Dodaj do ulubionych

autor szuka wydawcy!

23.01.04, 11:58
jest to ksiazka naukowa, wlasciwie to przerobiony doktorat z dziedziny nauk
spolecznych. Wydawca nie wywiazal sie z umowy i juz sie nie wywiaze - musze
to rozwiazac na drodze prawnej. Bardzo mi zalezy na wydaniu tej pracy. Moze
ktos zna sposob albo jakiegos wydawce-pasjonata, ktory zdecydowalby sie...
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • millefiori Re: autor szuka wydawcy! 23.01.04, 21:41
      W przypadku pracy doktorskiej to wydaje sie - przynajmniej patrzacemu z boku -
      dosc proste. Sadze, ze sprawdzilas juz mozliwosci wydania pracy na uczelni lub
      w instytucji naukowej, w ktorej zostala ona obroniona. Poza wydawnictwami
      uczelnianymi, PANowskimi istnieje mnostwo nieduzych wydawnictw naukowych,
      zajmujacych sie publikacjami prac doktorskich, habilitacji itp.,

      np.
      semper.rubikon.pl/wydaw.html - ktore wydaje sie byc bardzo sensowne,
      chyba sie tez skontaktuje w sprawie publikacji monografii...

      www.slaskwn.com.pl/onas.htm
      oraz cala grupa wydawnictw uczelnianych, obecnie w
      Stowarzyszeniu Wydawców Szkół Wyższych
      wirtualnywydawca.pl/linki-05.11.01.4.htm
      Moze wlasnie tam uda Ci sie opublikowac doktorat?

      Pozdrowienia,
      Millefiori
      • baloo Re: autor szuka wydawcy! 24.01.04, 03:23
        Witaj,

        Nie jestem teraz "na biezaco" i nie chce Cie zniechecac, ale nie wydaje mi
        sie , zeby bylo latwo upchnac doktorat obcemu i duzemu wydawnictwu. Chyba, ze
        to jakis murowany hicior. Te wydawnictwa skupiaja sie chyba glownie na
        podrecznikach i skryptach, a w wielu wypadkach za habilitacje i "dziela
        fundamentalne" profesury kaza sobie placic i to chyba sporo kosztuje. Zazwyczaj
        jest to finansowane z grantow czy innych Programow resortowych (jesli jeszcze
        istnieje takie cos). O doktoratach to slyszalem zazwyczaj, ze drukuja je
        wydawnictwa instytucji , w ktorej byly pisane lub jakiejs zaprzyjaznionej (z
        Autorem lub promotorem).

        Skoro to odpada (a tak to chyba wynika z Twojego postu), a przymus wydania Cie
        przycisnal do tego stopnia, ze bylbys sklonny drukowac na wlasny koszt, to
        zastanowilbym sie nad tzw. "drukiem elektronicznym" czyli "print on demand". Ta
        technika jest idealna dla wlasnie takich malych nakladow, ksiazek bardzo
        specjalistycznych rozprowadzanych w niewielkich ilosciach i przez dluzszy czas.
        Chociazby dlatego, ze mozna drukowac kilkanascie-dziesiat egzemplarzy naraz (w
        tempie naprawde ekspresowym - dwa-trzy dni z oprawa) a potem dodrukowywac nawet
        pojedyncze egzemplarze. Cena za strone wychodzi wyzsza, niz w "normalnym" druku
        offsetowym, ale nie musisz placic za np. tysiac egzemplarzy, ktore potem beda
        Ci zalegaly piwnice. Np. zbierasz zamowienia, potem drukujesz te kilkadziesiat
        czy sto kilkadziesiat egzemplarzy, a potem, gdy sie zglaszaja nowi chetni, to
        dodrukowujesz stopniowo .

        Pare slow na ten temat wymielismy na watku
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11943&w=9214606&v=2&s=0

        znajdziesz tam dwa-trzy linki do powazniejszych artykulow w Wirtualnymwydawcy.
        A w "Googlach", gdy wstukasz np "print on demand", to znajdziesz calkiem sporo
        firm, ktore taka usluge oferuja.

        powodzenia

        B.


        • millefiori Re: autor szuka wydawcy! 24.01.04, 09:27
          Mam jeszcze nadzieje, ze zdarzaja sie tam tez tytuly dotowane, niekoniecznie
          trzeba wniesc wiano grantowe. Wieczorem porzejrzalam oferte Sempera, wypadlo mi
          z niej pare nazwisk dobrze znanych osob, m.i. osoby, "dzieki ktorej" napisalam
          2 prace magisterskie (o czym wspomnialam w innym watku).

          Zgubila nam sie w trakcie rozmyslan, jak i gdzie wydac, druga czesc Twojej
          wypowiedzi. Dlaczego wydawca najpierw sie zgodzil na publikacje a potem
          odmowil? Czy mialas juz podpisana umowe i czy mozesz podac wiecej szczegolow?


          Pozdrowienia,
          Millefiori
          • jottka Re: autor szuka wydawcy! 24.01.04, 13:58
            ale baloo ma rację - b ciężko wydać pracę naukową bez poparcia, a niemal
            niemożliwe bez grantu/ dotacji itp.

            zazwyczaj wydawnictwa - i większe, i mniejsze - uzależniają publikację nie
            tylko od uzyskania finansów z zewnątrz (choć to podst warunek), ale i od
            rezygnacji z jakiegokolwiek honorarium :) a za to trzeba sie zobowiązać do
            kupienia po normalnej cenie określonej ilości egzemplarzy dzieła. no i druk
            jest typu broszurka riso, a nie papier czerpany w półskórku

            dlatego dobrze jest dopaść kogoś, kto nie tylko zarekomenduje nas choćby
            malutkiemu wydawnictwu, ale i zna kilka odp osób, które zgodzą sie napisać
            entuzjastyczne recenzje naszego dzieła do kbn czy gdzie tam, by dali dotację na
            druk

            a umowa to tylko papier :(( dochodzić po sądach można, ale z reguły
            czasochłonne i w sumie nieopłacalne, chyba że już jakieś straszne rzeczy sie
            działy.
            • baloo Re: autor szuka wydawcy! 24.01.04, 23:13
              Nie ma sie czemu dziwic. Wydawnictwa to nie Caritas ani WOŚP, a ponadto te
              naukowe groszem nie smierdza ,wiec po prostu nie moga sobie pozwolic na ryzyko
              tak niepewnej inwestycji ,jak druk nieznanego doktora za wlasne ciezko uciulane
              pieniadze. Dlatego tez istniej system rekomendacji. Przeciez w zalozeniu te
              rekomendacje, opinie i recenzje, wewnetrzne, zewnetrze, jawne , tajne i
              dwuplciowe - to mial byc mechanizm obrony przed rozpowszechnianiem bzdetow i
              miernoty. A ze w rzeczywistosci staly sie elementem wojen miedzyplemiennych,
              ukladzikow i nepotyzmu , to juz insza inszosc.

              Jesli wiec Twoj uklad sie zmienil (jak wynika z pierwszego postu) na gorszy-niz-
              taki-sobie i ktos milaby Ci i tak zaproponowac druk na warunkach opisanych
              przez Jottke (czyli wykup czesci nakladu po cenie rynkowej oraz taka sobie
              jakosc), to moze rzeczywiscie lepiej spytac sie wokol ile osob chcialoby kupic
              to "cos" i tyle wydrukowac w technice POD (znaczy tej cyfrowej) na wlasny
              koszt. Argumenty za juz wymienialem , wiec teraz odpuszcze.

              klaniam nisko

              B.

              PS : ja wiem, ze ja z tym "print on demand" to mam jak Katon z Kartagina, ale
              naprawde, gdybym mial wolne kilkaset tysiecy, to bym od razu taka maszynke
              kupil i zostal drobnym wydawca-wybawca i nadzieja mloddych naukowcow ...
              • jottka Re: autor szuka wydawcy! 25.01.04, 00:13
                wiesz co, ale zalety druku własnym sumptem bledną w chwili, gdy trzeba zadbać o
                dystrybucję

                tzn. o ile nie jesteśmy geniuszem marketingu, to zaprzyjaźnione wydawnictwo,
                choćby i najmniejsze, ma większe szanse upchać nasze dzieło do bibliotek,
                zaprezentować na różnych targach vel konferencjach itp.itd.
                • baloo Re: autor szuka wydawcy! 27.01.04, 16:39
                  masz slusznom racje, ale w przypadku doktoratow , ktorych zasieg jest reguly
                  ograniczony, wlasnie sporzadzenie takiej listy adresowej zadeklarowanych
                  chetnych (czyli cos w rodzaju listy subskrybentow) moze wykazac, ze "w
                  pierwszym rzucie" trzeba wydrukowac kilkadziesiat lub sto kilkadziesiat
                  egzemplarzy, a potem dodrukowywac reszte. W tym tkwi urok POD.

                  B.

                  --
                  aha,a ten znow swoje, westchnela Stara Katonowa i poszla czytac na
                  taras. "Historia Kartaginy" pochlonela ja calkowicie ...
                  • jottka ba 27.01.04, 19:04
                    luuu, ale to niezupełnie działa w ten sposób :)


                    tzn. nawet jeśli masz setkę chętnych do kupna znajomych - a to raczej rzadkość -
                    to twoi główni odbiorcy, czyli biblioteki wszelkiego typu i ambitne księgarnie
                    w miastach uniwersyteckich są najłatwiejsze do wzięcia wtedy, kiedy stoi za
                    tobą pan/i profesur albo inna silna jednostka. to oni mają a/ znajomych, b/
                    przekonujące nazwisko.


                    znajomym z reguły i tak musisz wręczyć dzieło za darmo, więc tylko zwiększasz
                    koszty, no a do szerszej sprzedaży trzeba mieć wyżwzmiankowany talent
                    marketingowca + dużo czasu. nie wątpię, że takie jednostki istnieją i bujnie
                    działają, ale regułą jest raczej zainteresowany działalnością na niwie uczony,
                    a nie rzutki handlowiec :)


                    • baloo E-e. 28.01.04, 03:36
                      Tu nie chodzi tylko o "krewnych i znajomych Krolika". Coraz wiecej jest ludzi,
                      ktorzy swoje dziela sprzedaja w trakcie roznych konferencji. Albo
                      wlasnie "rozsylaja wici" , czasami po calym swiecie. Jesli praca jest naprawde
                      wazna, to moze przyjsc opor zamowien. Sam kupilem w ten sposob juz ze dwie -
                      trzy ksiazki. Nie trzeba wcale byc rzutkim biznesmenem - ten etap inwestycji to
                      koperty , papier i znaczki.

                      Rozdawanie za darmo znajomym to juz niestety melodia przeszlosci, nawet jesli
                      wydaje to Stzacowna Instytucja , a nie sam zainteresowany. Nie wiem, jak jest w
                      Twojej dzialce, ale u mnie zdarza sie coraz czesciej, ze dostaje sie 1
                      egzemplarz autorski, a jesli sa to np. materialy z sesji, to kilkanacie
                      nadbitek swojego artykulu , a jesli chodzi o caly tom to se pan kupi. Ech, nie
                      tak drzewiej bywalo, nie tak .. no, ale odbiegamy od tematu. Caly te slowotok
                      po to, zeby stwierdzic, ze znajomi zaczynaja rozumiec potrzebe sprzedawania za
                      pieniadze (albo wymiany rytualnej a owocnej, co czasami tez jest wazne).

                      A do ambitnej ksiegarni mozna ewentualnie dac w komis (??? - no nie wiem, moze
                      bredze, ale o czyms takim slyszalem)

                      Klaniam

                      B.
            • szwedzka Re: autor szuka wydawcy! 25.01.04, 01:42
              jottka napisała:
              > a umowa to tylko papier :(( dochodzić po sądach można, ale z reguły
              > czasochłonne i w sumie nieopłacalne, chyba że już jakieś straszne rzeczy sie
              > działy.

              Wybacz, ale takie właśnie podejście powoduje, że dla wydawców umowy są
              świstkiem papieru. Sprawy w sądach ciagną się długo w tym sensie, że przez parę
              miesięcy czy lat, ale w tym czasie mało się dzieje, więc czasochłonne wcale nie
              są. Jeżeli masz rację, strona przegrywająca pokrywa koszty procesu, więc
              dlaczego nieopłacalne? A na dłuższą metę korzyść będzie taka, że wydawcy będą
              obawiali się pozwania do sądu. W tej chwili zamierzam oddać sprawę do sądu,
              termin wydania książki czerwiec 2002, po wielu próbach negocjacji i dogadania
              się wyznaczony dodatkowy na grudzień 2003, teraz wypowiedziałem umowę i
              zażądałem odszkodowania. Wydawca ma sprawę przegraną, ale on mi po prostu nie
              wierzy, że do tego sądu pójdę, w efekcie ja będę czekał na pieniądze dwa lata,
              a on za te dwa lata będzie bulił z odsetkami + koszty procesu.

              Paweł
              • jottka Re: autor szuka wydawcy! 25.01.04, 12:12
                mam przykre doświadczenia, znajomi mają przykre doświadczenia, z tym że oni
                dużo kosztowniejsze niż ja :(((

                duża firma, reprezentanci międzynarodowi, potwierdzone faktury i w efekcie
                znajomym przyznano 1/3 kwot faktycznych, co nie starczyło nawet na opłatę
                adwokata (bo był musiał być zaangażowany).

                ogólnie, niestety, wierzę w zasadę ograniczonego ryzyka i współpracy ze znanymi
                ludźmi
                • szwedzka Re: autor szuka wydawcy! 26.01.04, 00:36
                  jottka napisała:
                  > duża firma, reprezentanci międzynarodowi, potwierdzone faktury i w efekcie
                  > znajomym przyznano 1/3 kwot faktycznych, co nie starczyło nawet na opłatę
                  > adwokata (bo był musiał być zaangażowany).

                  Ten opis nie wydaje mi się pełen. Od potwierdzonych faktur jest tryb nakazowy,
                  do tego adwokat niepotrzebny. A skoro była rozprawa, oznacza to, że były
                  dodatkowe okoliczności, które widocznie wpłynęły na wydanie takiego a nie
                  innego wyroku.

                  > ogólnie, niestety, wierzę w zasadę ograniczonego ryzyka i współpracy ze
                  znanymi
                  >
                  > ludźmi

                  Znanymi osobiście czy powszechnie? W pierwszym przypadku musisz poznać, w
                  drugim "znaność" wcale niczego nie gwarantuje. Współpracowałem z dwoma małymi
                  wydawnictwami i współpraca była wręcz modelowa: nieźle płacili, terminowo,
                  tłumacz decydował o swoim tekście. Potem trafiłem do "renomowanego" dużego
                  wydawnictwa. Arogancja, chamstwo, nieliczenie się z tłumaczem, lekceważenie
                  własnych zobowiązań itede, itepe. Ale nie chcę przez to powiedzieć, że małe
                  wydawnictwa są cacy, a duże be. Po prostu tak trafiłem, mogłem trafić
                  odwrotnie.

                  Paweł
                  • jottka Re: autor szuka wydawcy! 26.01.04, 00:54
                    1. opis z założenia nie jest pełen, bo zdarzenie długie i wielowątkowe - a od
                    nakazu można sie odwołać i oświadczyć np. że pani tłumaczka (ok.156cm) pobiła
                    mnie, klienta (rosły facet pod 40tkę) i w ten sposób zmusiła do podpisania
                    faktury..

                    to nie jest dowcip, natomiast mimo braku jakichkolwiek świadków + obdukcji
                    lekarskiej sąd poważnie rozpatrywał zarzuty

                    inny dowcip z rzeczywistości polegał za to na 'nieuznaniu' koleżance porodu
                    jako usprawiedliwienia, dlaczego to nie stawiła się (mimo uprzedzenia sądu i
                    podań do niego) na kolejną rozprawę, gdzie była zresztą stroną pokrzywdzoną.
                    nieuznanie kosztowało koleżanke 1000 zł.


                    ogólnie zresztą rozumiem o co ci idzie, ale w praktyce przeliczenie
                    potencjalnych strat i zysków może okazać się przygnębiające.


                    co do reszty - ty piszesz o współpracy na linii wydawnictwo - tłumacz, ja
                    miałam na myśli również kontakt biuro tł - tłumacz. w skrócie może wyglądać to
                    tak, że mimo zalegania ci z forsą tłumaczysz dalej, bo bywa to jedyna realna
                    szansa na odzyskanie całej/ części zapłaty. wielu tłumaczy nie rozlicza sie z
                    każdej kartki na bieżąco, tylko w ustalonym cyklu (umowę zawierasz ogólnie na
                    tłumaczenia dla biura) - i w razie trafienia na oszusta albo po prostu szefa
                    ze 'słabą pamięcią' nagle się orientujesz, że płacą ci dużo mniej niż powinni
                    itp. itd.


                    2. znani = poleceni przez innych ludzi, do których mam jakie takie zaufanie. w
                    wypadku większych zlecen albo rekomendacja, albo sensowna zaliczka, inaczej za
                    duże ryzyko
                    • millefiori Re: autor szuka wydawcy! 26.01.04, 03:17
                      jottka napisała:

                      > 2. znani = poleceni przez innych ludzi, do których mam jakie takie zaufanie.
                      w
                      > wypadku większych zlecen albo rekomendacja, albo sensowna zaliczka, inaczej
                      za
                      > duże ryzyko

                      Nawet jak dluzej powspolpracujes, to tez nie masz gwarancji:(
                      To, co opisane w linku zdarzylo mi sie po wieloletniej wspolpracy - od konca
                      lat 80., a opisywana ksiazke dodrukowano jeszcze w 2002.
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11943&w=6487765
                    • szwedzka Re: autor szuka wydawcy! 27.01.04, 23:28
                      Mam spore wątpliwości co do tej historii, ale nie będę ich wyłuszczał, bo
                      zupełnie zejdziemy z tematu. A zasadnicza kwestia jest taka: czy ten
                      jednostkowy przypadek świadczy o tym, że tak przebiegają wszystkie rozprawy?
                      Przecież nie. Jeżeli to ma być dowód, że do sądu iść nie warto, to równie
                      dobrze mogę przytoczyć choćby własną sprawę, która dowodzi czegoś przeciwnego.
                      Twierdzenie, że lepiej dać sobie skakać po głowie niż oddać sprawę do sądu, bo
                      tam będzie jeszcze gorzej, jest bezpodstawne i stanowi właśnie wodę na młym
                      wszystkich nierzetelnych kontrahentów.

                      Paweł
                      • baloo Re: autor szuka wydawcy! 28.01.04, 03:25
                        Zgadzam sie. Poczucie bezkarnosci jest najlepsza zacheta do "drobnych"
                        przewalek i calkiem sporych oszustw. I swiadomosc, ze za autorem / tlumaczem /
                        grafikiem / etc. nikt nie stoi.
    • julsza Wielkie dzieki 27.01.04, 14:58
      Bardzo serdecznie dziekuje za tak duzo wskazowek. Zajrzalam tez oczywiscie do
      innych Waszych watkow. Musze to wszystko zebrac, usiasc w domu i opracowac plan
      dzialania.
      Chodzi o to, ze Pan Wydawca do pewnego momentu dzialal, a potem przestal sie
      odzywac, mimo telefonow, maili, obietnic, ze przyjdzie na rozmowe. Moze bym i
      to "olala", ale chodzi o to, o czym ktos z Was pisal, zeby tacy panowie nie
      czuli sie bezkarni.
      Jak cos zdzialam to dam Wam znac.
      Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka