09.11.10, 08:07
Mam chyba jakiś jesienny kryzys. Wkurza mnie to, że wiele z nas z całą życzliwością podchodzi do dzieci swoich partnerów, a często w zamian spotyka się z zupełnie niezasłuzonymi a bardzo negatywnymi emocjami dzieci czy exi. Dzieci jeszcze w jakiś sposób usprawiedliwia wiek, nieumiejętność dojrzałej oceny sytuacji, podatność na manipulację czy potrzeba lojlaności wobec rodzica, z którym się mieszka, ale zastanawiam się, np. jak będzą wyglądać moje kontakty z pasierbem za powiedzmy 15 lat. Czy będzie doceniał dobrą atmosferę naszych spotkań, czy zwycięzy pranie mózgu robione przez exię.
Po przeczytaniu ostatnich pesymistycznych wątków zastanawiam się, czy któraś z Was zna (a może sama jest) pasierbów, którzy wyszli z wieku dziecięcego i już jako dorośli ludzie zrozumieli błędy, czasem trudne i bolesne wybory swoich rodziców?
Pasierbów, którzy, mając już swoje życie, żyją w dobrych stosunkach z macochą czy ojczymem..
Obserwuj wątek
    • agnessam Re: Znacie? 09.11.10, 09:12
      Ja znam przyklad, gdzie dorosly pasierb-jedynak (27lat), ma bardzo dobre kontakty ze swoimi rodzicami. Z byla juz macocha i przyrodnimi siostrami nie utrzymuje zadnych kontaktow. Raczej wychodzi na to, ze je toleruje, ale nie interesuje sie ich codziennoscia. Zyje raczej wlasnym zyciem - praca, dziewczyna, koledzy... Ma bardzo dobre relacje z matka, ktora jest samotna. Z ojcem czesto wychodza razem. Kiedys w rozmowie ze mna, wyznal, ze nie jestem na najlepszej pozycji w zwiazku i sam to zna z wlasnego doswiadczenia, bo nie lubil swojej macochy i niezle zamieszal w drugim malzenstwie ojca. Ich uklady to byla raczej totalna ignoracja drugiej osoby, zlosliwosci i tyle. Bylo duzo spiec, az do momentu jak chlopak poszedl na studia. Do tego czasu zwiazek ojca z macocha sie rozlecial.
      Teraz matka sama, ojciec sam, a on buduje wlasny zwiazek.
      • agnessam Re: Znacie? 09.11.10, 09:53
        Znam tez inny przyklad, pasierbicy, mamy dwoch chlopcow 38lat, zameznej. Ta pani nigdy nie wybaczyla kolezance mamy, z ktora zwiazal sie jej ojciec. Oczywiscie toleruje ja jako macoche, ale ich relacje sa ozieble. To kolezanka mamy "odbila" jej ojca. Powiedzila mi, ze zawsze bedzie czula niechec i nienawisc do macochy, za to, ze zniszczyla malzenstwo jej rodzicow.
    • 13monique_n Re: Znacie? 09.11.10, 09:26
      Ja byłam w dobrych relacjach z drugą żoną ojca. Obecnie byłą. I do dzisiaj jest ok, jeśli się spotkamy. NIe mam z nią za wiele wspólnych tematów, ale generalnie kobieta była i jest OK. Jego trzecia żona i on zaś - odcięli się od wszystkich, więc trudno mi się wypowiadać.
      • 333a13 Re: Znacie? 09.11.10, 09:46
        Nie znam takich przykładów... Dorosłe dzieci nie zawsze znajdują czas dla swoich rodziców, dziadków nie mówiąc o dalszej rodzinie... Wg mnie macocha stoi tu na "przegranej" pozycji pod tym względem, że może pasierbiątka mogą mieć o niej jakieś ciepłe wspomnienia itd ale nie liczyłabym na więcej...
        • macocholik Re: Znacie? 09.11.10, 14:27
          Mam pasierba, 15 latka. Na początku, kilka lat temu, był horror. Za szybko się otworzyłem, za wcześnie i za zbyt dużą dla mnie cenę chciałem mu zastępować ojca, nie rozumiejąc, że przecież on tego wcale nie potrzebuje. Bo przecież on już ma swojego ojca.
          Potem zrobiło się jeszcze gorzej. Kiedy zobaczył, że to układ na dłużej, najpierw chciał manipulować matką, a potem - jak się dłużej nie dało - zmieniał nam w Sajgon każdy lepszy dzień... Podczas wakacji rok temu miałem wręcz przez kilka dni szczerą wolę wsadzić go do samolotu powrotnego z biletem w jedną stronę - i żeby go tatuś jego odebrał w kraju. Ale zaciskałem zęby i robiłem swoje.
          Tyle że im cześciej mi w oczy mówił - gdy prosiłem, by się pohamowywał, by odrobił lekcje, nie pyskował matce, zachowywał się jak domownik i takie tam nieistotne pierdoły - że nie jestem jego ojcem, więc nie musi mnie nawet słuchać - tym częściej coś we mnie się pomalutku na niego zamykało. I chociaż ja mu nigdy nie odpowiedziałem - "to doskonale, bo ja też nie" - to ja mu emocjonalnie (ze swojej strony) ojcem już nie jestem.
          Jako że z partnerką mamy drugie kilkuletnie dziecko, już wspólne, teraz więc po prostu robię to co do mnie należy (w warstwie materialnej, jako do ojczyma), ale mam emocjonalnie głęboko w nosie wszelkie obecne i kolejne odpały pasierba. Jak sobie w życiu pościele, tak się wyśpi. Nie moje małpy, nie mój cyrk. Chce wierzyć tatusiowi - że jego sposób na życie (wieczne pasożytowanie na wszystkich dookoła) lepszy - e voila! Chyba to wyczuł, bo widzę, że trochę spasował ostatnio.

          Postawiłem sobie natomiast bardzo wyraźną granicę związaną z dobrem MOJEGO dziecka i partnerki - dopóki młody jej nie przekroczy (picie, dragi, nocne balangi w nieznane, olanie obowiązku szkolnego, użycie przemocy fizycznej lub słownej wobec domowników itd.)- nie ma mnie w jego życiu. A jego w moim. Ale gdy ją przekroczy - one way ticket. Najpierw nocleg na słomiance, a jak się powtórzy - drzwi, kop, telefon po jego tatusia i walizka w plecy - jego lub moja, jesli partnerka weźmie syna wtedy w obronęwink. Bez powrotu. I on i ona o tym wiedzą. I wiedzą, że nie żartuję.
          Młody parę razy, gdy hormony mu nad miarę buzowały próbował już nawet startować, ale... cały czas mu w miarę spokojnie (choć ile to mnie czasem kosztuje - sam wiem - bo ja wiem - że mnie nie wolno, a czasem łapy świerzbią, oj świerzbią, - mojemu synowi rodzonemu - gdybym miał - w życiu by się nie upiekło parę numerów, które wywinął nam pasierb) tłumaczę, że naprawdę on nie chce się przekonać, jak to jest być przez dorosłego męźczyznę w takiej sytuacji potraktowanym jak dorosły a nie smarkacz.
          A poza tym między moim rodzonym dzieckiem a pasierbem nie ma żadnych róźnic w traktowaniu (jeśli chodzi o całą warstwę materialną). Ma to co trzeba kiedy trzeba i ile trzeba.
          Oboje na to ciężko pracujemy. Lecz skoro tego jednego, co mu mogłem chętnie dać w warstwie niematerialnej - on nie chce i z góry odrzuca - no to jego problem, nie mój.Związałem się z jego matką. On był TYLKO i AŻ dobrodziejstwem inwentarza - do wyboru - przez niego. JAk już będzie wiedział, co dla niego lepsze.
          A że jego tato w drugim związku olewa i kantuje chłopaka równo i jedyne, co potrafi - to ciężki kit mu od święta wciskać, nie utrzymuje go, wręcz mu przy tym mówiąc, że to moja rola (! smile a ja sam pochodzę z rozwiedzionej rodziny zatem wiem już, co przeżywał MÓJ ojczym z moimi jazdami w swoiim czasie - unikam teraz, gdy sam jestem w podobnej sytuacji - takich stresów jak ognia. I spokojnie sobie czekam. Aż młody stanie się partnerem do powaźniejszych rozmów i przedsięwzięć. Aż ich sam zechce (nie zechce - trudno - jakoś przeżyjęwink. I sam w pełni zrozumie co jest grane w jego życiu.I jak go traktują rózni ludzie naprawdę a nie w pustych deklaracjach.
          Moja strategia jest więc na kilka najbliższych lat prosta - wyłączenie u siebie absolutnie emocji i zapędów "rodzicielskich", utrzymanie i egzekwowanie kiedyś postawionych przeze mnie jasnych granic na SWOIM terytorium. Proste - skoro młody uważa, że jestem dla niego absolutnie obcy, to w obronie tego co ja uważam za ważne - moje terytorium też jest dla niego zamknięte- jeżeli bedzie chciał być na nim agresorem a nie mile widzianym gościem. I wara mu je przekraczać w rol iagresora, dopóki to ja noszę spodnie w tym domu.
          Dlatego mówiąc prawdę - choć może i by się chciało kiedyś utrzymywać z pasierbem jakieś cieplejsze relacje, wspólnie coś robić fajnego dla rodziny - to nie będę płakać, jak się szybko usamodzielni i pójdzie na swoje. Jeszcze z sześć lat i spokój.







          • salanderr do Macocholik 09.11.10, 15:36
            Prosto , szczerze , bez dobudowywania ideologii , dla mnie po prostu mądrze...szacun smile
          • geos Re: Znacie? 17.11.10, 13:21
            U nas jest podobnie.
            Przy czym jest dwoje dzieci - pasierbica dziewczyna mądra i rozważna, miała parę wyskoków nastolatki ale to można przeżyć, w końcu dało sie z nią porozmawiać, sprawy zostały wyjaśnione, i po buncie nastolatki "wraca na łono" rodziny - obecnie lat 16, prawie 17
            pasierb - całkowita odwrotność, doprowadził do tego, że ja mam serdecznie dość użerania sie z nim, bo to jest dosłownie użeranie się, o każda pierdołę, o każdy drobiazg wieczna walka, rozmowy go nie interesują bo go to nudzi, najlepiej leżeć i sie obijać, cholernie inteligentny dzieciak a lenistwo sięga rowu mariańskiego. Ostatnie wakacje to była katastrofa i ja po prostu przestałam się łudzić, że kiedykolwiek polubię tego dzieciaka ( a kiedyś myślałam, że mogę go lubić nawet bardzo) nie chce to nie, nic na siłę, teraz niech on się stara. To taki typ co to wywija, dokazuje a jak ma ponieść konsekwencje to jest obrażony na cały świat i ma pretensje do nas, że te konsekwencje wyciągamy.
            Właściwie to ja walczyłam o dogadanie się z nim, bo to bardzo zadziorny chłopak i z ojcem tez ma kontakt taki sobie. Teraz już mi się nie chce.
            Choć właśnie wykonałam telefon w sprawie terapii rodzinnej bo sami rozkładamy ręce i nie wiemy jak z nim postępować, żeby kompletnie nie stracić z nim kontaktu.
            Jest notorycznym kłamca i krętaczem z miną aniołka i wielu sie na to nabiera.
            Po wakacjach wyluzowałam i skupiłam się na własnym synu, jak nie to nie.
            Stracił sojusznika w awanturach z ojcem. Trudno, jego wybór.
            matki nie ma bo zginęła 7 lat temu.
            • macocholik Re: Znacie? 22.11.10, 15:51
              A ja sobie czekam spokojnie. I chyba zaczynam się doczekiwaćsmile.
              Ostatnio przeżylismy sytuację, że mieliśmy do zyskania coś, na czym bardzo zależało wszystkim. W warstwie materialnej. Znaczy - nagrany zakup nowego domu.
              No i wszystko było dograne prawie na tip top, pasierb się cieszył jak głupi, my też... aż sprawdziliśmy coś jeszcze. I okazało się, że przez jego tatusia wszystkie nasze marzenia poszły się w 10 sekund gonić na drzewo.
              Bo się okazaqło, że tatuś jego wziął był - i pokątnie za czasów małżeństwa z moją partnerką, parę ładnych lat temu - narobił - i to prawdopodobnie bez jej wiedzy! - bankowych długów, przez które dziś także i ona, nawet o tym nie wiedząc, jest w kredytowej bazie danych jako osoba niewiarygodna. Słowem - z kredytu nici.
              No i młody, widąc że coś nie halo, zapytał, co się stało. Zapytaliśmy, czy chce wiedzieć jako dziecko, czy jako młody mężczyzna? Dlaczego nie będzie mieć jeszcze przez ładnych kilka lat duuuużego pokoju na poddaszu tylko dla siebie?
              Chciał wiedzieć jako młody mężczyzna. No to się dowiedział, w krótkich żołnierskich słowach, że jego tatuś daaawno dawno temu nie poprzestał jedynie na ukradzeniu swojemu synowi wszystkich synowskich oszczędności, ale i w dodatku bez wiedzy swojej ówczesnej żony pokątnie oszukał i okradł bank - bo tym właśnie jest świadome niespłacanie długów, a przez to nie ma dziś mowy o wspólnym kredycie na nowy dom nie dla tatusia, a dla nas. Bo tu musi być wiarygodność obojga kredytobiorców. Moja nie wystarczysmile.
              Powiedzieliśmy mu to wprost - twój ojciec okradł i oszukał bank. A że twoja mama była wtedy jego żoną - dziś i ty beź źadnej swojej winy nie możesz mieć lepiej. I tyle.
              Zdaje się, że pasierb zaczyna więc powoli łapać, kim naprawdę jest jego tatuś... I co dzięki tatusiowi ma, a czego nie ma i mieć nie będzie. I że to nie jest dobra droga - droga jego tatusia. Słowem - sytuacja może mało ciekawa życiowo, ale jakże perspektywiczna wychowawczosmile
              • salanderr Re: Znacie? 23.11.10, 11:39
                Macocholiku z tego co się orientuję to jeśli Twoja żona nie poświadczała kredytu ( nawet jeśli mieli wspólnotę majątkową ) i te pieniądze były bez jej wiedzy rozdysponowane tzn. nie poszły na bieżące potrzeby domowego budżetu , nie odpowiada za długi . Musicie zgłosić się do banku i prawnika , będziecie mogli wtedy wnioskować o ściągnięcie żony z listy dłużników. Pozdrawiam
    • braktalentu Re: Znacie? 09.11.10, 10:41
      Ja mam fantastycznego ojca. Chociaż niebiologicznego. Teraz jest też super dziadkiem moich dzieci.
    • mw144 Re: Znacie? 09.11.10, 13:50
      W rodzinie mam przypadek, gdzie dorosły już pasierb lat 40 swoją macochę traktuje jak matkę, która jet również cudowną babcią dla jego dzieci, natomiast z biologiczną nie utrzymuje kontaktów, bo nie potrafiła mu wybaczyć, że kiedy miał kilkanaście lat odnalazł ojca i utrzymuje z nim bardzo dobry kontakt.
    • tully.makker Re: Znacie? 09.11.10, 16:45
      W sumie nie chce mi sie nawet nad tym zastanawiac. Robie to, co uwazam za dobre i wlasciwe wobec mojej pasierbicy. I dla calej rodziny. Lubie ja i dobrze jej zycze. co z tego wyniknie i jak ona bedzie widziec nasza relacje to cos w wielu aspektach poza moja kontrola. Nie spodziewam sie i nie oczekuje wdziecznosci. Bedzie miedzy nami dobrze - super - nie bedzie - trudno. Wazne jest dla mnie,zeby moc sobie w oczy spojrzec co rano w lustrze, ale tez - zeby nie poswiecac sie w nadmiarze, a potem miec pretensje, ze nikt sie moim poswieceniem nie zachwyca.
    • damiri Re: Znacie? 09.11.10, 20:37
      Zastanawiam sie czy dawniej nie bylo latwiej (dawniej, w znaczeniu pokolenia naszych rodzicow gdy byli dziecmi). Moj ojciec dostal macoche gdy mial 7 lat (jego mama zmarla rok wczesniej) i potem w krotkim czasie zostal "obdarowany" przez nia i ojca 4 przyrodniego rodzenstwa. Ta macocha jest moja babcia - jedyna jaka znam, bo mama mojej mamy zmarla przed moim urodzeniem - a dla mojego ojca jest matka. Kocha ja jak rodzona matke i mowi o niej mama. Z rodzentwem tez nie mial nigdy problemow - sa dla niego jak rodzeni bracia i siostry. Moja babcia jest prosta kobieta, z tego co wiem zostala macocha w wieku 19 lat i po prostu emocjonalnie "zaadoptowala" mojego ojca. I vice versa. Mysle, ze gdyby sytuacja ta nastapila dzisiaj, nie byloby tak rozowo. Moze - nie bedac poprawna politycznie - wtedy tak sie nie roztrzasalo sytuacji, nie rozdwajalo wlosa na czworo (co jest obowiazkiem, prawem macochy i pasierba), nie chodzilo sie wokol dziecka na paluszkach (bo trauma porozwodowa czy po smierci rodzica) - po prostu takie bylo zycie, takie nowe role i tyle. Moze teraz jest trudniej, bo wiekszosc drugich malzenstw to takie "porozwodowe" i faktycznie macocha ma trudniejsza role, bo biologiczna matka jest obecna. Dawniej wiekszosc macoch przychodzila na miejsce zmarlej zony. Sytuacja byla klarowniejsza.... Takie moje rozwazania, bynajmniej nie poparte zadna statystyka smile ....
      • sofija_biala Re: Znacie? 10.11.10, 11:02
        MOje rozważania są podobnewink
        Dzieci teraz w ogóle wychowane są tak, że nikt obcy (więc i w tym macocha) nie ma prawa im zwrócić uwagi. Bo trauma, bo stres, bo rodzice nie pozwolą. Jako dziecko nie raz robiłam głupoty ale rodzina, znajomi rodziców czy sąsiedzi mieli prawo w tamtych czasach zareagować a żaden z rodziców głupio w mojej obronie nie stawał, jesli faktycznie nabroiłam i uważam, że to było dobre.
        I przychodzi mi do głowy jeszcze jedno spostrzeżenie. Gdybym była osobą obcą w sensie powinowactwa (np. koleżanką któregoś z rodziców), to Młody bardziej doceniałby wspólne zabawy (tak jak to doceniają dzieci mojej przyjaciółki).
        Ale jestem żoną jego Taty. Więc konkurencją jego mamy. Choć rozstanie było wolą obu rodziców a ja mojego M poznałam już po ich rozwodzie.
        • nangaparbat3 Re: Znacie? 10.11.10, 12:59
          Nie opowiadaj.
          Nigdy się nie waham ze zwróceniem uwagi dziecku, kiedy robi coś złego, niebezpiecznego czy przeszkadza bez powodu etc. Nie waham się ani gdy chodzi o bliższą/dalszą rodzinę, ani o dzieci Next i Exa. Ważne jest tylko, czy pod spodem jest życzliwość w stosunku do dziecka. A ona może być, jeśli nie uzbiera się piętnastu sytuacji gdy trzeba było zwrócić uwagę i nie zrobiłaś tego.

          W rodzinie mam pana, który przyjaźni się z pasierbicą, będąc od wielu lat żonatym z inną niż jej mama panią (a nawet chyba i z nią już rozwiedzionym).
          • 333a13 Re: Znacie? 10.11.10, 14:07
            Ja też staram się nie zwracać Młodemu uwagi i raczej mobilizuję do tego ojca z tej prostej przyczyny, że Młody czasami się buntuje... wprawdzie po swojemu, po cichu...zwykle udając, że nie słyszy polecenia i udając że jego to nie dotyczy... Jakie mam wyjście??? stawiać na siłę na swoim? Własne dziecko pewnie bym przymusiła do pewnych rzeczy prośbą, groźbą lub więłabym za kark i zgoniła "do roboty"... a z dorastającym nastolatkiem sprawy się komplikują, bo autorytet i szacunek do osób dorosłych chyba skończył się na moim pokoleniu, więc kimże ja dla tego dziecka jestem? obcą babą, którą chcąc nie chcąc tolerować musi z uwagi na wybory rodziców. Jeśli ktokolwiek jest mu w stanie coś "rozkazać" to rodzice i najbliższa rodzina w postaci dziadków itd... Nie mówię tego tonem skargi, bo Młody jest mało problematyczny i dopóki nie narusza swoim zachowaniem mojego terytorium to nawet jak mnie w środku skręca na pewne jego poczynania czy nawyki daję sobie na luz... Puszczę jakąś aluzję, staram się żartami załatwić sprawę i bardzo rzadko bezpośrednio wydaję jakieś polecenia lub uwagi, w końcu skoro dzieciak ma rodziców to ich prawem i obowiązkiem jest wychowanie dziecka. Może łatwo mi to mówić, bo mam Młodego od święta ale z drugiej strony Macochy często zapominają o tym, że ich rolą nie jest zastępowanie rodziców...
        • 13monique_n Polecam "charaktery" 17.11.10, 14:01
          www.charaktery.eu/razem/312/Macocha-da-sie-lubic/
          U nas dość normalne i naturalne jest, że zwracamy uwagę temu dziecku, któremu akurat "wali w dekiel". Takie ich prawo. A nasze prawo to dbać o ich rozwój z poszanowaniem pewnych zasad, które wszystkim ułatwiają życie. Nie tylko w domu, ale także, a może przede wszystkim, w świecie zewnętrznym.
          Na początku zdarzało się, że byliśmy nieco zbyt delikatni, żeby nie wchodzić w nie-nasze role. Ale życie w sumie nauczyło nas, że to właśnie jest najprawdziwsze różnicowanie naszych dzieci. Oczywiście, że lepiej jest naturalnie i od ręki zareagować. A jak to nie poskutkuje, to rodzic biologiczny bierze się za bardziej drastyczne formy nacisku wink
          • agnessam Re: Polecam "charaktery" 17.11.10, 16:36
            Fajna teoria smile tylko do tego potrzebna jest wspolpraca partnera(ki) i wprowadzenie zasad panujacych w domu. W praktyce jest roznie. Podobal mi sie fragment o tym, ze pasierbowi, pasierbicy ciezko zaakceptowac nowego partnera (hehe) zapomnieli dopisac, ze z tej "drugiej strony" jest podobnie. Na poczatku zwiazku, kazdy sie wysila, a potem... eh... nie idzie sie dogadac ani z ojcem ani z pasierbem(ica). Dzecko zawsze bedzie usprawiedliwione swoim wiekiem, cierpieniem, rozwodem, a ty? Jak mozesz usprawiedliwic swoja niechec do niedobrego dziecka, ktore pogrywa twoim zwiazkiem?
            • salanderr Re: Polecam "charaktery" 17.11.10, 17:51
              I tu się a Agnessam mylisz . Jeśli tak się dzieje jak piszesz to nie dziecko pogrywa twoim związkiem tylko facet pozwalając by takie zachowania miały miejsce . I według mnie świadczy to tylko o tym , że pan ten nie nadaje się do budowania relacji bez względu na to czy posiada dziecko czy też nie . Problem moim zdaniem polega na tym ,że ty cały czas uważasz , że gdyby twój mąż nie miał dziecka to żylibyście długo i szczęśliwie...myślę ,że jeśli nie zrozumiesz , że właśnie przez pryzmat tych wszystkich okoliczności widzisz właśnie najprawdziwszy obraz swojego męża to twoja frustracja będzie rosła .
              • agnessam Re: Polecam "charaktery" 17.11.10, 18:18
                Salanderr, prosze przeczytaj dwa pierwsze zdania powyzszego postu, gdzie pisze, ze do ustalenia dobrych relacji z pasierbem(ica) potrzebna jest wspolpraca partnera i nadanie zasad obowiazujacych w domu. To co pisze dalej ma (mialo) sie, jak dobrze twierdzisz, do mojej sytuacji. To dlatego napisalam, ze w praktyce to roznie bywa. W moim wypadku najlepsze checi i starania byly niestety jednostronne, dlatego nie mozna bylo brnac w tym dalej.
                Nie zdecydowalabym sie juz drugi raz na zwiazek z rozwiedzionym, albo dzieciatym facetem. Wszedzie dookola slysze , ze liczy sie dobro dziecka, a twoj wlasny spokoj we wlasnym domu, to juz inny temat.
                • 13monique_n Re: Polecam "charaktery" 18.11.10, 12:40
                  W domu liczy się dobro WSZYSTKICH domowników, a więc OBOJGA partnerów i dziecka/ci. Słusznie piszesz, Agnessam, że bez współpracy rodzica dziecka nic z tego nie będzie. Zwłaszcza, jeśli rodzicowi uruchomiła się - w chwili przyjścia dziecka na świat, albo w chwili rozstania z drugiem rodzicem - cecha, którą ja nazywam "pieluszkowym zapaleniem mózgu", bądź (jayin, nie tnij, plis) "mentalną sraczką" na punkcie danego dzieciaka.

                  Dziecko potrzebuje JASNYCH zasad, granic, systemu nagród i kar - miłości akceptującej, ale i wymagającej. I powtórzę - masz 1000% racji, że tego bez współpracy z rodzicem biologicznym nie da się osiągnąć.
                  Tu pojawia się druga kwestia, która po kilku latach czytywania tego forum, plus doświadczenia własne. Kobiety, zwłaszcza bardzo młode (przepraszam WSZYSTKIE wyjątki!), zbyt szybko rozpoczynają wspólne życie z mężczyzną, który ma dzieci z pierwszego małżeństwa/małżeństw. No, przepraszam też za seksizm, ale mężczyźni rzadziej wpadają na takie pomysły. Sądzę, że kwestią kluczową w takim przypadku jest zadbać o to, by mieć czas na poznawanie siebie nawzajem, i na poznawanie partnera także jako rodzica. Wystarczyłby rok intensywnych obserwacji i pracy nad związkiem, bądź - to też trzeba brać pod uwagę - rezygnacji.
                  • kocio113 Re: Polecam "charaktery" 18.11.10, 22:22
                    Nic dodać nic ująć, z jednym wyjątkiem
                    według mnie nie:
                    "bez współpracy z rodzicem biologicznym nie da się osiągnąć"
                    ale bez współpracy zRODZICAMIi biologicznym nie da się nic osiągnąć.
                    nie można nie doceniać/przecenić roli drugiego z rodziców.
                    Tylko współpraca WSZYSTKICH dorosłych może dać podstawy
                    prawidłowych relacji w rodzinach patchworkowych.
                    Zgadzam się również z tym że:
                    " kwestią kluczową w takim przypadku jest zadbać o to, by mieć czas na poznawanie siebie nawzajem, i na poznawanie partnera także jako rodzica."
                    według mnie również na obserwacje jego relacji z byłą żoną (matką dziecka)
                    bo z doświadczenia własnego i lektury wpisów na forum mogę pokusić się o stwierdzenie,
                    że relacje te maja niebagatelny wpływ na nowy związek.




                    • 13monique_n Re: Polecam "charaktery" 19.11.10, 08:33
                      Święte słowa, a doprecyzowanie kluczowe. Wszyscy dorośli mają wpływ na dzieci.
                      Od siebie dodam, że na przykładzie własnych dzieci widzę, jaki deficyt tworzy brak zaangażowania ich ojca (każde z nich inaczej sobie radzi, to fakt. A inną kwestią jest to, że były mąż już w małżeństwie "wypisał" się z ojcowania).
    • ajeje Re: Znacie? 23.11.10, 14:02
      Mój ojczym jest moim ukochanym tatą. Ja jestem jego ukochaną córeczką (ani trochę nie czuję się mniej ważna od jego rodzonego syna). Możliwe że pomogło nam to że mojego ojca nie było zupełnie w moim życiu, a także to że moja mama od razu pokazała nam obojgu jakie kto miejsce w rodzinie zajmuje i z żelazną konsekwencją tego pilnowała.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka