violadamore
28.08.13, 10:49
Bylam 9 dni w Polsce, u mojej rodziny. I po raz pierwszy chyba nie palilo mi sie do powrotu. Dziewczyny, czuje, ze znow brak mi sil, zeby dzwigac ten caly patchwork. Niby nie jest zle, ale wybilo mnie to, ze podczas mojej nieobecnosci nocowala tu czesto 12-letnia corka mojego chlopa i spali razem w naszym lozku. Brzmi absurdalnie, ale czuje sie wyrugowana z mojego azylu, tak, jakby ktos zabral mi moje miejsce, wszedl na moj teren. To nie pierwszy raz i NM wie o tym, ze mi sie to nie podoba, ale nie widzi w tym nic zlego i mowi, ze zaspokajaja w ten sposob potrzebe bliskosci. Ja pytam, czy mozna te potrzebe realizowac inaczej, np. tulac sie do siebie na kanapie podczas ogladania filmu, czy cos w tym rodzaju. Ja tez chetnie spalabym ze swoimi dziecmi (a maja 4 i 2 lata), ale nie robie tego, nawet wtedy, gdy NM jest na wyjezdzie, bo nie chce prowokowac w moich dzieciach mysli "szkoda, ze H wrocil, teraz nie mozemy spac z mama". Dla mojego faceta to tylko babskie fanaberie. Juz sama nie wiem, wiem tylko, ze nie udaje mi sie wytlumic zalu do niego. No i temat kolejnych ferii, NM musi wyczarowac tydzien urlopu, (ktorego juz nie ma), bo musi dzieci zabrac na wakacje w pazdzierniku. Co oznacza siedzenie w biurze do poznej nocy dlugo przed i dlugo po urlopie. Kosztem naszego wspolnego czasu. Oczywiscie nie ma mowy, zeby nie pojechac, tylko organizowac cos z dziecmi na miejscu. Ja z moimi dziecmi zostajemy w domu, bo oni potrzebuja czas we troje. Co jakos tez rozumiem. Ale czuje, ze mnie to wszystko przygniata. Walka z wlasnymi emocjami, ciagnace sie rozmowy i dyskusje, poszukiwania kompromisu... Bardzo duzo miejsca w naszym zyciu zajmuja ostatnio tematy zwiazane z jego dziecmi. Mam wrazenie, ze wszystko sie wokol nich kreci, a ja mam coraz mniej przestrzeni we wlasnym domu i w naszym zwiazku. Dzis jestem w takim nastroju, ze mam watpliwosci, czy uda mi sie na dluzsza mete to wytrzymac. Sa lepsze i gorsze okresy, wiadomo. Na dodatek moja psychoterapeutka (ostatnia deska ratunku w sytuacjach kryzysowych) wyjezdza wlasnie na wakacja i musze sama sobie poradzic z tym przez conajmniej 2 tygodnie. Moze Wy mnie postawicie na nogi?