Dodaj do ulubionych

Jesteśmy z powrotem

13.09.05, 12:14
Na początek dziękuje Ani za opiekę forumową.
Wróciliśmy bardzo zmęczeni i bardzo mało zadowoleni. Zaczęło się od tego, ze
kazali nam przyjechać na operację dzień wcześniej. Więc przyjechaliśmy.
Następnego dnia rano mały oczywiście naczczo i jak pewnie się domyślacie
operacja spadła. O godz 14 dowiedzieliśmy się że może jeść. Kolejny dzień
głodówki z kroplówką zakończył się już gorączką bo operacja rzecz jasna
spadła!!! Bylismy wykończeni i wściekli. Marcel wieczorem miał juz 39 stopni.
Przyszedł anestezjolog i powiedział, ze mamy się pakować bo on się nie zgadza
na operację. Spakowaliśmy się i następnego dnia mieliśmy wyjeżdżać. rano
okazało się że wszystko ok - mały nie gorączkuje. Na obchodzie, który zawsze
wyglądał tak,że zaglądała jedna osoba i nic nie mówiac wszyscy szli dalej,
ktoś zapytał czy dziecko jest naczczo!! Ci szaleni lekarze myśleli, że
głodzimy dziecko 3 dzień. Oczywiście aby Marcel się wzmocnił dostał normalnie
posiłki - sami tak zadecydowaliśmy. Zrobiono mu morfologię i zbadał pediatra -
dziecko całkowicie zdrowe - przyczyna wcześniejszej gorączki nie ustalona. W
4 dobie Marcel znów głodował, dostawał kroplówki i "głupiego jasia" o 8 rano.
Po tym poczuł się otumaniony przez pierwsze 0,5 godziny. Poźniej zaczął
wrzeszczeć, nie wiedział czego chce i był okrutnie rozdrażniony. Nosiliśmy go
kilka godzin, woziliśmy w wózku do godz 14. Dopiero wtedy poszedł na blok. To
właściwie była ostatnia szansa bo był już mocno wyczerpany.
Wszystko przebiegło pomyślnie - dobrze zniósł narkozę, a po operacji kolejne
rozczarowanie - pielęgniarka. W celu jej sprawdzenia chodziliśmy tam zanosić
pieluchy, koszulki itd. W większości przypadków siedziała w pokoju
pielęgniarek. Rano przyszłam do dziecka jej nie ma. marcel w łożeczku płacze,
cały spocony. Nawrzeszczałam na nią gdy przyszła z kawusią zamiast siedzieć
przy moim dziecku. Dodam że była 6,30 czyli pół godz do końca dyzuru.
Szanowna pani pielęgniarka odp:
- to ja juz nie mogę sobie kawy pójść zrobić? Poza tym ja tu pracuję 15 lat i
nie jestem jakąś gówniarą na którą można krzyczeć.
Miałam to gdzieś i byłam tak wściekła, ze kontynuowałam.
Zabrałam małego na salę. Dochodził szybko do siebie - w 2 dobie po operacji
normalnie sobie chodził i bawił się.
Obchody w tym szpitalu po operacji, troche lepiej zorganizowane niż przed
operacją, zawierały element zajrzenia w kartę gorączkową. To wszystko. NIKT
nie zapytał się jak dziecko się czuje, jak to znosi, kiedy był opatrunek
zmieniany, któty natabene został zmieniony po mojej interwencji dopiero w 4
dobie (sic!!!). Nie bylismy rzecz jasna jakims specjalnym wyjątkiem niegodnym
uwagi. to był standart.
Dzień wypisu - marcel idzie na usunięcie szwów. Po chwili w zamieszanie na
korytarzu, dr Przylipiak woła dr Surowca. Diagnoza brzmi - mały ma dziurę w
buzi, szew puścił i jest duże ryzyko, ze przeszczep się nie przyjmie.
Oczywiści nikt nie wiedział kiedy to się stało - czy dzień wcześńiej, czy
tydzień temu. W rezultacie Marcel znów był naczczo o 15 zabrany na salę
operacyjną. Pani anstezjolog zaproponowała, ze uśpi go na moich rękach przed
salą. (Jak o tym pisze to napływają mi łzy do oczy- bo to był istny koszmar!!)
Nie zadziałam lek i maly nie chcial usnąć. Wkłucie robione przed chwilą
okazało się być do niczego. Marcel zastał zabrany na salę, uśpiony wziewnie,
nakłuty, i dopiero ana mu zotała narkoza. Po godzinie leżał na sali
pooperacyjnej z pzyszytą jeszcze raz kością w każdym miejscu, gdyz okazało
sie, że wszystkie szwy puściły. Rano dostał pić, jeść i wymogliśmy na
lekarzach wyjście do domu. Cvieliśmy już opuścić to koszmarne miejsce i
jechać do domu. Poprostu uparliśmy sie i była to słuszna decyzja.
Wczoraj byliśmy na wizycie - narazie ok, ale mamy przyjechać jeszcze za
miesiąc.
To na tyle choć niemiłych wspomnień jest duuuuuzo więcej. Poźniej o nich
napiszę.
Pozdrawiam smutno...
Obserwuj wątek
    • mamanicole Re: Jesteśmy z powrotem 13.09.05, 12:45
      ...dobrze, że już po wszystkim !!
      ...ale się zdenerwowałam Twoja relacją :( ...cała "chodzę"!!!
      ...szczególnie przeraziła mnie ta poprawka, czy chociaż wiadomo, dlaczego tak
      się stało? czy taka sytuacja często się przydarza?

      ...życzę dużo zdrówka Marcelowi i szybkiego pozbycia się złych wspomnień!
      Pozdrowienia
      Aga
      • arleta.kamilek Re: Jesteśmy z powrotem 13.09.05, 14:08
        Witam!

        Jestem oburzona tym co wydarzyło się w IMID...Brakuje mi słów.
        Coraz poważniej zastanawiam się nad zakończeniem leczenia w IMID (dla przypomnienia dodam, ze mój synek miał operację w kwietniu br. na rozszczep "tylko" podniebienia). Chyba zacznę na kontrole jeżdzić do naszych, bydgoskich lekarzy. Chyba są tu też lekarze znajacy się na tym, czy rana ładnie jest zagojona. Do tej pory byliśmy na 2 kontrolach w Wawie, i jest ok.
        A WAm życzę abyscie jak najszybciej zapomnieli i tych niemiłych wrażeniach, a Marcelkowi szybkiego powrotu do zdrowia!!!!
        Trzymajcie się!
        Arleta
        • agunek1 Re: Jesteśmy z powrotem 13.09.05, 18:29
          ...hm, przynajmniej macie to już za sobą. Nas ten "cudowny" pobyt w szpitalu
          czeka w lutym. Mam cichą nadzieję, że ominą nas wszystkie te nieprzyjemne
          chwile.
          Życzymy małemu zdrówka.

          Pozdrawiamy. Aga i Oliwka
          • asia.mama.marcelego Re: Jesteśmy z powrotem 13.09.05, 20:22
            Wg dr Boczar niezbyt często zdarzają się takie przypadki. Mamy ogromny żal do
            lekarzy, że przez cały tydzień nikt nie zajrzał małemu do buzi. Tłumaczenia z
            cyklu "nie zaglądamy, bo czasami jest z tego więcej szkody niż pożytku" wcale
            mnie nie satysfakcjonują. Jest masę okazji podczas pobytu, aby móc spojrzeć
            dziecku do buzi - prosty przykład zmiana wenflonu. Wszystkie dzieci wtedy
            płaczą i nie jest to kłopotliwe. Ale czy lekarzom tak naprawde się chce? Tam
            dzieci operowane sa taśmowo i tak tez do nich sie podchodzi.
            Największą kpiną były te fikcyjne obchody!!! Kupa smiechu przy tym i spacer po
            oddziale, z którego nic nie wynika. Wieczorne obchody były np. o godz 14-15!!

            Nie piszę tego jako rozżalona mama, bo jak wcześniej wspomniałam nie byliśmy
            jakoś specjalnie szykanowani - tam tak poprostu jest.

            Ale najgorsze są chyba pielęgniarki. pomijając to, że kompletnie nie wiedzą co
            się dzieje na oddziale, są zwyczajnie nieprzyjemne i źle wykonują swoją pracę.
            W dniu kiedy Marceli był operowany przez dr Piwowara, dr Surowiec operował
            półroczną dziewczynkę. Mała poszła na blok o godz 9 a operacja skończyła się o
            15! Był to bardzo duży rozszczep obustronny (prawie nie było podniebienia) w
            wyniku czego operowana przez kilka godzin jedna strona nie została skończona.
            Druga operacja będzie kontynuacją pierwszej, a dopiero przy trzeciej rozszczep
            będzie zszyty. Dr Surowiec wyszedł bardzo zmęczony i przy pielęgniarkach mówił
            rodzicom o przebiegu, że było ciężko, że dziecko NIE MOŻE płakać i ma być non
            stop na przeciwbólowych. Powtarzał kilkakrotnie, że dziecko ma nie płakać tylko
            spać i powoli pić. Niestety pielęgniarki mądrzejsze od lekarza oferowały czopki
            zamiast narkotyku. W efekcie dziecku od płączu poszły szwy, nic nie jadła, nie
            piła, przez 2 dni była na kroplówkach a w konsekwencji musiała mieć przetaczaną
            krew.
    • martinimartini Re: Jesteśmy z powrotem 13.09.05, 22:59
      trzymam kciuki za przeszczep i mam nadzieję, że wszyscy szybko dojdziecie do
      siebie.
      mój pan mąż przeczytał mi właśnie przez ramię Twoje posty, siarczyście zaklął i
      stwierdził, że po naszym ostatnim pobycie w szpitalu świetnie Cię rozumie.
    • mariusz.sanitariusz Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 00:23
      Zamiast w nazwie "Instytut" obecnie powinien się znajdować wyraz "Serwis"
      naprawy rozszczepków. Ogólnie wdarła się tam RUTYNA co dalej prowadzi do...
      Szkoda pisać. Na wyróżnienie zasługuje tylko paru lekarzy, których można śmiało
      nazwać "Judymami". Gdyby tak otrzymali prawdziwego menadżera (jak można
      planować po 12 operacji na dzień mając do dyspozycji jedną salę operacyjną i do
      tego przyjmować kolejnych pacjentów kiedy "starych" jeszcze nie obrobiono.
      Wystarczyło by telefonicznie powiadomić tych ludzi że termin operacji się
      przesunął zamiast przyjmowania w celu kilkudniowego "przeleżakowania" co jak
      wiadomo wiąże się z kosztami. Wiadomo że pobyt w szpitalu, który sam w sobie
      jest męczący wydłuża się niepotrzebnie o te kilka dni- ale czy kogoś to
      obchodzi? I tak płaci państwo). A do tego te pielęgniarki. Nie uogólniam ale w
      większości przypadków to totalny brak powołania, który w tym zawodzie wydaje
      się podstawą. Prosty przykład: kończy się kroplówka, po odczekaniu zwyczajowo
      20-30 minut i tak należy się udać osobiście do pokoju pielęgniarek aby o tym
      fakcie powiadomić. Na korytarzu przed ich pokojem spotykam dwie więc informuję
      je że już można zabrać kroplówkę. Jedna z nich odpowiada mi że zaraz się
      pojawi. W tym czasie obie panie korzystają z wagi kontrolując swój nadstan
      figury. Po upływie kolejnych 20 minut nic się nie dzieje więc idę ponownie
      zastając inną panią, która niezwłocznie odłączyła kroplówkę. Wiem że usłyszę
      komentarz o słabych zarobkach lecz jak tu się ma do tego przykład Asi z
      pielęgniarką, która idzie sobie zrobić kawkę inkasując wcześniej 180 zł za
      praktycznie parę godzin pracy (po podaniu środków przeciwbólowych dziecko śpi
      jak susełek więc nie wierzę że w tym czasie pielęgniarka siedzi przy nim
      wsłuchując się w jego oddech).
    • aaagnieszka27 Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 09:02
      Przykro az to wszystko czytać...po prostu brak słów, u nas od operacji minął
      już ponad m-c i też z tamtego pobytu mam mieszane uczucia, zwłaszcza gdy
      dziecko bylo 3 razy glodzone i dopiero po wielu godzinach po naszej interwencji
      oznajmiono nam ze mała moze w końcu zjeśc bo operacja odwołana... W
      poniedzialek jadę z Weronika na kontrole i mam nadzieję że bedzie wszystko w
      porządku, bo mała po operacji duzo płakała a te czopki jesli juz dzialały to
      bardzo krótko;(
      Zyczę Wam szybkiego powrotu do zdrówka i wszystkiego co najlepsze:))

      agnieszka z weroniką
      • asia.mama.marcelego Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 09:22
        Najgorsze jest to, że w dalszym ciągu nie wiemy czy przeszczep się przyjmie,
        choć tak naprawdę już straciliśmy nadzieję i pogodziliśmy się z tym, że obie
        operacje poszły na marne. W buzi znów jest dziura.

        Często mówi się w Instytucie, że szpital ten okres świetności ma już za sobą
        zwłaszcza, że już większość szpitali zaczyna przyprowadzac jednoetapowe
        operacje, m.in na Czerniakowskiej.

        Poza tym pobyt utwierdził mnie w przekonaniu, ze podjeliśmy słuszną decyzję o
        pierwszych dwóch operacjach w naszym mieście. Marcel był najładniej zoperowanym
        dzieckiem w całym IMIDzie!!! Wszyscy pytali gdzie był operowany i jaką metodą,
        bo w porównaniu z dziećmi z oddziału wyglądał ślicznie. I jeszcze ogromnie
        ważna kwestia czyli mowa, która ponownie u naszego synka była najlepsza. Może
        nie mówi za wiele, ale za to wszystko jest zrozumiałe i prawie czyste. Była
        ogromna różnica w mowie naszego 2,5 latka i przebywających tam 3 latków. Tata
        brzmi jak "tata" a nie "haha", a koło jak "koło" a nie "o-o".
        pozdrawiam
        • kaskazuza Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 09:53
          Asiu, bardzo mi przykro, że tak Wam się nie powiodło, tyle stresu... Biedny
          Marcel :( Mam nadzieję, że jednak będzie dobrze.

          Nie wiem o jakich jednoetapowych operacjach na Czerniakowskiej piszesz, bo jako
          pacjentka tego szpitala (Zu oczywiście) jedyne słuchy doszły mnie o tym, że
          przy obustronnych rozszczepach przeszczep kości jest robiony faktycznie
          jednoetapowo, choć później niż w IMiD. Warga i podniebienie są wciąż operowane
          jako osobne zabiegi...

          POzdrawiam Was b. serdecznie
          • arleta.kamilek Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 10:58
            Czytając Wasze posty, zastanawiam sie nad jedną rzeczą...czy to ja jestem dziwna i mało wymagajaca, czy miałam szczęście trafić w kwietniu (od 20-24 kwietnia 2005) na okres miłej obsługi.
            Wszyscy lekarze byli mili. Obchody były normalne, czyli było zainteresowanie lekarzy stanem dziecka. Co prawda, nikt do buźki nie zaglądał na kazdym obchodzie, ale pytali się czy je, czy pije. Ogólnie interesowali się tym, jak Kamil radzi sobie po operacji. Pielegniarki były miłe. Owszem czekało się kilka minut, aż przyszła np. odłączyc kroplówkę, ale to wynikało z tego, ze zajeta była czymś innym. Nie zdarzyło mi się np. wołać pielęgniarkę i być zlekceważoną. Też wynajęłam opiekę dla Kamilka, ale nasza pielęgniarka siedziała całą noc przy nim (sprawdzałam pod różnym pretekstem). Rano (do Kamila poszłam ok. 6:30) synek był umyty, przebrany.
            A to ze jest rutyna? Zgadzam się z tym, ale tak to już jest w państwowych osrodkach. JAk byśmy zapłacili 5000 za operację w prywatnym osrodku prof. Dudkiewicz, obsługa i warunki byłyby inne...
            Proponuje nie zwracać na takie rzeczy uwagi, zająć się tylko dzieckiem i mysleć pozytywnie, ze wszystko się uda. I to, ze męczycie się i WY, i Wasze dzieci- to dla ich dobra.
            Pozdrawiam
            Arleta
            • martinimartini Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 13:27
              myślę, że sporo zależy od indywidualnego odbioru i oczekiwań rodzica. dla
              jednych jakiś poziom obsługi jest akceptowalny dla innych nie. poza tym mnie
              tez się zdarza być pracy raz na jakis czas super niemiłą (brak 'miłości' rosnie
              wraz z nawałem pracy), staram się zapanować nad tym ale czasmai człowiek ma
              ochotę trzasnac drzwiami i wyjść (pomimo, że generalnie lubię swoją pracę). i
              takie sytuacje ma większość ludzi niezaleznie od wykonywanego zawodu. gorzej
              jak w parze z byciem niemiłym idzie też brak kompetencji.
              wydaje mi się, że z dużurującą pielegniarką to Asia miała jakiegoś totalnego
              pecha. 'zatrudniałam' na noc pielęgniarkę dwa razy i zawsze było ok.

              obchody sa jakie są. bardziej interesuje mnie to czy lekarz prowadzący jest
              dostępny, zainteresowany pacjentem i odpowida na pytania. Za pierwszym razem u
              nas był to dr. Piwowar i jak na razie znam tylko jednego lekarza, który mógłby
              go przebić jeśli ochodzi o podejście do pacjenta, rodzica itd. Za drugim razem
              jakaś pani, bardzo miła zresztą (niestety naszego ulubinego dr nie było), od
              strony fachowej okazała się drobną pomyłką - nie wiedziała kto operuje, kiedy
              operuje, jak po operacji się opiekować (kazała spytać pielęgniarek). jedyne co
              zrobiła szybko - to wypis.
              tak, że wszystko zależy od ludzi a ludzie rózni są. W IMID zdarzają się również
              bardzo miłe, fachowe i pomocne osoby o czym często zdenerwowani i rozżaleni
              zapominamy.


              to co mnie zdenerwowało w szitalu, to brak kontroli nad terminami operacji
              (przynajmniej z punktu widzenia pacjenta często wygląda to jak totalny brak
              kontroli) - opóźnienia i przesunięcia, i do tego wsciekłe z głodu dzieci
              (przynajmniej moje jak głodne to wściekłe).
              druga rzecz to zakładanie wenflonów - bez rodzica w zabiegowym. trochę nas
              ostatnio przeczołgało po szpitalach dziecięcych, więc mam porównanie. mój
              maluch na hasło 'idziemy do zabiegowego' biegł w podskokach bo coś się bedzie
              wreszcie działo. wkłucia (robione przez fachową pilęgniarę) łykał czasami z
              drobnym jękiem, ale głównie z zainteresowaniem. dopóki siedział u mnie na
              kolanach można było mu wszystko zrobic pod warunkiem, że nie bardzo bolało. po
              ostatnim pobycie w IMiD mały wrzeszczy na widok białego fartucha. jak po
              operacji odwinęliśmy rękę ze wszystkich plastrów i bandaży to na widok liczby
              śladów po wkłuciach rozpłakałam się (naliczyłam chyba 6 czy 7). Mały był w
              zabiegowym beze mnie, wrzeszczał i wyrywał się, a pielegniarki 'celowały' w
              żyłę z nędznym skutkiem. to jedyny szpital z mi znanych, gdzie rodzicowi do
              zabiegowego nie wolno. Cały czas nie kumam dlaczego to jest problem.

              no i nie zgadzam się z takim podejściem, ze jeżeli to szpital państwowy to maja
              taryfę ulgową i mogą wpadac w rutynę - niby dlaczego? poza tym ja na tę służbę
              zdrowia płacę, i to wcale niemało. kiedys mnie pokusiło o podliczenie ile z
              mężem zapłaciliśmy w sumie składem ubezpieczeniowych za rok i co z tego
              mieliśmy. mozna się zdziwić.

              no to się wymarudziłam..

              m.


          • asia.mama.marcelego Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 14:12
            W szpitalu był z nami pięcioletni chłopczyk operowany jednoetapowo na
            czerniakowskiej - wyglądał i mówił bardzo dobrze. Przeszczepy miał robione w
            IMID i korektę noska też. Miał obustronny rozszczep, jego mama zresztą też.
            Największą ciekawostka jest to, że owa mama (pozdrawiam cię Dorota) przeszła w
            swoim życiu TYLKO DWIE operacje!!! Nie mogliśmy w to uwierzyć! Wygląd i mowa
            super. Żadnych korekt i przeszczepów.

            Co do IMID i odpowiedzi na dalsze posty to tak naprawdę najbardziej zabolała
            nas ta zniewaga lekarzy. Nie mam pojęcia jak mogą tak do tego podchodzić skoro
            dość często zdarzają się wpadki w postaci przetok.

            Jeden z lekarzy (nie ujawnię który) opowiedział nam dlaczego dzieje się tak, że
            dzieci są przyjmowane w nadmiarze. Obwiniał dyrektora, który nie bierze pod
            uwagę ani ilości sal operacyjnych ani możliwości lekarzy operujących i
            anestezjologów. Chyba wyrabiają statystykę za wszelką cenę.

            W każdym razie korekty noska już tam nie będziemy robić napewno. Wciąż
            przypomina mi się druga operacja zakładania szwów wtórnych, kiedy oboje z
            Mariuszem zastanawialiśmy się czy nasze dziecko jeszcze zobaczymy, czy ono
            przeżyje. To było starszne.
    • ewcia232 Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 14:21
      Hej
      Jestem oburzona instrumentalnym traktowaniem dzieci i rodzicow. Jestem zla, ze
      takie rzeczy dzieja sie w Imedzie. Jestem przerazona zwlaszcza w kontekscie
      czekajacej nas czwartej - i drugiego przeszczepu - operacji. Zycze Marcelemu,
      zeby przeszczep sie mu przyjal, a Asi cierpliwosci i spokoju...
      Ewa z Wiktorynka
    • zmrocznik Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 14:41
      Teraz najważniejsze,że Marcel jest już po i ważne, żeby nabierał sił. Trzymamy
      kciuki za przeszczep (nas też to czeka).
      Wystraszyłaś mnie trochę, Asiu. Też nie byłam zachwycona pierwszym pobytem, ale
      myślałam, że jestem przewrażliwiona. Teraz już wiem co nas czeka i postaram się
      być silniejsza, choć zawsze mnie to baaardzo dużo kosztuje.....
      Mam nadzieję, że wszystko się ułoży
      Pozdrawiamy
      • agunek1 Re: Jesteśmy z powrotem 14.09.05, 19:20
        A później pielęgniarki są wielce obrażone, że tak pisze się o Nich na tym forum.
        Ja podczas pierwszego pobytu miałam dość mocne ścięcie z pielęgniarką. Na
        szczęście dr Piwowar interweniował i zwrócił pielęgniarce uwagę za jej
        zachowanie. Ja jestem dość pyskata i napewno nie dam sobą pomiatać, więc lepiej
        ze mną nie zadzierać, zwłaszcza jeśli chodzi o dziecko, moje dziecko.
        Asiu życzymy aby Marcelemu przyjął się przeszczep.

        Pa.
    • u.too Re: Jesteśmy z powrotem 15.09.05, 07:38
      po przeczytaniu twojej wypowiedzi długo nie mogłam dojść do siebie, odżyły
      wszystkie moje złe wspomnienia. od operacji mojej córeczki upłynęło już kilka
      miesięcy, ale mimo to nie potrafię znaleźć prawdziwego dystansu. Wydawało mi
      się nawet czasami, że może mam skłonności do wyolbrzymiania, że inni są
      bardziej odporni psychicznie i nie histeryzują. Tak jak twoja opowieść i moja
      ma całkiem wiele wątków, nawet nie chcę ich wszystkich rozwijać. uwierz,że gdy
      po operacji podniebienia (moja córeczka prawie nie ma podniebienia twardego,
      tylko jakieś zawiązki z jednej strony) z zabiegowego wyszła pielęgniarka,która
      dostała polecenie usunięcia drenu z nosa mojej córeczki i zapytała, cyt: 'czy
      ta rurka była przywiązana? bo gdzieś wpadła do środka' o mało nie zwymiotowałam
      z przerażenia. Na szczęście udało im się wydostać tą niemałą rurkę bez
      uszkodzenia małej. Co się tam działo można się tylko domyślać po krzyku
      dochodzącym zza zamkniętych drzwi. Z pewnością potrafisz sobie wyobrazić z jaką
      ulgą opuszczałam szpital. Niestety, muszę jeszcze przejść przez to kilka razy
      (w tym faryngoplastykę). Muszę też dodać,że oprócz kilku pielęgniarek i jednego
      lekarza na których temat mogę wypowiadać się zdecydowanie pejoratywnie
      spotkałam w szpitalu osoby życzliwe i pomocne. Wydaje mi się,że sedno sprawy
      tkwi gdzieś indziej. Tak naprawdę to nikogo to leczenie naszych dzieci nikogo
      nie obchodzi. za wyjątkiem nielicznych znakomitych lekarzy, których mam
      nadzieję rzeczywistość nie zniechęci nigdy do pomocy. Mój sprzeciw odnosi się
      nie tylko do impertynencji, ale także złej organizacji, traktowania dzieci z
      wadami na zasadzie 'jak urodziło się z wadami to będzie je mieć', limitowania
      leczenia, kierowania się punktami (czyli pieniędzmi) a nie dobrem pacjenta,
      itd. Wypowiedzi na forum świadczą,że jest więcej osób myślących podobnie jak
      ja. Jeśli wśród was jest ktoś, kto chciałby poświęcić trochę czasu tej sprawie
      proszę o kontakt ze mną na maila gazety.
    • mariusz.sanitariusz Re: Jesteśmy z powrotem 17.09.05, 12:36
      Aby nie padło podejrzenie braku sumienności i rutyniarstwa na wszystkie
      pielęgniarki IMID-u opiszę wygląd tej, którą opisała Asia aby uprzedzić innych
      rodziców przed wyborem tej osoby jako "anioła-stróża" w sali pooperacyjnej.
      Imię Asia albo Kasia wygląd dość charakterystyczny: niska, średnia budowa
      ciała, włosy krótkie,ciemne, wyłupiaste okrągłe oczy i lekko wysunięta dolna
      szczęka (jak u pirani :) ). Cechą charakterystyczną jest blizna na klatce
      piersiowej. Dla tej pani najważniejsza jest kasa i pozory.
    • aga9955 Re: Jesteśmy z powrotem 18.09.05, 19:19
      Myślałam że tylko w Prokocimiu są takie warunki.Przez cały pobyt lekarz
      operujący nawet się nie zapytał jak czuje się dziecko a co dopiero porozmawiać
      o dalszym leczeniu.Cały pobyt wspominam jako koszmar,nawet sprzątaczka
      zachowywała się jakby trzeba jej było dać do kieszeni.A najgorsza była
      oddziałowa-prawdziwa wiedźma
    • marzena018 Re: Jesteśmy z powrotem 18.09.05, 21:48
      Czesc mam na imie Marzena przecdzytalam Twoja opowiesc na temat pobytu w IMID i
      chcialam Ci powiedziec gdyz mialam te same przezycia z pielegniarkami jak
      Ty.Moj synek tez ma rozszczep wargi i podniebienia wiec byl juz operowany w
      IMID nie raz wiec juz nie jedno przeszlam w tym szpitalu.Pomimo zlej
      organizacji przed operacja jak i po operacji to z samego efektu jestem
      zadowolona. Moze dlatego,ze zawsze mialam takie szczescie,ze moj synek byl
      zawsze operowany przez profesor Dutkiewicz, a ostatnia operacje jaka mial to
      przez doktora Piwowara i uwazam,ze jest to jedyny czlowiek na tym oddziale
      oprocz oczywiscie Pani profesor z ktorym mozna porozmawiac na wszystkie
      tematy,a On Ci spokojnie wszystko wyjasni i wytlumaczy.A co do pielegniarek to
      oczywiscie sa straszne!!!Pozdrawiam
      • asia.mama.marcelego Re: Jesteśmy z powrotem 19.09.05, 09:53
        Oczywiście w szpitalu spotkaliśmy też bardzo miłe pielęgniarki. Rewelacyjna
        grubsza pani w krótkich kreconych blond włosach i "piszczącym obuwiu", druga
        szczupła, ciemna karnacja, włosy również ciemne krótko ostrzyżone - bardzo
        ciepła i cierpliwa. Obie nigdy nie robiły problemów kiedy musiałam przywiązywać
        butelkę z antybiotykiem włóczką do stojaka, bo mały spał ze mną na podłodze i
        wężyk był za krótki. Nigdy tez nie miały nic przeciwko 3 materacom w naszej
        sali z powodu za małych już na nasze dzieci łóżeczek i konieczności spania na
        materacu. Te dwie zapamiętałam najbardziej - może jakąś pominęłam.
        A wśród lekarzy należy wyróżnic niczym nie zmordowanych Judymów czyli
        dr Surowca i dr Piwowara - byliśmy pod wrażeniem.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka