Dodaj do ulubionych

zła macocha?

03.08.04, 13:23
Odkąd na świecie pojawiło się moje Maleństwo, dosłownie odrzuciło mnie od
córki M. Wcześniej - naprawdę dobra ciocia - pomagałam przy myciu, piekłam
torty urodzinowe, wymyślałam zabawy i prezenty (przecież facet nie wie z
czego ucieszy się dziewczynka!?), itp., a obecnie Mała naprawdę mnie drażni
(staram się jak mogę, aby jej tego nie okazywać, całe szczęście że nie
mieszka z nami). Nie wiem, czy moja niechęć wynika tak naprawdę z tego że mam
własne dziecko, jestem ciągle zabiegana i zmęczona, czy po prostu Młoda
dorasta (11 lat) i ma taki a nie inny sposób bycia oraz własne poglądy na
życie. Nie bardzo sobie z tym radzę, mam nadzieję że ten stan minie i jakoś
się ułoży. Czy któraś z Was to przeszła?
Obserwuj wątek
    • jayin Re: zła macocha? 03.08.04, 14:03
      moniko,

      wydaje mi się, że w tej chwili nakłada się na siebie wszystko to o czym piszesz:

      - twoje ogólne rozdrażnienie wynikające ze zmęczenia i zabiegania
      - samo zmęczenie i brak czasu na zajmowanie się Młodą - bo jest już twoje
      dziecko na świecie i to jemu poświęcasz całą swoją uwagę w pierwszej kolejności
      (a że taki maluch wymaga niemal 100% czasu i uwagi matki, to też fakt...)
      - dorastanie Młodej
      - twoja świadomość "przerzuciła" się na opiekę nad własnym dzieckiem,
      sugerując, że Młoda ma przecież swoją mamę do zajmowania się nią (kwestie
      biologii organizmu i wychowania potomstwa swojego, a cudzegosmile, a twoj maluch
      ma ciebie. taki "naturalny" podział się uwidocznił.

      ale pewnie to minie, jak ty odpoczniesz, będziesz miała znów wolny czas na
      zajmowanie się "resztą swiata", twoj maluch pod-rośnie, a Młoda do-rośnie.

      powodzenia w przetrwaniu "ciężkich chwil"
    • nooleczka Re: zła macocha? 03.08.04, 17:02
      Ja Ci poradzę po prostu tak: czytaj to forum. To taka forma psycho-pomocy.
      Pomaga zrozumiec siebie i swoje uczucia.
      A zwłaszcza poczytaj posty bejbiko i mkatarynki, także lideczki - one mniej
      więcej też miały podobne sytuacje jak Twoja.

      Pozdrawiam
    • mkatarynka Re: zła macocha? 03.08.04, 20:57
      Minie wtedy jak Twój maluszek już będzie na tyle duży, że nie będziesz się bała
      jego opieki powierzyć Młodej a ona będzie chciała sie nim zajmować. Ja na
      początku po urodzeniu Patyka miałam to samo co Ty albo jeszcze gorzej bo Ola
      pchała sie do opieki nad maluszkiem a ja byłam baaardzo zazdrosna o niego.
      Powiem szczerze, że znieniło się to dopiero wtedy jak na świat przyszła
      Urszulka i naprawdę już potrzebowałam pomocy.
      Wróciliśmy właśnie z wakacji. Byliśmy wszyscy razem. Przed wyjazdem miałam
      poważne obawy jak to wytrzymam a wiedziałam z drugiej strony, że to jak będzie
      zależy tylko ode mnie, od mojego nastawienia, moich humorów. No i było
      rewelacyjnie. Ola (córka mojego M.) praktycznie cały czas zajmowała się
      Patrykiem. To było dla mnie zbawienne bo nie poczułabym się jak na wakacjach
      gdybym była rozbiegana pomiędzy moimi dziećmi. Chwilami pojawiały się nutki
      zazdrości ale Patyk dba o to żebym nie zapomniała, że jestem jego mamą. Są
      sprawy, których nikt inny z nim nie załatwi smile
      Nie martw się tymi swoimi odczuciami tak bardzo. Tak już jest. Porozmawiaj ze
      swoim partnerem, postaraj się mu wytłumaczyć, że teraz sytuacja trochę uległa
      zmianie i potrzebujesz więcej czasu dla maluszka oraz na to żeby znależć się w
      nowej roli i w końcu na odpoczynek. Może dałoby się tak zorganizować ich
      spotkania, żebyś przez jakiś czas nie musiała w nich uczestniczyć albo Twoje
      uczestnictwo byłoby minimalne. Może - jeżeli mieszkacie w tym samym mieście -
      niech tata spotyka się z córką w tygodniu częściej ale za to niech ona nie
      nocuje u Was w weekendy. Przez jakiś czas. To sa tylko sugestie i musisz to
      poważnie przemyśleć zanim zaproponujesz coś takiego swojemu partnerowi. U mnie
      coś takiego nie przeszło. Mimo, że starałam się jak najdelikatniej
      przeprowadzić sprawę nastąpiła obraza majestatu i koronny argument nie do
      zbicia "bo ty jej nie lubisz!". Ale może u Ciebie przejdzie.
      Nie martw się, z czasem może być tylko lepiej smile
      Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się cieplutko smile
    • dona29 Re: zła macocha? 04.08.04, 11:40
      jestem Moniko w takiej samej sytuacji,jak Ty - gnębią mnie te same uczucia,te
      same rozterki i te same wyrzuty sumienia..tyle że..młoda z nami
      mieszka...uwierz mi,że to trudniejsza sytuacja.

      Ona równiez garnie się do opieki,pomocy.
      Jestem zazdrosna i zła.
      Chciałabym móc to przeczekać i liczyć na zrozumienie M.
      Tym bardziej,że nie wymagam od niego opieki nad naszą córką - marzę,by zająl
      się swoją na tyle,żebym mogła "przeczekać ten czas".
      Rzecz jasna-mówiłam o tym ale jestem niestety niezrozumiana a moje odczucia są
      uważane jako karygodne,naganne i..brak dobrych chęci..
      nie musze mówić,ze to tylko pogarsza sytuację.
      Dusze się we własnym sosie..niestety
    • monika_oli Re: zła macocha? 06.08.04, 08:30
      Bardzo Wam dziękuję że nie zostawiłyście mnie samej. Cieszę się, że mam gdzie
      przelać moje smutki, to bardzo pomaga (pewnie same wiecie). Jeśli chodzi o M,
      to w tym temacie nie mogę oczekiwać jego zrozumiena, więc już go nie poruszam,
      ale forum od forum już się chyba uzależniłam.
      Pozdrawiam.
      • martap10 Re: zła macocha? 18.08.04, 17:02
        o, i ja Cie rozumiem, mam taka sama sytuacje. Myslalam, ze cos ze mna jest nie
        tak,ze to podle miec takie uczucia,ale dowiedzialam sie,ze jest mnostwo takich
        osob.To trudna sytucja. Co robic,zeby bylo lepiej?Corka mojego meza ma 13
        lat,nie mieszka z nami,ale prawie codziennie jest,prawie kazdy weekend.Czasem
        nie mam sily,a to przeciez jeszcze sporo lat.Teraz sama bede mama
        niedlugo,szczerze mowiac myslalam,ze to pomoze,ze skupie sie na dziecku,ale
        widze,ze nie musi byc tak rozowo...czy ktos zna jakies sposoby,zeby nauczyc sie
        akceptowac dziecko meza,ktore on przeciez bardzo kocha???
    • bejbiko Re: zła macocha? 19.08.04, 23:11
      Jeśli poczytasz moje wypowiedzi to będziesz wiedziała, że nie tylko Ty masz
      takie problemy... U mnie to trwało, może trwa nadal chociaż ostatnio dużo się
      zmieniło. Wystąpiłam z propozycją weekendu u moich rodziców w innym miescie,
      zabrałam na rynek, do zoo..... odwiozłam do Warszawy.... było miło i cos sie
      ruszyło na dobre.... a wiesz dlaczego? bo mały bardzo duzo mi pomagał przy moim
      dziecku. Ja już ledwo wyrabiam. mój syn ma prawie rok, chodzi... całymi dniami
      z nim siedzę, a obiad, a sprzatanie.... i syn M mnie poratował... jak starszy,
      kochany brat... widziałam jak go kocha i jak się cieszył z tego weekendu...
      zrobiłam mu przyjemność i to dało mi dużo siły
    • wipsania Re: zła macocha? 20.08.04, 00:00
      A oto jak ze mną było...
      Pisałam już w innym wątku, że zajmowałam się Młodym (synem mojego M.), kiedy
      miał 8 - 12 lat. Tzn zajmowałam się nim weekendowo, ale i nie tylko - Młody
      był w klubie sportowym i trzeba było go w tygodniu wozić na treningi, często ja
      to robiłam. No i M. oczywiście. Ex nigdy, bo sport to głupota...
      Opowiadałam mu różne historie, łaziłam po drzewach - dowiedziałam się później,
      że babcia M, jak przychodziliśmy do niej, to była zazdrosna, że Młody siada na
      kolanach U NIEJ - czyli u mnie, a nie u prababci.
      M. zawsze opowiadał, że chciałby mieć ze mną mnóstwo dzieci. Jakoś w to mnóstwo
      nie wierzyłam - ale chociaż jedno... Kiedy zaszłam w ciążę postanowiliśmy, że
      trzeba zrobić duży remont w mieszkaniu - poprzestawiać ściany itd, bo inaczej
      nie dałoby się mieszkać. No i za późno jakoś się zabraliśmy, kolejne ekipy
      remontowe nas zwodziły, poszukiwanie materiałów i fachowców przeciągało się.
      Nie zdążyliśmy, oczywiście. Koczowialiśmy w jednym pokoiku - reszta totalnie
      nie była do użytku. Zbliżał się termin porodu i coraz bardziej realne stawało
      się to, że nie ma wyjścia - będę musiała po porodzie zamieszkać u mamy, 50 km
      od Warszawy.
      Byłam w ostatnim miesiący ciąży, czułam się źle - ciężko, nie mogłam spać,
      wszystko mnie bolało i w ogóle. Często wstawałam w nocy i szukałam na fotelu
      jakiejś pozycji, żeby odpocząć, żeby poczuć się trochę lepiej.
      Dla mnie oczywiste było, że Młody nie może teraz nocować u nas. Mieliśmy do
      dyspozycji tylko jeden pokoik, jedno łóżko no i ten rozkładany fotel. Ale cóż -
      M. uznał, że to nie są przeszkody! Próbowałam mu uświadomić, że tak nie może
      być, że ja wstaję w nocy, że cierpię, że próbuję a to siedzieć w kucki, a to
      bujać się na fotelu itp. On odpowiedział, że Młodemu to nie będzie
      przeszkadzało.
      Wygłosiłam wykład o tym, że nawet zwierzę w tym okresie szuka spokoju i
      odosobnienia. Postawiłam na swoim, ale M. wciąż nie rozumiał. Okazało się,
      że "zmieniło się moje nastawienie" do Młodego.
      I wiecie co? Tak też się stało. Co prawda moim zdaniem M. na to zapracował - to
      była jego wina, a ja nie potrafiłam nad tym zapanować. Młody nic złego wówczas
      nie robił - chciał oglądać telewizję, kiedy ja miałam ochotę na drzemkę -
      powiedziałam nie i było nie. Bez dyskusji. Ale kiedy Młody wchodził w drzwi,
      narastała we mnie jakaś dziwna złość. Odpowiadałam półgębkiem, nie wyrażałam
      radości na jego widok, Chciałam żeby zniknął z powierzchni ziemi.
      Po latach M. trochę zrozumiał, jak obrzydliwie się zachowywał. Przyznał mi
      rację. On często przyznaje rację poniewczasie...
      Moje stosunki z Młodym nigdy nie wróciły do tamtego stanu sprzed. Może w każdej
      sytuacji tak by było - chłopak w wieku dojrzewania przestaje włazić cioci na
      kolana i pozwalać się kąpać. Teraz jest po studiach, żonaty, wpada albo wpadają
      od czasu do czasu. Czasami zabiera o siebie Małą, z którą bardzo się kochają.
      Już nie mówi do mnie ciociu tylko po imieniu - słusznie, jaka tam ze mnie
      ciocia... A na ślub i wesele mnie zaprosił i miło było, chociaż ex zabijała
      mnie wzrokiem.
      Jak konkluzja - to co niektóre dziewczyny pisały: czas naprawdę wiele zmienia.
      I leczy
      Powodzenia
      Wanda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka