Dodaj do ulubionych

Rozdzielność majątkowa

23.03.04, 11:44
... no więc wczoraj spisaliśmy rozdzielność majątkową. Bardzo mi ulżyło.
Czuję się teraz jakoś bezpiecznie i mam pewność, że mój stan finansowy nie
zależy od karysów ex - i że nic jej do tego, ile zarabiam, czy kupiliśmy
mieszkanie itp. Gdyby nawet coś się wydarzyło, że ex nasłałaby komornika (jak
widzę z innych wątków, może to się stać nawet wtedy, kiedy płacimy), to nie
zamyka mi to drogi do kredytu i upragnionego mieszkania (które powoli,
powolutku się zbliża).Wreszcie możemy rozmawiać z naszym Młodym o naszych
planach mieszkaniowych. Wcześniej się baliśmy, że wygada się mamie o naszych
planach i że ex z mety poleci do sądu podwyższać alimenty.

Generalnie sprawa była banalna, potrzebne są dowody osobiste, numery NIP i
skrócony odpis aktu małżeństwa. Całość trwała jakieś 15 minut. Kosztowało ok.
570 zł.

I chcę teraz zapytać - czy któraś z was wie, jak wygląda w tym przypadku
sprawa dziedziczenia? Kto po mnie dziedziczy? Moj mąż, czy rodzina?
Obserwuj wątek
    • mikawi Re: Rozdzielność majątkowa 23.03.04, 11:49
      mąż i wasze dzieci
      • wiola101 Re: Rozdzielność majątkowa 23.03.04, 12:22
        Wiesz co naturella nie wiem czy rozdzielczość majątkowa ma takie właśnie skutki
        prawne o których piszesz. Rozdzielczość majątkowa owszem chroni Ciebie i Twój
        majątek przed ewentualnymi długami Twojego męza, komornikiem itd. natomiast co
        do podwyższki alimentów uważam będzie brany wasz wspólny majątek tzn. to na
        jakim poziomie żyjecie a przede wszystkim Twój mąż. Sądu wcale nie bedzie
        obchodziło to że np. mieszkanie jest Twoje, samochód Twoj a nie Twojego męża.
        Tak było w naszym przypadku. Sąd rodzinny wzioł pod uwagę to w jakich warunkach
        i jak żyje mój mąż a co za tym idzie jego dziecko nie może żyć gorzej.
        Co do dziedziczenia. Jeżeli ty umrzeż pierwsza odziedziczy w pierwszej
        kolejności Twój mąż i wasze dzieci a co za tym idzie Twój mąż osiągnie spadek
        do którego po jego śmierci będzie należał jego syn z pierwszego małżeństwa.
        Dla mnie najlepszym rozwiązaniem na Twoje problemy ( i moje) jest chyba
        separacja która skutki ma rozwodu ale nie rrozwiązuje małżeństwa.
        Pozdrawiam
        Wiola
    • mmadzia1 Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 23.03.04, 12:29
      Naturella,
      Dziedziczą odpowiednio dzieci i mąż.

      Natomiast w kwestii rozdzielności majątkowej, niestety nie jest tak różowo. Co
      prawda, nie wiem do końca, jaki miałaś cel, ale posiadanie rozdzielności
      majątkowej, nie zablokuje roszczeń ex do podwyższania alimentów.
      Alimentowane dziecko ma prawo – w myśl KRO – do życia na takim samym
      standardzie jak jego rodzice, więc jeśli ex uzna, że chce podwyższenia
      alimentów, to sąd rozpatrując ten wniosek, weźmie pod uwagę nie tylko
      możliwości twojego męża, ale i twoje. Jeśli ty swoimi zarobkami, będziesz mogła
      ponieść większy wydatek na waszą rodzinę i dzieci, to z wynagrodzenia twojego
      męża, będzie można zaspokoić żądania ex, o ile oczywiście okażą się zasadne.
      Tak było i jest w naszym przypadku i wierz mi przerabialismy to na 1000
      sposobów, łączne z tym, czy nie korzystniej dla nas, byłoby gdybym to ja
      wystąpiła do mojego m. o alimenty na nasze dziecko.
      Natomiast rozdzielność majątkowa, przyda się do innych kwestii. U nas większość
      majątku jest zapisana na mnie, chociażby po to aby w przyszłości czuć się
      bezpiecznie i gdyby np. naszej ex wpadło do głowy domagać się w nim udziału dla
      jej dziecka. Zrobiliśmy tak za namowa naszego adwokata. I jak znam inne pary,
      wszyscy zachowali i pozabezpieczali się podobnie.

      O tyle z doświadczeń,
      Pozdrawiam
      • naturella Re: Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 23.03.04, 14:05
        Ok, ale:
        - ex nie ma pojęcia o kruczkach prawnych, natomiast wiem, że jeśli usłyszy, że
        mieszkanie jest moje i tylko moje, to nie postanie jej myśl o gnaniu do sądu
        natychmiast po usłyszeniu, że mieszkanie wreszcie mamy.
        - długi mojego męża z przeszłości nie uniemożliwią mi wzięcia kredytu, jako, że
        on dla banku nie jest wiarygodny na jakiś czas, a ja jestem - co za tym idzie,
        możemy kupić mieszkanie... co bez rozdzielności byłoby niemożliwe.
        - nasze mieszkanie odziedziczą nasze dzieci. W razie - odpukać - śmierci mojego
        męża nikt mnie z mieszkania nie wyrzuci, bądź też nie zażąda spłaty w wysokości
        1/4 mieszkania. Bardzo lubię, a nawet mogę powiedzieć, że więcej niż lubię syna
        mojego męża, ale uważam, że skoro mąż zostawił jemu i byłej żonie mieszkanie 70
        m, a ja z trudem dobijam do możliwości (wreszcie! po dwóch latach) kupienia
        mieszkania 40 m, które będę spłacała przez następne 10 lat, to chcę mieć
        pewność, że nikt mi tego nie zabierze...
        - moi rodzice podzielili majątek testamentem na mnie i siostrę. Chcę też mieć
        pewność, że w przyszłości część ich majątku, który latami gromadzili, nie
        stanie się częścią czyjegoś majątku.
        I tak dalej... i tak dalej.
      • lideczka_27 Re: Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 24.03.04, 13:03
        Wiecie dziewczyny, a weźcie mi wytłumaczcie jedną rzecz... Na sprawie o wyższe
        alimenty mój mąż pokazał swoje zarobki oraz rachunki, które świadczyły o
        wydatkach ponoszonych na córkę niezależnie od alimentów. Sąd musiał je
        honorować, choć z wielkim bólem. Na zatajony przez powódkę fakt, że mamy
        wspólne dziecko sąd zareagował w ten sposób, że została poinformowana iż mój
        mąż ma taki sam obowiązek finansowy wobec swojego drugiego (naszego) dziecka
        jak wobec starszego - OK. Czytam, że jeśli będę zarabiać, to ex dostanie
        większą kasę. Niby logiczne. Ale dlaczego wobec tego sędzina powiedziała, że
        nie interesuje ją fakt iż ja jestem na całkowitym utrzymaniu męża, osobą
        bezrobotną, bez prawa do zasiłku??? On zarabiał sam, musiał z tej marnej,
        śmiesznej pensji utrzymać mieszkanie, siebie, nasze dziecko, mnie, częściowo
        swoje dziecko. Więc co? Ja nie czuję głodu, nie mam potrzeb? Wychodzi na to, że
        jak do płacenia to ja jestem jak najbardziej kompetentna, ale jeśli przyjrzeć
        się sprawie z drugiej strony, to po prostu kaplica...
        • domali Re: Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 24.03.04, 13:31
          Tak to już jest. Już to kiedyś pisałam, ale powtórzę - w naszym przypadku to,
          że ja studiuję i nie mam dochodów nie musiało być argumentem na nie podnoszenie
          alimentów, bo obowiązek alimentacyjny maja wobec mnie moi rodzice.
        • mikawi Re: Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 24.03.04, 13:48
          najciekawsze jest to że kro uwzględnia możliwość niepracowania żony: "Art. 27.
          Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości
          zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny,
          którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może
          polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie
          dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym."

          czyli sąd powinien to uwzględnić i łaski nie robi, tak jak mąż nie robi w
          takiej sytuacji łaski tylko ma obowiązek utrzymywać żonę;
          i jak widać prawo nie zaznacza że przywilej niepracowania tylko wychowywania
          dzieci dotyczy tylko pierwszej żony więc tym bardziej nie rozumiem tej
          wybiórczości, skoro pierwsze żony często korzystają z prawa niepracowania nawet
          po rozwodzie i domagają się alimentów na siebie

        • wiola101 Re: Rozdzielność majątkowa niestety nie chroni 24.03.04, 14:10
          Tak właśnie nasze Polskie Prawo działa naginając przepisy jak tylko sie komu
          podoba. U nas sutuacja była podobna. Gdy mój mąż miał sprawe o alimenty ja
          wówczas byłam w ciązy. Moj mąż wspomiał o tym że ma na utrzymaniu mnie oraz
          dzieciatko które wtedy miało przyjść na śwat za 2 m-ce. Sędzina wtedy doradziła
          ąbym się wzieła do roboty i wten sposób zarobiła na siebie. Teraz gdy odbyła
          się kolejna sprawa synek mojego M chodzi do pierwszej klasy a jego mama
          postarała sie jeszcze mu 2 młodszego rodzeństwa z różnymi tatusiami. Na tej
          sprawie mój mąż naciskał na to że eks powinna iść do pracy ponieważ ich wspólny
          syn jest już na tyle duży że mama może pracować a fakt że ma kolejne dzieci
          wynika jedynie z tego że widocznie je na nie stać a to napewno nie jest powód
          aby podwyższać mu alimenty. Sędzina dała mu do zrozumienia że jest bezdyszny
          bo jak samotna mama może zostawić dzieci i iść pracować.
          STEK absurdów i kupa gnoju ma miejsce w naszych sądach.
          A nam szarym żuczkom pozostaje jedynie to wszystko łagodnie przyjmować.
    • badia Re: Rozdzielność majątkowa 05.04.04, 11:58
      naturella napisała:
      > I chcę teraz zapytać - czy któraś z was wie, jak wygląda w tym przypadku
      > rawa dziedziczenia? Kto po mnie dziedziczy? Moj mąż, czy rodzina?
      Podpisanie umowy o rozdzielności załatwia Ci to, że od momentu jej zawarcia
      wszystko kupujecie oddzielnie. Tzn. jak Ty kupujesz mieszkanie, to ono jest
      wyłącznie Twoje, jak małż robi długi, to one są wyłącznie jego i nie mogą być
      zciągnięte z Twojego majątku. Wszystko, co mieliście przed zawarciem zwiazku
      małżeńskiego, pozostaje Waszym odrębnym majątkiem, czyli jesli mąż miał długi
      sprzed małżeństwa, to są to wyłącznie jego długi. Do wspólnoty należy tylko to,
      co kupiliście po zawarciu małżeństwa, przed podpisaniem umowy i z tego
      ewentualnie można sciągać zobowiązania.
      A co do dziedziczenia: beztestamentowo dzidziczy Twój mąż i Wasze dzieci, ale
      możesz za parę złotych sporządzić testament u notariusza i na spadkobierców
      wskazać tylko dzieci.
      Różnica przy umowie małżeńskiej jest taka, że gdybyś jej nie miała, w chwili
      śmierci mieszkanie byłoby po połowie - Twje i męża, mąż zatem z automatu
      dostałby swoją część wspólnego mieszkania i dziedziczyłby także po Tobie.
      Czyli, jesli małżonkowie bez umowy o rozdzielności kupują mieszkanie (nie ważne
      za czyje pieniądze) to mieszkanie jest wspólne. Po śmierci jednego, drugie już
      ma swoja połowę, a drugą połową dzieli się po równo ze wszystkimi dziećmi
      zmarłego.
      W przypadku umowy małżeńskiej, mieszkanie należy wyłącznie do osoby, która je
      kupiła i w razie śmierci dziedziczy jej małżonek w równych częściach z ich
      wspólnymi dziećmi (ale cudze dzieci już nic do tego nie mają).
      Dziecko małżyka będzie dzziedziczyło tylko c
      • badia Re: Rozdzielność majątkowa 05.04.04, 11:59
        Sorki, jakoś wcześniej mi się wysłało.
        Mam nadzieję, że nie powikłałam zanadt
      • wiola101 Re: Rozdzielność majątkowa 06.04.04, 15:35
        Badia, dokończ co będzie dziedziczyło dziecko M.
      • mikawi do wioli 06.04.04, 15:43
        W przypadku umowy małżeńskiej, mieszkanie należy wyłącznie do osoby, która je
        kupiła i w razie śmierci dziedziczy jej małżonek w równych częściach z ich
        wspólnymi dziećmi (ale cudze dzieci już nic do tego nie mają).
        Dziecko małżyka będzie dziedziczyło tylko część należącą do ojca na równi ze
        wszystkimi dziećmi ojca. Czyli po kolei: jeśłi mieszkanie jest zakupione
        formalnie przez żonę, po jej śmierci dziedziczy mąż i jej dzieci. Po śmierci
        męża - jego część dziedziczą jego dzieci (wszystkie, również z I małżeństwa),
        co daje mniejszy udział dla nich niz gdyby mieszkanie było współwłasnością ojca
        i jego żony.
        • nooleczka Re: wnioski 08.04.04, 14:47
          Czyli wniosek jest taki:
          Jeśli mąż naturelli na 1 dziecko z poprzedniego małżeństwa, i teraz z naturellą
          będa mieli 1 wspólne dziecko, to po smierci naturelli (przepraszam) dziedziczą
          po połowie ICH dziecko i mąż, a następnie po śmierci męża naturelli tę jego
          połowę dziedziczą po połowie: ich dziecko oraz pasierb naturelli.
          Czyli: po co robic rozdzielność majątkową, kiedy i tak wspólne dziecko musi w
          1/4 spłacić pasierba, mimo ze mąż nie dokłada się do mieszkania.

          Albo inny wniosek: trzeba żeby naturella i jej mąż mieli dużo wspólnych
          dzieci smile


          Pozdrawam, Ania
          • m-m-m Re: wnioski 09.04.04, 08:07
            Chyba, że naturella zrobi testament i wszystko co ma zapisze swojemu dziecku,
            wydziedziczając M. i jego dziecko. Wydziedziczyć można każdego spadkoobiercę
            pod trzema warunkami i wtedy jako np. niegodni dziedziczenia nawet nie mogą
            ubiegać sie o zachowek. Dziedziczenie testamentowe jest przed ustawowym.
            Ja mam rozdzielność z moim M., bo M. ma syna i w przypadku pojawienia się
            wspólnego dziecka taki testament zrobię, bo na pewno nie będę chciała by
            pasierb miał jakikolwiek udział w tym, na co pracowali moi rodzice i ja.
            • naturella Re: wnioski 09.04.04, 08:25
              Mnie bardziej chodziło o to, żeby mieszkanie, które kupujemy, było tylko moje.
              I żebym, gdyby odpukać, coś się stało mojemu mężowi, nie musiała spłacać 1/4
              mieszkania, na które będę ciężko pracować, jego synolowi. Jeśli natomiast
              będziemy mieli dzieci i gdyby - odpukać - coś się stało mojemu mężowi - to żeby
              nie było analogicznej sytuacji... że muszę sprzedawać mieszkanie, żeby spłacić
              synola.
              Mam jednak wielką nadzieję, że te 46 metrów mieszkania nie będzie wszystkim, co
              zarobimy w życiu i czego się dorobimysmile i że w końcu Młodemu też będziemy mogli
              jakoś pomóc itp - chociaż mieszkanie będzie miał... ponoć zapisała mu już swoje
              mieszkanie babcia, no i mój mąż przepisze na niego połowę mieszkania, które jak
              na razie zostawił byłej żonie. No ale są jeszcze inne formy pomocy - nie
              odżegnuję sie od tego, ale nigdy, przenigdy nie chciałabym, żeby było to
              wymuszone np. prawnie. Chcę mieć pełną wolną wolę w tym względzie.

              Wiecie, pół biedy jak mąż ma jedno dziecko z ex... Ale np. mój ojciec ma trzy
              córki z poprzedniego małżeństwa. I my z siostrą, jako te drugie i obecne dzieci
              aż się trzęsiemy ze słości, jak sobie wyobrazimy, że w razie, gdyby odpukać,
              coś się stało naszym rodzicom, tamte trzy jak hieny zleciałyby się do
              wszystkiego, czego MOI RODZICE dorobili się przez wszystkie lata. Miałyby
              prawo - i cały majątek musiałby być dzielony na pięć, mimo, że tamte córki nie
              utrzymują żadnych kontaktów, są dorosłe, mają mężów, dzieci, domy i inne takie.
              No ale na szczęście takiego ryzyka nie ma... bo moi rodzice od lat mają
              rozdzielność majątkową i wszystko jest mojej mamy.

              Taaak... punkt widzenia zależy od punktu siedzeniasmile
              • tropicana Re: wnioski 09.04.04, 12:29
                Te "hieny", to Twoje przyrodnie SIOSTRY. Jeśli nie utrzymują kontaktów, to -
                tak myślę - nie chciałyby też niczego po Waszym Tacie /niech żyje długo i
                szczęśliwie/
                Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby został z nimi, one miałyby lepiej,
                finansowo również. Sądzę, że na swoją pozycję zawodową Twój Ojciec pracował w
                pierwszych latach swojego małżeństwa. Tamta pani, jako kobieta, bardziej
                zajmowała się domem i dziećmi, więc mogła przekazać córkom swoje rozgoryczenie,
                że mąż, poniekąd jej kosztem ,zrobił karierę, a one trzy mają z tego wielkie
                g....
                Sąd nie tak trudno przekonać, że syn/pasierb był spadkobiercą niegodnym i
                wtedy nie musisz się martwić nawet o zachowek. Poza tym Twój mąż za życia może
                rozporządzić swoim majątkiem, a syn się zrzec prawa do spadku.
                • naturella Re: wnioski 09.04.04, 12:51
                  Te przyrodnie siostry, jak je nazywasz, prawie się pobiły w ferworze dzielenia
                  majątku po swojej zmarłej matce. Zywciężyła najstarsza, która zgarnęła
                  wszystko, a najmłodsza nie dostała nic.
                  Ojciec z pierwszego małżeństwa wyszedł z jedną walizką. A co do dorobku moich
                  rodziców - nie wiem, w jaki sposób pierwsza żona przyczyniła się do
                  kształtowania kariery mojego ojca i czy mu w tym pomogła - wątpię. Wiem tylko,
                  że moja mama jest równie wykształcona i równie dobra w swoim zawodzie jak mój
                  ojciec. I w równym stopniu przyczyniła się do tego co mają. I to nie tamte mają
                  w tym swój udział, ale my z siostrą poniekąd, skoro w dzieciństwie brakowało
                  nam rodziców, bo walczyli o byt.
                  Poza tym przyrodnie siostry, jak je nazywasz, w momencie, kiedy ich rodzice się
                  rozwiedli były prawie dorosłe, więc same sobie już kształtowały życie i swój
                  własny majątek. Wiem tylko, że gdyby to ode mnie zależało, nie oddałabym
                  niczego po rodzicach. Ale na szczęście nie muszę, bo zadbali o to
                  rozdzielnością majątkową.
                  • tropicana Re: wnioski 09.04.04, 14:26
                    Nie chciałam Cię urazić, a Twoja odpowiedź rozjaśniła mi całą sprawę.
                    Co do "przyrodnich sióstr" - w życiu nie chciałabym ich mieć, niezależnie od
                    tego, czy mój ojciec najpierw miałby inne dzieci, czy zostawiłby moją rodzinę,
                    żeby zakładać inną. Może byłoby inaczej w przypadku wdowieństwa któregoś z
                    rodziców... Wiem,że to dziecinne, ale tak myślę.
                    To macoszki na forum /nad/używają określeń braciszek i siostrzyczka, pisząc o
                    dzieciach swoich mężów.
                    Dla dzieci odejście dobrego taty jest zawsze wstrząsem, nawet jeśli są "prawie
                    dorosłe".
                    Co do ich paskudnego zachowania po śmierci matki - chyba się już takie głupie
                    urodziły.
                    • naturella Re: wnioski 09.04.04, 15:02
                      Tropicana, nie uraziłaś mnie. Po prostu tak sobie myślę, że wiele jest sytuacji
                      takich, w których nie za bardzo wiadomo, jak powinno sie postąpić, a wiele
                      takich, których nie sposób przewidzieć. Chciałabym po prostu moje ewentualne
                      dziecko ustrzec przed sytuacją, w której musiałoby się "chandryczyć" z
                      przyrodnim bratem - chociaż może będzie tak, że będą się często widywać, kochac
                      i traktować jak prawdziwe rodzeństwo. Ja moich przyrodnich sióstr nie znam, z
                      najmłodszą z tej trójki zamieniłam parę słów (bezustannie mnie pouczała), ze
                      średnią poznałam się dwa lata temu na weselu kuzynki (zaczęła od krytykowania
                      mojego ojca i mojej matki, że to pewnie moja matka zakazywała mu kontaktów z
                      nimi), a najstarsza w ogóle nie kontaktuje się ani z nami, ani z ojcem od czasu
                      rozwodu - nie znamy sie po prostu. Tak, że te stosunki między "rodzeństwem"
                      bywają bardzo różne i niekiedy trudne.
                      • m-m-m wnioski 13.04.04, 07:37
                        rada kolejna: niech tata za życia przekaże którejś z Was swoje dobra, podatek
                        od darowizny jest taki sam jak od spadku i czym wczesniej tym lepiej, bo po tej
                        darowiźnie jeszcze przez 10 lat Twoje przyrodnie mogą domagać się
                        zadośćuczynienia. Skoro była akcja o spadek po ich matce, to będzie też o
                        spadek po wspólnym tacie.
                        Wiesz ja u siebie to tak ustawiłam, że w razie smierci M. po nim dziedziczyć
                        będzie jego syn i ewentualnie nasze wspólne dziecko, a po mnie TYLKO wspólne
                        dziecko...
                        • naturella Re: wnioski 13.04.04, 08:52
                          m-m-m kochana, dzięki za zainteresowanie i troskę, ale moi rodzice od ślubu
                          mają rozdzielność majątkową i wszystko jest mojej mamy...
                          Moi rodzice lecą jutro do Stanów na wakacje (spotkanie klasowe z liceum mojej
                          mamy - spotykają się tak co roku, a w tym roku dodatkowo biorą swoje "połówki" -
                          zawsze w jakiś egzotycznych miejscach) i w święta nastąpiło uroczyste
                          odczytanie tekstamentu - zwijałyśmy się z siostrą ze śmiechu w co lepszych
                          momentach - jakieś to takie surrealistyczne było... No ale mama stwierdziła, że
                          testament musi być, jako, że lecą oboje. Ojciec oczywiście kazał napisać na
                          testamencie, że ważny do 31 kwietnia, czyli do ich powrotu big_grin
                          • tropicana Re: wnioski 13.04.04, 09:02
                            Czy śmiałyście się również z 31 kwietnia?
                            • naturella Re: wnioski 13.04.04, 09:03
                              Głównie z tego, jako, że mogłoby to być albo 30 kwietnia, albo 1 majasmile
                              Generalnie odczytywanie testamentu było bardzo miłym, rodzinnym wydarzeniemsmile
                          • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 08:15
                            Alez to wszystko co piszesz naturello smutne ...
                            Ale dzieki takim watkom i takim wypowiedziom widac prawdziwe
                            oblicze "macoszek".....


                            Mag
                            • naturella Re: wnioski 14.04.04, 08:50
                              Mag, tylko Ciebie brakowało i takiego komentarza... Nie jestem jednak wcale
                              zdziwiona, tak jak pisałam, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... Ex
                              mojego męża jest na przykład przekonana, że moim obowiązkiem jest ponoszenie
                              pewnych kosztów w związku z JEJ i mojego męża synem, a ja na przykład uważam,
                              że nie jest to mój obowiązek, ale wolna wola... No i jasno widać, że dwie
                              strony nigdy się pośrodku nie spotkają.
                              • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 08:52
                                Nie .. Mnie chodzilo o coz innego o prawdziwy stsounek do dzieci waszych
                                partenrow ...
                                Coz to one bedzi, badz nie dziedziczyc.. I w tym watku nie sa juz
                                siostrzyczkami i braciszkam ...a to i lepiej.. Prosze przestaly byc rodzina...


                                Mag
                                • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 09:11
                                  Mag - mam pytanie
                                  Próbowałas kiedyś zastanowić sie jak ty bys sie czuła gdyby po tobie/po was
                                  miało dziedziczyć dziecko, które twój mąz ma z inną kobietą przy czym twój mąż
                                  odchodząc od tamtej kobiety zostawił jej wszystko???
                                  I nie było to małe spółdzielcze mieszkanie tylko okazały dom etc.
                                  Wybacz mag, ale nie dopuszcze do tego aby dorosłe dzieci mojego faceta który
                                  wszedł z domu z koszulami w walizce i zaczął od "0" cokolwiek po nas
                                  odziedziczyły.
                                  Pewnie jestem wredna - moze i jestem, ale nie oddam w obce ręce tego na co
                                  pracowali moi rodzice i my oboje
                                  • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 09:19
                                    Wybacz.. Dziedziczy nie eks , ale dzieci facet a- ktore opisujecie tutaj
                                    traktujecie i kochacie jak ordzine . Rzoumiecie , ze rostal sie z zona nie
                                    dziecmi i ma prawo do dzieci , A czy dzieci maja wobec tego prawo do niego i to
                                    co jego?
                                    Chyba juz nie.
                                    Ja napisalam co mysle o tym.. Wiecej nie bede uzadsadniac.
                                    A czy postepujesz slusznie czy nie.. Twoja bajka..

                                    Ja zoastawie sobie ten watek do ulubionych - jakby mmi kiedys przyszlo do
                                    glowy , ze moze partnerka moje eks zaakceptowala dziecko i jest mu zyczliwa -
                                    to dla przytomnosci umyslu sobie przeczytam. Zimny prysznic - to jest to. I to
                                    potwierdza to co ja napisalam. Ze rodzina mojego bylego i on sam nie jest juz
                                    rodzina mojego dziecka . On jest tylko jego krewnym.

                                    Pozdrawiam
                                    Mag
                                    PS. Nie osadzam Ciebie. Nie wiem jak postepujesz czy slusznie czy nie.. Ja tlko
                                    zwracam uwage ...na niezgodnosci..
                                    Mag
                                    • naturella Re: wnioski 14.04.04, 09:34
                                      mag_p napisała:

                                      > Wybacz.. Dziedziczy nie eks , ale dzieci facet a- ktore opisujecie tutaj
                                      > traktujecie i kochacie jak ordzine . Rzoumiecie , ze rostal sie z zona nie
                                      > dziecmi i ma prawo do dzieci , A czy dzieci maja wobec tego prawo do niego i
                                      to
                                      >
                                      > co jego?
                                      > Chyba juz nie.
                                      > Ja napisalam co mysle o tym.. Wiecej nie bede uzadsadniac.
                                      > A czy postepujesz slusznie czy nie.. Twoja bajka..
                                      >
                                      > Ja zoastawie sobie ten watek do ulubionych - jakby mmi kiedys przyszlo do
                                      > glowy , ze moze partnerka moje eks zaakceptowala dziecko i jest mu zyczliwa -
                                      > to dla przytomnosci umyslu sobie przeczytam. Zimny prysznic - to jest to. I
                                      to
                                      > potwierdza to co ja napisalam. Ze rodzina mojego bylego i on sam nie jest juz
                                      > rodzina mojego dziecka . On jest tylko jego krewnym.
                                      >
                                      > Pozdrawiam
                                      > Mag
                                      > PS. Nie osadzam Ciebie. Nie wiem jak postepujesz czy slusznie czy nie.. Ja
                                      tlko
                                      >
                                      > zwracam uwage ...na niezgodnosci..
                                      > Mag


                                      Mag, to ja też jeszcze zwrócę uwagę na niezgodności i już więcej nie będę
                                      dyskutować... Syn mojego męża został z mamą w prawie 70-metrowym mieszkaniu, na
                                      które zarobił mój mąż. Połowa tego mieszkania zostanie przepisana na syna zaraz
                                      po tym, jak my kupimy nasze, 46 metrowe mieszkanko (kosztem wielu wyrzeczeń...
                                      i nie mówiąc o tym, że kupili byśmy je szybciej gdyby nie to, że musieliśm,y
                                      spłacić 21 tysięcy długów narobionych przez eks).
                                      Syn mojego męża będzie korzystał z naszego mieszkania, będzie bywał na
                                      weekendy - ale jest to już MOJE mieszkanie i naszych przyszłych dzieci.
                                      Zarabiam więcej od mojego męża i to ja będę spłacała kredyt mieszkaniowy. Mój
                                      mąż płaci alimenty, kupuje synowi ciuchy (ex nie kupiła mu ani jednej pary
                                      butów, czy spodni od rozwodu...), płaci za benzynę do samochodu (mniej więcej
                                      1/4 benzyny miesięcznie to koszty wożenia Młodego), opłaca ubezpieczenia i na
                                      tym mniej więcej kończy się jego pensja.

                                      I co, nadal uważasz, że powinnam się dzielić? Że mam jakikolwiek obowiązek? Tak
                                      jak pisałam. Jeśli będzie mnie na to stać, pomogę Młodemu. Będę mu pomagać
                                      finansowo, gdy będzie studiował, jestem nawet gotowa przyjąć go do siebie na
                                      czas studiów, jeśli będzie taka potrzeba.
                                      Ale niech to będzie moja wolna wola, a nie obowiązek. I niech mam prawo
                                      zachować moje mieszkanie dla moich przyszłych dzieci. Wydaje mi się, że to
                                      sprawiedliwie, jeśli dziecko mojego męża jest już zabezpieczone mieszkaniowo.

                                      Bo idąc Twoim tokiem myślenia, Mag, to ja powinnam iść do eks i powiedzieć -
                                      słuchaj, chcę mieć dziecko, sprzedaj mieszkanie i połowę oddaj. A to ja byłam
                                      za tym, żeby tę połowę, która formalnie jest mojego męża, zapisać na jego syna.
                                      No ale już dość tego tłumaczenia, i tak nie zmienię Twojego podejściasmile))
                                      • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 09:49
                                        Nie idac moim tokiem myslenia nie powinnas nic robic ani w kierunku dawania tem
                                        dziecku ani zabierania.
                                        To jest moj tok myslenia. To co bylo miedzy nim a jego zona to jego sprawa i on
                                        niech rozlicza siez zona. ma wydatki na dziecko i miec breedzie. Bo dziecko
                                        jest bylo i bedzie...
                                        A ze jego dorobek w jakies czesci jest Twoim , coz dziecko tez jest jego...
                                        Jak dziecko musialo zaakceptowac Ciebie tak ty ten afkt rowniez.
                                        Ale jak widac dziecku udalo sie to co nie udalo sie tobie.
                                        mag
                                        • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 09:56
                                          I jeszcze odnosnie - zostawinoch mieszkan. tez ogolnie..
                                          Mieszkaniejest zazwyczaj wspolnym dorobkiem - wiec z tego faktu juz wynika ze
                                          zsoatwil co najwyzej pol.. Skoro Twoj obecny ma mniejsze dochody od Ciebie , to
                                          mze i mniej wlozyl w to mieszkanie.. W koncu duze...

                                          o zostawieniu calego jak widac mowy byc nie moze , a jaka czesc zosatil.. to
                                          wiedza tylko Oni.

                                          Mag
                                          • naturella Re: wnioski 14.04.04, 10:10
                                            Mag, bo mnie szlag trafi, ostatni raz piszę w tym wątku, bo widzę, że to
                                            bezcelowe. Ex nie pracowała przez całe życie, mój mąż utrzymywał ją, jej
                                            bzdurne decyzje finansowe, kredyty na lodówki, pozaciągane długi. Zarabiał
                                            zawsze dobrze - do czasu, kiedy w jego firmie obcięli mu 60% pensji. Całe
                                            mieszkanie sfinansował on, jako, że było to jego mieszkanie służbowe, wykupione
                                            przez niego - ex nie dołożyła złotówki do wspólnego życia, a raczej je tylko
                                            trwoniła.
                                            Po rozwodzie mieszkanie jest formalnie na pół, gdybyśmy byli "centusiami" to
                                            byśmy założyli sprawę o podział majątku i musiałaby nas spłacić. Więc wydaje mi
                                            się, że to miły gest - przepisanie należnej męzowi połowy mieszkania na syna, a
                                            nie handryczenie się z ex - z drugiej strony, pieniądze za połowę tamtego
                                            mieszkania baaaardzo by nam się przydały, więc nie było łatwo taką decyzję
                                            podjąć.
                                            Mag, znajdź sobie inny wątek, bo ja tę dyskusję kończę. Nie jestem święta, ale
                                            w kwestii syna mojego męża nie mam sobie nic do zarzucenia. Myślę sobie, że
                                            pokochałam na swój sposób tego dzieciaka i już teraz pomagam mężowi jak mogę w
                                            jego rodzicielskich obowiązkach. Na pewno nie będę gorzej traktowała pasierba
                                            ani finansowo ani nijak w porównaniu z moim własnym dzieckiem. Ale muszę mojemu
                                            dziecku zapewnić przynajmniej tyle, ile ma syn mojego męża. I tyle.
                                            • chalsia Re: wnioski 14.04.04, 12:42
                                              > Mag, bo mnie szlag trafi, ostatni raz piszę w tym wątku, bo widzę, że to
                                              > bezcelowe. Ex nie pracowała przez całe życie, mój mąż utrzymywał ją, jej
                                              > bzdurne decyzje finansowe, kredyty na lodówki, pozaciągane długi. Zarabiał
                                              > zawsze dobrze - do czasu, kiedy w jego firmie obcięli mu 60% pensji. Całe
                                              > mieszkanie sfinansował on, jako, że było to jego mieszkanie służbowe,
                                              wykupione
                                              >
                                              > przez niego - ex nie dołożyła złotówki do wspólnego życia, a raczej je tylko
                                              > trwoniła.


                                              Naturella, oczywiście, że postapiliście OK nie każąc jej się z dzieckiem
                                              wyprowadzać spłacając ją, ani nie każąc jej spłacać eksa. Przepisanie 50% na
                                              syna jest jak najbardziej OK.

                                              Ale ja nie o tym. Ja o tym, że jeśli w czasie ich małżeństwa ona nie pracowała
                                              a zarabiał on (i wszystko to co wtedy robiła - robiła za wspólnym porozumieniem
                                              z, wtedy jeszcze, mężem - to był ICH układ), to i tak ona ma swój wkład, który
                                              uznaje się za 50% w to mieszkanie. Facet utrzymywał ICH obydwoje bo tak sobie
                                              chcieli. I już. Więc jakby na to nie patrzeć, nie "dał" jej całego mieszakania,
                                              a tylko swoje pół.

                                              Ja też utrzymywałam rodzinę przez 3 lata. Eks nie dołożył praktycznie złotówki
                                              (a jeśłi to naprawdę grosiki) - tez mogę powiedzieć, że tylko wydawał i
                                              KOSZTOWAŁ mnie. Ale to nie tak - byliśmy małżeństwem i on, za obopólną zgodą,
                                              się kształcił (oraz marnował czas). (Jak byśmy byli w Stanach, to miałabym
                                              prawo dochodzić - i dostałabym bo takie tam są wyroki - udziału we wszystkich
                                              jego zarobkach do końca jego życia, bo dzięki temu, że się kształcił a ja
                                              utrzymywałam nas, doszedł do b. dobrej pozycji zawodowej i zarobków).
                                              I wiesz co, on (i pewnie next też) też twierdzi, że ZOSTAWIŁ mi dom. A guzik
                                              prawda. Bo jeśli już - tak prawnie - to najwyżej połowę. A jeśli miałabym to
                                              liczyć, to najwyżej oddał mi 30% domu, bo ja zarabiałam sporo więcej i
                                              poczyniliśmy spore inwestycje w jego własne (kawalerskie) mieszkanie oraz dom
                                              jego rodziców (a tych pieniędzy nie da "się odzyskac" czy "spłacić"). Ale
                                              oczywiście ładniej się we własnych oczach wygląda, jak się nie pamięta
                                              o "takich drobiazgach".

                                              Pozdrawiam,
                                              Chalsia

                                              PS. A faktem jest, że raz się tu pisze "dziecko" "synek" etc o dzieciach
                                              facetów, a tu nagle przy sprawach majątkowych z tych samych postaci robią
                                              się "bachory". Ma rację Mag, pisząc, że ten wątek warto sobie poczytać jako
                                              zimny prysznic. Dziecko ma prawo do udziału w całożyciowym dorobku swojego
                                              rodzica, bez względu z kim ten dorobek był tworzony.

                                              • ashan Re: wnioski 14.04.04, 13:36
                                                chalsia napisała:

                                                > Dziecko ma prawo do udziału w całożyciowym dorobku swojego
                                                > rodzica, bez względu z kim ten dorobek był tworzony.

                                                Hi, hi, hi... ciekawe, czy eks mojego m. mieszkająca z dzieckiem w jego
                                                mieszkaniu i uważająca, ze należy się jej ono, bo w końcu wychowuje jego syna i
                                                traktująca mieszkanko jak swoje, a w przyszłości przynależne ich synowi też
                                                sądzi, że gdyby, odpukać, coś stało się mojemu m. - to naszemu synowi należy
                                                się pół tamtego mieszkanka smile. Coś mi się wydaje, ze dla niektórych działa to
                                                tylko w jedną stronę wink.

                                                pozdrawiam słonecznie smile
                                                a.
                                                • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 13:42
                                                  Ashan wink Jak przyjemnie tak z usmiechem )))
                                                  Ja tak z ciekwaosci, jak to jest On ma prawa wlasnosci , a Ona w tym mieszakniu
                                                  mieszka? To znaczy on jest wlascielem, na niego przychodza rachunki itd...?

                                                  Bo tak to zrozumialam. Ze to jego wlasnosc.
                                                  Mag
                                                  • ashan Re: wnioski 14.04.04, 15:45
                                                    Dobrze rozumiesz smile)). Kupione już po naszym ślubie, więc oficjalnie to i jego
                                                    i moje smile. I na niego przychodzą rachunki itd.

                                                    pozdrawiam
                                                    a.
                                                  • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 15:52
                                                    To dlaczego eks w nim mieszka. To musial byc jakis uklad ustny? Bo jesli nie to
                                                    ona chyba zdaje sobie sprawe , ze dziecko ma orao nawet nie do polowy? i w
                                                    razie zmierci Twojego M jej dziecko nie bedzie mialo gdzie mieszkac i Ona.

                                                    Wiesz, moze jestem troche za ostrozna, ale bardzo rzadko zadrza sie tak , ze
                                                    eks tak troszczy sie o dziecko , ze zapewnia mieszkanie i dziecku i matce
                                                    dziecka ... Zazwyczaj jest do tego jakis ustny uklad,.. cos co bardzo rozjasnia
                                                    sytuacje...

                                                    Pozdrawiam
                                                    mag
                                                    PS. Moj tez mi zostawil mieszkanie - tylko , ze ono nawet w 10% nie bylo
                                                    jego smile))))
                                                  • ashan Re: wnioski 14.04.04, 16:31
                                                    no, owszem, mogłaby wynajmować mieszkanie, a my byśmy nasze też komuś
                                                    wynajmowali, tylko, że to tak trochę głupio, nie sądzisz? To, że ona nie ma
                                                    prawa do mieszkania to żadne dziwo: ty też nie masz prawa do mieszkania
                                                    jakiegoś swojego eks narzeczonego wink. Gdyby mojemu m. coś się stało, odpukać,
                                                    to do pełnoletności naszych synów (czyli jeszcze naście lat) sytuacja
                                                    organizacyjnie by się nie zmieniła, a potem, to jak już chłopcy by sobie
                                                    ustalili. Ja swoje cztery katy mam, mój osobisty winksyn mieszkanie też ma
                                                    zapewnione, no, a do mieszkania po tacie (bo tak traktuję tamto) mają prawo
                                                    obydwaj jego synowie smile. No i mam nadzieję, że będziemy żyć jeszcze długo i
                                                    wszystkim naszym dzieciom zapewnimy na starcie może ciasne, ale własne smile (w
                                                    sumie niewiele brakuje wink).

                                                    A że snu z powiek nie spędza mi troska o to, gdzie eks będzie mieszkała, gdy
                                                    ich syn się usamodzielni, to trudno. Już taką złą kobietą jestem smile.
                                                    pozdrawiam smile
                                                    a.
                                                  • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 16:43
                                                    Oczywisei- czemu mialaby Ci spedzac, mi by tez nie spedzala. Tez zla
                                                    jestem wink)))

                                                    Jesli ona godzila sie na taki uklad...????
                                                    to jej wybór.
                                                    Wprawdzie dziwny , ale jej.
                                                    Jesli je z tym dobrze...
                                                    Nie dziwie sie tylko ze chciala mieszkac w tym mieszakniu .
                                                    Chyba lepiej postarc sie o swoje ...

                                                    Tu nie ma dyskusi. Mieszkanie jest twoje i twojego meza. I podzial bedzie jak
                                                    napisalac.
                                                    Chodzi mi o to , skad masz przekonanie , ze ona tak nie mysli....
                                                    I dziwe mnie ze zgodzila sie na taki uklad....

                                                    Mag
                                    • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 10:19
                                      Pisze z toche innej pozycji bo nie jestem faktyczna macochą.
                                      Nie jestem bo dzieci mojego chłopa mają prawie po 30 lat i od dawna sa
                                      samodzielne .
                                      Nie sa to wiec malutkie dzieci mimo ze ciagle dzieci.
                                      Ich ojciec wszystko co wypracowal przez 30 lat zostawil im i ich matce - co z
                                      tym robia/ czy robili nie wnikam , nie wnikam równiż ile z tego "utopili"
                                      robiąc swoje róznej maści inteteresy.
                                      Ale nie pozwolę aby podobny los spotkał to na co zapracowała moja rodzina i my
                                      sami.
                                      Poprostu nie pozwole.
                                      • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 10:25
                                        A tak na marginesie odnoście postu naturelli w konteksie wypowiedzi mag że to
                                        wspolny dorobek - eks mojego nigdy nie pracowała i wychodząc za niego weszła do
                                        rodzinnej firmy załozonej przez dziadka i rozwinietej przez ojca mojego M.
                                        tak wiem pracowała w domu - to tez i dom i pól firmy jest jej - przepraszam
                                        bardzo, ale chyba trudno nazwać ja osoba pokrzywdzoną ??
                                        • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 10:32
                                          Alez ja nigdzie nie napisalam , ze eks jest pokrzywdzona. Ja tylko zwrocilam
                                          uwage , ze tamten dorobek tez byl wspolny i ... trudno powiedziec , ze w
                                          calosci nalezal tylko do faceta i caly facet zosytawil..
                                          Ja nie spiream sie czy wy powinnysci chronic czy nie swoj majate.
                                          Ja tylko pokazuje jakw tym swietle widac wasze prawdziwe stanowisko co do
                                          dzieci waszego partenra i tak naprawde , pozory ....

                                          Mag
                                          • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 10:38
                                            Nie rozumiemy sie ale i nie mamy "wspólnego męża" tak wiec dyskusja jest czysto
                                            akademicka i bezsensowna.
                                            Prosze po raz kolejny - spróbuj odwrócic sytuacje i zastanów sie jaka by były
                                            twoja reakcja - czy tez taka "kryształowa" - z całym szacunkiem, ale nie sądze
                                            • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 10:44
                                              Zgadza sie - bo mi nie chodzi o zachowanie typu krysztalowe lub nie.. Ale o
                                              prawdziwy stosunek do dziecka. Akceptacji faktu , ze to dziecko jest i ma prawa
                                              takie jak przysluguje dziecku , i do prawdziwych uczuc, odczuc i prawdziwego
                                              stosunku
                                            • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 11:05
                                              Widzisz mi chodzi nie o to co ktos zrobi ze spadkiem , ale o to jaki jest jego
                                              prawdiwy i nie na pokaz stousnek do dziecka , do jego praw.
                                              Chodzi mi o Wasz prawdziwe , nie wyuczone, nie wytlumaczone.. itd..
                                              odczucia,uczucia i prawdziwy stosunek do dziecka. Jak widac wiele z Was ma jaki
                                              ma...i potwierdza teorie o rodzinie...
                                              Mag
                                              • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 11:19
                                                Mag ja dzieci mojego chłopa lubie - powinnam napisac 28 letniego syna , bo 30
                                                letniej cóki nie znam - od lat jest w UK.
                                                Lubie jak dorosłych ludzi - nie oceniam ich przez pryzmat "dzieci mojego
                                                faceta" tylko własnie jako ludzi.
                                                Ale to ze ich lubie nie oznacza że musze akceptować wszystkie ich poczynania,
                                                w tym finansowe etc.
                                                Mówiąc krótko dopuki rzadzą sie swoimi pieniędzmi ich sprawa i to nie jest
                                                moje stanowisko to stanowisko mojego M - kocha syna , ale nie będzie dalej
                                                finansował jego "interesów"
                                                Ty mag pewnie masz dośc małe dziecko i postrzegasz sprawe przez pryzmat jego
                                                potrzeb i praw - ja mówię o dorosłych ludziach, na których rodzice nie maja
                                                obowiązku łozyc do końca zycia.
                                                • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 11:25
                                                  Zgadzam sie.. Ty patrzysz na nie jak na doroslych ludzi i nie ma co ukrywac
                                                  chcialas ich akceptacji.
                                                  ale On jest ich ojcem i jak bede mialy 50 lat dalej nim bedzie . I zgadzam
                                                  sie , ze masz prawo chronic swoj majatek - ale jego to jego i On ma prawo i
                                                  powinien dabc by o to co i jak i kiedy daje swoim dzieciom decydowal On sam.
                                                  A Tu odbywa sie zapisywanie calego majatku i clego wspolnego dorobku na jedna
                                                  ososby by tylko pozbawic dzieci jakicholwiek pra do dzieciczenia po OJCU nie po
                                                  was, ale po OJCu..
                                                  I zgadzam sie ze jest to naturalne, podrkeslam tylko iz w inncy wypowiedziach
                                                  piszecie jak bardzo kochacie te dzieci, jak naleza do Waszej rodziny itd.. i
                                                  to wg . mnie jest sprzeczne., a zgodne z moja teoria , ze od tej pory ojciec
                                                  jest tylko krewnym- rodzina juz nie...

                                                  Mag
                                                  • capa_negra Re: wnioski 14.04.04, 12:17
                                                    Mag ja tez sie teraz z toba zgadzam, ale fakt jest taki, ze mój M właściwie nie
                                                    ma swojego majatku.
                                                    Nieruchomości zostawił zonie, firme maja na pół ale to mała firma w ktorej ze
                                                    wzgledu na charakter działalności obroty zależa od pory roku ( fotografia)do
                                                    tego ZUS i pozostałe płatności wiec efekt jest taki, ze wtym stadle zdolnośc
                                                    kredytową mam ja - na "państwowej posadzie"
                                                    Idźmy dalej - po rozwodzie mój M kupił tanio grunt, zaczał budowe ( fundamenty
                                                    + metr muru ) potem jestem juz ja i mój wkład finansowy.
                                                    Aby rozwijac jego dzialalnośc gospodarcza - w ktorej bardzo szybko następują
                                                    zmiany techniczne będziemy musieli się zadłuzyć , albo cos sprzedac .
                                                    Podobnie wyglada sytuacja gdy przyjdzie do wykańczania domu - pewnie sprzedam
                                                    swoje mieszkanie .
                                                    I spójrz na to Mag z mojej strony - mozemy zacząć pewne inwestycje bo mamy
                                                    podstawę w tym co ja mam czyli mamy co rozmnozyć.
                                                    I prosze nie dziw mi sie , że w tej sytuacji nie jestem chętna dzielic się
                                                    czymkolwiek z kimkolwiek
                                                    Swoich dzieci nie planujemy wiec nie będzie sytuacji, ze jedne dzieci dostana
                                                    spadek inne nie.
                                                    Ale dzieci chłopa tez go nie dostaną
    • mag_p Re: wnioski 14.04.04, 16:38
      Burza - nie wiem jak wychowam syna. Moj pomysl jest taki iz - najeliepij jakby
      niczego nigdy nnie chcial i nie oczekiwal od ojca...
      I ojciec tez sie o to stara.....
      Maly ma 3,5 roku a wie , ze jesli cos che , na czyms mu zalezy trzeba sie
      zwracac do mamay...

      Moj eks powiedzial ze daje alimenty i nigdy nic ponadto i trzyma sie tej
      zasady - wiec ekstratow dziecko nie dostaje od ojca...

      Burzo- ni chodzio spadek czy cokolwiek, ale o postawe . Z jeden strony mowia ,
      ze kochaja , drugie "rodziny "itd.. a z drugei j dziec przestaja byc dzeicmi
      jak idzie o majatek...

      mam nadzieje , ze jesli moj synek mialby cos odziedziczyc po swoim ojcu to tego
      nie przyjmie...Chcialabym aby tak zrobil.

      mag

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka