Dodaj do ulubionych

poradnik dla początkującej macochy

02.11.09, 20:29
Hej dziewczyny. Pojawił się tu już kiedyś wątek z pytaniem o książkę-
poradnik, dla poczatkującej macochy.
Mam taką propozycję, aby doświadczone macochy z tego forum
podzieliły się dobrą radą i stworzyły własny poradnik dla
początkujących. Co WY na to?
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: poradnik dla początkującej macochy 03.11.09, 15:44
      Każda sytuacja jest inna i moim zdaniem nie pozwala na tworzenie ogólnych schematów zachowań. Także tego typu "podręcznik" mógłby co najwyżej zawierać ogólnie przyjęte normy postępowania, typu nie czyń drugiemu co tobie niemiłe i myśl, zanim coś zrobisz. Na tym forum jest bardzo wiele różnorodnych wątków, masa nieprzystających do siebie problemów, ponieważ dla każdego problemem jest coś innego. Sądzę, że bardziej niż ogólny podręcznik przydaje się rozpatrywanie konkretnych przypadków.
      pozdrawiam
      • jayin Re: poradnik dla początkującej macochy 03.11.09, 20:51
        Można uogólniać, ale tak ja pisze edwina - każdy przypadek funkcjonuje inaczej. Można je grupować wg podobieństw, ale i tak czynnik ludzki jest decydujący czasem najbardziej.

        Ale poradnik... Hmm... Z przymrużeniem oka można by zacząć smile Jak macie ochotę - to dopisujcie kolejne punkty.

        1. Nic na siłę.
        2. ...?
        • nsc23 Re: poradnik dla początkującej macochy 03.11.09, 21:12
          > 1. Nic na siłę.
          > 2. Spontan smile - to znaczy nie rysowac sobie w glowie dokladnego planu co i jak
          i nie trzymac sie go za wszelka cene - bedzie jak bedzie, wazne, zeby po drodze
          omawiac porazki i sukcesy* i szczerze rozmawiac co jest dobre i nam sie podoba,
          a co jest beznadziejne i trzeba zmienic - w koncu jakas spojna calosc sie sama
          ulozy z tych rozmow, metoda prob i bledow.
          3...

          *Z wlasnego przykladu wiem, ze nic tak dobrze nie robi niz powiedzenie
          partnerowi 'kochanie, super dzien dzis mielismy we trojke, musimy tak czesciej
          robic' (o ile oczywiscie to prawda).
          • natasza39 Re: poradnik dla początkującej macochy 03.11.09, 22:10
            Pamiętać, że dziecko ma już rodziców i to oni maja je wychowywać i utrzymywać.
    • elakuz Re: poradnik dla początkującej macochy 04.11.09, 09:07
      nie angazowac sie za bardzo
      miec czas tylko dla siebie, swoje zainteresowania, przyjemnosci
      spedzac czas tylko WE DWOJE z partnerem (moim zdaniem dotyczy to tez
      rodzin z biologicznymi dziecmi)
      omawiac z partnerem wszystkie problemy, nie "dusic" w sobie, nie
      zakladac, ze samo sie rozwiaze
    • dobraizla Re: poradnik dla początkującej macochy 06.11.09, 13:37
      Moja rada jest krotka;

      NIE BAWCIE SIE W TAKIE ZWIAZKI,SZKODA CZASU I MILOSCI,TEGO I TAK
      NIKT NIGDY NIEDOCENI A TAK CZY SIAK ZAWSZE BEDZIECIE NAJGORSZE
      (MACOCHY).

      jak wiecie ze facet jest z bagazem to robcie ewakuacje chocby mial
      platynowa dupe.
      pozdrawiam

      • iza38bp Re: poradnik dla początkującej macochy 06.11.09, 15:34
        dobraizla napisała:

        > Moja rada jest krotka;
        >
        > NIE BAWCIE SIE W TAKIE ZWIAZKI,SZKODA CZASU I MILOSCI,TEGO I TAK
        > NIKT NIGDY NIEDOCENI A TAK CZY SIAK ZAWSZE BEDZIECIE NAJGORSZE
        > (MACOCHY).
        > AMEN!!!
        > jak wiecie ze facet jest z bagazem to robcie ewakuacje chocby mial
        > platynowa dupe.
        > pozdrawiam
        >
        • braktalentu Re: poradnik dla początkującej macochy 06.11.09, 16:43
          a dodać należy, że szansa trafienia na platynową jest dużo mniejsza niż szansa
          trafienia na gołą. A po wielu latach związku i my możemy takową zaświecić.
          -smile
      • balladynka Re: poradnik dla początkującej macochy 06.11.09, 15:43
        >
        > jak wiecie ze facet jest z bagazem to robcie ewakuacje chocby mial
        > platynowa dupe.

        Cudnesmile)))
        • jayin Re: poradnik dla początkującej macochy 06.11.09, 16:37
          Coś w tym jest smile
      • karolana Re: poradnik dla początkującej macochy 08.11.09, 10:11
        > NIE BAWCIE SIE W TAKIE ZWIAZKI,SZKODA CZASU I MILOSCI,TEGO I TAK
        > NIKT NIGDY NIEDOCENI A TAK CZY SIAK ZAWSZE BEDZIECIE NAJGORSZE
        > (MACOCHY).

        nie zgodzę się. owszem, takie związki są baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Trudne, ale
        nie jest prawdą, że szkoda czasu i miłości. I nie jest prawdą, że nikt tego nie
        docenia i że zawsze jest się najgorszą.
        Fakt, czasem mam dość, mam ochotę wypisać się z tego cyrku, bo jest ciężko,
        zwłaszcza w mojej sytuacji, ale zarówno MM jaki i Dzieci BARDZO doceniają to, co
        Im daję i oddają z nawiązką.
        Moje rady:
        a) nic na siłę (zgadzam się z Jayin);
        b) nie rozkminiać kwestii "moje-twoje", bo w związku jest "nasze" i wchodząc w
        związek świadomie decydujemy się na to, że będą w naszym życiu sprawy, które nie
        do końca będą nam pasowały, nieważne, czy to dzieci partnera, czy jego hobby,
        które nas wnerwia - bierzemy chłopa z dobrodziejstwem inwentarza albo nie
        bierzemy go wcale;
        c) szczera rozmowa na każdy temat, otwarte komunikowanie swoich potrzeb, obaw i
        pretensji zanim narosną;
        d) odrobina zdrowego egoizmu, nie poświęcanie się dla wszystkich dookoła,
        zwłaszcza żeby zrobić "dobre wrażenie", że "była żona taka i owaka, a ja,
        popatrzcie, zupełnie inna jestem!";
        e) pielęgnowanie związku z partnerem i trzymanie jednego frontu wobec dzieci,
        okazywanie sobie uczuć w ich obecności żeby wiedziały, że tato z nową partnerką
        są kochającym się, stabilnym związkiem i że nie mogą manipulować ani ojcem ani
        macochą;
        f) traktowanie dzieci jak dzieci, nie jak dzieci obcej kobiety, zwłaszcza
        takiej, która zalazła nam za skórę, oddzielenie dzieci od ich matki, a nawet
        ojca, potraktowanie ich jak osobnych ludzi, którzy mają własne potrzeby i
        odpowiadanie na te potrzeby na własnych warunkach, wypracowanie z nimi własnych
        relacji nie oglądając się na widzimisię ich rodziców, bo dzieci nie są naroślami
        na organizmach rodziców, dzieci mają własne uczucia, myśli i same podejmują
        decyzję jakie będą miały z nami relacje.

        Może te rady są zbyt radykalne, może nie pasują do wszystkich sytuacji, nawet na
        pewno... Ale takie są moje przemyślenia na bazie własnych doświadczeń smile
        Pozdrawiam.
    • marusia1 Re: poradnik dla początkującej macochy 08.11.09, 22:13
      Ja popełniłam jeden błąd - dałam z siebie o wiele za dużo, więcej iż matka
      dziecka. Dziecko i tak bardziej doceni gówno w papierku, które dostanie od
      matki, niż uczucia, starania macochy. Stałam się wrogiem nr
      1 dziadków dziecka, bo jestem taaaka okropna. Na pocieszenie - prababcia Młodego
      doceniła, to co zrobiłam i skrytykowała swoją własną córkę. smile Macocha powinna
      być przede wszystkim mądra i konsekwentna!
      PS. Od jakiegoś czasu Młody nie zwraca się do mnie "per ty" tylko "ciocia".
      Zaczął mnie szanować, a na pewno czuje respekt.
      • liz-beauty Off topic 09.11.09, 06:23
        O, Marusia sie odnalazla! Fajnie! Nie bardzo rozumiem co z ta ciocia - Mlody
        nabral respektu i zaczal sie tak do Ciebie zwracac? Tak sobie zazyczylas, czy on
        sam to zaproponowal? Twoj maz to akceptuje/pochwala? U nas bylo tak, ze jak sie
        poznalismy, to Mlody od razu byl, nie wchodzila w gre zadna ciocia, bo niby z
        jakiej racji? No chyba, ze dzieci tak wlasnie zwracaja sie do znajomych swoich
        rodzicow (u mnie w rodzinie nie, ale ja mam ciotek od groma). Pozniej, jak sie
        blizej zaprzyjaznilismy, to ustalilismy, ze Mlody mowi do mnie po imieniu. Teraz
        mam problem, ale raczej taki, jak dwunastolatek powinien zwracac sie do mojego
        trzydziestoletniego brata i jego zony, moich rodzicow? Wszyscy go u mnie bardzo
        lubia i od wielu miesiecy o tym rozmawiamy. Za chwile slub. Jak to u Was wyglada?
        • marusia1 Re: Off topic 12.11.09, 12:17
          Młody początkowo mówił do mnie po imieniu - zdrobniale. Nie wiedziałam, czy ze
          znajomości z jego ojcem będzie jakiś związek, nie byłam żadną ciocią. Dziwny
          układ. Znosiłam 3 lata jego ataki w stosunku do mojej osoby. Exiara, w jego
          obecności - przy okazji przekazywania Młodego - powiedziała, że ma nadzieję, że
          o jeszcze mi dopiecze. Młody o swoim ojcu i o mnie mówi "oni" - co mi się bardzo
          nie podoba, ale już mi to wisi. W końcu ja jestem obcą babą, tylko II żoną jego
          ojca.

          Cóż, Młody przegiął, przekroczył, granicę moralności, prawa. O mało co miałabym
          wszczęte postępowanie dyscyplinarne w pracy. Stawił się za mną szef, który zna
          sytuację. Powiedziałam dość! Jak nie potrafił docenić, to co dla niego zrobiłam,
          robię, jak go traktuję, jakie ma dzięki mnie życie, to dałam mu do wyboru,by się
          zwracał do mnie per pani albo ciocia, tak jak wszystkie inne dzieci z mojego
          otoczenia. Traktuje mnie jak obcą, to niech i szanuje.
          Generalnie podstępem udało mi się wysłać go w wakacje na obóz sportowy, załapał
          bakcyla, zaczął trenować, więc wyładuje się na sali, a w domu zrobiło się
          spokojniej i ciszej.
          Przestałam walczyć z wiatrakami. I tak jest lepiej.
          PS. Do członków mojej rodziny Młody nie zwraca si praktycznie w ogóle. Zresztą
          nie ma się czemu dziwić, bo do rodziny męża też nie. Ostatnio, gdy odwiedziliśmy
          jego prababcię - nie zamówił z nią nawet zdania, bo jak stwierdził - o czym ma z
          nią rozmawiać, jak widzi ją raz w roku. Można tłumaczyć, gadać bez końca, a on i
          tak ma wpojone zachowania swojej mamuśki. A łudziłam się, że takiemu,
          ukształtowanemu dziecku (niestety przez kocmołucha) można dać jeszcze solidną
          nadbudowę. Może na stare lata przypomną mu się moje nauki, jak będzie miał
          problemy w swoim własnym życiu.
          Pozdrawiam Wszystkie stare i nowe macoszki!
          • karolana Re: Off topic 12.11.09, 12:52
            Marusia1, przeczytałam to, co napisałaś o dziecku swojego męża...i przyznam się,
            że jestem zdziwiona. Piszesz o ex swojego męża bardzo, bardzo negatywnie, co
            jestem w stanie zrozumieć, bo moje słowa na temat ex mojego partnera są jedynie
            niecenzuralne, zdarzają się takie osoby. ALE! Piszesz o niewłaściwym zachowaniu
            chłopca oskarżając jego matkę o zaniedbania wychowawcze ("A łudziłam się, że
            takiemu, ukształtowanemu dziecku (niestety przez kocmołucha)" ) Moje pytanie
            brzmi GDZIE BYŁ JEGO OJCIEC?! Bo przecież chłopiec ma DWOJE rodziców, a jednym z
            nich jest ... Twój mąż... Więc jak to jest, w ogóle nie brał udziału w
            wychowaniu syna? Nie potrafił mu przez te wszystkie lata wpoić żadnych zasad
            dobrego wychowania, szacunku dla innych ludzi, w tym własnej rodziny? Czy może
            rozstał się z jego matką zaraz po urodzeniu się dziecka i nie był do niego
            dopuszczany (choć w taki scenariusz jakoś nie wierzę uncertain)
            Była mojego partnera jest okropnym człowiekiem, co piszę z całą świadomością
            tych słów. Ale jakoś z dziećmi nie ma problemu! Pomimo jej usilnych starań
            zdyskredytowania ich ojca i mnie w ich oczach, nie udaje jej się to. Jest wręcz
            przeciwnie - to ona traci w oczach dzieci! Bo dzieci widzą jakie jest nasze
            zachowanie, widzą i czują, że w słowach ich matki nie ma prawdy tylko jad. Ale
            dzieje się tak tylko dlatego, że ich ojciec przez całe lata pracował nad
            relacjami z dziećmi. Więc pytam - gdzie był ojciec Twojego pasierba?

            - -
            "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
            jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
            • marusia1 Re: Off topic 13.11.09, 22:59
              karolana napisała:
              Więc pytam - gdzie był ojciec Twojego pasierba?
              Ojciec mojego "pasierba" był kilka kilka kilometrów dalej i przez rok walczył z
              exiarą w sądzie o widzenia. Bezpośrednio po rozwodzie myślał, że będzie
              normalnie - nie miał ograniczonych praw. Generalnie sporo czasu spędził w
              prokuraturze i w sądzie, bo exiara wymyślała wciąż to nowe oskarżenia - organa
              ścigania miały jej już dosyć. Mój M. miał 2 czy 3 razy stan przedzawałowy,
              została choroba serca, nadciśnienie, nerwica, itd. Niestety sądy rodzinne
              kierują się swoim prawem. Ex znęcała się nad synem, on zaczął wydzwaniać do ojca
              o pomoc. Ten, nie wiedząc co robić powiadomił Policję tłumacząc sytuację.
              Dziecko zamknęło się przed matką w łazience, a policjanci po przyjściu do domu
              usłyszeli historyjkę od niej i od jej mamusi jak to niby 10-latek je bije, itp.
              Interwencja skończyła się pouczeniem dziecka, które później powiedziało do ojca:
              tatusiu, ja ciebie prosiłem o pomoc, a ty wezwałeś na mnie Policję?
              2 lata mieszkania z matką podobno (wiem to od rodziny, nie tylko od mojego M.)
              zmieniło dziecko nie do poznania. Straciłam zdrowie dając Młodemu miłość, ucząc
              go wartości. Przegrałam nierówną walkę z jego matką, jako TYLKO żona jego ojca.
              Straciłam złudzenia. Może mam tylko poczucie spełnionego obowiązku i miło mi,
              gdy inni chwalą to czego dokonałam. Młody jest zupełnie innym dzieciakiem, ale
              mimo to siła jego matki jest wielka! Młody marzy, by była matką taką jak inne,
              moi się jej,ale zrobi wszystko, by zasłużyć na jej miłość, by dostać choć
              odrobinę ludzkich uczuć. Każde jego zderzenie z rzeczywistością (na szczęście
              rzadko) odczuwamy później w domu
              PS.Kocmołuch jest to łagodne określenie, biorąc pod uwagę, że kobieta ta nie zna
              podstawowych zasad higieny, nie wie co to porządek, nie potrafi się wysłowić (za
              to łaciną operuje biegle - szczególnie, gdy wyraża się o rodzinie swojego syna),
              a niby nauczycielką jest (dzięki pieniądzom teściów). Ech, szkoda słów!
              Generalnie nawet nie myślę o tej pani.
              Sorry, karolana, ale "co ty k*** wiesz o zabijaniu?"
              • karolana Re: Off topic 14.11.09, 08:49
                Okej, rozumiem, że matka biologiczna może mieć działanie destrukcyjne na
                dziecko, że ojciec może być separowany, nie zauważyłam ile lat ma dziecko,
                gdzieś mignęło mi 10 lat, więc wnioskuję, że w tej chwili dziecko ma co najmniej
                12-13. Mieszkał z matką 2 lata, czyli wcześniej musiał mieszkać też z ojcem
                przez kilka pierwszych lat życia. I to o obecność ojca w tym okresie mi chodziło.

                > Sorry, karolana, ale "co ty k*** wiesz o zabijaniu?"

                Co ja wiem?
                Wiem całkiem sporo. Dokładnie wiem jak działają sądy, jak serdecznie w dupie
                mają dobro dzieci i jaka jest polityka ochrony matki biologicznej. Doskonale
                wiem do czego zdolna jest niezrównoważona kobieta, której wydaje się, że
                zaczaruje rzeczywistość opowiadając wyssane z palca historyjki. Doskonale wiem
                ile czasu i pracy kosztuje wyciąganie dzieci z zaniedbania. I doskonale wiem jak
                traci się zdrowie w nierównej walce. Ale wiem też, że główny ciężar spoczywa nie
                na mnie, tylko na ojcu tych dzieci. To on jest odpowiedzialny za dzieci, on musi
                działać, ja jestem bonusem. Wiem jaką pracę wykonał przez cały okres życia
                swoich dzieci i wiem, że właśnie to teraz, pomimo skrajnie niesprzyjających
                okoliczności, procentuje.
                Przykro mi, że Wam nie wyszła ta walka. Przykro mi, że straciło na tym
                najbardziej dziecko. Mam nadzieję, że nam się uda.
                Pozdrawiam.
          • liz-beauty Re: Off topic 12.11.09, 13:24
            Ojej, Marusiu, przerazilas mnie! Dlugo nie pisalas, pewnie przez te klopoty. sad
            Ja jednak tez zadam pytanie - gdzie byl ojciec? Mlody nawywijal, Ty mialas
            powazne problemy w pracy - czy jakos wspolnie rozwiazaliscie problem? Jak jest
            teraz? Czy oprocz tego, ze spokojniej, przeprosil, poniosl jakies konsekwencje???
            • marusia1 Re: Off topic 15.11.09, 22:07
              Mój M. był w szoku, znów skłócił się ze swoimi rodzicami, bo usłyszeliśmy, że
              widocznie musiałam nieźle dopiec Młodemu. Cały czas robili nam krecią robotę.
              Młody dostał ode mnie prezent - nie żądałam ścigania go. Dostał ostatnią szansę,
              bo mimo wszystko mam nadzieję, że coś z niego będzie. Chodzi do renomowanej
              szkoły, średnią miał dobrą, rozwinęłam w nim zainteresowania - ma więc
              odskocznię. Nie pozwalamy już, żeby za każde niepowodzenie u matki wylewał mi
              pomyje na głowę. Powiedziałam dość - moje zdrowie jest dla mnie najważniejsze,
              jeśli mu się nie podoba, nie docenia tego co ma - może wrócić do matki.
              Przypomni sobie traumatyczne dzieciństwo. Konsekwencje? Zabraklo nam juz
              pomysłów. Było zagrożenie kuratorem, ale to by go zniszczyło, więc uchroniłam go
              od tego. Poza tym straciłam do niego serce i duzo go kosztuje, żeby zwracać się
              do mnie "ciociu." A ja dbam teraz o swoje zdrowie i dobre relacje z mężem. To
              jest dla mnie najważniejsze. Lata mijają szybko i Młoy za chwilę pójdzie w świat.
              • marusia1 Re: Off topic 15.11.09, 22:11
                Generalnie przestałam walczyć z wiatrakami. Jestem idealistką, perfekcjonistką,
                więc męczy mnie niedoskonałość. Z drugiej strony - odwaliłam kawał dobrej
                roboty. Inni widzą efekty mojej pracy. smile
                • rybkka24 Re: Off topic 16.11.09, 06:28
                  >odwaliłam kawał dobrej
                  > roboty. Inni widzą efekty mojej pracy. smile

                  to bardzo milo z Twojej str.ze wyprowadzilas jedno istnienie na "ludzi",
                  wlozylas w to dziecko kawal sreca i wysilku.
                  tylko mi sie tak nasunelo ze szkoda ze twoje zdanie nie brzmi:

                  "jest mi b. dobrze w moim zwiazku, moj maz odwalil kawal dobrej roboty, inni
                  widza efekty jego pracy.

                  bez obrazy ale za duzo widze w tym wszystkim ciebie i twojego wysilku...
            • marusia1 Re: Off topic 15.11.09, 22:12
              Mój M. był w szoku, znów skłócił się ze swoimi rodzicami, bo usłyszeliśmy, że
              widocznie musiałam nieźle dopiec Młodemu. Cały czas robili nam krecią robotę.
              Młody dostał ode mnie prezent - nie żądałam ścigania go. Dostał ostatnią szansę,
              bo mimo wszystko mam nadzieję, że coś z niego będzie. Chodzi do renomowanej
              szkoły, średnią miał dobrą, rozwinęłam w nim zainteresowania - ma więc
              odskocznię. Nie pozwalamy już, żeby za każde niepowodzenie u matki wylewał mi
              pomyje na głowę. Powiedziałam dość - moje zdrowie jest dla mnie najważniejsze,
              jeśli mu się nie podoba, nie docenia tego co ma - może wrócić do matki.
              Przypomni sobie traumatyczne dzieciństwo. Konsekwencje? Zabrakło nam już
              pomysłów. Było zagrożenie kuratorem, ale to by go zniszczyło, więc uchroniłam go
              od tego. Poza tym straciłam do niego serce i dużo go kosztuje, żeby zwracać się
              do mnie "ciociu." A ja dbam teraz o swoje zdrowie i dobre relacje z mężem. To
              jest dla mnie najważniejsze. Lata mijają szybko i Młody za chwilę pójdzie w świat.
              • liz-beauty Re: Off topic 16.11.09, 07:23
                Chyba masz racje. Chlopcem niech sie przejmuja jego rodzice, a Ty skoncentruj
                sie na tym, co dla Ciebie najwazniejsze. Trzymam kciuki!
    • shedir1 Re: poradnik dla początkującej macochy 21.04.10, 09:25
      Kochane macochy, dziekuję wam za rady. Czytam wsze forum bardzo
      często i bardzo mi ono pomaga w ciężkich chwilach. Jestem macochą
      już jakiś czas, co prawda mam bardzo dobry kontakt z pasierbicą ale
      za bardzo się angażuje, co często wywołuje u mnie frustrację,
      poczucie krzywdy i pretensje do męża. Często mam wrażenie że nie
      docenia tego co robię tylko traktuje to jako mój obowiązek. Do tego
      ciągłe wtrącanie sie teściowej, która uważa, że wszystko powinno się
      kręcić tylko wokół dziecka. Doceniam mojego męża ża to co robi i
      jaki jest dla swojej córki i wiem, że jak przyjdzie co do czego to
      tylko ja stane za jego plecami, a teściowa wtedy jak zwykle umyje
      ręce. Spodziewamy się teraz własnego dziecka i cała nasza trójka
      jest z tego powodu bardzo szczęsliwa. Ja jednak boje się, że mój mąż
      nie będzie potrafiła dać synowi tyle miłości ile daje córce w
      stosunku do której ma wyrzuty sumienia i że będzie on musiał walczyć
      o jego miłośc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka