optymist75
29.11.11, 18:31
Sprawa ma się tak.
M ma 2 synów 8 i 11 lat.Wygląda na to ,że młodszy nie radzi sobie z emocjami.
Zaczęło się od tego ,że M siedział z nim nad lekcjami i trzeba było nauczyć się 8 słówek z niemieckiego.Syn z płaczem na końcu nosa,tarzając się po podłodze wykrzyczał,że nienawidzi się uczyć,zwłaszcza niemieckiego i nie będzie tego robił.Od słowa do słowa M dowiedział się,że syn nie będzie już do nas przychodził,że on nie jest jego tatą i znajdzie sobie innego tatę.Sytuacja wyglądała tak jakby w młodego wstąpił diabeł.Mało brakowało,by ten zaczął rzucać rzeczami w domu.A właściwie to rzucił.Napisał dzień wcześniej list do św.Mikołaja,ale kiedy dostał furii porwał list na kawałki i rzucił M pod nogi.M oczywiście kazał mu to pozbierać.Było to w ostatni dzień kontaktów,młody przez następne 2 h nie odzywał się do ojca.
Raz już przeżyłam jego atak furii,zakończony płaczem na balkonie.Oczywiście poszło o naukę,a konkretnie czytanie.
Dziś M był u psychologa w związku z powyższym.1,5 H gadał o całej sytuacji w rodzinie.
Pani psycholog uważa ,że z dzieckiem trzeba rozmawiać,rozmawiać i rozmawiać.
pałujemy temat co drugą wizytę,jak widać skutki są krótkotrwałe.
Żadnej konkretnej rady jak pracować z dziećmi by problemy -stosunki matka-ojciec nie odbijały się na dzieciach.Od 4 lat eks miesza chłopakom w głowach,ale od 2 nasiliło się.
Ja jestem za jakimiś mediacjami rodzinnymi,ale eks na żadne takie nie pójdzie,nie ma mowy.
Byc może jakiś psycholog z powołaniem porozmawia z dziećmi.Jednak takiego póki co nie znaleźliśmy.To trzecie podejście w temacie psycholog.
Nie wiem jak chłopakom pomóc...