Dodaj do ulubionych

stawka za przedłużenie licencji za tłumaczenie

29.07.13, 08:28
Drodzy koledzy,
jaka jest przyzwoita stawka za licencję na tłumaczeniez j. angielskiego dużej powieści? Chodzi o wznowienie w innym wydawnictwie niż oryginalne wydanie, kilkanaście lat po pierwszym wydaniu.
Obserwuj wątek
    • druzilla Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 29.07.13, 14:43
      Chyba zwykle połowa poprzedniej stawki, ale np. gdy w roku 2006 otrzymałam 500 PLN brutto za arkusz autorski przekładu powieści (z angielskiego, co jest być może ważne o tyle, że z innymi rzadziej spotykanymi w przekładach językami może być inaczej), co było wtedy chyba niezłą stawką, to obecnie zgodziłam się na 200 zł brutto za arkusz. Książke zamierza wznowić inny wydawca. Z tym tylko, że gdy prosiłam o jakieś, bodaj symboliczne, pieniądze dla dawnej redaktorki, która włożyła jednak wiele pracy, stanowczo odmówił, bo muszą oszczędzać dosłownie na wszystkim, jak usłyszałam.
    • nobullshit Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 30.07.13, 00:10
      W roku pańskim 1996 miałam za pewną książkę stawkę 210 zł za arkusz. Umowę podpisałam na pięć lat. Książka była strasznie gruba, tak pod 20 arkuszy. Sprzedała się dobrze, ale bestsellerem nie została.
      W roku 2010 ten sam wydawca - Rebis - chciał pozycję wznowić i sam z siebie zaproponował mi 10 tysięcy. Słownie dziesięć tysięcy. W mailu zwrotnym spytałam, czy im się zera nie pomyliły :) Bo tysiąc też bym, głupia, wzięła i jeszcze podziękowała.

      Jak widać, sky is the limit. I nie ma czegoś takiego jak stawka średnia czy przyzwoita.

      • druzilla Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 30.07.13, 08:09
        W moim wypadku chciałam połowę starej stawki, czyli 250 zł za arkusz, książka miała ok. 17 arkuszy, 16 i coś tam, wydawca proponował 120 zł, w końcu stanęło na 200, jak wcześniej pisałam. Czy może ktoś wie, jak wygląda sprawa ewntualnego nowego wynagrodzenia dla redaktora poprzedniego wydania? Napisałam, że nowy wydawca nie chciał się zgodzić na żadną kwotę, tłumacząc to koniecznością cięcia kosztów, ale czy redaktor ma jakieś prawa do swojej redakcji? Dodam, że tamto poprzednie wydawnictwo już dawno nie istnieje. Inna ciekawa rzecz: w tym wydawnictwie, ktore wznawia ten "mój" tytuł powiedziano mi, że licencja zagraniczna, załatwiana przez polskiego pośrednika, kosztowała ich nawet więcej niż ta, którą zakupił lata temu poprzedni wydawca, choć książka już raz u nas się ukazała. I to jest chyba chore.
      • thalryk66 Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 30.07.13, 09:24
        Duża - 20 arkuszy? Hmm. Nie pamiętam kiedy tłumaczyłem książkę PONIŻEJ dwudziestu dwóch arkuszy. Raczej około 30. W dybach i kajdanach przykuty do klawiatury. Z nadzorcą o imieniu Deadline z bacikiem za plecami. Ale tak, Rebis to porządna firma.
        • mutant12 Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 30.07.13, 12:24
          Zwykle umowa z tłumaczem jest umową o dzieło autorskie (50% kosztów uzyskania), a z redaktorem o nieautorskie, stąd kwestia praw autorskich dotyczy tylko tłumacza. Nie spotkałam się z przypadkiem, by redaktorowi płacono ponownie przy wznowieniu książki, choć, o tak, czasem to on odwala polowę roboty za tłumacza.
          • druzilla Re: stawka za przedłużenie licencji za tłumaczeni 30.07.13, 13:47
            Dziękuję za informację, tak też myślałam. Choć dawno temu spotkałam się z przypadkiem, że nie istniejąca już od wielu lat Prima (jeszcze gdy jednym z właścicieli był A. Kuryłowicz) zapłaciła redaktorowi wznowienia książki, którą wydał wcześniej ktoś inny.
    • nobullshit Po namyśle 31.07.13, 00:37
      Druzilla napisała wyżej "zwykle połowa poprzedniej stawki".

      Myślę, że wydawcy nowemu opłaci się każde wynagrodzenie poniżej obecnej stawki. To, że tłumacz ma gotowy przekład i weźmie pieniądze "za nic", nie powinno się liczyć. Bo gdyby wydawca miał zlecić nowy przekład, zapłacić tłumaczowi, redaktorowi, korektorowi...
      Zaczynałabym więc negocjacje od co najmniej trzech czwartych obecnej dobrej stawki za arkusz tłumaczenia.
      • druzilla Re: Po namyśle 31.07.13, 23:08
        Masz na pewno rację z tym wynagrodzeniem, każdy by wolał więcej niż mniej (ja też :-)ale czytałam już dawno na tym forum ostrzeżenie przed możliwością, że jeśli wydawca nie dogada się z tłumaczem poprzedniego wydania co do stawki, to istnieje niebezpieczeństwo, że nie da on książki do nowego przekładu, tylko "rozpisze" to dawne tłumaczenie na studentów, praktykantów, czy tam kogoś innego, żeby napisali każdą z takich części na nowo, ale bazując na poprzednim przekładzie. No a później redaktor jakoś to poskleja do kupy, żeby było w miarę sensownie. Nie jestem wcale taka pewna, czy wygrałabym potem w sądzie, a nawet gdyby, to szkoda byłoby mi tracić czas i pewnie ogromne pieniądze na adwokatów. I powiem ci, że szkoda byłoby mi też nerwów. Dlatego, a już niech tam mają, zgodziłam się na mniej niż połowę stawki sprzed wielu lat. Poza tym narzekali straszliwie, że muszą ciąć koszty osobowe gdzie tylko mogą, bo licencja droga, bo dystrybutorzy im nie płacą - itd itd. Może tak, może nie, przecież nie będę prowadzić śledztwa.
        • mutant12 Re: Po namyśle 01.08.13, 10:28
          E, myślę, że to legenda. Na początku lat 90. faktycznie wydawcy próbowali składac teksty z próbek albo fragmentów tłumaczonych przez różne osoby, ale gra okazała się niewarta świeczki, bo nawet przy ogromnym zaangażowaniu redaktora efekt był mierny. Tym bardziej nie wyobrażam sobie przerabiania starego tłumaczenia na nowe przez grupę osób i potem składania tego do sensownej kupy. Trzykrotnie zdarzało mi się robić nowe tłumaczenia książek, które już kiedyś były tłumaczone. W dwóch wypadkach parę razy zajrzałam do tych starych tłumaczeń, żeby porównać pomysł poprzedniego tłumacza z moim, a za trzecim razem nawet mi się nie chciało szukać tej książki.
          • druzilla Re: Po namyśle 01.08.13, 12:29
            Ja sama na początku lat 90 miałam wiele ofert polegających na tym, że miałam przełożyć "na próbę" rozdział książki, nawet liczący kilkadziesiąt stron. I ja, debilka durna, trzy razy dałam się wpuścić w maliny, oczywiście za każdym razem otrzymywałam odpowiedź, że moja próbka nie została zaakceptowana. Zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że moje dwie znajome także dostały takie próbki z tej samej książki, poza tym o takich praktykach zaczęto wtedy mówić w tzw. środowisku, więc nabrać po raz 4 się nie dałam.
            Dla oszczędzającego na "kosztach osobowych" wydawcy chyba takie przerabianie opłaca się finansowo, więc może i dzieje się to nadal, mam na myśli "rozpisywanie" przekładu na osoby mające zrobić z niego nowy - żeby nie płacić ani staremu ani nowemu tłumaczowi. Tacy "Murzyni" wezmą zapewne za taką chałturę dużo mniej. Zresztą poziom wielu wydawanych przekładów nasuwa nieodparte przeświadczenie, że coś takiego nadal się praktykuje. Ale nie zdarzyło mi się przeczytać w tzw. prasie mainsteamowej recenzji, w której wytyka się skandaliczny poziom przekładu...
            • mutant12 Re: Po namyśle 01.08.13, 12:45
              Skandaliczny poziom przekładu nie musi wynikać z tego, że robiły go różne osoby. Sama w swojej praktyce redaktorskiej zetknęłam się z tłumaczeniami poniżej wszelkiej krytyki, wykonywanymi przez osoby, które nigdy w życiu nie powinny wykonywać tego zawodu. Zastanawiam się, jakim cudem takie osoby trafiają do wydawnictw, podczas gdy inne, zdolne, odbijają się od drzwi. I jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że albo trafiają tam po znajomości/na podstawie nieszczerej rekomendacji, albo na podstawie próbek, które wykonał za nie ktoś inny.

              Żeby było sprawiedliwie, dodam, że spotykałam też (w tych samych wydawnictwach) świetne tłumaczenia.
              • druzilla Re: Po namyśle 01.08.13, 22:28
                No i z wątku o stawce za dawne tłumaczenie zrobił się wątek o jakości przekładów... Mutancie12, z mojej perspektywy wygląda to tak, a dodam, że podobne opinie czytywałam już na tym forum, ale ich autorzy bywali potem wręcz gnojeni :-(. Otóż teraz, gdy każdy pieniądz stał się, że tak to ujmę, kwestią biologicznego już niemal przetrwania, 90 procent zamówień na przekłady otrzymują krewni i znajomi właścicieli firmy, albo, gdy taki właściciel, pozostawia dobór tłumaczy w gestii redaktora - jego (jej) znajomkowie.
                Czyli zlecenie otrzymuje najczęściej głupawa panienka po Wyższej Uczelni Gotowania na Parze, Pijaru i Stosunków Międzynarodowych w Myciskach Niżnych, po po powrocie z rocznego pobytu w Anglii, gdzie szalała z mopem u Hindusów, ale "poznała doskonale język". Dodatkowo jest córką wujenki kuzynki... itd. Potem jakaś biedna, zahukana redaktorka przed emeryturą, lub emerytka, pisze raz jeszcze od początku to, co ta panienka stworzyła - za psie pieniądze. Ale często w ramach oszczędności nawet i tego nie ma. A co jest? Można przejrzeć w księgarniach. Ale no cóż: tak wygląda kapitalizm i to, co wprowadza on na miejsce ogólnie rozumianej kultury. Będę na koniec złośliwa: takie potworki przekładowe pasują w sam raz do mentalności piewcy tego rodzaju kapitalizmu - tego blazna Korwina-Mikke... jeśli on w ogóle umie czytać :-)
                • kol.3 Re: Po namyśle 11.08.13, 20:56
                  100/100
      • pherdek Re: Po namyśle 25.01.15, 17:05
        Jestem w sporze sądowym z Wydawnictwem R. R. upiera się, że przy wznowieniu nie stosuje stawki za arkusz, a wydawał moje książki po wygaśnięciu pierwszej umowy. Bardzo, bardzo proszę o kontakt, jeśli to tylko możliwe
        • owczarka18 Re: Po namyśle 25.01.15, 22:38
          Replika?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka