vvar 07.12.04, 11:23 Tak mi przyszło do głowy ze ta eutanazją to wspaniała rzecz. Teraz będzie można każdego "poprosić" by podpisał zgodę. I ile problemów to rozwiaże. I kara śmierci już niepotrzebna. Wszystko legalnie. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
emerytus Re: Eutanazja 07.12.04, 15:07 Napisz mi jeszcze prosze co ma eutanazja wspolnego z kara smierci i juz bede rozumial twoj wpis./oczywiscie w kontekscie wypowiedzi / Odpowiedz Link
vvar Re: Eutanazja 07.12.04, 15:26 To, że teoretycznie w tych krajach które zalegalizują eutanazję będzie można "poprosić" niektóre osoby by wyraziły na to zgodę. I będzie można ją wykonać w majestacie prawa. Ot i tyle. Odpowiedz Link
tom_tam Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 18:09 War,- napisz jeszcze o dalszych Twoich wrazeniach z lektury Naszego Dziennika czy pogadanek z torunskiego Hogwardu. Albo ustalimy jakis "level" wiarygodnosci tego rodzaju "sensacji" albo prosze wymienic o ustawodawstwo ktorych demokratycznych Panstw Prawa chodzi, a nawet projekty o takiej tresci na etapie parlamentarnych opracowan w resortowych gremiach. Lubie "glupoty" w pewnych (rozrywkowych) granicach ale KIT nie przechodzi mnie przez gardlo - wogole Jak korzystasz z "obiektywnej" interpretacji (tresci i ducha) przepisow roznych Krajow dokonywanych przez "specjalistow" z ND i profesorow wypowiadajacych sie w audycjach ojca mgr.dyrektora - to tez tego faktu nie ukrywaj a od razu bedzie wiadomo z kim mamy do czynienian staly(a) forumowiczu(czko) forum 40+. tom Odpowiedz Link
jes3 Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 21:53 Popieram stanowisko Tom'a !!! A merytorycznie też Ci "War" odpowiem: Gdybym dostał udaru mózgu i wylewu, i leżałbym od trzech miesięcy w śpiączce /jak zdarzyło się ostatnio mojemu znajomemu po 40 -ce/, to sądzę, że byloby lepiej dla mnie i dla mojej rodziny, aby eutanazja w Polsce była legalna. Jes Odpowiedz Link
omeri Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 22:08 Uważam,że każdy człowiek ma prawo do gonego życia i do godnej śmierci. Odpowiedz Link
warum Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 22:19 Jeszcze niedawno bylam zdecydowana zwolenniczka eutanazji. Uwazam,ze czlowiek powinien miec zawsze prawo decydowac kiedy nie chce juz zyc. Ale... czy ktos ma prawo zdecydowac o tym za niego? Np. rodzina? Bo juz jestesmy warzywkiem i tylko ciezarem dla nich? Nie chcialabym byc zdana na czyjas decyzje - warto czy nie warto mnie ratowac. Moze powinno sie nosic oswiadczenie,ze nie tylko narzady mozna pobrac ale i nie trzeba ratowac "na sile"? Zalaczam link o hospicjum serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2429506.html?as=4&ias=5 Nie wierze w cuda-uzdrowien, wiem jak ciezka jest codzienna opieka nad powaznie chorym i zastanawiam sie gdzie sa granice czlowieczenstwa? szczegolnie gdy patrzy sie na ludzi opiekujacych sie sparalizowanymi/nieuleczalnie chorymi dziecmi,starszymi ktorzy nie rokuja poprawy, a "wciaz" zyja...wbrew naturze? Sumienie czy dostepnosc lub nie srodkow/metod? co tak naprawde decyduje? Trudny temat , kolejny ktory dzieli, a nie laczy. Odpowiedz Link
ada296 Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 22:32 "Ale... czy ktos ma prawo zdecydowac o tym za niego? Np. rodzina? Bo juz jestesmy warzywkiem i tylko ciezarem dla nich? Nie chcialabym byc zdana na czyjas decyzje - warto czy nie warto mnie ratowac. Moze powinno sie nosic oswiadczenie,ze nie tylko narzady mozna pobrac ale i nie trzeba ratowac "na sile"?" masz rację z tymi oświadczeniami ale przy ciężkim stanie i tak decyzja powinna należeć do rodziny lub do kogoś wskazanego w takim oświadczeniu bo przecież "warzywko" samo za siebie nie podejmie decyzji Odpowiedz Link
warum Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 22:41 Problem powstaje gdy czlowiek nie ma fizycznej mozliwosci samemu sie pozbawic zycia i musi kogos poprosic o pomoc by mu ulzyl w cierpieniu . Odpowiedz Link
ada296 Re: "Eutanazja" i story o zelaznym wilku 07.12.04, 22:48 pewnie są stosowne uregulowania prawne kto i w jakiej sytuacji może zadecydować co prawda prawo nie jest w stanie przewidzieć wszystkich życiowych sytuacji ale generalne zasady ustala a może jest tak, że tylko osoba mogąca się w jakiś sposób porozumiewać może podjąć taką decyzję nie wiem nie chciałabym być warzywkiem... wiem - nikt tego nie chce ale musiałam to napisać Odpowiedz Link
glodn_y Re: dlaczego? 07.12.04, 22:49 temat eutanazji,jest zawsze w okolicach tematu "cyklistów" Odpowiedz Link
jan.kran Re: Eutanazja. 08.12.04, 00:31 Mam bardzo ambiwaletny stosunek do tego pojecia. Jak wielu z nas. Ale mam tez na codzien do czynienia ze smiercia , cierpieniem , bezradnoscia. Na przyklad: Hanna , znana norweska dziennikarka cierpiaca na MS. Nie mowi, nie porusza sie. Jej zycie jest tylko i wylacznie zalezne od opieki osob trzecich. Jej zyczeniem jest umrzec , a my nie mozemy spelnic tego zyczenia. Ale jak pomysle o tym co jej umysl , nadal funkcjonujacy przezywa w ciele pozbawionym jakiejkolwiek wladzy to naprawde sadze , ze lepiej byloby zeby umarla. Staram sie jak moge , wszyscy sie staramy ,jakos zapewnic Jej dobre zycie. Ale najczesciej ogranicza sie to tylko do fizjologii. Jak mam mozliwosc czytam Jej ksiazki ,gazety , pilnuje zeby miala wlaczone radio na swoja ulubione stacje. Jest tez namietna palaczka , ale nie jest sama w stanie zapalic papierosa , a my nie zawsze mamy te pare minut zeby usiasc z Nia i zapalic. Przeraza mnie takie zycie i bezradnosc osoby dotknietej choroba i cierpieniem. K. Odpowiedz Link
maryna04 Re: Eutanazja. 08.12.04, 03:55 Co innego jest eutanazja, a co innego odlaczenie aparatury utrzymujacej przy zyciu. Jak kiedys wspominalam dawno mam juz spisana taka wole, jest to w USA powszechna praktyka. Jak juz ktos napisal do godnej smierci tez powinnismy miec prawo. Odpowiedz Link
kanoka Re: Eutanazja. 08.12.04, 08:49 To bardzo trudny temat, ale jestem za. Nie widzę istotnej różnicy, między eutanazją bierną, pośrednią i aktywną - skutek jest przecież ten sam. Eutanazja z zaniechania, może wiązać się ze zwiększeniem cierpienia. Podzielam opinię prof. Bogusława Wolniewicza. www.polbox.com/d/depresja/sam3.html Odpowiedz Link
tom_tam Re: Eutanazja i ..... byc "troche" w ciazy. 08.12.04, 22:41 Dla wiekszosci z nas - stworzen myslacych, sens zycia to jego "jakosc". Swoboda wyboru, decyzji o miejscu, okolicznosci, towarzystwie i zajeciu. Jakiekolwiek ohraniczenia naszych swobod w tym zakresie odczuwamy jako KARE. Nie na darmo zamyka sie przestepcow w wiezieniach i pozbawia sie ich w ten sposob czesci ich swobod obywatelskich. ZA KARE - wlasnie!. Nie musze - ale chce i moge wybrac - mam do tego PRAWO! We wszystkich wysoko rozwinietych Krajach wraz z rozwojem cywilizacji, medycyny, higieny zycia i jego "bytowego standartu" obserwujemy problem szczegolnie u ludzi w bardzo zaawansowanym wieku lub bardzo ciezko, nieuleczalnie chorych, ze medycyna dzieki niesamowitemu postepowi techniki i farmacji jest w stanie utrzymywac takich ludzi przy zachowaniu tylko ich minimalnych funkcji zyciowych (mozg, praca serca i krazenie)- miesiacami jezeli nie latami. Wbrew woli i checi tych ludzi, ba! - z mocy "obowiazujacego prawa". To jest straszne! Ci ludzie nie maja fizycznych i motorycznych mozliwosci samemu odebrac sobie zycie (do czego maja prawo!) - wyrazaja swoja wole zakonczenia ich cierpien i mimo wszystko poddaje sie Ich czesto "torturze" dalszych zabiegow w tym reanimacyjnych z jedynego powodu: odpowiedzialnosci przed obowiazujacym prawem. Wszystkim przeciwnikom w ten sposob rozumianej eutanazji - zycze by wbrew ich woli i przy maksimum cierpien i podtrzymywano ich przy zyciu "bez konca". Teraz o: "troche" w ciazy. Nowoczesna, intensywna medycyna "niestety" kosztuje. W mniejszym stopniu (choc rowniez!) dotyczy to Panstw bardzo bogatych ktore umialy sopbie wypracowac system finansowania powszechnej opieki lekarskiej niz krajow "odstajacych" zasobnoscia od tego poziomu. Swietojebliwoscia i to najprymitywniejszej glupoty jest myslenie, ze ordynator czy dyrektor tonacego w dlugach Szpitala ktory nie ma pieniedzy na wyplaty dla personelu i reperacje czy nabycie nowego sprzetu - stosuje zawsze i w kazdym przypadku najnowsze i najbardziej humanitarne techniki w praktyce podtrzymywania przy zyciu takich pacjentow. Prawo i opinia spoleczna (swietojebliwa) wymaga od Niego takiego postepowania, MUSI odmowic (oficjalnie i prawnie) blagalnej prosbie pacjenta czy jego rodziny a.... sam czy poprzez polecenie dokona zaniechania intensywnych zabiegow nie w momencie czy przypadku gdy taka jest wola chorego, tylko kiedy "zabraknie mu kasy". Lamie prawo, jest zmuszony zyc z taka odpowiedzialnoscia i to On jako czlowiek! - tylko dlatego, ze sietojebliwcy chowaja "glowe w piasek" i.... nie widza problemu. To takie jest "wyjscie" humanitarne? - nie widziec, nie przyjmowac do "wiadomosci" czy zmuszac lekarza do odgrywania roli "kata" narazajac Jego na odpowiedzialnosc rowniez karna?. Najlepiej to byc "troche" w ciazy i na wypadek jak sie poklocimy z narzeczonym to mozna powiedziec "a kuku"! - juz w niej nie jestem! - bo tak mnie sie "zachcialo". Ludzie - jak my 40+ nie zaczniemy wreszcie myslec i rozumiec dlaczego w wielu panstwach prawa o wysokim poziomie rozwoju dyskutuje sie mozliwosc wprowadzenia przynajmniej obligatoryjnego "zaniechania" reanimacji i intensywnej pomocy na WYRAZNE i formalnie-prawne ZADANIE pacjenta, to oznacza iz dalej wierzymy iz mozliwe jest bycie: "troche" w ciazy! Po wysluchaniu pogadanek w Radyju z cyklu "nieswiadome macierzynstwo" wiekszosc z Pan z frakcji "mohairowych beretow", wbrew zyciowym doswiadczeniom, na starosc i w takie rzeczy uwierzy ) pozdrawiam,- tom Odpowiedz Link
felinecaline Re: Eutanazja i ..... byc "troche" w ciazy. 09.12.04, 12:24 Poruszyliscie tutaj temat, ktory jest jak rzeka: gleboki, pelen zawirowan a czasami rowniez ...sliski (jak rzeka zamarznieta). Wiekszosc z Was - na szczescie wynosi swoje pojecie o eutanazji wylacznie z obejrzanych filmow czy przeczytanych ksiazek i nie zycze nikomu, by z owym problemem byl kiedys skonfrontowany "twarza w twarz". Jednak moze pokusmy sie o zweryfikowanie i uporzadkowanie pewnych pojec. Zaczne od tego, ze w obecnym stanie "medykalizacji" naszego zycia w 75% przypadkow zaczyna sie ono i konczy w szpitalu. Smierc jest wciaz swoistym "tematem-tabu" oslonietym kirem smutnej tajemnicy. Przeciwnie, dla lekarzy, zwlaszcza praktykujacych w szpitalu smierc nie jest wylacznie fenomenem naturalnym, nieuniknionym koncem zycia ale glownie porazka , fiaskiem wszelkiej podjetej w stosunku do danego pacjenta terapii. Chory w szpitalu nie umiera dlatego, ze "nadeszla jego godzina" a dlatego, ze bylismy bezsilni w naszych wysilkach utrzymania go przy zyciu. Wbrew temu, co sadzicie o tym z dystansu ludzi wzglednie zdrowych i dalekich od smierci zjawisko to nie jest nam obojetne a wrecz przeciwnie - jest ciezkim i bolesnym dla psychiki doznaniem dla zazwyczaj nienajlepiej przygotowane pod wzgledem psychicznym ekipy terapeutycznej. Jednakze, na szczescie rozwija sie w ostatnim czasie swiadomosc tego problemu w srodowiskach szpitalnych i aktualnie przynajmniej wszystkie wieksze placowki posiadaja coraz lepiej wyspecjalizowane oddzialy lub ekipy zdolne przyjac pod opieke osoby umierajace i towarzyszyc im w ostatnich momentach zycia. Jednoczesnie postep techniki reanimacyjnej i postepowania z chorymi w stanie spiaczki zmusza obecnie do odmiennego zdefiniowania PRAWNEGO smierci. Nie jest to juz jak dawniej zanik spontanicznej akcji oddechowej i aktywnosci serca -Wszyscy wiemy, ze mozna przy pomocy odpowiedniej aparatury sztucznie podtrzymywac tak oddychanie, jak i krazenie. W zwiazku z powyzszym obecnie uznaje sie, ze smierc jest jednoznaczna z nieodwracalnym ustaniem funkcjonowania mozgu ( w duzym uproszczeniu plaski" EEG). Smierc jest wiec rownoznaczna z zanikiem swiadomosci a nie ustaniem podstawowych funkcji biologicznych. Niektore osoby w stanie spiaczki moga byc w ten sposob uznane za zmarle mimo, ze organizm jest dalej utrzymywany przy zyciu W tych warunkach rodzi sie wiec nieuchronnie problem eutanazji (z greckiego: "dobra smierc"), dobrowolnego "zaprzestania zycia". Nikt juz nie chce umierac w dlugiej, bolesnej agonii, w warunkach uragajacych ludzkiej godnosci, bedac ciezarem dla najblizszych i zrodlem ich rozpaczy. Jesli jestem chora (chory) i nie moge juz dluzej akceptowac swojej starosci, niedoleznosci, choroby i wynikajacego z niej cierpienia fizycznego moge zawsze podjac decyzje o popelnieniu SAMOBOJSTWA. Jak jednak poradzic sobie z tym "technicznie" , jesli jestem sparalizowana, przykuta do lozka, nie w pelni swiadoma, wiedzac, ze koniec jest nieodwolalny i bliski i nie mam zadnej mozliwosci dokonania tego czynu samodzielnie? Wielu chorych zwraca sie z prosba o pomoc do lekarzy blagajac ich o wyswiadczenie takiej przyslugi. Podobnie - prosba o nia moze wychodzic rowniez od krewnych czy wszelkich bliskich chorego. Zycza oni sobie czesto skrocenia jego cierpien, ktore sa tak dla niego samego jak i dla nich nie do zniesienia. Ta dramatyczna prosba nie moze sie spotkac z "pozytywnym" odzewem ze strony personelu medycznego, bowiem w wiekszosci krajow zachodnich zabrania tego prawo. Zakazuje ono dobrowolnego i czynnego polozenia kresu czyjejkolwiek egzystencji, nawet na zyczenie osoby umierajacej, bowiem bylaby to otwarta furtka do wszelkiego rodzaju naduzyc . Jednakze praktyka dnia codziennego przynosi wciaz doniesienia o przypadkach eutanazji ( jak tez o procesach osob oskarzonych o jej dokonanie czy dokoNYWANIE). Pokazuje to, jak trudne jest W PRAKTYCE przestrzeganie tego prawa. Jedyna forma jest wszakze czasami dozwolona, mianowicie eutanazji BIERNEJ, polegajaca NIE NA ZADANIU SMIERCI ale na zaprzestaniu podtrzymywania zycia , nie przedluzania akcji reanimacyjnej i nie podtrzymywania czynnosci fizjologicanych za pomoca aparatury, kiedy nie moze to prowadzic do jakiejkolwiek poprawy JAKOSCI ZYCIA a przedluza jedynie agonie. NIGDY jednak przeslanka do "wylaczenia kosztownej aparatury" nie moga byc jedynie wzgledy ekonomiczne, jest to bardzo prymitywne uproszczenie i demagogia, tak samo, jak NIGDY taka decyzja NIE JEST PODEJMOWANA JEDNOOSOBOWO przez nawet najbardziej "wszechwladnego" ordynatora oddzialu lub szefa kliniki. Znow zrobil mi sie "post-kobyla" wybaczcie. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Eutanazja i ..... byc "troche" w ciazy. 09.12.04, 12:42 omeri napisal ze kazdy ma prawo do godnego zycia i godnej smierci. Otoz mam co do tego watpliwosci, poniewaz: - 20% ludnosci planety konsumuje 80% dobr naturalnych, - 1 miliard ludzi nie ma dostepu do wody pitnej, - 2,5 miliarda ludzi zyje w osiedliskach bez sieci sciekowych, - 2,5 miliarda zyje bez elektrycznosci.... Wiem ze to sie nie ma tak zupelnie do tematu, ale skoro mowimy o godnosci... A na temat, to oczywiscie sie zgadzam z niepodtrzymywaniem przy "zyciu" na sile i wbrew zdrowemu rozsadkowi, podobnie jak ze znieczulaniem bolu, z przerywaniem niechcianej ciazy i ze zniesieniem kary smierci. lucja Odpowiedz Link
felinecaline Re: Eutanazja i ..... byc "troche" w ciazy. 09.12.04, 13:47 Przypadkiem i bardzo szczesliwie à propos Omeri poruszylas sprawe usmierzania bolu. Odeszly w mroczna przeszlosc w medycynie czasy, kiedy bol byl NIEODZOWNYM elementem tak choroby jak i terapii. Malo tego: mial dodatkowo w imie powiedzenia "per aspera ad astra" przyczyniac sie do...zbawienia nieszczesnego delikwenta. Obecnie medycyna ma inne oprocz palpacji obolalych miejsc sposoby na dociekanie co i dlaczego boli. Nikt przy zdrowych zmyslach nie zmusza kobiet, by "w bolach rodzily dzieci swoje" - owszem, moga, jesli chca ale absolutnie nie musza. Nikt juz nie bedzie wykonywal "na zywca" lyzeczkowania jamy macicy (czyli trywialnie mowiac "skrobanki") na zasadzie: "chcialas sie ...yc to teraz cierp", nikt nie bedzie poddawal dziecka drobnemu i malo potrzebnemu zabiegowi chirurgicznemu jako swoiscie pojetego rytualu "postrzyzyn", inicjacji, przejscia z matczynego kokonu pod twarda, "meska" reke. Ze nie wspomne, iz nawet wizyta u dentysty stracila dawny swoisty "urok horroru".Malo tego: tak jak obecnie pacjent nie musi sierpiec tak i leczacy dokonujacy zabiegu nie musi obecnie zadawac nieuniknionego dawniej bolu, co przez ogol lekarzy przyjete jest z ulga i zadowoleniem. I tu znowu skierujmy sie do pierwotnego watku: Bardzo czesto zdarza sie, ze chory nieznosnie cierpiacy fizycznie np pacjent w terminalnym stadium choroby nowotworowej prosi o dokonanie eutanazji. Okazuje sie jednak, ze jesli tylko - a jest to obecnie w ponad 90% przypadkow mozliwe usmierzy sie dostatecznie ow bol prosba jest na szczescie szybko wycofywana. Medycyna aktualnie zupelnie inaczej podchodzi do problemu aplikowania np morfiny, ktora owszem, przyjeta przez osobe zdrowa prowadzi do nalogu, zastosowana jako lekarstwo u chorego spelnia tylko i wylacznie role lekarstwa i nie powoduje uzaleznienia (zreszta w krancowych przypadkach jest to i tak malo wazne). Stad powszechnosc udostepniania chorym "pomp morfinowych" - urzadzen pozwalajacych na samodzielne wstrzykniecie sobie koniecznej a niegroznej dawki. Zreszta farmakologia dysponuje calym wachlarzem lekow o podobnym dzialaniu do morfiny jakio takiej a nie posiadajacych jej wad, czyniacych ja niebezpieczna w uzyciu . Pozostaje uporac sie jeszcze z cierpieniem psychicznym, w czym ogromna rola terapii paliatywnej, ale nie tylko: rowniez otoczenia chorego: jego rodziny, przyjaciol, kolegow, sasiadow, spowiednika wreszcie - byle tylko chcieli tej roli sie podjac - a wiedziec powinni, ze w zwiazku ze zniesieniem bolu bedzie ona o wiele latwiejsza. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Eutanazja i ..... byc "troche" w ciazy. 09.12.04, 14:12 Chcialam tylko skromnie zauwazyc ze o lagodzeinu czy eliminowaniu bolu nie wspomnialam przypadkowo, bo dla mnie te wszystkie "za i przeciw" sytuuja sie na plaszczyznie etyki. Dla mnie jest to ten sam, jeden, mechanizm. lucja ) Odpowiedz Link
maryna04 Re: Eutanazja - Felinecaline 09.12.04, 18:15 Napisalas oczywiscie nie tylko profesjonalnie, ale tak bardzo po ludzku. Bardzo dziekuje. Odpowiedz Link
rudakitka1 Re: Eutanazja - Felinecaline 09.12.04, 18:27 Bardzo ciekawy,mądry i dający do myślenia tekst Felinecaline.Nie obrażając nikogom,potrafiła o tylu rzeczach napisać na temat tak bardzo kontrowersyjny. Myślę,ze niektórzy powinni zrozumieć,że obrażanie inaczej myślących nie jest dyskusją,tylko waleniem na oślep,które przynosi inne od zamierzonych efekty.A może tylko o obrażanie chodzi? Odpowiedz Link
tom_tam Re: Eutanazja - Ruda Kitka 09.12.04, 20:04 Ruda Kitko,- "Bardzo ciekawy,mądry i dający do myślenia tekst Felinecaline.. " - gdy dokonywalem swojego wpisu fizycznie na Forum nie byl widoczny - przynajmniej wtedy kiedy ja dokonywalem swojego. Nawet nie mam zamiaru polemizowac z praktykiem-medykiem na temat Jego doswiadczen w przedmiocie, tym bardziej iz pod Jej pogladami na ten temat moge sie tylko podpisac, w temacie praktyki fachowej nie wchodzac w dyskusje bo wiedzy w przedmiocie nie posiadam lub jest ona "z drugiej reki" i absolutnie niefachowa. Mnie - interesuje sprawa "od drugiej strony" - potencjalnego pacjenta, niefachowca i swiadomego realiow praktyki zyciowej europejczyka. Co do "walenia na oslep i obrazania" : nie moim celem jest kogokolwiek personalnie obrazac. Mam pretensje wylacznie do politykow ktorzy maja obowiazek podjecia dzialan legislacyjnych miedzy innymi w tej sprawie a maja zarowno Twoj mandat wyborczy jak i moj. Dziekuje za Twoje doglebne i trafne zajecie sie przedmiotem zagadnienia: "Myślę,ze niektórzy powinni zrozumieć,że obrażanie inaczej myślących nie jest dyskusją,tylko waleniem na oślep" i specjalnie dla Ciebie proponuje bysmy we wszystkich sprawach zahaczajacych o roznice swiatopogladowe, w pelnej zgodzie, miast zawracac sobie glowe sama sprawa - odmawiali litanie do Najswietszej Maryji Panny - w zaleznosci od kalibru problemu - czym wiecej i czesciej tym "skuteczniej". Pozwol jednak iz ja, subiektywnie i w moim przypadku polegal bede na realiach obowiazujacego materialnego i ludzkiego prawa, wiare w niepokalane dziewictwo pozostawiajac wiekszym ode mnie optymistom. z uszanowaniem,- tom Odpowiedz Link
felinecaline Re: Eutanazja - Ruda Kitka 09.12.04, 21:28 Maryno, Ruda - ;-_))) - dziekuje! Tak sie sklada, ze ja pasjami kocham moj zawod i moich "delikwentow" a zycie dalo mi okazje "studiowac medycyne" rowniez z ich pozycji.£atwo mi wiec pisac na ten temat i pokrewne, moze zbyt latwo, bo jest ryzyko, ze Was zanudze. Nie mam natomiast zwyczaju pisac dla samego "zaistnienia" czy wdawania sie w dyskusje na tematy, o ktorych moje pojecie jest bardziej niz mgliste - taka zasada "nie pchaj sie na afisz"... Lucje i Omeri przepraszam za pomylke. Odpowiedz Link
marialudwika Jestem zszokowana.... 10.12.04, 19:14 ..ta informacja.Znalazlam ja na forum pol-hol. serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2437743.html ml Odpowiedz Link
tom_tam Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 19:29 Z artykulu: "....W Niderlandach eutanazja już dawno temu przestała być tematem z pierwszych stron gazet. Zanim zalegalizowano ją wiosną 2002, przez ponad 30 lat była praktyką, na którą przymykano oczy. Dziś nie jest ścigana oraz karana jak zabójstwo, o ile stosuje się ją w ściśle określonych przypadkach (np. nieuleczalna, przewlekła choroba)....) Sorry ML jestes zaszokowana tym, ze: "Zanim zalegalizowano ją (eutanazje) wiosną 2002, przez ponad 30 lat była praktyką, na którą przymykano oczy." - czy, ze w Panstwie prawa fakt zaistnienia takiego przypadku ogloszono JAWNIE i PUBLICZNIE ?. Lepiej "nie wiedziec" i zyc w nieswiadomym przekonaniu iz takie przypadki nie "istnieja"?. Byla bys dopiero wstrzasnieta i zaszokowana iloscia takich przypadkow gdyby w Krajach o mniejszej tradycji demokratycznej i poszanowania prawa niz Holandia ogloszono rzeczywista ich liczbe!. Z poczuciem "niewiary" iz cos takiego MOZLIWE jeszcze niedawno milony Zydow szly w oswiecimskim Obozie Zaglady - prosto z rampy kolejowej do komor gazowych . Naiwnosci ludzka! Odpowiedz Link
kanoka Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 19:59 TOMASZ DANGEL - lekarz, kierownik Zakładu Opieki Paliatywnej Instytutu Matki i Dziecka, wiceprezes warszawskiego hospicjum dla dzieci: "Dzieci często są, gdy kończy się ich życie, przedmiotem eksperymentów. Mam na myśli tzw. eksperyment leczniczy. Jeśli nie ma on uzasadnienia, czyli chory nie odnosi z niego korzyści, nie powinien być stosowany. Znam dzieci z postępującym zanikiem mięśni, które są świadome nawet wówczas, gdy nie mogą nawiązać kontaktu z otoczeniem. Podłączenie takiego dziecka do respiratora może spowodować, że w ostatnim okresie nie jest ono w stanie podnieść powiek, mimo iż jest przytomne. Lecząc u takiego dziecka kolejne infekcje, można ten stan dosyć długo utrzymywać. Miałem pacjenta z zanikiem mięśni, który żył trzy lata. Już jako noworodek został podłączony do respiratora. W pewnym momencie rodzice poprosili nas, żeby z tym respiratorem zabrać dziecko do domu. Dziecko to nigdy wcześniej w domu nie było. Nie tęskniło za domem. Gdy się tam już znalazło, pierwszy raz zobaczyło muchę, której się bardzo przestraszyło. Właściwie jedyną rzeczą, którą dla tego dziecka mogliśmy zrobić, było kupienie akwarium. Obserwowało życie ryb w wodzie. To je cieszyło, dopóki mogło podnosić powieki. Dopóki mogło otwierać oczy, miało również kontakt z rodzicami. Po kilku miesiącach dziecko zmarło z powodu zapalenia płuc. Zastanawiam się, czy ten eksperyment leczniczy był uzasadniony? Pozostaje jeszcze kwestia wydatków na tego typu leczenie. Światowa Organizacja Zdrowia uważa, że wykorzystanie ograniczonych środków jest również zagadnieniem etycznym. Czyli niewłaściwe, zdaniem WHO, jest przeznaczanie tych środków na uporczywą, eksperymentalną terapię chorych, o których wiadomo, że wkrótce umrą, a oszczędzanie ich - i to ma niestety miejsce w Polsce - na opiece paliatywnej. W pediatrii są to sytuacje nagminne - dzieci w okresie terminalnym są poddawane niepotrzebnie eksperymentalnej i kosztownej terapii. 75 procent dzieci z chorobą nowotworową umiera w szpitalu, a tylko 25 procent w domu." arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/02/20010203/200102030096.html Mamy złe skojarzenia, hitleryzm, eugenika.... Ale wszystko może służyć dobru, lub złu...jak ten przysłowiowy nóż, którym można i chleb ukroić i człowieka zabić. Wszystko zależy od tego, kto i w jakim celu bierze ten nóż do ręki.... Ale na styku etyki i medycyny, nie ma łatwych i bezbolesnych rozwiązań(( Odpowiedz Link
tom_tam Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 20:37 Paliatywna opieka medyczna nad ciezko i nieuleczalnie chorymi dziecmi - kazde niedociagniecie w tej sprawie, co naturalne, wstrzasnie nami - obywatelami nie majacymi na codzien i zawodowo z tym medycznym problemem. Jeszcze niedawno, bo przed ca. 2-ma laty glosna byla sprawa tzw. "Lowcow Skor" - tam nie dzieci ale chorzy w podeszlym wieku ktorzy zwracali sie z nadzieja o pomoc do Pogotowia Ratunkowego: - prosze oto linki do serwisu artykulow: serwisy.gazeta.pl/kraj/0,34384.html Naturalnie, nie ma porownania "kryminalnej energii" zdeprawowanych pracownikow Sluzby Zdrowia z praktyka stosowana w powaznych Placowkach Leczniczych. Wyrzadzili bysmy wszystkim oddanym i z powolania lekarzom krzywde - porownujac te rzeczy. Ale, nie zmienia faktu iz ludzie ktorzy w dobrej wierze i z nadzieja o pomoc zwracali sie do (szeroko pojetej) placowki Sluzby Zdrowia - lepiej by zrobili gdyby "zacisneli zeby" i czesc przynajmniej z Nich uszla by z tego "z zyciem". Nieswiadomosc takich faktow czy nieprzyjmowanie "do wiadomosci", dla mnie - najgorsze co moze spotkac swiadome, demokratyczne Spoleczenstwo. Odpowiedz Link
marialudwika Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 20:47 Nie doznalam szoku z powodu eutanazji jako takiej , w koncu mieszkam w Holandii,lecz z powodu tego,ze chodzilo o dzieci! Dzieci,ktore nie sa w stanie same jej chciec,ale po glebszym zastanowieniu doszlam do wniosku,ze rodzice podjeli te ciezka decyzje z milosci do nich. Nie widze powodu Tom,bys odrazu na mnie,hm,"napadal". ml Odpowiedz Link
kanoka Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 21:23 Ja też tak sądzę, ML, że taką decyzję podjęli z miłości.... I z pewnością była ona bardzo trudna i bolesna( Pozdrawiam knk Odpowiedz Link
tom_tam Re: Jestem zszokowana....- czym? 10.12.04, 21:34 Zadanie Tobie pytania w cywilizowany i chyba grzeczny sposob nazywasz NAPASCIA? Dopisz jeszcze iz tym pytaniem skierowanym do Ciebie ZAATAKOWALEM w brutalny sposob wszystkich katolikow polskich, Kosciol katolicki i ZNIEWAZYLEM Papieza Bedzie swietnioe pasowac do Twojej "tezy" tom Odpowiedz Link
marialudwika Re: Jestem zszokowana....- czym? do Toma 11.12.04, 16:06 tom_tam napisał: > Zadanie Tobie pytania w cywilizowany i chyba grzeczny sposob nazywasz NAPASCIA? > > Dopisz jeszcze iz tym pytaniem skierowanym do Ciebie ZAATAKOWALEM w brutalny > sposob wszystkich katolikow polskich, Kosciol katolicki i ZNIEWAZYLEM Papieza : > ( > > Bedzie swietnioe pasowac do Twojej "tezy" > > tom Szkoda,ze nie zauwazyles,ze slowo "napadal" napisalam w cudzyslowie!! Wiec nie mialo az tak strasznego wydzwieku, o jaki mnie posadzasz.Owszem,gdy chodzi o dzieci bywam emocjonalna. ml Odpowiedz Link
felinecaline Re: Jestem zszokowana....- czym? 11.12.04, 15:49 Witam. Dzisiaj chcialabym odniesc sie do faktow wzmiankowanych w artykule cytowanym nam tu przez Kanoke. To, co Pan Dangel nazywa dosc eufemistycznie "eksperymentem leczniczym" ma we francuskiej nomenklaturze deontologicznej inne, trafniejsze acz trudne do przetlumaczenia okreslenie: "acharnement thérapeutique". Ja w "stylu wolnym" pozwole sobie przetlumaczyc ten termin jako "okrucienstwo terapeutyczne". O ile tego typu postepowanie mozna wytlumaczyc (w sensie "wyjasnic przyczyne" ale bynajmniej NIE USPRAWIEDLIWIC bardziej naukowym a scislej pseudonaukowym niz lekarskim podejsciem do pacjenta o tyle jest ono coraz powszechniej odrzucane przez ekipy terapeutyczne (swiadomie nie uzywam tu terminu "lekarzy", poniewaz we wspolczesnej medycynie, zwlaszcza "szpitalnej" lekarz nie dziala sam a wlasnie w pluridyscyplinarnej ekipie (lekarz + pielegniarka /a coraz czesciej pielegniarz, asystent(ka) pielegniarstwa + rehabilitant + psycholog + pedagog). Wiem, ze nie lubicie tego sformulowania, jednak znowu musze go uzyc: U MNIE ogol srodowisk terapeutycznych jednomyslnie odrzuca tego typu postepowanie przy obecnym poziomie techniki nie majace juz zadnej motywacji ani wartosci naukowej. Z eksperymentu terapeutycznego nie pozostalo juz nic oprocz wlasnie zazartego a niepotrzebnego, wiec bezsensownego okrucienstwa. Osobiscie nie chcialabym ani pracowac ani byc pacjentem na oddziale, gdzie takie praktyki jeszcze "pokutuja" a zdarza sie to nie tylko na oddzialach pediatrycznych, rowniez geriatria czy onkologia nie sa od nich "wolne". Jesli chodzi o podejscie do chorego dziecka to nastapila tu ogromna ewolucja tak pojec jak i zachowan. Pamietam okres moich pierwszych praktyk studenckich, jeszcze w peerlu a jedna z nich odbywalam wlasnie w sredniej wielkosci i rangi szpitalu dzieciecym , gdzie na 2 kilkudziesieciolozkowe oddzialy "zabiegowe" i 3 sale operacyjne byl jeden - jedyny anestezjolog i tylez aparatow do znieczulenia ogolnego. I to "wystarczalo", bowiem wedlug powszechnie przyjetego wowczas pojecia chore dziecko bylo chorym identycznym jak dorosly, tylko, ze... mniejszym, a wiec i o "mniejsze"j zdolnosci odczuwania bolu. Malo tego: noworodkom i niemowlakom w ogole "odmawiano" znajomosci bolu a z nia i zdolnosci do cierpienia. O prawie do odczuwania przerazenia w ogole nie bede sie wypowiadac. Dziecko bez "ceregieli" odbierano matce w izbie przyjec i wrzeszczace i wyrywajace sie przenoszono na taki czy inny oddzial. Prawo do odwiedzin? Na niektorych oddzialach prawdziwy luksus: AZ 2 razy w tygodniu, po pol godziny, na innych godzina, ale tylko raz w tygodniu, w wiekszosci...wcale Atmosfera na oddziale? Nieustanny placz i krzyk - jesli przycichal na krotko w jednym koncu korytarza natychmiast wzmagal w przeciwleglym. Dzieci w lozeczkach - klatkach,.czesto dodatkowo uruchomione specjalnymi, przemyslnymi systemami "uprzezy" z pieluch, by sie nie wyrywaly. Personel nie dosc liczny nie mial ani ochoty ani sil ani czasu na "czulosci". ........To wtedy chyba zakielkowalo we mnie postanowienie o specjalizowaniu sie w anestezjologii, co po wielu tarapatach udalo mi sie zrealizowac..... Dzis takich oddzialow szpitalnych juz na szczescie nie ma........chyba nie ma....przynajmniej w tzw "krajach cywilizowanych"....... ......pozostala jednak jak relikt z owej epoki jedna trudnosc: wielkie, potezne koncerny i laboratoria farmaceutyczne "zapomnialy" o swojej dzieciecej klienteli lub "nie oplaca sie zawracac sobie nimi glowy" i rzadkie sa leki produkowane w odpowiednim dla dzieci dawkowaniu, co zmusza apteki szpitalne do swoistego "rekodziela artystycznego" zmierzajacego do przeksztalcenia "piguly" o wielkosci i mocy stosownej dla doroslego w postac odpowiednia dla kilkuletniego pacjenta. A teraz jeszcze slow kilka w kontekscie drugiego przytaczanego tu doniesienia prasowego - mysle o eutanazji nieuleczalnie chorych dzieci. Moze zdziwi Cie, Malutencjo, ale nawet w Holandii nikt sie nadmiernie do tego nie kwapi. Zreszta jesli mam byc szczera, jesli kiedykolwiek eutanazja mialaby sie doczekac jednakowej we wszystkich "cywilizowanych krajach" kodyfikacji model ustawodawstwa holenderskiego najbardziej by mi odpowiadal - zabezpiecza on chyba najlepiej przed jakimikolwiek naduzyciami w tej dziedzinie. Omawiany artykul traktuje o "eytanazji aktywnej", ale nawet "pasywna" nie jest zjawiskiem czestym. Nie wiem ile z Was przeglada chociazby bez wypowiadania sie na nim forum "zdrowie" GW. Wielokrotnie toczyly sie na nim bardzo na ogol burzliwe dyskusje odnosnie rozpaczliwych prob rodzicielskich podtrzymywania wszelkimi sposobami i metodami zycia dzieci przewlekle a smiertelnie chorych. Rodzice co zrozumiale gotowi sie brzytwy chwycic, ludza sie i chca sie ludzic najbledsza nadzieja, ze jednak jest jakas szansa, ze ICH dziecku akurat sie uda - "bo jest takie sliczne, grzeczne - prawdziwy aniolek". Rzeczywiscie, ciezko chore dzieci bardzo czesto maja niezwykla, wysublimowana przez chorobe urode, niezwykle, niemal mistyczne spojrzenie a sa tym bardziej ciche i grzeczne te mimowolne aniolki im bardziej cierpia - dziecko z natury POWINNO byc niegrzeczne, niespokojne, ruchliwe. Jesli chore dziecko jest tego przeciwienstwem to tylko dowod jak niewymownie cierpi...jest zrezygnowane, u progu "kapitulacji" a jesli tylko zlagodzimy odczuwany przez nie bol natychmiast bedzie usilowalo sie bronic i protestowac. Jakze trudno jest wytlumaczyc rodzicom tych dzieci ze szans juz nie ma (albo jeszcze nie ma, bo aktualny stan wiedzy na to nie pozwala) i ze najwiekszym dowodem milosci, jaki moga dac swojemu dziecku bedacemu w takiej sytuacji to wlasnie pozwolic mu odejsc...oszczedzic beznadziejnej walki i wszelkiego zbednego cierpienia... wiem, jest to przerazliwie smutne - moze wlasnie dlatego nie przepracowalam dlugo jako anestezjolog dzieciecy - ot, akurat okres przewidziany kursusem specjalizacji... Odpowiedz Link
kanoka Re: Jestem zszokowana....- czym? 11.12.04, 17:19 Dzięki, Feline, za piękny i mądry post... Za opisanie tego, jak to jest we Francji i jak powinno być wszędzie.... Nie wiem, jak w praktyce wygląda w polskich szpitalach akademickich eksperyment leczniczy, ale obawiam się, że nie tak, jak we Francji .Sądzę też, że dr Tomasz Dangel wie co pisze.... Pozdrawiam knk Odpowiedz Link
warum Re: Jestem zszokowana....- czym? 11.12.04, 17:59 Felinecaline-dzieki za Twoja wypowiedz. Eutanazja to taka "niby furtka" do wolnosci... Nikt nie chce obarczac swojego sumienia "wyrokiem skazujacym", a z drugiej strony nie wydanie takiego wyroku - to tez skazanie...Mysle,ze lekarze + bliscy / prawdziwie bliscy, a nie formalnie / powinni w swym postepowaniu przede wszystkim chciec ulzyc w cierpieniu choremu, a swoje dylematy moralne odlozyc na pozniej.I rzeczywiscie temat strasznie trudny i wlasciwie zawsze pozostawiajacy watpliwosci.Zakonczmy. Odpowiedz Link