Dodaj do ulubionych

"czy mogę im powiedzieć, że jesteś moim ...?"

02.04.04, 20:36
Cześć.
Trochę się martwię. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem i czy nie będą mnie ścigały
konsekwencje.
Sytuacja przedstawia się następująco: Moja K. (tak mam pisać?smile
niespodziewanie musiała zostać w pracy po godzinach i nie mogła jak zwykle
odebrać synka ze szkoły, po moim usilnym naleganiu ustaliliśmy, że to ja
pójdę po młodego (ogromny akt zaufania z jej strony). Kiedy po dzwonku z
klasy wysypało się całe stado dzieciaków, wyłowiłem mojego małego, a on
rozpromienił się mniej więcej od stóp po głowę, krzyknął radośnie i rzucił mi
się na szyję, no, może nie na szyję, bo by nie doskoczył, ale w każdym razie
wykazał wielki entuzjazm, którym mnie mocno zadziwił. Wziąłem od niego plecak
i chciałem wychodzić, ale zatrzymał mnie i powiedział, że jeszcze musi kurtkę
zapiąć i buty zawiązać, koniec końców wyszliśmy ze szkoły ostatni.
Spacerowaliśmy sobie po parku, kiedy mały stwierdził, że bardzo się cieszy,
że po niego przyszedłem, bo może przestaną mu w szkole dokuczać. Zacząłem
dopytywać i okazało się, że odkąd powiedział jednemu z chłopców, że nie ma
taty, to dzieciaki się z niego śmieją. Normalnie mnie zmroziło, jak to
usłyszałem - kto te dzieci wychował? Jednocześnie zrozumiałem, że pod salą
tak mnie przetrzymał po to, żeby wszyscy mogli go ze mną zobaczyć. No i mały
w końcu zapytał, czy kiedy w poniedziałek będą chcieli wiedzieć, kim jestem,
będzie mógł powiedzieć, że jego tatą. Ja oczywiście się zgodziłem, ale teraz
się zastanawiam, czy to na pewno była dobra decyzja. Jak to dotrze do
wychowawczyni albo rodziców i w końcu wyjdzie, jak jest naprawdę, to
najpewniej będą mu jeszcze bardziej dokuczać, że kłamał. Nie wiem też, co by
na to powiedziała moja ukochana... Nie mam pojęcia, czy mówić jej, że coś
takiego miało miejsce, czy w ogóle o tym nie wspominać. Jednak, jakby miała
coś przeciwko, to moglibyśmy to jeszcze odkręcić - teraz jest weekend i
jeszcze trochę czasu nim mały pójdzie do szkoły. Słowem - jestem w kropce.
Gdybyście mogły mi coś poradzić, byłbym bardzo wdzięczny.
Pozdrawiam serdecznie. Jacek
Obserwuj wątek
    • black-jack-1 Re: 02.04.04, 21:32
      Burzo, dzięki, jesteś niezawodna! Chyba mam bardzo analogiczną sytuację do tej,
      z którą Twój mąż mierzył się kiedyś... Oby tylko rezultat, jaki osiągnę,
      również był podobny do jego rezultatusmile

      Ech... Ciężka sprawa. Przeczuwałem, że wyjdzie z tego jakieś zamieszanie. Teraz
      widzę jak wielkie. A tylko chciałem małemu pomóc.

      > Stary, ukochanej musisz powiedzieć o tym bezapelacyjnie i pewnie cię
      opieprzy.
      > Bo takie stwierdzenie powinieneś z nią skonsultować. Dla niej to może być
      > trochę za szybkie tempo. Ona może się obawiać tego, że mały się do ciebie
      > przywiąże, a gdyby (odpukać) coś wam nie wyszło, to będzie tym bardziej
      > cierpiał.

      Oj, pewnie mnie luba opieprzy, pewnie tak. Tylko, cholera, jak konsultować, jak
      w ogóle cokolwiek przemyśleć, kiedy z dzieciakiem jestem sam na sam i mały
      wlepia we mnie oczy, na wdechu oczekując odpowiedzi. Ona bardzo się obawia, że
      młody sie do mnie przywiąże, a nam coś nie wyjdzie. Widzę, że z jednej strony
      się cieszy, że tak dobrze dogaduję się małym, ale z drugiej boi się tego.
      Sytuacja jest o tyle inna, że mały nie ma taty i dla niego ojciec jest
      produktem pierwszej potrzeby.
      A na basen nie poszliśmy, choć próbowałem jeszcze namawiać. Myślałem, żeby
      podpuścić chłopca, ale bałem się, że luba uzna, że to nie fair rozgrywać
      dzieckiem. Jak na razie więc sytuacja nie ruszyła ani o kroksad Muszę jednak coś
      zrobić, bo niedługo oszaleję, osiwieję albo wbiję zęby w ścianę. Jednak ta
      chemia jest nieubłagana... Ale póki co mam inne zmartwienie.
      Jeszcze raz dzięki. Jacek
      • konkubinka Re: pare slow ode mnie 03.04.04, 12:37
        Witaj JACK (dla czego Black?)
        Po pierwsze chcialabym powiedziec ci ze gdy czytam co piszesz płakać mi sie
        chce , bo widze , że jednak można chcieć a może wystarczy chciec , aby było
        dobrze.Kiedy czytam , że zależy i na tym dziecku tak bardzo , jak sie starasz ,
        jak jestes otwarty , widze , że nie myliłam sie i można wiele zdziałać.Ja już
        dałamza wygrana , walcze tylko z konkretnymi sytuacjami na biezaco i staram sie
        aby moj syn wiedzial jak dla mnie jest wazny.
        Jesli zas chodzi o mojego synka - on to sobie inaczej zalatwil z
        kolegami.Dzieci nie wnikaly w to czy ma tate bo widza ze mezczyzna przywozi go
        do szkoly.I nagle szokiem dla ogółu było gdy prawdziwy tata odbieral go ze
        szkoly.Posypaly sie pytania , dogryzanie.Niestety musisz sie przyzwyczaic ze w
        szkole nie tylko trafia sie na dzieci z rodzin myslacych na poziomie ale
        i "buraki" (moze niektorych to zmrozi ale nie moge innego okreslenia znalezc
        dla niektorych , nawet dzieci).
        Bartek wytlumaczyl to prosto "to moj tata przyszywany", mojej mamy maz , bo moj
        tata z nami nie mieszka- jakos dzieci nie wnikaly wiecej.
        I wiesz co , nie rozumiem tak naprawde o oco chodzi Twojej LUBEJ.Boi sie ze
        dziecko sie przywiaze , nie chce spojrzec prawdzie w oczy a jednoczesnie
        odbierasz go ze szkoly i przebywasz z nim czesto - jak widze.Mam wrazenie , ze
        najwiekszy problem w tym trojkacie ma ona.Zanim pozwolila na Twoj kontakt z
        dzieckiem , tak bliski kontakt ,powinna zastanowic sie czego pragnie i oczekuje
        od Waszego zwiazku.
        • chalsia Re: pare slow ode mnie 03.04.04, 16:21
          >Mam wrazenie , ze
          > najwiekszy problem w tym trojkacie ma ona.Zanim pozwolila na Twoj kontakt z
          > dzieckiem , tak bliski kontakt ,powinna zastanowic sie czego pragnie i
          oczekuje

          Absolutnie się zgadzam z Konkubinką.

          Trzymam kciuki,
          Chalsia
          • chalsia Re: pare slow ode mnie 03.04.04, 16:22
            Aha, przeczytaj sobie w kwietniowym numerze "Pani" artykuł o byciu ojczymem.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • black-jack-1 Re: pare slow ode mnie 04.04.04, 00:42
              Dzięki, Chalsiu, za źródło. Tylko czy aby przedstawione są w owym czasopiśmie
              jakieś pozytywne przykłady wybrnięcia z roli ojczyma? Bo jeśli nie, to tylko
              nabawię się kolejnych zmartwień i wątpliwości... Pozdrawiam. Jacek
              • chalsia Re: pare slow ode mnie 04.04.04, 00:51
                Są, są. Ale negatywne tj. nie zakończone happy endem - też.

                Chalsia
        • black-jack-1 Re: pare slow ode mnie 03.04.04, 22:45
          Droga Konkubinko, bardzo dziękuję za miłe słowa. Czuć gorycz w tym, co piszesz
          o swoich rodzinnych układach. Przeczytałem trochę Twoich wątków, więc wiem,
          skąd się to bierze. Musi Ci być bardzo ciężko. Widzisz, ja mam akurat taką
          naturę, że nie umiem się kłócić, nie znoszę pretensji i podrażnień, po prostu
          nie mogę normalnie fukcjonować, kiedy jestem z kimś w konflikcie. Nie wyobrażam
          sobie zresztą, żeby dziecko istniało gdzieś na marginesie naszego związku, a
          tym bardziej, żebym miał wdawać się z nim w rywalizację. Jak cieszyć się
          miłością, bliskością, kiedy tuż obok ktoś cierpi w wyniku tego uczucia. Tym
          bardziej byłoby to dla mnie nie do pomyślenia, gdybym, daj Boże, miał w
          przyszłości z nimi zamieszkać. Zresztą w moim przypadku ten układ nie miałby
          racji bytu bez akceptacji młodego - ukochana zerwałaby ze mną od razu.
          Jeśli zaś chodzi o moją lubą, to chyba targają nią sprzeczne emocje. Ojciec
          małego dał jej nieźle popalić, doświadczyła w tym związku wiele złego, a na
          koniec została sama z niemowlęciem. I teraz się pewnie boi. Jasne, że jeśli
          chcemy być ze sobą, to nieuchronnie budują się więzi między mną a małym, a
          gdybyśmy mieli się, oby nie, rozstać, to te więzi musiałyby zostać zerwane. I
          mały by cierpiał, tym bardziej, że, jak widać, chyba widzi we mnie kandydata do
          zajęcia wolnego miejsca w ich rodzinie. A na mój kontakt z małym luba musiała
          pozwolić już w momencie, w którym pozwoliła, żebym pojawił się w jej życiu. Ona
          nie ma tutaj bliskiej rodziny, nie ma go z kim zostawić - praktycznie
          niemożliwe byłyby więc jakiekolwiek spotkania tylko we dwójkę.
          Zdaję sobie sprawę, że jak na razie mi bardziej zależy na niej, niż jej na
          mnie, ale wiem, że ona też coś do mnie czuje. Jestem pewien, że nie będzie
          łatwo, ale chyba warto.
          Dlaczego black? To z powodu wyglądu - południowy typ, jak mówi moja mamasmile No,
          a poza tym black-jack to gra, którą lubię. Pozdrawiam serdecznie. Jacek
          • lideczka_27 uwaga: jak zawsze - będzie długo ;) 04.04.04, 00:12
            black-jack-1 napisał:

            "Dlaczego black? To z powodu wyglądu - południowy typ, jak mówi moja mamasmile"

            Heh, a więc przystojniak wink))))
            I mimo tego, że "black"
            to czarnego charakteru w nim brak wink

            I już całkiem serio o całej sprawie i tak trochę na skróty, choć znając swą
            tendencję do rozpisywania się, to pewnie jakiś elaboracik mały wysmażę wink

            Po pierwsze: może troszkę za szybko się stało co się stało, ale pewnych rzeczy
            w życiu nie da się przewidzieć, a zaskoczony chwilą zareagowałeś, jak zrobiłoby
            to większość osób na Twoim miejscu - ludzi, którzy cechują się wrażliwością i
            emocjami, bo jeśli ktoś jest z natury nieco chłodniejszy i opanowany, to może
            wybrnąłby z tego inaczej - ja postąpiłabym tak jak Ty wink
            Po drugie: Wiem, że dzieciaki bywają okrutne, ale... nie wiń ich za to. One to
            wynoszą z domu. Jeśli rodzice nie uczą kultury, taktu i wyczucia wobec
            bliźnich, to one same nauczą się tego, ale znacznie później (a inne wcale).
            Wśród dorosłych sztuka empatii jest rzadko spotykana, a u dzieci? Sam wiesz...
            Miałam dokładnie takie same sytuacje z małą, ale ja teraz świadomie robię takie
            małe przedstawienia - tzn. nie, że udaję, tylko robię to na oczach innych
            dzieciaków, a mogłabym np. w szatni. No więc np. odprowadzam małą aż na salę,
            by widziały. Mała, gdy po nią przychodzę, też krzyczy "mamo nareszcie!" i choć
            wiem, że czasem jest to aż przejaskrawione - wiem, że tego potrzebuje. Pamiętam
            takie okropne zdarzenie jak szliśmy całą rodziną (tzn. mąż, ja, mała i nasz
            maluch) a jakieś dobre 30 metrów od nas szła pani z dwójką dzieci (to byli
            przedszkolni koledzy). I któryś z tych dzieciaków zaczął krzyczeć w stronę
            małej "czeeeeeeeeść Zuzaaaaaaa!!! A to prawda, ze twoja mama nie żyje, bo...
            (tu podana przyczyna śmierci wg obiegowych plotek). Prawda???? Zuuuuuuuuza,
            prawda to????????". Widać, że matka się zmieszała, pociągnęła dzieciaka za
            kaptur, nasza mała się rozpłakała, M zły, ja zaczęłam coś tłumaczyć - słowem -
            koszmar. Trzeba uważać o czym się rozmawia w domu przy dzieciakach. A swego
            czasu śmierć eks mojego M była na świeczniku co się często zdarza, gdy odchodzi
            młoda osoba, a mieszka się w małym mieście... Takich różnych przykładów jest
            więcej i musisz być na to przygotowany. Drugą ważną rzeczą jest fakt, że dzieci
            z niepełnych rodzin często wstydzą się tego, czują się gorsze. I może tak być,
            że długo rodzic o tym nie wie. Samotny rodzic ma wielkie zadanie do spełnienia,
            gdyż jeśli nie jest wspomagany przez drugiego (druga strona zaniedbuje sferę
            emocjonalną dziecka) musi jakoś tę lukę wypełnić. Tylko, że myślę iż nie wiem
            jakby się starał, to obojga rodziców nie zastąpi - niechby była wspaniałą mamą -
            ojcem nie będzie i na odwrót. Twój mały jest tak samo spragniony pełnej rodziny
            jak moja młoda. To dzieciaki wrażliwe, które zdążyły niestety doświadczyć
            przykrości ze strony rówieśników za coś na co nie miały wpływu a mimo to czują
            się gorsze, czasem... winne. I choć jest tak, że mama wspaniale pełni rolę
            rodzica, to one wiedzą, że czegoś są pozbawione. A jeszcze gorzej jest, gdy
            bywają w domach u pełnych rodzin, widzą model rodziny i pojawia się zwyczajna
            zazdrość, smutek itd. W przypadku chłopców wydaje mi się, że ta tęsknota za
            kochającym tatusiem jest jeszcze większa, potrzeba autorytetu, "męskich" rozmów
            itd.. No chyba, że dziecko mieszkało z ojcem, doświadczyło od niego zła i kiedy
            już jest samo z mamą, to z powodu takiego układu odczuwa ulgę - ale tak jest
            chyba tylko w sytuacjach patologicznych.
            Dlatego mnie też zależy na byciu mamą, taką wiesz - z krwi i kości wink Ale wiem,
            że to nie jest łatwe. Ciebie życie do takiego układu wdrożyło, ja jestem
            zupełną nowicjuszką. Stąd może we mnie więcej jakiegoś strachu, wątpliwości,
            pytań. Do tego dochodzą różne inne trudne okoliczności (jak choćby nasza
            sytuacja materialna, osoba babci w życiu małej itd), no nie żyje nam się
            najłatwiej, ale myślę, że będzie coraz lepiej. Dlatego, że ja bardzo się staram
            i nie daję za wygraną.
            Życzę Ci, by wszystko poukładało się wg Twoich marzeń i planów. Małemu życzę
            wspaniałego taty, bo na takiego się zapowiadasz smile A Lubej zazdroszczę tak
            opiekuńczego, przejętego rolą i wrażliwego faceta - mam nadzieję, że jej strach
            przed związkiem nie będzie silniejszy od woli dania całej Waszej trójce szansy
            na wspólne życie smile

            Myślę, że nie będzie zbytnio na Ciebie zła. No, może nie pochwali, ale
            zastanowi (może zmartwi) ją co innego, że Tobie się tak mocno nie oberwie.
            Wiem, że to żadna pociecha, ale tak może być. Bo gdybym była na jej miejscu, a
            Ty przedstawiłbyś mi całą sytuację, to obraz mojego synka - tak bardzo
            stęsknionego za ojcem, tak krzywdzonego przez inne dzieciaki i tak już bardzo
            zaangażowanego w Twoją osobę, dałby mi wiele do myślenia i na pewno byłoby to
            przyczyną bardzo poważnej, być może w pewien sposób nawet decydującej rozmowy
            między nami.

            Rozumiem strach samotnych matek przed wiązaniem się i lęk o dziecko w takich
            układach. Ale ja - znając siebie - podjęłabym to ryzyko. Kiedyś powiedziałam do
            M., że gdybym umarła, ma sobie znaleźć jakąś fajną babeczkę, bo nie chciałabym,
            by do końca był sam. Człowiek to zwierzę stadne wink
            pozdrawiam
            lida
            • black-jack-1 Re: uwaga: jak zawsze - będzie długo ;) 04.04.04, 01:07
              Dziękuję za Twój elaboracik! Boże, jak tak dalej pójdzie, to popadnę w
              samouwielbienie i będę rozmyślał, jaki to ze mnie świetny i wrażliwy przyszły
              ojczym (oby). A tak naprawdę, to po prostu niektórym nie chce się silić na
              jakąkolwiek dobrą wolę, a nie ja jestem niezwykły.
              Nie zazdroszczę sytuacji, która Cię spotkała - a właściwie Twoją małą. Ja bym
              chyba padł na miejscu albo rozdarł się na matkę tych nieszczęsnych dzieciaków.
              Ile to można zrobić krzywdy przez to koszmarne wieczne zainteresowanie co
              ciekawszymi szczegółami z życia innych.
              A mały okropnie jest stęskniony jakiegokolwiek dorosłego faceta. Nie przypisuję
              sobie tutaj szczególnych zasług, bo w zasadzie elementarnie miły mężczyzna w
              odpowiednim wieku wzbudziłby w nim podobne uczucia. Jest to tym silniejsze, że
              moja ukochana nie ma braci, jej ojciec od dawna nie żyje, a młodszej siostrze
              daleko do zamążpójścia. Tym sposobem więc wzorców męskich w życiu małego jest
              jak na lekarstwo.
              Jeszcze nie rozwiązałem sytuacji, która się zdarzyła. Boję się po prostu. Na
              szczęście jutro jestem z nimi umówiony, więc już nie będę uciekał dalej. Zdam
              się na wyroki lubej i oby były one łaskawe.
              Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości (!). Idzie ku lepszemusmile Jacek
              • justus100 Re: uwaga: jak zawsze - będzie długo ;) 05.04.04, 14:17
                A mi się wydaje, że małemu bardziej na Tobie zależy niż paniece. Przepraszam
                Cię, ale na podstawie tego, co piszesz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta
                babka to jakaś potwornie nadęta księżniczka. Albo może w ogóle jej nie
                kręcisz...
                Przyjrzyj się tej sytuacji rozsądnym, obiektywnym okiem i zastanów się, czy ten
                jej rzekomy strach przed wystawianiem małego na ewentualne cierpienie w wyniku
                klapy Waszego związku, nie jest wyłącznie mydleniem Ci oczu.
                pozdrawiam i życzę trochę mniej naiwności.
                • jayin Re: uwaga: jak zawsze - będzie długo ;) 05.04.04, 14:31
                  justus100 napisała:

                  > A mi się wydaje, że małemu bardziej na Tobie zależy niż paniece. Przepraszam
                  > Cię, ale na podstawie tego, co piszesz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta
                  > babka to jakaś potwornie nadęta księżniczka. Albo może w ogóle jej nie
                  > kręcisz...
                  > Przyjrzyj się tej sytuacji rozsądnym, obiektywnym okiem i zastanów się, czy
                  ten
                  >
                  > jej rzekomy strach przed wystawianiem małego na ewentualne cierpienie w
                  wyniku
                  > klapy Waszego związku, nie jest wyłącznie mydleniem Ci oczu.
                  > pozdrawiam i życzę trochę mniej naiwności.


                  Justus... a mi się tak nie wydaje...
                  może niepewność, może wahanie, może uraz z przeszłosci, może wygoda nawet, albo
                  coś innego - ale wnosząc po postach black-jacka nie posądzałabym jego Pani o
                  jakieś wyrachowanie tego typu, że mydli mydli, aż się wymydli a potem gut baj,
                  farałel amigo - i zniknie z jego życia wraz z dzieckiem, jak jej się odechce
                  iznudzi.
                  Nie, nie nie.... NIE SĄDZĘ, żeby tak było w tym przypadku.

                  co innego, jak kobieta "mydli oczy" sama dla własnych jakichś celów?
                  przyjemności? chwilowych potrzeb?
                  a inna sprawa, kiedy w grę wchodzi jej dziecko i jego uczucia, czy psychika.

                  poza patologicznymi wyjątkami nie znam żadnej kobiety, która świadomie (a w tej
                  sytuacji trudno nie uświadamiać sobie przywiązania dziecka do mężczyzny) -
                  "poświęcałaby" tak swoje własne (i w dodatku niedorosłe) dziecko dla
                  własnych "planów" (??smile

                  pozdr.

                  Joanna
                • black-jack-1 Justus... 05.04.04, 17:24
                  > A mi się wydaje, że małemu bardziej na Tobie zależy niż paniece. Przepraszam
                  > Cię, ale na podstawie tego, co piszesz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta
                  > babka to jakaś potwornie nadęta księżniczka. Albo może w ogóle jej nie
                  > kręcisz...

                  Tylko nie panience... Nie znoszę tego określenia.
                  Wydaje mi się, że już kiedyś rozmawialiśmy w podobnym tonie. Napiszę znowu -
                  nie, naprawdę nie jest nadętą księżniczką. Jest bardzo fajna. I mimo wszystko
                  sądzę, że jednak ją kręcę - to się chyba czuje (?). Ale może jestem w błędzie.
                  I to by wszystko tłumaczyło.
                  Nie mam wrażenia, że próbuje się kryć małym. Wynika to chyba raczej z jej
                  poprzedniego, bardzo nieudanego związku.
                  A taki znów naiwny, to ja wcale nie jestem... Zaręczam.
                  Jacek
          • jayin Re: pare slow ode mnie 05.04.04, 13:41
            black-jack-1 napisał:

            > Dlaczego black? To z powodu wyglądu - południowy typ, jak mówi moja mamasmile

            ha. mój Osobisty Zapracowany też jest taki "południowy typ" smile wręcz
            italianotongue_out (a ja Włochów nie lubię z pewnych powodów, więc dwuznacznie używam
            czasem tego "italiano" w swoich wypowiedziach o J :> ) - ale takie typy są
            najciekawsze wizualnie...wink))

            a co do "oporów" i obaw twojej Pani - mam nadzieję, ze to nie zabrzmi
            niegrzecznie - ale... Mogła pomyśleć o tym wcześniej - że mały też
            będzie "asystował" przy spotkaniach z Tobą i SIŁĄ RZECZY jeśli cię polubi, to
            się przyzwyczai do Ciebie, tym bardziej, że mocno brakuje mu ojca... to raczej
            łatwo było można przewidzieć.
            ale widać skoro zaryzykowała to, że dziecko się przyzwyczai i staniesz sie
            kims "ważnym" dla niego - to coś w tym musi być... wink) i uznała, że warto
            ryzykować.

            wiesz, ja myślę, że wszystko będzie OK..... wink
            a nawet bardziej. tylko trochę cierpliwości.

            pozdrawiam serdecznie "południowego Typa"smile

            Joanna
            • black-jack-1 Jayin 05.04.04, 17:39
              Dzięki, Jayin, za słowa otuchy! Chciałbym, żeby stało się tak, jak piszesz.
              Luba rzeczywiście podjęła ryzyko i tego się czepiam w chwilach zwątpienia. A
              cierpliwy to ja umiem być nad podziw - oczywiście, kiedy czeka na mnie jakaś
              nagroda, a w tym przypadku czeka - i to jaka!smile
              Nie rozumiem, dlaczego nie lubisz Włochów! Świetni ludzie - tak ekspresyjnego i
              otwartego narodu (przynajmniej w części przeważającej) w całej Europie ze
              świecą szukać! Pozdrawiam Cię serdecznie! południowywink) Jacek
              • jayin Re: Jayin 05.04.04, 18:58
                Jacku - ja personalnie do Włochów nic nie mam smile) znam ze dwóch - są OK smile)
                ja mam ansę do społeczności włoskiej dość dziwną, bo polegającą na tym, że
                NIEBACZNIEsmile mieszkają w tej części świata do której podróżować musi mój J, bo
                taką ma pracę - i ta praca w skojarzeniu z geografią - daje mi niecheć do
                Włoch smile no bo zamiast J moglby kurde jakis Włoch to robictongue_out!!! smile to nieee,
                moj chuop musi gnac pol Ewropy i wyręczac ich...smile

                tak wiec, pol zartem pol serio mowie o tym "nie lubieniu" smile ten temat jest
                tez bezustannym źródłem naszych wspolnych "przekomarzan sie" z J.
                niby w zartach - ale wiesz, jednak jakas tam niechec w srodku abstrakcyjna
                mam... mam nadzieje, ze mi minie, jak J skonczy pracowac tak jak pracuje, bo w
                sumie do Wloch chetnie bym sobie pojechala na wakacje - ale zupelnie
                prywatnie smile

                pozdrawiam serdecznie, Południowcze wink

                J
    • bejbiko Re: "czy mogę im powiedzieć, że jesteś moim ...?" 04.04.04, 19:27
      TATA to marzenie...a Ty jesteś spełnieniem marzeń małego chłopca. chciał mieć
      tatę jak inne dzieci i teraz ma taką szansę, chociaż nie jesteś jego ojcem
      stałeś się dla niego kimś ważnym i bliskim... pytając czy może nazwać Cię tatą
      pytał chyba o to czy zawsze już będziesz przy nim, czy zawsze będzie mógł na
      Tobie polegać... poprostu o to czy spełnisz jego marzenie i zajmiesz puste
      miejsce w życiu tej rodziny.... zaufał Ci z pewnością. Wiele dzieci w takich
      sytuacjach raczej odwraca się tyłem niż wyciąga rękę, boją się że znowu ktoś
      zawiedzie zaufanie jego mamy i jego samego... Mam nadzieję, że nigdy to się nie
      zdarzy, bo wtedy zostaną skrzywdzeni podwójnie.
      Syn mojego M chociaż mnie polubił, chodził ze mną na basen, do kina, wracał ze
      szkoły.... nigdy nie spytał jak mnie przedstawić, mówił: Karolina..... i koniec
      wyjaśnień, a robiłam mu urodziny i przyszła cała klasa... nie tłumaczył nic. A
      bardzo bym chciała zostać "przyszywaną mamą" To wyróżnienie.

      dziewczyny chwalą Cię na forum, może jesteś super.... ja myślę, że ten dzieciak
      jest wspaniały
      • paprykova Re: "czy mogę im powiedzieć, że jesteś moim ...?" 05.04.04, 09:48
        Ja mam tylko jedno pytanie. Jak to sie stało , ze odebrałeś "Młodego" ze
        szkoły.Pytam o to poniewaz w szkole u moich córek zawsze wypełnia sie
        deklaracje kto może odebrac dziecko. Ja w deklaracji wpisałam siebie i nikogo
        wiecej. Nawet rodzony ojciec młodszej nie mógł jej zabrac ze swietlicy.
        Porozmawiac pobyc na korytarzu owszem ale nie do siebie do domu. Po prostu
        panie swietliczanki nie wydały dziecka bo nie miały na to mojej zgody - nie był
        wpisany na liste osób które moga odbierać dziecko. Teraz jest już dopisany i
        jest ok. Taki system ma na celu uniknecie (moze jestem przewrażliwiona)
        sytuacji jaka miała miejsce ok 2 lata temu w warszawie w pewnym przedszkolu
        (głosna sprawa Michałka)
        • black-jack-1 Re: Paprykova 05.04.04, 18:07
          Szczerze mówiąc, nie jestem jeszcze zbyt wtajemniczony w układy szkolne.
          Ukochana podała mi po prostu numer sali, w której młody miał lekcje i godzinę,
          o której kończył. Stawiłem się na miejscu w wyznaczonym czasie, zresztą przed
          klasą czekało juz kilkoro rodziców, dzieci wyszły, pomachałem na mojego małego
          i nikt mnie o dowód osobisty, ani o koligacje nie pytał. Świetlica jako miejsce
          przejściowe w tej konfiguracji się nie pojawiła, więc nie wiem, jak tam jest.
          Mały na pewno czasami tam bywa, ale czy dokumentują przy odbiorze dziecka, to
          nie mam pojęcia. Może ta Twoja szkoła jakaś bardziej dbająca, a u nas jeśli
          dziecko zaczyna krzyczeć i się szarpać, to znaczy, że nie powinno się go
          puszczać z osobnikiem, który po nie przyszedł. Pozdrawiam.
      • black-jack-1 Re: 05.04.04, 17:56
        Droga Bejbiko, dzieciak jest bezspornie świetny. Naprawdę mądry i wrażliwy.
        Bardzo dojrzały jak na swój wiek. Nie jest jednak tak, że ja sobie gdzieś na
        horyzoncie zamajaczyłem, a on mnie przygarnął, bo zrobiło mu się żal. On w
        sposób bezpośredni nie został zraniony przez ojca, bo nigdy go nie widział. Do
        któregoś roku życia wcale nie wiedział, że jego i mamy rodzina jest nietypowa.
        Chce wypełnić tę lukę i nie boi się, że zostanie zawiedziony, że mama będzie
        cierpieć, bo po prostu nie spotkał się z taką sytuacją. Ufa ślepo, myśli, że
        jak nazwie się mnie tatą, to będę tatą, pewnie nawet nie do końca zdaje sobie
        sprawę, że taty się tak zazwyczaj nie nabywa. Czuję się wyróżniony jego
        zaufaniem, ale zdaję sobie sprawę, że gdyby na moim miejscu pojawił się ktoś
        inny, też nie byłoby problemu.
        Twój układ jest chyba odmienny. Może dziecko starsze, może przywiązane do
        biologicznej mamy. Ale tak naprawdę, to samo nazywanie też o niczym nie
        przesądza, przecież wszystko jest w emocjach. Pozdrowienia. Jacek
    • marco2002 nie możesz 05.04.04, 11:34
      ojcem bedzie zawsze jeden mężczyzna.
      I powiem Ci że lepiej dla Ciebie będzie tego nie zmieniać.
      A Twoja luba Cię kocha?
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • jayin Re: nie możesz 05.04.04, 14:25
        marco2002 napisał:

        > ojcem bedzie zawsze jeden mężczyzna.
        > I powiem Ci że lepiej dla Ciebie będzie tego nie zmieniać.


        wydaje mi się, że w przypadku dziecka black-jackowej Pani - słowo "tata"
        oznacza bardziej abstrakcyjną wizję "mężczyzny w domu" - skoro do tej pory tego
        ojca nie było, niż faktyczne ojcostwo (biologiczne). tak jak napisała to któraś
        z dziewczyn: bardziej wsparcie, fizyczna obecność dorosłego męzczyzny w domu,
        wspólne spędzanie czasu (czyli to co robią inne dzieci z ojcami swoimi) - niż
        genetyka wink
        tutaj można się czepiać słownictwa, czy "tata" to odpowiednie słowo na
        określenie takiego "Faceta w Domu" - ale myślę, że dla dziecka jest to
        jednoznaczne w takiej sytuacji i trzeba by było wyjasnić po prostu mu różnicę
        między "tatą" a "tatą przyszywanym".

        bo jasne, że sprawa biologicznego ojcostwa jest bezdyskusyjna smile TAKI ojciec
        jest tylko jeden.

        pozdrawiam

        Joanna
      • black-jack-1 Re: nie możesz 05.04.04, 18:25
        Marco, ten chłopiec nie ma ojca. Znaczy, oczywiście, ma, bo nikt już chyba nie
        wierzy w dzieworództwo, ale on uciekł jeszcze przed narodzinami syna i więcej
        się już nie pokazał. Mały ma w metryce w rubryce ojciec NN. Ja niczego nie
        zmieniam, bo ojca po prostu nie ma i lepiej dla wszystkich będzie, jeśli nigdy
        nie wróci.
        A czy luba mnie kocha? Nie sądzę. Ja jestem w niej śmiertelnie zakochany,
        ogromnie mi na niej zależy, ale chyba też jej jeszcze nie kocham. Do tego
        trzeba czasu, sprawdzenia. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pozdrawiam. Jacek
    • black-jack-1 Powiedziałem 05.04.04, 16:57
      Wczoraj wreszcie powiedziałem mojej lubej, co zaszło. Trochę oberwałem, ale i
      tak mniej, niż mogłem przypuszczać.
      Stwierdziła, że trzeba było się jakoś wykręcić, że to przecież oszustwo, wprost
      tego nie powiedziała, ale pomiędzy wersami pobrzmiewało: ‘czy ty sobie zbyt
      wiele nie wyobrażasz?’. Rzeczywiście, trochę uratowało mnie to, że dopiero ode
      mnie dowiedziała się, że dokuczają młodemu. Pewnie jej nie chciał martwić.
      Bardzo ją ta sytuacja przybiła. Ona jest koszmarnie samodzielna - wszystko
      potrafi zrobić, załatwić na własną rękę i to do tego stopnia, że kiedy oferuję
      jakąś pomoc, mówi: ‘Ale po co? Przecież ja to umiem zrobić sama”. I wtedy muszę
      tłumaczyć, że po prostu chcę jej ulżyć. Podobnie chyba myślała, że dziecko też
      uda się tak wychować samemu, że jak da mu z siebie wszystko, to niczego nigdy
      nie zabraknie. A tu się okazało, że jest inaczej i że pewnej próżni nie da rady
      wypełnić. Może to będzie szansa dla mnie?smile Pozdrawiam. Jacek
      • marco2002 uczucia 06.04.04, 08:26
        Stary zmartwiłeś mnie bardzo.
        Wydaje mi się że swoją opiekuńczością i pomocą chcesz wzbudzić u lubej uczucie
        bądż "zasłużyć" na miłość.
        Jest to duży błąd.
        Czy bez pewności co do jej uczuć możesz przyjąć na siebie taką rolę jak bycie
        ojczymem?
        Pozdrawiam ciepło
        M
        • justus100 I jeszcze jedno... 06.04.04, 10:51
          ..przestań się łasić i poniżać. Dlaczego, do cholery, to Ty musisz zabiegać o
          jej uczucia? Przecież to ona ma garba.
          Nie chciałabym być w Twojej skórze za parę lat...
          • black-jack-1 Re: I jeszcze jedno... 06.04.04, 15:02
            Justus, każdy ma prawo do własnego zdania, ale czy musisz je wyrażać tak
            obcesowo? O garbie też już od Ciebie słyszałem. Dziecko to dziecko. Lubię
            dzieci, nie przeszkadza mi ono w żaden sposób. I nie mam zamiaru traktować
            małego jak 'garba', bo wtedy właśnie tworzą się takie relacje, jakich wszyscy
            tu na forum starają się uniknąć. Nie poniżam się, ale co do zabiegania, to i
            owszem - tak zdaje się wygląda część znajomości zwana zalotami. Całkiem miła
            część. J.
        • black-jack-1 Re: uczucia 06.04.04, 14:54
          Marco, dorabiasz ideologię. Chyba mamy trochę inną definicję miłości. Bo według
          mnie do miłości potrzeba czasu i prób. Zakochać się można błyskawicznie, żeby
          pokochać trzeba miesięcy. Dlatego sądzę, że zarówno moja K., jak i ja, mieliśmy
          na to za mało czasu. Tyle.
          To nie jest tak, że usiłuję zapracować na miłość. Chociaż - w pewnym sensie
          każdy na nią musi zapracować. Moja ukochana ma po prostu trochę problemów,
          własnych zahamowań i żeby do niej dotrzeć potrzebuję sporo czasu i
          cierpliwości. Może te Wasze nadinterpretacje biorą się stąd, że wszystko
          opisuję tak jednostronnie. Spotykamy się prawie codziennie, dużo ze sobą
          rozmawiamy, dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, mamy bardzo zbliżone
          poczucie humoru i wiem, że nie jestem jej obojętny, bo inaczej dawno już by się
          mnie pozbyła. Świadczy o tym również fakt, że mimo swoich obaw o dziecko
          zdecydowała się jednak ze mną spotykać. Pozdrawiam. J.
          • marco2002 miłość 06.04.04, 15:00
            Dzienx za odpowiedź.
            Co do definicji miłości to niekoniecznie mamy różną.
            Natomiast ciekawy jestem kto według Ciebie powinien porozmawiać z małym o tym
            kim Ty jesteś dla niego
            i z Tobą mój drogi Kim Ty jesteś dla małego?
            Mam wrażenie że sytuacja nie jest jasna.
            Pozdrawiam ciepło
            M
            • black-jack-1 Re: miłość 06.04.04, 15:11
              Marco, na razie nie ma potrzeby szczegółowego omawiania wzajemnych relacji.
              Wszystko dopiero się układa, poznajemy się, zżywamy ze sobą, sytuacja się
              rozwija. Mały wie, że jego 'prawdziwym' tatą nie jestem, wie, że z jego mamą
              poznaliśmy się w pracy, uważa mnie za kolegę z zadatkami na tatę. A ze mną nie
              trzeba rozmawiać - jestem już dużym chłopcem i zdaję sobie sprawę, że na razie
              dla małego jestem przyjacielem, a jeśli wszystko się uda, mogę stać się kimś
              więcej. pozdrawiam. J.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka