Dodaj do ulubionych

czwarta cesarka...

05.07.14, 23:20
Witam. Czy są tu mamy,które "przeżyły"czwarte cięcie? Ogólnie chodzi mi o przebieg ciąży i sam poród. Ja jestem podłamana...nie wiem jak to będzie i strasznie się boję. Najmłodsze ma 1,5 roku,termin na marzec. Już teraz padam ze zmęczenia a co będzie potem...
Obserwuj wątek
    • jo-anka4 Re: czwarta cesarka... 09.07.14, 19:55
      Witaj,
      ja jestem po trzy miesiące po czwartej cesarce. Kiedy moje dzieciątko zakiełkowało we mnie w zeszłym roku, mój najmłodszy synek miał 14 miesięcy. Poczatki- było mi słabo, wychodziłam do sklepu po pieczywo i robiło mi sie słabo, jakieś spadki ciśnienia -straszne, a kilka dni wcześniej wracałam sama z moją trójką z nad morza z wielkim plecakiem na plecach i z najmłodszym w chuście. Ale nie trwało to jakoś specjalnie długo, potem senność ale też nie jakaś straszna- bardzo lekka kawa i było dobrze, może również przez pracę, skończyły się wakacje trzeba było wrócić do pracy i tam funkcjonować w miarę dobrze i przecież trójeczka w domu- było co robić- odebrac ze szkoły, przedszkola, najmłodsze od babci, zrobić i przydźwigać zakupy, ogarnąć dom... Najbardziej bałam sie reakcji lekarza, bo krótki odstęp, trzy cięcia już były a ostatnie z komplikacjami podczas operacji.
      Na potwierdzenie ciąży poszłam prywatnie, mloda lekarka powiedziała ze to ciąza wysokiego ryzyka, że trzeba sie oszczędzać, odpoczywać, polegiwać, nie dzwigać, odstawić najmłodsze od piersi...Czułam się dobrze, ludzik rósł a ja pracowałam na póltora etatu, odbierałam dzieci z przybytków edukacyjnych, robiłam i przynosiłam do domu duże i często ciężkie zakupy, dom i dzieciaki ogarniałam i karmiłam do końca listopada, polegiwałam kiedy się dało-najczęściej kiedy dzieci się bawiły. Jednym słowem nie oszczędzałam się w ogóle- pracowałam prawie do końca stycznia, w sylwestra mój partner miał wypadek i ze złamaną noga wylądował w szpitalu, no a potem w domu i jak to facet chory to...Wszystko spadło na moja głowę , moje barki i ręce. Ludzik rósł- najpierw był problem z przyrostem, potem jednak okazało się ,ze jest w porządku, przepływy dobre, a we mnie jakaś nieskończona energia. I tak ku końcowi ciąży- cięcie odbyło się w 37/38 tyg- bo tak się robi. Córeczka zdrowa i z normalna wagą -3058, moi dwaj synkowie to waga- 2200 i 2400.
      Tym razem jednak nie pytałam lekarza czy mogę czekać na pierwsze skurcze a dopiero wtedy pod noż- głownie ze wzg na tak krótki okres pomiędzy cięciami, ale również ze wzg na to iż wszędzie króluje opinia że w takim wypadku pęknie macica, straszny krwotok i tak dalej. Poprzednie trzecie cięcie zrobiono mi po wystąpieniu pierwszych skurczy- tak chciałam i lekarz mimo iż nie specjalnie to popierał, zgodził się- ale wtedy okres pomiędzy ciążami wynosił 3 lata.
      Po cięciu czułam się znacznie lepiej niż po drugim i trzecim- wtedy ból po ustąpieniu znieczulenia mnie powalił.
      Ale każda ciąża inna. Ja byłam wulkanem niekończącej się energii, czułam się dobrze i ciąża też przebiegała prawidłowo.
      Życzę dużo energii i samych dobrych chwil i myśli

      mama Kuby - 2005, Mai - 2008, Szymka - 2012 i Hani 2014
    • kerri31 Re: czwarta cesarka... 11.07.14, 20:35
      Legenda głosi, że ktoś kiedyś przeżył....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka