, żadnego podjadania zabronionego. Raz napiłam się pół lampki wina na komunii chrześnicy, ale poprawiłam straszną ilością kurzego cycka ;) Nie używałam żadnych mąk, skrobi, zresztą nie mając piekarnika, to ja za dużo nie napiekę :) Mleka w proszku użyłam 2 razy, ale tak się na nie wkurzyłam, że jak patrzę na słoik z nim, to mi ciśnienie skacze: najpierw granulki w polewie do sernika, których nijak nie szło rozbić, a później wpadłam na świetny pomysł potraktowania go blenderem :/ Kuchnia cała w mleku w proszku, ja też cała... wyjęłam młynek do kawy, cały młynek do umycia... same rozumiecie, że mi zbrzydło ;P Nadużywam za to kakao, no, może nie nadużywam, chociaż... piję codziennie, takie z dwóch porządnych łyżeczek. Czasem dwa. To mój wieczorny rytuał i nie dam go sobie odebrać :) Swego czasu jadłam też codziennie ćwierć kilo homosia, również z kakao, cynamonu niestety nie cierpię. Ta dieta zmusza do poszukiwania prostych smaków, i przypomniało mi się kakao nie tylko jako przyprawa czy dodatek do czegoś, ale jako napój po prostu :) Wstyd przyznać, ale dotąd nie wiem, czy dopuszczalna jest łyżeczka, czy łyżka kakao...
Moim grzechem głównym było natomiast niejedzenie... także w sumie mój brak grzechów to żadne bohaterstwo ani zajebiście silna wola, bo mnie po prostu tak się przytłumił apetyt, że szok, żaliłam się tu nie raz, jak wyłam nad małym wieśniakiem i stawał mi w gardle :( Pouczałam inne forumki, jak to trzeba jeść, a sama zaliczyłam dwa zastoje przez jedzenie o wiele za mało, czasem ten jeden serek na cały dzień (nie bijcie). Gdyby nie to, oszczędziłabym sobie pewnie miesiąca albo dwóch II fazy, choć moje tempo i tak uważam za turbo ;)
A jak u Was z takimi rzeczami? Skupiacie się na drobiazgach? Przestrzegacie zasad co do kropeczki?
Od razu zaznaczam, że nie chce, aby wątek potraktowano jako agitowanie do łamania zasad, sama przestrzegałam ich dość ostro, nie tolerując wyskoków typu odpuszczenie diety na cały dzień, bo się pojechało w gości, a tam tyle pyszności... Ale wiemy, jak jest. Jesteśmy ludźmi, bywa trudno. A jednak większości z nas, mimo drobnych i mniej drobnych grzeszków udało się pięknie schudnąć :)
[url=http://straznik.dieta.pl/][img]https://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=74634bbb6f9684460.png[/img][/url]