sherlock_holmes
29.09.03, 13:31
Zanurzeni w codzienności przestaliśmy zauważać to, co jeszcze od czasu do
czasu nas zbliża, co powoduje, że myślimy o sobie wzajemnie jak o ludziach:
słowa, gesty, spojrzenia, uśmiechy...
Razem pracujemy, uczymy się, studiujemy, przebywamy ze sobą codziennie po
wiele godzin i wciąż pozostajemy dla siebie prawie obcy, bo wszystko, o czym
rozmawiamy, dotyczy w mniejszym lub większym stopniu spraw naprawdę
nieistotnych...
Jakieś mniej lub bardziej wulgarne dowcipy, trochę żartów na temat koleżanek
i kolegów, wymiana opinii o najnowszych odcinkach telewizyjnych seriali,
trochę plotek, jakieś opowieści z życia wzięte - oto treść naszych kontaktów.
- Dlaczego nie rozmawiamy o naszych prawdziwych problemach? Wstydzimy się? -
pyta mnie od czasu do czasu moja wspaniała przyjaciółka, pracująca "na
okrągły zegar", pełna marzeń, walcząca z wciskającym się w nasze życie z
każdej strony pragmatyzmem.
Damian wyznaje w swoim liście: "Było mi niezwykle miło, kiedy dostałem SMS-a
z pytaniem o samopoczucie od koleżanki z pracy, na którą, przyznaję, nie
zwracałem wcześniej większej uwagi. Złamałem rękę, nie było mnie kilka dni w
robocie, a tu nagle SMS: D. nie daj się! Wracaj, bo tu smutno bez Ciebie! Czy
mógłbym mieć większą motywację do powrotu do pracy???".
Czy nie czas, byśmy zaczęli dostrzegać to, czego być może jeszcze dotychczas
nie udało się nam dostrzec: gesty, słowa otuchy, uśmiechy wsparcia - język
życzliwych wam ludzi. Życzliwych? Lubiących? Wam podobnych? Zakochanych?
Niepotrzebne są nagłe odpowiedzi na takie wątpliwości. Na to jeszcze będzie
pewnie czas. Ważna jest ta chwila, kiedy w jakiejś trudnej sytuacji ktoś
podaje dłoń, uśmiecha się ze zrozumieniem czy wypowiada pod naszym adresem
słowa otuchy.
Takie gesty to niekiedy więcej niż tysiące rozmów z psychoterapeutą, który
nie zawsze jest w stanie przekonać nas, że warto żyć. To świadectwo istnienia
czegoś, co może nas wynieść ponad codzienność, ponad meandry naszych
obowiązków, ponad postrzeganie świata wyłącznie przez pryzmat walki, awansu,
kasy i kariery za wszelką cenę...
Artykuł pochodzi stąd