Dodaj do ulubionych

Umbria 2008, cz.1

16.09.08, 23:41
Witam i zaczynam zanudzanie was moimi wrażeniamismile))
Droga do Umbrii, tym razem, była koszmarna... Tłok, w Polsce ulewny
deszcz, wielu powracających z urlopów, dojechaliśmy koło północy pod
Wiedeń. Tam niewygodny nocleg w samochodzie, ale ciepło, a dookoła
istna wieża Babel. Obok Czesi, wieloosobowa rodzinka wisząca z
latarką nad rozbabranym silnikiem, wiele samochodów z rumuńskimi
rodzinami, pomiędzy Włosi kimający w Jaguarach, Tuaregach i tp.
limuzynach, Niemcy w luksusowych camperach i mnóstwo Węgrów... my,
zmęczone szaraczki, zawinęliśmy się w koce i do świtu jakoś poszło.
Rano mycie ząbków, kawka i w długą. Artur kimnął już po kilku
kilometrach, a ja jakoś trwałam z opadającymi powiekami i watą w
głowie. W Tarvisio zakupy na zaś, pyszna pizza w pizzerii na rogu i
w drogę. No i tu niespodzianka, gdy tylko minęliśmy Alpy, przed
Udine - korek. Korek-gigant i upał - 32 stopnie. Koszmar! Korek, z
niewielkimi luzami ok. 40 kilometrów, skwar, w pełnym słońcu
odbijającym się od asfaltu, dogrzany pracującymi silnikami, po
prostu piekłosad Przy pierwszej okazji, przed Wenecją, zjechaliśmy w
boczne drogi, no i to był naprawdę dobry pomysł! wypadliśmy już za
miastem gondoli, a tam już całkiem nieźle, przynajmniej się jechało.
Doczłapaliśmy do Lago Trasimeno już po zmroku, marzyliśmy już tylko
o pozycji poziomej. Pierwszy camping z brzegu, miliony komarów,
ziemia twarda jak kamień... Szczęśliwie nasz namiot "czary-mary",
samorozkładający się, stanął i bez śledzismile Wewnątrz campeggio
wzdłuż głównych alejek, biesiadowały donośnie liczne włoskie
rodziny, od babuleniek na grobem stojących, po niemowlęta. Wrośnięte
w ziemię, najwyraźniej użytkowane przez kilka pokoleń, przyczepy
campingowe, obudowane gankami, werandkami, płotkami i mini
ogródkami, sąsiadowały z camperami do wynajęcia. Walneliśmy po dwa
drinie i spać, ostatecznie mieliśmy "w kołach" już ponad 1800 km...
Upalny poranek wygnał nas z namiotu już przed 8-mą, komary zniknęły,
kąpiel pod chłodnym prysznicem wydawała się po prostu boska,
obeszliśmy nasze lokum, zajrzeliśmy na brzeg jeziora, niezbyt
atrakcyjnego, jak na nasze gusta, płytkiego i zarośniętego glonami,
znaleźliśmy basen i nieczynną restaurację.
Zwinęliśmy się więc szybko, objechaliśmy jezioro wąskimi dróżkami i
pognaliśmy na jakieś jedzonko do Perugii, serca Umbrii. Piękne,
stare miasto, osadzone na wysokim wzgórzu, miasto studentów i
artystów, festiwali i koncertów. Około południa ludzie zaczęli
znikać pod parasolami ogródkow restauracji, więc i my, głodni jak
wilki, szybko znaleźliśmy uroczą pizzerię w bocznej uliczce. Z
pełnym żołądkiem o wiele przyjemniej chłonęło się piękno leciwej
architektury i znosiło nieustające wspinanie się po schodach.
Perugia, mocno uszkodzona w czasie trzęsienia ziemi w 1997, już
prawie podźwignęła się ze zniszczeń, tylko gdzieniegdzie metalowe
klamry i podpory, świadczyły o minionych kłopotach. Na 16-tą
mieliśmy dotrzeć do naszego domu na wzgórzach, więc na zwiedzanie
nie było zbyt wiele czasu. Dotarliśmy według wskazówek do "dirty
road" i rzeczywiście, wrażenie było piorunujące... Wąska, wysypana
uskakującym spod kół żwirem, pnąca się pod górę pod kątem
graniczącym z pionem, nad przepaścią z rzadka obrośniętą karłowatymi
dębami, i tak 3 kilometry... oboje mieliśmy duszę na ramieniu, tym
bardziej, że ostatnie dwa dni spędziliśmy na autostradach...
no ale cel naszej długiej drogi i karkołomnej wspinaczki okazał
się być wart wysiłku. Na szczycie wzgórza, w oszałamiającym
koncercie cykad, owiewany wiatrem tysiąca zapachów stał piękny,
stary, kamienny dom, nad niebieskim basenem, otoczony widokiem
zatykającym dech w piersiach. I urocza, szczuplutka, uśmiechnięta
gospodyni, z ZIMNYM piwem na powitaniesmile
dado11.fotosik.pl/albumy/506772.html#e
cdn...smile
Obserwuj wątek
    • mammaja Re: Umbria 2008, cz.1 17.09.08, 00:55
      Dado, warto bylo odpalic kompa o prawie pierwszej w nocy, zeby
      przeczytac cie i obejrzec foty! Rewelka!
      • joujou Re: Umbria 2008, cz.1 17.09.08, 06:59
        >Z rańca też warto było,czekam na ciąg dalszy smile
    • luiza-w-ogrodzie Ach, zanudzaj, Dado! 17.09.08, 09:49
      Piekne miejsce - i z BASENEM! :o)
      • foxie777 Re: Ach, zanudzaj, Dado! 17.09.08, 17:07
        Zdjecia super, i opowiesc tez.
        pozdr
        • jutka1 Re: Ach, zanudzaj, Dado! 17.09.08, 19:15
          Pisz więcej, Dado, pisz!
          A Umbria jest piękna...
    • dado11 Re: Umbria 2008, cz.2 17.09.08, 20:41
      dzięki dziewczynysmile zanudzania cd...

      nasz "apartament" składał się z przestronnego pokoju jadalno-
      kuchennego, kamienne ściany, kamienne podłogi, kamienny zlew i
      blaty, na ścianach rozwieszone stare sita i patelnie, meble stare,
      zgrzebne, ale pięknie zrenowowane przez, jak się okazało, naszego
      gospodarza. Sypialnia też kamienna, ciężkie stare belki dźwigały na
      sobie ciężar ceglanego sufitu, i tu też stare wiejskie meble i
      przytulny chłód. Trafiliśmy na taki moment, że byliśmy jedynymi
      gośćmi, zatem mieliśmy pełną swobodę. W naszym "agrogospodarstwie"
      odkryliśmy przeurocze kózki, zgrabnego wierzchowca, kota przecudnej
      urody (aksamitnie popielatego, jak pluszowa zabawka... hmmm, czy ja
      przypadkiem nie zaczynam lubić koty???) i psa pędziwiatra,
      przemieszczającego się wokół domu z radosnym ujadaniem z prędkością
      błyskawicy. Ogród wokół wysuszony na wiór, bo jak wynikało z
      rozmowy, nie było tu deszczu od 4 miesięcy, tylko pachnące
      eterycznymi olejkami rozmaryn, lawenda, laur, ziele di San Giovanni,
      i figi, dojrzałe, słodkie, opadłe pod drzewami, ściągające lepkim,
      mdłym zapachem dziesiątki kolorowych motyli. O dziwo, ani jednej
      osy... czyżby tam już dla nich za gorąco?
      Basen nieduży, ale z błękitną, słoną wodą i takim widokiem, że można
      się zachłynąć. To niesamowita frajda, móc wskoczyć do chłodnej
      wody, w dowolnym momencie dnia, szczególnie gdy taki upał...
      Wyspaliśmy się do syta i na pierwszy dzień założyliśmy plan minimum,
      czyli słodkie nieróbstwo i mały wyskok do najbliższego miasteczka
      Citta di Castello. Droga w dół, wprawdzie na jedynce, nie była już
      taka straszna, miasteczko ok. 20 tysięczne, o dziwo dosyć płaskie,
      zupełnie nieturystyczne, ale przytulne i ciche. Wokół głównego placu
      knajpki, kafeterie, leniwie płynące życie. Przysiedliśmy na pizzę w
      niedużym ogródku, wciśniętym pomiędzy ratusz i stare wąskie
      kamienice, pogadaliśmy z przemiłą młodziutką kelnerką, zachwyconą
      możliwością podszlifowania swojego angielskiego i wtłoczenia nam w
      pamięć kilku włoskich zwrotów. Gdy wróciliśmy do domu, pogoda
      zaczęła gwałtownie się psuć, dokoła niebo sciemniało, błyskawice
      tłukły wściekle w otaczające nas wzgórza, wiał silny wiatr. Spadło
      kilka kropel deszczu, ale nagle na przeciwległym wzgórzu
      dostrzegliśmy dym. Piorun trafił widocznie w wysuszony las, a ten
      zajął się jak zapałka. Pobiegłam do gospodarzy, by zadzwonili do
      straży. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, po godzinie
      płonęło już kilka hektarów, tyle że już pod kontrolą. Przy okazji
      zostaliśmy zaproszeni na kawę i kieliszek wina do naszych uroczych
      gospodarzy. Wieczór był naprawdę sympatyczny i bogaty w wiedzę o
      miejscu i ludziach, a i wina z piwniczki pana domu okazały się
      wyśmienite. Tyle, że zdradliwewink
      Niemniej, nasz dom istniał już na mapach regionu w 1576 roku,
      oznaczony jako punkt celny między Umbrią a Toskanią. Ta część
      Toskanii dopiero za czasów Mussoliniego została przekazana Umbrii,
      będącej pod zarządem Watykanu. Dom kupiony w stanie kompletnej
      ruiny, został pieczołowicie odtworzony i przystosowany do celów
      turystycznych przez naszych gospodarzy. Czapki z głów, widzieliśmy
      zdjęcia! że nie wspomnę o wtaszczonym na to bezdrożne wzgórze 10-
      metrowego dźwigu i tonach betonu do wylania basenu...
      Zanim wróciliśmy do siebie, z błogim wspomnieniem zacnych trunków w
      kubeczkach smakowych, po pożarze śladu nie było. Ciekawe, jak oni
      sobie z tym poradzili...
      cdn.

      dado11.fotosik.pl/albumy/506772.html#e
      • dado11 Re: Umbria 2008, cz.2/album 17.09.08, 21:35
        dołożyłam kilkanaście zdjęć do fotosikowego albumu, ale skurczybyk,
        wciąż się otwiera od początku... najlepiej kliknąć na "Pokaz slajdów"
        po prawejsmile tyle, że wtedy nie mam podpisów...
        jestem zupełnym świeżakiem na www.fotosik.pl, ale nauczę sięsmile
        • foxie777 Re: Umbria 2008, cz.2/album 17.09.08, 22:50
          Rzeczywiscie, warunki wspaniale i piekne zdjecia.
          Ja oczywiscie ciesze sie, ze zaczynasz lubic koty.
          To wspaniale stworzenia, a ten zoltooki na zdjeciu jest cudny.
          pozdr
          • mammaja Re: Umbria 2008, cz.2/album 17.09.08, 23:14
            dado, jestem zachwycona, to sa prawdziwe Wlochy smile Zdjecia super a
            kot zachwycajacy smile
            • joujou Re: Umbria 2008, cz.2/album 18.09.08, 07:48
              >aż sobie westchnęłam i pomyślałam,że gdyby kiedyś dane mi
              było 'zamieszkać' w takim domu,z taką kamienną podłogą ,takim
              łożem i otoczeniem to... nie wiem,czy bym chciała wracać smile)
              • luiza-w-ogrodzie Re: Umbria 2008, cz.2/album 18.09.08, 07:54
                joujou napisała:

                > >aż sobie westchnęłam i pomyślałam,że gdyby kiedyś dane mi
                > było 'zamieszkać' w takim domu,z taką kamienną podłogą ,takim
                > łożem i otoczeniem to... nie wiem,czy bym chciała wracać smile)

                Jak tylko nastalaby jesien, wrocilabys w podskokach i calowala
                pierwszy napotkany kaloryfer :o)))))
                • verbena1 Re: Umbria 2008, cz.2/album 18.09.08, 16:30
                  Dado ,jak pieknie potrafisz opowiadac, tak plastycznie, ze moge
                  sobie wszystko wyobrazic nie ogladajac zdjec.
                  Co bylo dalej?
    • dado11 Umbria 2008, cz.3/Asyż 18.09.08, 19:21
      ... Asyż
      poprzedni wieczór nieco nas rozleniwił, ale po chłodnej kąpieli w
      basenie żal się zrobiło pięknego dnia, więc wybraliśmy Asyż
      (Assisi), od nas zaledwie około godziny drogi. Już dojeżdżając
      wiedzieliśmy, że to był świetny pomysł. Asyż usadowiony na zboczu
      dość wysokiego wzniesienia, błyszczał jak cenna brosza na tle
      gładkiego, ciemnego tła lasu powyżej. Znaleźliśmy nowiutki, piętrowy
      parking podziemny, tuż obok centrum, i co najważniesze - samochód
      został w cieniu. Miasto jest stosunkowo nieduże, największa
      odległość między katedrą Św. Klary (Santa Chiara) a katedrą Św.
      Franciszka (San Francesco) to tylko ok. 1 km. I tę przestrzeń można
      pokonać po prawie płaskim, natomiast cała reszta zwiedzania, to
      mozolne wspinanie się lub schodzenie po wąskich uliczkach lub
      uliczko-schodkach. I muszę przyznać, że mimo potwornego upału, potu
      zalewającego oczy przy wspinaczce do Rocca Maggiore (ruiny twierdzy
      górującej nad miastem), byłam absolutnie oczarowana urodą tego
      miasta. W którymś z przewodników wyczytałam, że "uroda pocztówkowa",
      zgoda, tyle że naprawdę fascynującasmile na dodatek trafiliśmy na
      dzień, kiedy było stosunkowo niewielu turystów, więc i przyjemność
      tym większa. Gdy tylko zeszliśmy z głównego traktu, łączącego obie
      katedry (Via San Francesco, oczywiście) zaczęliśmy wspinaczkę
      wąskimi, ocienionymi z obu stron kamieniczkami, uliczkami, zza
      murków wylewały się kolorowe pnącza, w niewielkich otworach przy
      murach pyszniły się dorodne oleandry, a na każdym występie w
      ścianie, na każdym schodku - pelargonie i inne kolorowe kwiatki.
      Cicho i czysto. Dotarliśmy do twierdzy mokrzy jak koty, ale widok na
      miasto z góry był imponujący. Po chwili odpoczynku pod niskim
      figowcem, zejście było już samą przyjemnością; katedra Św.
      Franciszka, ozdobiona freskami Giotta i innych malarzy nosi ślady
      zniszczeń po trzęsieniu ziemi, ale już nie pełni na codzień funkcji
      świątyni, jedynie położone pod nią katakumby, w których pochowane są
      szczątki świętego i jego przyjaciół, są miejscem na cichą modlitwę.
      Obie katedry prezentują sobą podobny, skromny styl, nawet dość
      ascetyczny, co nie jest dziwne jeśli się zna historię życia Św.
      Franciszka i Św. Klary. Gładkie, prawie pozbawione ozdób fronty
      świątyni, wykonane z jasnego kamienia pięknie kontrastują na tle
      błękitnego nieba. Cały Asyż jest najwyraźniej chroniony przed
      nadmiernym wpływem współczesności, bo miasto jest tak prawdziwie
      stare, kamienne mury, ławy pod ścianami dla szukających wytchnienia,
      schody, wszystko sprawia wrażenie miękkości, tak są wytarte przez
      wieki... Wyraźnie od tej atmosfery odcina się tylko główna ulica,
      upchana sklepami z mniej lub bardziej kiczowatymi pamiątkami "na
      temat", haftowanymi serwetkami, plastikowymi, ceramicznymi i
      drewnianymi figurkami świętych i T-shirtami z napisem Assisi. No i z
      knajpkami, głównie kafeterie i lodziarnie (gelateria), gdzie miło
      przycupnąć na chwilkę i powchłaniać otaczający gwar, stukot obcasów
      o kamienne pasaże, powiewny upał wkradający się niecnie w cień
      parasoli i intensywny, pobudzający zmysły aromat mocnego espresso.
      Po powrocie do domu, tego dnia zupełnie opustoszałego, bo gospodarze
      pojechali do rodziny, w towarzystwie kota, wpychającego pyszczek i
      resztę pod ręce, miliona cykad i świerszczy, oddaliśmy się samym
      radościom życia: basen, lekka kolacja z winem, książka na tarasie z
      widokiem na cudny świat, owiewanym wieczornym wiatrem pachnącym
      suchym, żywicznym lasem, rozmarynem, lawendą i słodkimi figami... po
      prostu boskośćsmile dla tego dnia, tej atmosfery, tego wieczoru warto
      było jechać te setki kilometrów!

      dado11.fotosik.pl/albumy/507728.html
    • mammaja Re: Umbria 2008, cz.1 18.09.08, 21:00
      Dado, Asyz jest powalajacy! Bylam jeszcze przed trzesieniem ziemi i
      z drzeniem serca czytalam relacje. Na szczescie freski nie zniknely,
      wiem ze sa rekonstruowane. Ale czy nie zajrzeliscie obejrzec
      Porziunculi - malutkiego kosciolka odbudowanego przez sw.
      Franciszka, a obudowanego wielka katedra? Robi niesamowite wrazenie!
      Relacja i zdjecia powoduja skowyt tesknoty w moim sercu sad((((
      A tu fotka Porziunculi, niestety nie moja sad
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,762952,2,14.html
      • foxie777 Re: Umbria 2008, cz.1 19.09.08, 00:11
        Nawet trudno komentowac, tak piekne zdjecia no bo i miejsce
        niebywale, ale cos mi sie wydaje, ze Pan Kot wpadl Ci w oko
        bo jest w kazdej serii zdjec.Trudno sie dziwic.
        Ja juz jestem na fotosiku, ale albumow robic i tak ja Ty je wklejac
        jeszcze nie potrafie.

        pozdr
        • mammaja Re: Umbria 2008, cz.1 19.09.08, 01:15
          Foxie, po zalogowaniu na szarym pasku u gory masz napisz "albumy"
          (trzeci z rzedu). jak klikniesz pokaze sie nowy pasek pionowy i tak
          jest znowu pozycja album. Klikasz i pojawia sie "utworz nowy".
          Otwiera sie album ktoremu nadajesz tytul i możesz do niego wkladac
          zdjecia. "Dodaj zdjecia" np. z "dzisaij" poakazuja sie miniturki,
          ktore przeciagasz do albumu. nie zapomnij o podpisach. Powodzenia!
          • foxie777 Re: Umbria 2008, cz.1 19.09.08, 01:18
            Dzieki Mamajko, wezme sie za to juz niedlugo.
            pozdr
            • jakotakot Re: Umbria 2008, cz.1 20.09.08, 01:36
              Hey Dado, wpadam jak ten latajacy Holender, bo mam troche czasu na
              czytanie, ale na pisanie juz nie, ale tu nie zdzierzylam.... boskosc i
              perly nie przed wieprze w dodatku smile)))) Pisz dalej pisz !
    • dado11 Re: Umbria 2008, cz.4 20.09.08, 21:24
      dzięki za komplementa, dziewczyny, nic tak bardzo, jak pochwała nie
      mobilizuje do dalszego brnięcia w grafomanię...wink))
      no to jazda...
      otworzyłam mój kapownik... pomiędzy stronami tkwiła zasuszona
      gałązka rozmarynu, ukradziona z dużego krzewu przy basenie...
      ranyyy, co za zapachsmile a tu za oknem szaro, buro, zimno i mokro,
      zatem z roztartym w dłoniach aromatem wrócę z rozkoszą do
      słonecznych pagórków...
      kolejny dzień naszej przygody z Umbrią przeznaczyliśmy na
      dooglądanie południowej Toskanii, do której nie dotarliśmy trzy lata
      temu. Wybraliśmy wąską i krętą drogę łączącą Niccone z Tuoro, a
      potem do Chiusi. Droga najpierw prowadziła wzdłuż koryta rzeki
      Niccone i tam krajobraz dosyć monotonny, jeśli można tak powiedzieć
      o tej części świata, ale głównie składający się z rozległych pól
      tytoniu w dolinie, powyżej gaje oliwne i winnice, a na szczytach
      wzgórz kamienne gospodarstwa, czasem jakaś wieża, czasem mur, do
      których wiodły niezmiennie aleje strzelistych cyprysów. W pewnym
      momencie, w niewielkiej wsi przy ruinach kościoła droga uskoczyła
      pod górę i oddaliła się od rzeki. Wjechaliśmy w las, podobny do
      innych w tym rejonie, złożony głównie z dziwnie powykręcanych dębów,
      o bardzo drobnych liściach. Droga kręciła serpentynami,
      gdzieniegdzie na zakolach widać było w dole stare kamienne zameczki,
      niektóre popadające w ruinę, małe wioski zapomniane przez świat.
      Gdy przestaliśmy się wspinać, nagle przed oczyma otworzył nam
      się piękny widok na Lago Trasimeno, które tym razem objeżdżaliśmy od
      północy. Słońce odbijało się jak w lustrze, w gładkiej, błękitnej
      toni jeziora, a wysepki po środku wyglądały trochę jak wynurzające
      się wieloryby... Powietrze drgało od gorąca i unoszącej się od
      jeziora wilgoci. Ale naszym pierwszym celem było Chiusi, stare
      miasteczko, na wzgórzu oczywiście, będące w posiadaniu pięknych
      zbiorów pochodzących z grobowców Etruskich (museo Etrusco), które
      dość liczne znaleziono w okolicy, z niedużym, ale dosyć szczególnym
      parkiem miejskim, w którym wykorzystano naturalne i zupełnie
      niezwykłe formy geologiczne do wykonania ław, schodów i innych
      detali. Jak w każdym nowym miejscu, dopadliśmy pizzerię i tym razem
      była to "the best of", cieniutka, krucha, z ogromną ilością
      przepysznych karczochów i prosciutto, ojjj, aż mi ślinka leci na
      samo wspomnieniesmile natomiast kelnerka mogłaby walczyć o Miss World
      Brzydoty i powolności... pewnie by była w pierwszej piątce...
      Obeszliśmy miasteczko bardzo starannie, zajrzeliśmy do przytulnej i
      nastrojowej katedry, w której wykorzystano kolumny i kapitele z
      rozebranego Forum Romanum, każda z nich była inna; obejrzeliśmy
      zbiory muzeum, poszwędaliśmy się po cichutkich uliczkach i
      ruszyliśmy do Montepulciano, stolicy toskańskich winiarzy. Trzeba
      było zostawić samochód u podnóża murów obronnych miasta; nauczeni
      doświadczeniem dzierżyliśmy w rękach po butli chłodnej wody i
      rozpoczęliśmy żmudną wspinaczkę... wyjątkowo wysoko i daleko było do
      celu, który stanowiło Piazza Grande... człapaliśmy prawie 40 minut
      pod górę, mijając po drodze horrendalnie drogie butiki z torebkami,
      sklepy z "prodotti tipici", ciosaną pod turystów biżuterią z
      kamyczków i winiarnie, z cenami też dosyć szokującymi... no i
      doczłapaliśmy, zziajani, z pustymi flaszkami po wodzie, a tam...
      hmmm ... placyk, z brzydką katedrą, z nieszczególnie pięknym
      ratuszem i tylesad zawód. Nie wiem czy pamiętacie jak opisywałam
      niewielkie toskańskie miasteczko Volterra czy też perełkę regionu
      San Gimignano...Przy nich Montepulciano to przereklamowana żałośćsad
      no nic, schodziliśmy z ulgą w dół bocznymi uliczkami, omijając
      spocony i zdyszany tłum, tuptający pod górę z nadzieją na
      atrakcje... Powrót do domu drogą wijącą się wśród wzgórz,
      oświetlonych ciepłym światłem zachodzącego słońca, wykradającym z
      rdzawo-ugrowego krajobrazu jaskrawe kolory oleandrów i bugenvilli,
      wycinającego na tle, coraz bardziej fioletowego nieba, czarne
      sylwetki cyprysowych szpalerów i odbijającego się od jasnych ścian
      domostw z ciemnymi okiennicami, był niezwykły, pobudzający
      wyobraźnię...

      dado11.fotosik.pl/albumy/508883.html
      • foxie777 Re: Umbria 2008, cz.4 21.09.08, 03:24
        Rzeczywiscie bardzo aktywnie spedzalas czas.Trudno sie dziwic.
        Zdjecia super.Tam jest tak pieknie.
        Czy moge zapytac prozaicznie czy uwazasz te wycieczke za droga?..
        Ciekawi mnie Twoja opinia, bo moi znajomi, ktorzy ostatnio byli w
        Europie stwierdzili, ze jest strasznie drogo.Hotele, jedzenie, itp.
        Zawsze sie zastanawialam, czy nie lepiej byloby dla nas zalatwic taki
        wyjazd z Polski, a nie ze Stanow.
        pozdr
        • mammaja Re: Umbria 2008, cz.4 21.09.08, 11:46
          Dado, w pochmurna i mokra niedziele pochodzilam z Wami po parku,
          popatrzylam na jezioro, warto bylo sie wspiac na kocu widoczek
          bardzo smakowity. nawet i u mnie wlasnie zaswiecilo slonce zwabione
          twoimi fotkami smile
    • joujou Re: Umbria 2008, cz.1 21.09.08, 21:45
      >jak gąbka chłonę Twe opowieści smile
      • fedorczyk4 Re: Umbria 2008, cz.1 21.09.08, 23:30
        Szlak mnie zaraz nagły trafi. Siedzę na komputerze Maćmy i on jak
        ona, wysoce niepokorny jest. Ten wpis jest chyba szóstym, albo
        siódmym podejściem w temacie. A ja tylko chcę Kuzynce mojej wyznać
        nieustający zachwyt nad paletą barwnych słów, składających się na
        soczyste zdania, ktore przchodzą bezposrednio, jak to u Dado, w
        ucztę wyobraźni w wykonaniu czytelnika. Ktorym i ja również się
        mienię.
    • dado11 Umbria 2008, cz.5/zakończenie 23.09.08, 21:52
      Gwoli porządku w opowieści i żeby nie zostawić jej w takim
      zawieszeniu:
      cześć 5 i ostatnia...
      piąty dzień pobytu przeznaczyliśmy na lenistwo, takie prawdziwe
      wakacje: najpierw basen i troszkę opalania, książka, na obiadek
      zrobiłam spaghetti carbonara, do tego schłodzone białe wino, cisza,
      pachnący wiatr łagodzący 30-sto stopniowy upał. Na następny dzień
      zaplanowaliśmy wyjazd do Rimini i San Marino. Wybraliśmy piękną
      widokowo drogę przez góry od San Giustino do Urbino i dalej do
      morza. Początkowo nie mieliśmy zamiaru nigdzie się zatrzymywać, ale
      pierwszy odcinek drogi, wspinający się ostrymi serpentynami na
      wysokość prawie 1000 m, pochłonął prawie 3 godziny i pod Urbino
      dotarliśmy straaasznie głodni. Na dodatek samo miasto już z daleka
      przyciągało niezwykłą urodą. Jak większość miast w tym rejonie
      usadowione na wysokim wzgórzu, ale już same mury robiły ogromne
      wrażenie, niezwykle wysokie, pięknie łączące się z budynkami
      wewnątrz miasta-twierdzy. Zabytkowe Piazza del Popolo, czyli główny
      plac miasta otaczają piętnastowieczne, pięknie odrestaurowane
      budowle Palazzo Ducale ( z Galleria Nazionale, w której można
      obejrzeć ciekawe malarstwo, m.in Rafaela), piękna katedra oraz
      zabudowania uniwersyteckie. Połaziliśmy, popodziwialiśmy, w bocznej
      uliczce znaleźliśmy malutką przywatną kaplicę, z pięknymi freskami
      we wnętrzu kopuły, posiedzieliśmy na kamiennych ławach w cieniu
      pałacu, wtrząchnęliśmy pasta con spinacio i ruszyliśmy w stronę
      morza... Było już dosyć późno, ale gdy dotarliśmy do brzegu
      Adriatyku, okazał się on być całkiem niedostępny - ok. 100 m poniżej
      poziomu drogisad na dodatek bez widocznych możliwości zjechania nad
      wodę. W końcu dotarliśmy do pierwszej miejscowości z płaskim
      brzegiem (Gabicce Mare) i od razu nas stamtąd wymiotło. Płaska
      plaża, z wybetonowanymi przejściami, tysiącami parasoli i leżaków do
      wynajęcia i tłum. Przy samej plaży hotel obok hotelu, stragany z
      obciachowymi duperelami, knajpy i w większości mocno zaawansowani
      wiekiem turyści... Kupiliśmy flaszkę zimnej wody i daliśmy sobie
      spokój ze zwiedzaniem Rimini, zakładając, że będzie wyglądało
      podobnie, jeśli nie gorzej... pozostało ruszyć do San Marino, a tu
      już na drodze niespodzianka: gigantyczny korek do skrętu do mini
      republiki... Było już po 17-tej, mieliśmy dosyć zwiedzania... szybka
      decyzja i wyrwaliśmy na drogę szybkiego ruchu i do domu... no, nie
      był to udany dzien, pomijając oczywiście Urbino...
      Czas, który nam pozostał do powrotu do Polski wypełniliśmy słodkim
      nieróbstwem, ładowaniem wewnętrznych baterii na cały rok,
      pokręciliśmy się po cichutkich, małych wioskach w dolinie i jeszcze
      cichszych, wręcz wymarłych kamiennych miasteczkach na otaczających
      nas wzgórzach. To były piękne wakacjesmile

      dado11.fotosik.pl/albumy/510705.html
      • mammaja Re: Umbria 2008, cz.5/zakończenie 23.09.08, 23:55
        Dado, piekne zdjecia, piekne relacje, nawdychalam sie wloskiego
        powietrza, zatesknilam... Dzieki smile
        • jakotakot Re: Umbria 2008, cz.5/zakończenie 24.09.08, 00:09
          Ja tez dziekuje smile) Chce sie wybrac w te okolice z rodzicami w
          przyszlym roku ( maja 50-ta rocznice slubu i chce im zrobic frajde) i
          Twoje opowiesci utwierdzaja mnie w slusznosci smile))
          • monia.i Re: Umbria 2008, cz.5/zakończenie 24.09.08, 22:33
            Dado - fantastyczna opowieść i piękne zdjęcia...Dziękuję smile
            • fedorczyk4 Re: Umbria 2008, cz.5/zakończenie 24.09.08, 22:57
              Po prostu bajkowe
              • joujou Re: Umbria 2008, cz.5/zakończenie 28.09.08, 21:24
                >Dado,malujesz słowem smile) również dziękuję,że mogliśmy
                choć przez chwilę być z Tobą w tych pięknych miejscach.
    • dado11 odpowiedzi:-) 25.09.08, 21:23
      Mammaju,
      nie zwiedziliśmy tej ogromnej katedry u stóp Asyżu (w Santa Maria
      d.Angeli) przede wszystkim dlatego, iż była akurat oblegana przez
      pielgrzymki i tylko jadąc w stronę Asyżu widzieliśmy ją z zewnątrz,
      gdy wracaliśmy cały teren wokół świątyni był zamknięty.
      Foxie,
      myślę, że koszt naszego 10-dniowego pobytu zamknął się w ok. 1200
      euro (przy przeliczniku 3,35 zł za euro), w tym apartament (590
      euro), paliwo do samochodu (przejechaliśmy prawie 5000 km), knajpy,
      zakupy i aprowizacja na kilka miesięcy w oliwy, suszone pomidory,
      wino i serysmile, czy to drogo, hmmm... zależy, kto ile ma w kieszeni,
      ale jest to porównywalny koszt 12 dniowego pobytu 2 osób nad
      Bałtykiem bez szaleństw.
      Jakocie,
      na taką okazję (Złote Gody) polecałabym ci raczej północną Toskanię
      i to też po głównym sezonie (czyli po 1 września). W Interhome są
      wspaniałe domy do wynajęcia za nieduże pieniądze, a Toskania jest po
      prostu przepiękna. Umbrii daleko do siostry z zachodu... Jeśli
      będziesz potrzebowała dodatkowej wiedzy - pytaj, a ja z radością
      poopowiadamsmile
      • verbena1 Re: odpowiedzi:-) 25.09.08, 22:19
        Dado, zazdraszczam Ci tej Toskanii ze az mnie skrecasmile
        Marze o podrozy do Wloch od lat ale nic nie robie w tym kierunku,
        poniewaz nie mam odpowiedniego towarzystwa. Maz odpada bo gapi sie
        tylko na marki samochodow i zwiedzanie go niezmiernie nudzi.
        Z Toba ruszylabym tak jak stoje, natychmiastsmile
        • dado11 Verbeno... 26.09.08, 22:04

        • dado11 Verbeno... 26.09.08, 22:08
          za rok planujemy Chorwację, która podobno też jest przepiękna, więc
          jeśli tylko zechcesz nam towarzyszyć, zapraszamy! wstępny plan jest na
          pierwszą połowę września 2009 i, znając Ciebie, czas już zacząć myśleć
          o takiej ewentualnoścismile)))
          proponuję spakować choćby bikini! smile buziaki, D.
          • foxie777 Re: Verbeno... 27.09.08, 00:11
            Dado,dzieki za odpowiedz, uwazam, ze to bardzo przyzwoita cena,i
            jak bede sie wybierac pozwole sobie zglosicic sie do Ciebie
            po szczegoly.Na razie lece do Polski w kwietniu
            pozdr
            • monia.i Re: Verbeno... 27.09.08, 00:35
              To już całkiem niedługo...raptem pół roku smile Kiedy byłas wcześniej,
              Foxie - z ciekawości czystej pytam smile
              • foxie777 Re: Verbeno... 27.09.08, 05:18
                Moniu, ostatnim razem bylam okolo 1.5 roku temu w maju.
                Bylo strasznie goraco, nawet nie spodziewalam sie takiej
                temperatury ,byl to dla mnie duzy minus.Mam nadzieje, ze kwiecien
                bedzie chlodny. Jestem spragniona zimnych temperatur, czesto
                jezdzilam do Polski w styczniu.Masz racje, czas szybko leci ijuz
                koniec wrzesnia,jeszcze "kilka dni"i Swieta.Nawet sie nie obejrze, a
                tu czas bedzie jechac do Polski.
                pozdr
                • jakotakot Re: Verbeno... 27.09.08, 15:23
                  Dado - mam namierzony domek w okolicy Pietrasanta, ale
                  sie wlasciciel nie odzywa... Podasz linka do stronek,
                  na ktorych szperalas ? Wiekszosc domow juz
                  porezerwowana na sierpien, a mnie wrzesien nie pasuje,
                  bo wampir musi do szkoly, a poza tym rocznica 14
                  sierpnia. Nie zdawalam sobie sprawy, ze trzeba robic
                  rezerwacje takim kolosalnym awansem - szto dielac ?
                  • dado11 Jakocie! 27.09.08, 19:26
                    wysłałam gołąbkasmile
                • monia.i Re: Foxie... 27.09.08, 21:14
                  Półtora roku - to całkiem niedawno smile Nie pamiętam, jaki był wówczas
                  maj, ale pogoda ostatnimi czasy robi nam niespodzianki..Kilka lat
                  temu (pamiętam to - mój tata był już wtedy bardzo chory) w kwietniu
                  zapanowało lato - w niedzielę wielkanocną podróżowałam tramwajem z
                  płaszczem w garści, bo gorąco było..Ale to nie jest nasza norma,
                  spoko smile Myślę, że będziesz zadowolona smile
                  Te kilka miesięcy szybciutko przemknie - mam wrażenie, że co roku
                  czas jakoś tak przyspiesza...smile Czasem mnie to przeraża...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka