Dodaj do ulubionych

Uroczystosci

18.06.12, 19:53
Tak tylko chcialam zapytac jak to u Was jest. Kiedy jest jakas okazja zwiazana z dziecmi m to on uwaza, ze oczywiste jest, ze skoro on jest zaproszony to ide i ja, bez wzgledu czy moje imie zostalo wspomniane przy zapraszaniu czy nie. Do tej pory jakos klopotow nie bylo, bo zawsze jak m byl zapraszany to proszono i mnie wiec no problem. W przyszlym tygodniu jednak mamy kolejna okazje. Do m dzwoniono z zaproszeniem na urodziny, ale ja sie w tej rozmowie nie pojawilam. Moje stosunki z chlopakiem nigdy nie byly idealne, .....no nazwijmy to po imieniu....nie lubimy sie i jest to uczucie wzajemne. Nie wsadzamy sobie noza w plecy, ale miloscia do siebie palac tez nie bedziemy, mimo ze razem mieszkalismy przez ponad rok. Ja z brakiem zaproszenia problemow nie mam, nie to nie i plakac z tego powodu nie bede. Rozmowa sie zawiazala z m, bo on uwaza, ze powinnam isc, bo dla niego, jak wspomnialam, oczywiste jest, ze jak on jest zaproszony to automatycznie ja tez. Ja mylse, ze to nie do konca tak. Ale zapytam was o zdanie. Dzieki smile
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Uroczystosci 18.06.12, 20:38
      ale czyje to urodziny? Twojej antypatii? Idziecie / m idzie sam, czy z dziecmi?

      Ja bym odpuscila wyjscie do osoby ktorej nawet nie lubie, szkoda mojego czasu na to.
      • bellinea Re: Uroczystosci 18.06.12, 21:43
        Urodziny dorosłego syna m.
    • karolana Re: Uroczystosci 18.06.12, 21:39
      Też nie bardzo rozumiem czyje to urodziny i gdzie macie iść.
      Generalnie u nas jest tak, że dom ex jest dla mnie tabu. Moja noga tam nie postanie.
      W miarę neutralnym miejscem, ale też raczej mało dla mnie komfortowym, jest dom rodziców m. Nie lubię tam przebywać, ale dla dobra dzieci czasem to robię
      Miejsca publiczne też różnie, bo w kościele w czasie komunii nie było problemów, ale już w szkole była awantura.
      Wszelkie święta dzieciowe organizowane są po prostu u nas osobno, na okazje dzieciowe u ex i jej rodziny m nie jest zapraszany, a nawet jeśli by był i tak by nie poszedł.
      • bellinea Re: Uroczystosci 18.06.12, 21:47
        M zostal zaproszony na obiad w restauracji z okazji urodzin swojego doroslego syna. Zaproszeni wszyscy najblizsi z rodzenstwem, babcia, i eks wlacznie.
        • kara_mia Re: Uroczystosci 18.06.12, 22:05
          M zostal zaproszony na obiad w restauracji z okazji urodzin swojego doroslego syna. Zaproszeni wszyscy najblizsi z rodzenstwem, babcia, i eks wlacznie.

          jeżeli na "oficjalną" imprezę rodzinną ( a za taka należy uznać przyjecie w restauracji), zostaje zaproszona osoba pozostająca w związku, to zrozumiałym jest, że pojawia się w towarzystwie partnera / partnerki. I oczekiwania twojego męża są dla mnie zupełnie zrozumiałe. Nie jest wdowcem ani rozwodnikiem ani kawalerem i wychodzi w towarzystwie zony.

          To, że specjalnie solenizanta nie darzysz sympatia, no to niestety trudno. Twoja obecność należy się z miłości i "obowiązku" towarzyskiego dla twojego męża, a nie z sympatii do jubilata.

          Jak twój maż ma służbowe wyjście na kolację z zonami, to też twój "obowiązek" jest tam iść, choćbyś wszystkich serdecznie nie znosiła. Jak jest zona, to żona chodzi, trudno. Nie trzeba się na szyje rzucać i siedzieć do północy, ale zetrwać do deseru i rozmawiać na temat najnowszej kolekcji w ZARZE lub pogody- można w jakimkolwiek towarzystwie.

          Najwyżej jako rekompensatę za "pracowity wieczór" poproś męża o nowe buty wink
          Oczywiście, jeżeli to powiesz w żartach!!!!





          • karolana Re: Uroczystosci 18.06.12, 22:16
            Zgadzam się z Karą. Bycie żona (!) to taka niewdzięczna czasami rola, że trzeba zacisnąć zęby i zrobić to, co jest dobre dla męża (oczywiście w drugą stronę też to działa).
            Dorosły syn zaprasza swojego ojca na uroczystą, oficjalną kolację, no oczywiście, że ojciec idzie z żoną.
            Pomysł z butami niezły, dorzuciłabym jeszcze kieckę, bo co, tak w samych butach iść to trochę obciach wink
            • bellinea Re: Uroczystosci 18.06.12, 22:54
              Dziewczyny, obowiązki zony swoją droga. Może to i jest oczywiste ze żona zawsze idzie z mężem. Może ja po prostu jestem uprzedzona (albo nauczona z doświadczenia). Ale nie miałam sytuacji, ze ktoś mówi do m: zapraszam CIĘ na urodziny...bo skoro to oczywiste, ze jak idzie m to idę i ja, więc czemu nie powiedział: zapraszam was? Może i sie czepiam słowek, ale jakoś sie czuje pominięta i mimo wszystko nie zaproszona na ta imprezę więc tym samym obowiązku nie czuje. Powiedzie, czy sie czepiam czy to trochę dziwna sytuacja jednak jest
              • kara_mia Re: Uroczystosci 18.06.12, 23:06
                więc czemu nie powiedział: zapraszam was?

                moze temu, że prostak i burak...? albo czemu innemu...

                ale jakoś sie czuje pominięta i mimo wszystko nie zaproszona na ta imprezę więc tym samym obowiązku nie czuje.

                jako żony swojego męża nie musza cie zapraszać ( choć grzecznie jest dodać - żoną) - i tak jest wiadomym, że maż przychodzi z żona...
                obowiązki masz wobec swojego męża - bez względu w jaki buracki sposób postępuje jego syn.
                • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 07:37
                  kara_mia napisała:

                  > więc czemu nie powiedział: zapraszam was?
                  >
                  > moze temu, że prostak i burak...? albo czemu innemu...
                  >
                  > ale jakoś sie czuje pominięta i mimo wszystko nie zaproszona na ta imprezę w
                  > ięc tym samym obowiązku nie czuje.

                  >
                  > jako żony swojego męża nie musza cie zapraszać ( choć grzecznie jest dodać - żo
                  > ną) - i tak jest wiadomym, że maż przychodzi z żona...
                  > obowiązki masz wobec swojego męża - bez względu w jaki buracki sposób postępuje
                  > jego syn.

                  Zgadzam się w całej rozciągłości smile
              • damajah Re: Uroczystosci 18.06.12, 23:08
                Ja Ciebie rozumiem - uważam że zaproszenie powinno być dla WAS a nie dla Twojego męża.
                Czy bym poszła? Nie wiem. Raczej poprosiłabym o wyjaśnienie sytuacji i gdyby okazało się że mąż faktycznie został zaproszony "solo" nie poszłabym ale byłoby mi cholernie przykro gdybym została tak niegrzecznie wyrzucona poza nawias rodziny. Nie wiem też czy mój mąż by poszedł sam na oficjalną rodzinną imprezę, raczej nie i raczej wyjaśnił by tą sytuację w konkretnej rozmowie.
                • kara_mia Re: Uroczystosci 18.06.12, 23:50
                  Nie wiem też czy mój mąż by poszedł sam na oficjalną rodzinną imprezę

                  no, takie coś to chyba jedynie do opisania na forum w ramach żartu..... mąż, który idzie na oficjalne urodziny swojego syna i zostawia w domu żonę, bo ona "nie została zaproszona" to jakieś kuriozum!!!!
                  To stanowczo kwalifikuje się do poważnego zrewidowania swojego poglądu na temat tego związku i małżeństwa.
                  • anula36 Re: Uroczystosci 19.06.12, 09:31
                    W takiej sytuacji to jasne ze ide z mezem, nawet jesli nie mam na to zbyt wielkiej ochoty.
              • edw-ina Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:47
                A przypadkiem nie mieszkasz w UK? W końcu w angielskim "you" to zarówno ty, jak i wy.
          • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:00
            Jezusie Nazarejski, jak to dobrze, ze nie jestem zona, tylko konkubina i nikomu nie przyszlo do glowy, ze bede siedziec i ladnie wygladac, a w nagrode moge poprosic o nowa pare butow (ale tylko w zartach!!! Bron Boze na powaznie!).
            • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:19
              illegal.alien napisała:

              > Jezusie Nazarejski, jak to dobrze, ze nie jestem zona, tylko konkubina i nikomu
              > nie przyszlo do glowy, ze bede siedziec i ladnie wygladac, a w nagrode moge po
              > prosic o nowa pare butow (ale tylko w zartach!!! Bron Boze na powaznie!).

              Wiesz, żona to niejako funkcja instytucyjna, więc niestety, chyba taka jej rola smile
              Konkubina / partnerka tudzież inne określenia dają pod tym względem więcej swobody.
              A co do kupowania butów, kasa zazwyczaj jest wspólna, więc po prostu oświadczyłabym, że nie pokażę się na BARDZO WAŻNEJ uroczystości jak kopciuch i zanabyłąbym buty z pasującą do nich kreacją wink
              Zupełnie serio i bez żartów smile
              • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:28
                Hm. Czyli bycie konkubina daje mi prawo do rozmow na ambitniejsze tematy? Czy mam potakiwac grzecznie glowka i mowic, ze pogoda dzis kiepska?
                Bo to, ze nie musze sie prosic o buty, ani nawet anonsowac ich zakupu to wiem z doswiadczenia.
                Pieniadze mamy osobne, na szczescie nie musze sie o nic prosic (i vice versa).
                • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:41
                  Hmmm sądzę, ze bycie konkubiną zwalnia z pewnej oficjalnej szopki, w sensie - jako konkubina mogę sobie nie iść na jakieś tam urodziny w rodzinie mojego konkubenta, ostatecznie nie moja to rodzina. Będąc żoną jednak powinnam iść.
                  A tematy to inna brocha. Karac chyba podała banalne tematy w nielubianym towarzystwie.
                  Swoją drogą z tymi banalnymi tematami miałabym spory problem, zwłaszcza nt kolekcji w ZARZE wink
                  Co do wydatków, jednak w małżeństwie zazwyczaj kasa jest wspólna i anonsowanie o wydatkach jest jak najbardziej na miejscu, obojętnie kto te wydatki czyni i na jakie cele wydaje kasę, powinno się informować drugą stronę o tym. Chyba że są inne układy, np. wspólne konto na wspólne rzeczy plus każdy ma swoje na swoje wydatki.
                  • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 12:59
                    Heh. Ja chyba zyje w innym swiecie smile
                    Rodzina mojego partnera jest moja rodzina, niezaleznie od podpisania papieru.
                    A juz zdecydowanie moja rodzina jego traktuje jak swojego - tez im brak papieru nie przeszkadza.
                    Nie sadze rowniez, zeby podpisanie aktu malzenstwa zmienilo u nas logistyke finansowa - bo i czemu?
                    Bedac zona nie czulabym sie ani mniej ani bardziej zobowiazana brac udzialu w imprezach, szczegolnie imprezach sluzbowo-pracowych. Mam ochote - ide. Nie mam ochoty - nie ide. Jezeli chodzi o imprezy rodzinne - niezaleznie od slubu czy jego braku - coz, czasem trzeba i nie ma, ze boli. U nas to najczesciej jednak konkubent bierze udzial w imprezach mojej rodziny niz odwrotnie, ale nigdy nie jest do nich zmuszany.

                    Nigdy nie rozumialam tej naglej zmiany po slubie. ale moze dlatego, ze od dluzszego czasu nie widze zadnych powodow, zeby slub brac.
                    • edw-ina Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:15
                      Również nie widzę różnicy w pewnych kwestiach. Przed ślubem wspólnie spotykaliśmy się z rodziną, po ślubie również. Przed ślubem chodziłam na oficjalne spotkania firmowe, po ślubie też (choć w każdym z tych wypadków z przyjemnością bym ich uniknęła), przed ślubem mieliśmy oddzielne konta, po ślubie również.

                      A jeszcze odnośnie tych bucików i kiecek - nie rozumiem tego typu zadośćuczynienia. Choć z drugiej strony np. bardzo lubię, kiedy M daje mi karty upominkowe lub po prostu pieniądze i mówi, żebym zrobiła sobie przyjemność i kupiła coś ładnego "od niego". Opowiem wam też piękną historię, godną filmu. Wiele lat temu poznałam w USA uroczą staruszkę - Żydówkę polskiego pochodzenia. Mieszkała w ogromnym , pustym domu i czasami przychodziłam, żeby dotrzymać jej towarzystwa. Lubiła opowiadać o swoim mężu, w którym była szalenia zakochana. Któregoś dnia powiedziała mi, że przez wszystkie lata ich małżeństwa w każdy piątek zabierał ją do dobrego sklepu i kazał wybrać sobie najpiękniejszą sukienkę. Historia miła, do chwili, gdy zaprowadziła mnie na piętro, otworzyła olbrzymią garderobę i pokazała mi te wszystkie sukienki wiszące jedna obok drugiej, w takiej kolejności, jak były kupowane. Popłakałam się.
                    • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:58
                      Illegal.alien, po ślubie logistyka finansowa zmienia się z jednego podstawowego powodu - ustatowa wspólnota małżeńska. W związku nieformalnym tego nie ma, więc jest jasny podział na pieniądze moje i twoje. Ale w małżeństwie tak nie ma, chyba że jest intercyza.
                      A co do reszty - wszystko zależy od układów.
                      Rodzina mojego m NIE jest moją rodziną i nie widzę możliwości żeby była.
                      To są obcy dla mnie ludzie, z którymi czasem się spotykam, aktualnie głównie ze względu na moje dziecko, któremu chcą dziadkować i dla których staram się być miła przez wzgląd na m i na dzieciary (wszystkie).
                      Gdyby ślub niczego nie zmieniał, byłby pozbawiony racji bytu. Dla mnie jednak zmienia. Względy prawno-społeczne (plus np. religijne) to jednak całkiem dobre powody do traktowania tej formy związku jako innej jakości.
                      Bycie żoną/mężem to nie jest to samo co bycie konkubiną/konkubentem.
                      Inne są prawa, przywileje, ale też obowiązki.
                      • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 14:11
                        Wzgledy religijne celowo pominelam, bo to jakby oczywista sprawa, ale nie ma nic wspolnego z obowiazkiem lub nie bywania na imprezach sluzbowych czy rodzinnych.

                        Co do wspolnoty majatkowej - znowu, IMHO kwestia dogadana, a nie slubu czy nie. Mozna byc malzenstwem i teoretycznie ustawowo miec wspolnote, a w praktyce i tak rozdzielnosc i odwrotnie - mozna byc konkubinatem z praktyczna wspolnota.
                        Znowu - prawa i obowiazki jakie sobie damy i na siebie nalozymy zaleza od nas samych.
                        Wzgledow prawno-spolecznych jeszcze nie znalazlam takich, ktore by mnie przekonaly, ze slub to taka wielka sprawa i warto go brac, a juz na pewno nie widze powodow, zeby uwazac to za zwiazek innej jakosci. Moze miec na to znaczacy wplyw fakt, ze mieszkam na zgnilym zachodzie, gdzie nie ma to absolutnie zadnego znaczenia i jedyny moment, w ktorym zaluje, ze nie jestesmy malzenstwem to ten, kiedy stoimy po wize do Polski w konsulacie - ten problem rozwiaze nam sie w tym roku dzieki nabyciu przez W obywatelstwa brytyjskiego.
                        • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 15:04
                          Illegal.alien, ale Ty oczywiście rozumiesz, że nie chodzi o jakieś osobiste ustalenia w Twoim czy moim przypadku, ale o pewien stan, który możemy sobie negować, a który nadal istnieje.
                          Nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale w Polsce jeśli nie jesteś w związku małżeńskim nie możesz rozliczać się wspólnie z podatków, są problemy z dziedziczeniem, wg prawa nie posiadacie wspólnych dóbr materialnych (chyba że zawrze się umowę cywilno-prawną) i w razie czego jedna osoba może zostać z niczym, bo "w praktyce" prowadzili wspólną kasę, ale w teorii wszystko co nabyli jest jego czy też jej. Intercyza, owszem, niby rozdziela majątek i znosi wspólnotę, ale jak sobie poczytasz wątki o alimentach, okazuje się, że sądy mają centralnie w 4 literach tę rozdzielność i biorą przy ustalaniu alimentów pod uwagę dochody żony, pomimo intercyzy.
                          Zgodnie z prawem również małżonkowie mają wobec siebie obowiązki, których nie mają konkubinaty, a które mogą nieźle skomplikować życie, jeśli np. były współmałżonek wystąpi po iluśtam latach o świadczenia alimentacyjne, bo zachoruje na ten przykład. Albo jego rodzice. Bo, jak nas pouczyła kiedyś koleżanka forumowa, powinowactwo nie ustaje wraz z rozwodem.
                          Nie mówiąc o kwestiach społecznych, które dają żonie status, jakiego konkubina raczej mieć nie będzie. Ba! Niejednokrotnie BYŁA żona ma więcej poważania niż obecna konkubina! I nie jest to związane z przymiotami ciała i ducha każdej z pań, ale właśnie ze statusem społecznym jakiego się nabywa będąc żoną.
                          Każda para może sobie w 4 ścianach (znaczy wewnątrz związku) wyznaczać co chce. Ale nie żyje na pustynii, zatem podlega pewnym regulacjom prawno-społecznym. I można sobie psioczyć, próbować zmieniać (jestem za!), ale póki co jest jak jest. Przynajmniej tu wink
                          • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 15:14
                            Rany, naprawde zona ma wiecej powazania w spoleczenstwie niz konkubina? Hip-hip hurra na czesc zgnilego zachodu.

                            Co do posiadania lub nie roznych rzeczy wspolnie - posiadamy wspolnie mieszkanie, na takiej zasadzie, ze jak ja zejde, to W dostaje calosc, jak W zejdzie, to ja zostaje z caloscia - zadna z naszych corek nie dostanie nic w razie smierci jednego z nas. W razie smierci dwojki beda sie musialy podzielic.
                            Samochody mamy zapisane kazdy swoj na siebie, ale w zasadzie tylko dlatego, ze jak ja kupowalam swoj, to nie bylo przy tym W i jak W kupowal swoj, to nie bylo przy tym mnie i jakos tak wyszlo - mozna by to zmienic i miec oba samochody na nas oboje.
                            Nie wiem jak wyglada kwestia podatkow w UK, bo mnie to nie interesowalo (znaczy sie wspolne rozliczanie). Mowili cos ostatnio w mediach, ale nie wiem o co dokladnie chodzi. Jakis szum wokol tego ostatnio byl w kazdym razie wink
                            No i ok, nie zyje na pustyni, ale jak pisze - do tej pory nie zdarzylo mi sie zalowac, ze nie jestesmy malzenstwem, bo ja sie z jakims gorszym traktowaniem przez szeroko pojete spoleczenstwo nie spotkalam. Jezeli wezmiemy kiedys slub, to po to, zeby ujednolicic nasze nazwiska - tak jest najlatwiej.
                            • karolana Re: Uroczystosci 19.06.12, 21:05
                              Ależ ja nie twierdzę, że bycie żoną to cud-miód i orzeszki smile Sama żoną nie jestem i nie zamierzam być.
                              Jednak z tego powodu kilka razy zdarzyło mi się być potraktowaną per noga, np. przez przedstawiciela miejscowej policji, który był u nas kiedyś w sprawie jakiejś tam i słowo "konkubina" w jego ustach zabrzmiało tak, jakbyśmy jakąś melinę prowadzili, a ja była najgorszym elementem wink Chwilę zabrało mi doprowadzenie pana władzy do pionu.
                              Także rodzina m więcej poważania ma do jego byłej żony i, jak już kiedyś pisałam, dla nich ŻONA to ŻONA. Ja jestem nawet fajna, ale to ona była ŻONĄ (nie mówiąc już o tym, że matką, o!).
                              Jest tego trochę, zwłaszcza gdzieś dalej od centrum metropolii.
                              Mnie to już grzeje generalnie, bom się uodporniła, raczej mnie bawi.
                              Ale czasem bywało niemiło.
                              • damajah Re: Uroczystosci 20.06.12, 10:20
                                Karolana ale wiesz, dla dużej części społeczeństwa konkubina, dziewczyna, partnerka - to ktoś kto dzisiaj jest a jutro może nie. Konkubinat to związek gdzie ludzie nie są na tyle pewni że chcą spędzić razem całe życie żeby to potwierdzić ślubem, nie są na tyle zdeterminowani i zdecydowani. Więc często nie traktują konkubinatu tak poważnie jak małżeństwa. Stąd może przekonaniew rodzinie Twojego m że żona to ŻONA, a nie "dziewczyna""przyjaciółka" "konkubina" (to ostatnie ma jakiś niefajny wydźwięk niestety)

                                I szczerze mówiąc jak się żyje w konkubinacie to naprawdę łatwiej się spakować i wynieść jak dłużej idzie źle. Mnie z mężem parę razy było bardzo pod górkę, na tyle długie to były okresy że tu już miało znaczenie to że byliśmy małżeństwem. Dla mnie znaczenie głównie religijne - dla męża i religijne i myślę że świadomość że to już drugie małżeństwo i jak się nie uda znowu to co - potem trzecie? czwarte? A może jednak coś trzeba w sobie zmienić a nie zmieniać żony?
                                I dzisiaj wiem że bywaliśmy uparci, głupi, samolubni, zbyt dumni. I gdybyśmy nie byli małżeństwem to nie wiem czy zdołalibyśmy wykonać tą pracę nad sobą bo byłoby zbyt łatwo po prostu odejść.
                                Łatwiej wyrzucić niż naprawić. Ale my chcemy być ze sobą do końca życia więc narzuciliśmy sobie ten kierat, z wielu względów, również po to żeby nas utrzymał razem na zakrętach bo zakręty i emocje mijają a my jesteśmy małżeństwem. Zresztą ze względów religijnych nie byłoby możliwe życie bez ślubu.
                                Kiedyś mówiłam - jak Ci źle to się rozwiedź. Dzisiaj mówię - jak Ci źle to zrób wszystko żeby to naprawić i poukładać.
                                • edw-ina Re: Uroczystosci 20.06.12, 10:32
                                  zgadzam się. Myślę, że któregoś z zakrętów, jakie nam się zdarzyły przez ostatnie lata, nie przetrwalibyśmy, gdyby nie ten osławiony papierek. Bo nie tak łatwo było już trzasnąć drzwiami, tylko trzeba było wziąć tego byka za rogi. Oczywiście wiele osób wychodzi z małżeństwa bez najmniejszego problemu: już mi się nie podoba, więc sobie idę. Ale mnie świadomość, że jak się posypie, to i tak będziemy zmuszeni się z tym skonfrontować, jakoś uspokaja.
                                • illegal.alien Re: Uroczystosci 20.06.12, 11:08
                                  Z tym rozstawaniem sie to dla mnie jakis mit.
                                  Gdybysmy byli malzenstwem, to jedyna dodatkowa trudnosc przy rozstaniu to podpisanie rozwodu - 'majatek' i tak trzeba by podzielic, bo mamy duzo rzeczy wspolnych, widzenia z dzieckiem i alimenty trzeba by ustalic, psychicznie rozwaliloby mnie tak samo jak rozwod.
                                  I dla mnie duzo wiekszym zobowiazaniem niz slub jest wlasnie wspolne mieszkanie - slub jak slub, mozna sie rozwiesc, mozna sie pobrac. A mieszkanie to takie zobowiazanie finansowe, ze kazde z nas sie milion razy zastanowi zanim drugiemu da kopa w dupe, czy nas stac na splacanie tej drugiej osoby wink
                                  > Konkubinat to związek gdzie l
                                  > udzie nie są na tyle pewni że chcą spędzić razem całe życie żeby to potwierdzić
                                  > ślubem, nie są na tyle zdeterminowani i zdecydowani. Więc często nie traktują
                                  > konkubinatu tak poważnie jak małżeństwa.

                                  Rownie dobrze moznaby napisac, ze malzenstwo to zwiazek dwojga ludzi, ktorzy sobie na tyle nie ufaja, ze potrzebuja papierow.
                                  • edw-ina Re: Uroczystosci 20.06.12, 11:18
                                    Rownie dobrze moznaby napisac, ze malzenstwo to zwiazek dwojga ludzi, ktorzy so
                                    > bie na tyle nie ufaja, ze potrzebuja papierow.

                                    no to pojechałaś......., ufffff
                                    Powiem to tak: w związku z tym, że oboje mamy zapisy notarialne związane z decydowaniem za siebie wzajemnie w sytuacjach, w których druga osoba nie jest w stanie decydować (np. wypadek, śpiączka), to faktycznie muszę wyjątkowo nie ufać własnemu mężowi, skoro powierzam mu swoje zdrowie/życie/majątek itp.
                                    • illegal.alien Re: Uroczystosci 20.06.12, 11:24
                                      Edwina, ja nie twierdze, ze tak jest - to jest po prostu zdanie na tym samym poziomie, co zdanie, ze 'Konkubinat to związek gdzie ludzie nie są na tyle pewni że chcą spędzić razem całe życie żeby to potwierdzić ślubem, nie są na tyle zdeterminowani i zdecydowani'.
                                      Jedni potrzebuja slubu, inni nie - poniewaz dla mnie slub nie ma wymiaru religijnego, to w ogole nie robi mi roznicy, czy tym malzenstwem jestesmy, czy nie - na pewno slub nie bylby zadna gwarancja, ze bedziemy ze soba na wieki wiekow amen, na pewno jego brak nie znaczy, ze nie jestesmy powaznym zwiazkiem - gdybym nie chciala byc z moim konkubentem do konca zycia (z zalozenia, bo wychodzi jednak roznie), to w ogole bym z nim nie byla, bo i po co. A juz na pewno nie kupowalabym z nim mieszkania i robila sobie dziecka - chyba nikt nie planuje, ze bedzie z tym facetem piec lat, a potem do widzenia? Wiekszosc zwiazkow jest na zawsze, niektorzy potrzebuja to miec na papierze, innym wystarczy slowo honoru wink
                                      Dla mnie wystarczajacym potwierdzeniem 'powagi' naszego zwiazku sa inne papiery niz akt slubu wink
                                      • edw-ina Re: Uroczystosci 20.06.12, 12:02
                                        związek niestety nie jest objęty gwarancją w żadnym wypadku. Ale - i napiszę to z własnego doświadczenia, jako osoba, która przez wiele lat żyła w konkubinacie (jakkolwiek pejoratywnie to brzmi), a teraz od wielu lat w małżeństwie zarejestrowanym w USC, bo akurat do osób wierzących się nie zaliczam, więc oszukiwałabym samą siebie i partnera biorąc ślub kościelny. Mi samej ten papierek dał pewne poczucie bezpieczeństwa. Nie tego typu, że teraz to ja już tego faceta mam i nie puszczę, czy że nie muszę się starać. Chodzi o czysty byt, o prawne usankcjonowanie wspierania siebie. Weźmy taki przykład: byłam zmuszona zrezygnować z pewnej części aspiracji zawodowych, ze względu na rozwój firmy M. Mam cudowny, ale mało stabilny zawód, który raczej nie przynosi wielkich dochodów. Co za tym idzie od początku było wiadomo, że to raczej M utrzymuje rodzinę. I załóżmy, że ja rezygnuję ze swoich aspiracji, nie pnę się w tej strukturze i jest wszystko ok, dopóki jest M. Ale powiedzmy, że coś mu się stało i niestety zostaję bez niego. I okazuje się, że zostaję bez niczego. My bardzo baliśmy się takich sytuacji, bo niestety mieliśmy jej przykład wśród dalszych znajomych. Kochający się ludzie, dwoje małych dzieci. Facet zginął w wypadku, a kilka dni po jego pogrzebie jego kobietę wyproszono z domu (bo należał wyłącznie do niego i rodzice na nim położyli łapę), a ona biedna musiała kłócić się o każdą łyżeczkę, bo pewnie chce okraść (niestety nie trafili się jej dobrzy teściowie). Dlatego nam zależało, by w razie czego, wszystko było zabezpieczone na wszelkie możliwe sposoby.
                                        • illegal.alien Re: Uroczystosci 20.06.12, 12:23
                                          Dlatego caly czas mowie - to nie jest regula i nie mozna mowic o jakichs uniwersalnych przepisach na zycie czy zasadach - kazdy zwiazek jest inny i inne ludzie maja powody, zeby slub brac albo nie. I stad moje prostesty przeciwko zdaniom, ze ludzie sa w konkubinacie bo to, a slub biora, bo tamto.
                                          Niektorzy slub biora, bo im tak religia nakazuje, inni biora, bo sie wiza konczy - roznie bywa.
                                          Dla mnie na razie jedynym powodem do brania slubu byloby ujednolicenie nazwisk i ewentualnie za 3 lata moglabym obywatelstwo tutejsze dostac - obie sprawy da sie zalatwic bez slubu, ale jest trudniej.
                                          Ach, jeszcze jeden powod do wziecia slubu dla mnie, to dobry pretekst to zorganizowania fajnej imprezy tongue_out
                                          My kiedys mielismy duze plany slubne (nawet koscielne z mojej strony smile), pierscionek mam, a jak smile ale jakos po drodze nam sie piorytety zmienily i doszlimy do wniosku, ze do niczego nam to niepotrzebne. I tak sobie zyjemy i jest dobrze, nie znaczy to, ze nasze zaangazowanie w zwiazek zmalalo, czy ze nie chcemy razem byc.
                                  • damajah Re: Uroczystosci 21.06.12, 08:24
                                    Dla mnie to ma znaczenie religijne. A tego już nie da się tak łatwo przeskoczyć.
                                    Ale poza względami religijnymi i prawnymi (te również są bardzo istotne) dla mnie ślub był deklaracją absolutną że chcemy razem spędzić resztę życia. Ja to traktuję bardzo poważnie więc jak pisałam - w najgorszych chwilach to właśnie ślub i dzieci nas utrzymały razem.
                • aragorna71 Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:05
                  widze, ze poproszenie o cos meza w zartach czy nie jest dla ciebie jakas ujma na honorze .
                  Ja bylam 6 lat konkubina a od prawie 5 jestem zona i zdarza sie, ze bedac w sklepie z chlopem naciagne go na cos drozszego. Moj chlop nie ma z tym problemu i lubi mi COS kupic.
                  Wlasnie czasem jest to tekst, ze jak mam z nim isc na nudna impreze firmowa to ta kiecka bylaby w sam razwink
                  Zapewniam, ze w razie rozstania moj poziom zycie nie zmieni sie tzn. sama jestem w stanie sie utrzymac bez uwieszania sie na mezu czy konkubencie.
                  Wiecej luzu...moim zdaniem
                  • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:07
                    Nie chodzi o samo proszenie, a o caly wydzwiek posta, do ktorego sie pierwotnie odnioslam.
                    Ciesze sie, ze u nas jest inaczej i tyle.
                    • aragorna71 Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:13
                      ile zwiazkow tyle roznych opcji. Znam taka pare malzonkow gdzie zona slodkim glosikiem mowi do meza "kochanie kupisz mi te buciki, zobacz jakie sa sliczne" a on na to "jak zasluzysz to pomysle"
                      Dla mnie porazka, ale jej to pasuje. Gra slodka niedorozwinieta idiotke, ale inaczej nie umie i tak zyje juz 15 lat w zwiazku. Dostaje pienaidze na tzw zycie a o reszte musi prosic i "zasluzyc"
                      Jesli jest szczesliwa i on tez, ze jest panem i wladca to wszystko ok.
                      • illegal.alien Re: Uroczystosci 19.06.12, 13:29
                        Nie no, jasne. Tylko tutaj raczej bylo to napisane w kontekscie co zona 'powinna' jako jakas uniwersalna rada. Stad moja radosc, ze zona nie jestem i nie musze smile
            • kara_mia Re: Uroczystosci_ illegal.alien 19.06.12, 15:16
              Zła wiadomość:
              konkubina będąc oficjalna partnerka ma takie sama obowiązki jak zona... oficjalne rodzinne nasiadówki wchodzą w ich zakres.

              Dobra wiadomość :
              para butów była przeze mnie użyta jako jednostka płatnicza pewnej rekompensaty za włożony trud reprezentacyjny ( każdy sadzi w/g siebie), może to być również:
              -masaż wykonany przez meża ubranego jedynie w fartuszek kuchenny
              -Sun-tzu "Sztuka Wojny" wydanie kolekcjonerskie
              -narzędzia ogrodnicze marki Joseph Bentley

              co kto sobie uważa.

              Wiadomość oczywista:
              pisze , że w żartach, bo w/g mnie normalnym sie wydaje, ze ludzie sobie w związku "świadczą sobie usługi " różnorakie ( w tym i reprezentacyjne ) , są doceniani za to co robią i otrzymują również wiele rzeczy - np wspomniane narzędzia ogrodnicze.
              I tak rok po roku rośnie "wymiana w dobrym" i ludziom żyje się milo ...

              Fakt, że moje konto pozwala mi na kupno sobie sukni nie przeszkadza mi poprosić i przymilać się o suknie od męża, bo to jest ZUPEŁNIE inna suknia, kiedy zarobie i kupie,a kiedy kupi mi ja mąż... ( vide opowieść o szafie....)



              • kara_mia Re: Uroczystosci_ illegal.alien 19.06.12, 15:26
                PS
                mój najdroższy maż otrzymał ode mnie swego czasu drabinę aluminiowa 7 metrowa....
                Zachwycony jest do dziś i jak ja rozstawia to wspomina mnie czule. Podobnie jak używa swojej wiertarki KRESS ( tez prezent ode mnie)
                drabina była z okazji walentynek ale wiertarka chyba "w podziękowaniu" za coś.... i wybrałam najdroższą, taka, żeby mu wszyscy koledzy zazdrości....

                A! i drabinę kupiłam będąc jeszcze konkubina a wiertarkę już jako zona...

                Czy to wszystko ma się jakoś to oceny stopnia zniewolenia w związku i uzależnienia finansowego?




              • karolana Re: Uroczystosci_ illegal.alien 20.06.12, 10:51
                kara_mia napisała:

                > Zła wiadomość:
                > konkubina będąc oficjalna partnerka ma takie sama obowiązki jak zona... oficjal
                > ne rodzinne nasiadówki wchodzą w ich zakres.

                A gdzie tak jest napisane?? Nie uważam żebym miała takie obowiązki.
                Do rodziów m jego ex nadal mówi "mamo" i "tato", oni nadal ją określają mianem "synowa". Niech ona sobie łazi na nasiadówki tongue_out Zwłaszcza, że do pewnego czasu, mimo, że już była ex, nadal zapraszano m i ją, mnie ignorowano smile To mam się teraz pchać, bo im się odwidziało? Pfff.
                Żona to żona, konkubina to konkubina. W związku konkubenckim nie ma zobowiązań prawnych, powinowactwa, itd. Facet zostawiając mnie znika z mojego życia niby sen jaki złoty i tak samo ja, śladu po tym nie ma. To jakie obowiązki?
                Rodzina to powiązania genetyczno-prawne.
                M nie jest ze mną związany ani genetycznie (dzięki Bogu), ani prawnie.
                Mam jakieś tam moralne zobowiązania wynikające ze wspólnego życia, które zawierają się w trosce o niego i w jakimś tam zakresie o jego bliskich. Ale oficjalne spotkania z rodziną czy w pracy są wg mnie uznaniowe, jeśli nie układa mi się z tamtą stroną, nie czuję, że coś powinnam. To są obcy ludzie dla mnie, ja jestem obcym człowiekiem dla nich.
                Oczywiście m ma dokładnie takie same prawa. Chce to uczestniczy, nie to nie.
                • kara_mia Re: Uroczystosci_ illegal.alien 20.06.12, 11:08
                  Takie twoje zasady i twojego M.

                  Mnie one nie pasują.
                  Nie wyobrażam sobie, że gdzieś byłby zaproszony mój M i jego ex - jako para, a on by nie chciał ze mną iść.
                  Mój M z resztą chybaby spadł z krzesła gdyby np jego rodzice zaprosili go " w parze" z jego ex-żoną kiedy my już byliśmy razem.
                  Nie mam nic przeciwko imprezom, gdzie byłaby tez jego ex ( sama lub w parze) - rodzina to rodzina, ale każdy ma znać swoje miejsce...
                  • karolana Re: Uroczystosci_ illegal.alien 20.06.12, 13:30
                    Kara a czy ja pisałam że m poszedł "w parze" z ex? Nie poszedł wcale. Chodziło o pokazanie podejścia do żony i konkubiny smile
    • gazeta_mi_placi Re: Uroczystosci 19.06.12, 17:17
      Ale skąd taka niechęć do Ciebie? Czy pojawiłaś się w życiu jego ojca aby na pewno już po rozwodzie lub rozstaniu z jego matką?
      • bellinea Re: Uroczystosci 19.06.12, 19:47
        Odpowiadajac na pytania w postach - tak, mieszkamy w UK, ale mimo tego, ze You oznacza ty i wy, to jednak w takim zaproszeniu wiadomo, o co komu chodzilo wiec watpliwosci akurat tutaj nikt nie ma, co do tego kto zostal zaproszony, a kto nie. I dla potwierdzenia m tez ma takie zdanie, wiec nie jest to tylko moj wymysl.
        W zyciu m pojawilam sie po rozwodzie, poza tym eks takie im pieklo zgotowala, ze chyba kazdy pragnal tego rozwodu i rozejscia sie rodzicow dla swietego spokoju (jakkowiek zle to brzmi). Niechec wajemna z reszta wynika z prostej przyczyny - jestesmy zupelnymi przeciwienstwami, inne osobowosci, oczekiwania, wartosci....w skrocie wszystko wiec o porozumienie zawsze bylo trudno.
        Czytajac wasze posty zastanawiam sie czy bycie zona czy 'tylko' konkubina ma cokolwiek do rzeczy? Wedlug mnie nie, bo bez wzgledu jak sie w zwiazku nazywamy (zona/maz, konkubent/konkubina, partner/partnerka....) to pewne sprawy nie ulegaja zmianie. Bo jakos nie czuje, ze mam wiecej obowiazkow od kiedy jestem zona niz mialam jako partnerka.
        Dobrze ktos wspomnial o tym, ze na wyjscia sluzbowe tez idzie sie z zona i to bez zadnego wahania. OK, zgadzam sie, ale sa spotkania sluzbowe, ktore sa tylko dla (ze tak ich nazwe) zainteresowanych, a niektore sa mniej oficjalne i wtedy zony tez sie pojawiaja, ale w kazdym wypadku kazdy wie jaki rodzaj spotkania to bedzie wiec ja to traktuje jako zaproszenie.
        Do myslenia dalo mi jedno ( i moze wlasnie tutaj jest pies pogrzebany): czy dzieci m to moja rodzina? Nie wiem jak na to odpowiedziec. Czy to znaczy, ze eks to tez moja rodzina (bo w koncu poprzez dzieci rowniez z m powiazana?) Nie wiem. Z odpowiedzia na to pytanie mam problem rowniez przez eks, ktora w ramach rujnowania zycia m wymyslila sobie, ze jakiekolwiek kontakty dzieci z m lub mna beda sie dla nich konczyc awanturami i wyzwiskami w stylu - zdrajcy, dwulicowcy itp. co nie pomaga w normalnych stosunkach.
        Nie zmienia to jednak sytuacji, ze zaprasza sie pewne osoby (czytaj nielubiana macoche), bo nie wypada tego nie zrobic chociazby ze wzgledu na ojca.
        • aragorna71 Re: Uroczystosci 20.06.12, 08:25
          Pasierbow nie mussiz kochac a nawet lubic, wazne, abys traktowala ich z szacunkiem i wykazala zyczliwosc a co najwazniejsze "nie przeszkadzala" ojcu.
          Dla mnie nie ma roznicy, czy kobieta jest zona czy "tylko" przyjaciolka. Jest wiele zwiazkow wieloletnich bez papierka i te zawarte w kosciele, ktore rozpadaja sie lub ludzie zyja obok siebie a nie ze soba. Mysle, ze kobieta bedzie tak traktowana przez rodzine i znajomych partnera jak partner na to pozwoli. Karolana (chyba) napisala, ze dla rodzicow jej partnera ZONA to zona a ona jest tylko konkubina. Co na to twoj partner, bo moj powiedzialby krotko i dobitnie swojej rodzinie, ze nie zyczy sobie takiego traktowania i kim dla niego jestem. Jesli nie byloby to zrozumiane to pewnie kontakty bylyby rzadsze i bardziej chlodne. Moze za czesto nasi faceci chca miec przyslowiowy swiety spokoj i dlatego te teksty, bo tak juz jest i daj spokoj, oni tacy sa.

          Bellinea twoj maz tez powinien powiedziec synowi, ze przyjdzie z zona i dac synowi do zrozumienia, ze inaczej sobie nie wyobraza. Jesli syn jest niewychowany to moze czas zaczac go uczyc podstawowych zasad. Wchodzi w dorosle zycie i przydadza mu siewink

          Kolejny raz napisze, wiekszosc problemow na tym forum wynika z tego, ze zyjemy z doopowatymi mezczyznami.
    • jak.z.nut Re: Uroczystosci 20.06.12, 09:11
      Skoro nie cierpisz chłopaka możesz ten czas wykorzystać znacznie lepiejsmile Brak zaproszenia od osoby, której nie lubię, świadczyłby tylko o tym człowieku ( brak elementarnego dobrego wychowania) i tyle. Zdecydowanie nie rwałabym włosów z głowy z takiego powodu.
    • sofija_biala Dziewczyny, Wy tak serio? 21.06.12, 09:10
      Dziewczyny, Wy tak serio? Te obowiązki małżeńskie?
      Ja widzę to zupełnie inaczej, może dlatego, że u nas jakiekolwiek wspólne pojawienie się na jakiejkolwiek imprezie dziecka jest po prostu niemożliwe. Dobrze, że nasza ex łaskawie wpuszcza ojca do domu, choć i potrafiła go wyrzucić z bierzmowania syna.
      Na spotkania rodzinne pozadzieciowe chodzimy razem albo osobno, w zależności od aktualnych okoliczności, możliwości itp, nikt z tego problemu nie robi.

      Nie wiem, ile lat ma dziecko, ale jak jest starsze, to:
      Ja poprosiłabym faceta o wyjaśnienie sprawy z dzieckiem, z informacją wyraźną, że B i jej mąż poczuli się urażeni taką formą zaproszenia.
      Jeśli celem dziecka było, żeby ojciec przyszedł sam, jeśli B i dziecko się nie lubią, to ja bym się na miejscu Autorki wymiksowała z imprezy z radością, dając jednocześnie chłopu wolną rękę. I niech chłop pomartwi się, co z tym dalej zrobić. Bo uważam, że nie na silę buduje się relacje rodzinne i postawienie sprawy "przychodzę z żoną, bo ją mam" niczego nie popchnie do przodu, a może i popsuje coś, co już jest.
      Może patrzę inaczej, ale nie rozumiem Waszego punktu widzenia w tej sprawie. Cała rodzina na pewno wie, że bellinea i jej chłop są parą, nie trzeba tego chyba udowadniać tak na siłę?
      Jasne, że są okoliczności, kiedy trzeba iść razem, ale według mnie bardziej dotyczy to sytuacji mega oficjalnych. I pewnie w każdej rodzinie wygląda to inaczej.

      Okazja do zadośćuczynienia stratom moralnym w postaci nowych butów(czy co tam innego) przy takim rozwiązaniu nadal występujewink
      • sofija_biala Re: Dziewczyny, Wy tak serio? 21.06.12, 09:13
        A doczytałam, że syn dorosłysmile
        Tym bardziej oczekiwałabym jednoznacznego zaproszenia. A z imprezy wymiksowałabym się i taksmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka