jutka1
17.09.05, 19:46
Pare dni temu, w ostatni sloneczny dzien przed ochlodzeniem, jechalam "do
powiatu" stara aleja obsadzona drzewami. Krotki rekaw, klimatyzacja, te
rzeczy. Nagle patrze, spadaja zolte liscie. Hmmm, zaczyna sie, pomyslalam.
Dzis w potokach deszczu zaparkowalam przed domem mamy, zimno jak cholera,
wiatr, bloto. Slalomem miedzy kaluzami, zeby butow nie zaswinic... patrze: na
ziemi pierwsze lupiny kasztanow.
I juz. Oficjalnie jesien jest. Za oknem ciagle leje, melancholia niejasna czai
sie za rogiem zacierajac raczki i chichoczac: " aaaaa mamy cie!... nie
uciekniesz, nie uciekniesz... ". Ja sie bronie rekami i nogami, ale jesien
zawsze troche doluje. Krotsze dni, plaszcz trzeba nakladac, koniec roku sie
zbliza.
Prosze wiec uprzejmie o napisanie czegos smiesznego, wesolego; wzruszajacego
nawet, byle nie smutki, byle nie mordobicia, byle nie ... Bo wtedy wpadne w
chandre i bedzie zle :-(
O!
J :-)