izolda69
02.10.12, 09:37
Czytam forum od dłuższego czasu. Dzisiaj opowiem Wam swoje radości i smutki. "macochą " zostałam 2 lata temu, wychowujemy z mężem jego dwóch nastoletnich synów 14 i 17 lat. Matka od 7 lat żyje sobie za granicą .Rozwód wzięli na jej wniosek 4 lata temu,. Na co dzień jest jak w normalnej rodzinie. Ale .... dwa lub trzy razy w roku na kilka dni pojawia się mamusia i wtedy zaczyna się rewolucja. Wpada do nas bez zapowiedzi ( twierdzi że ma prawo odwiedzać dzieci) nawet jeżeli mnie i męża nie ma w domu, zabiera z naszego domu różne przedmioty codziennego użytku które notabene używają jej dzieci, czyli w moim mniemaniu okrada własne dzieci, (bo przecież nie mnie), bo podziału majątku już dawno dokonali. Przy okazji wyciąga moje osobiste rzeczy z szaf i pozostawia je nie na swoim miejscu ( według niej ma prawo porządkować rzeczy swoich dzieci). Mój M. wielokrotnie już jej mówił, że nie życzy sobie jej wizyt w naszym domu, ale grochem o ścianę. Mam wrażenie, że jej sprawia to przyjemność, bo przy okazji może mnie upokorzyć swoim sarkazmem a potrafi, uwierzcie mi. Na każdy kroku przypomina nam o swoich prawach.
Może pokrótce o sytuacji prawnej: przy rozwodzie sąd ograniczył jej władze rodzicielską, ale po paru miesiącach zwróciła się do sądu z wnioskiem o przewrócenie pełnej władzy motywując, że wraca do kraju i będzie wychowywać dzieci - sąd przywrócił władzę a mamusia do dzisiaj siedzi tam gdzie siedziała i ani myśli wracać ( myślę że potrzebne jej to było do uzyskania socjalu w UK, ale nie jestem pewna ). Zabiera chłopaków na jeden miesiąc w wakacje i utrzymuje stały kontakt przez skype. Ma zasądzone alimenty ( 600 zł w sumie na dwóch) ale przesyła tylko od stycznia do kwietnia nie wyrównując zaległości - twierdzi że jak kupi chłopakom po koszulce i po parze butów raz na rok to nie musi płacić. Poradźcie mi jak rozwiązać ten problem czy możemy pozbawić ją praw rodzicielskich i zabronić sądownie odwiedzin w miejscu zamieszkania dzieci czyli u nas.