Ciekawe zjawisko. Przepraszam że zaczynam wątek od "się", ale zawsze
byłam postrzegana jako straszna gaduła.
I własnie w tym rzecz, że nie wiem czy naprawdę jestem gadułą, czy
opowiadaczem, czy dyskutantem. Wiem, że tak zostałam sklasyfikowana
i jak milknę to nagle słyszę głosy niepokoju. A to nie jest chyba
normalne, nawet największa gaduła może nie mieć nic do powiedzenia?
Co się dzieje kiedy nie macie nic do powiedzenia swojemu
najbliższemu otoczeniu?
Jak odczuwacie własną ciszę i wstręt do swojego głosu (jesli takowy
wystepuje)
Albo odwrotnie, jak postrzegacie własne nieustajace ciurkanie (jak
wyżej, jesli takowe występuje)
Macie temat na weekendową pracę domową