U nas zaczelo sie jak zawsze - Mlody leci do mamy, do konca nie wiadomo jaki ma wykupiony bagaz (oczywiscie okazalo sie, ze najmniejszy, Mlody polecial z jedna para butow na 3tyg.). Jest juz prawie dorosly i mozna by sie tym nie interesowac, albo poradzic, by na miejscu kupili, ale wiemy, ze tak sie nie stanie, wiemy tez, ze zaplanowana jest wyprawa w Alpy i zwyczajnie, zal nam chlopaka, bo meczy sie w jednej parze buciorow, a to typ sportowca, wiec pewnie gra w kosza/siatke, jezdzi na rowerze. A, na lotnisku mozna bylo dokupic ten wiekszy bagaz, ale wtedy oczywiscie nie byloby co liczyc nawet na zwrot polowy kosztow (w obie strony 4 stowy), nie chce pisac szczegolowo o innych kosztach, jakie mielismy w zwiazku z jego wakacjami, kursem prawa jazdy i szkolna wycieczka do Chorwacji, ktora bedzie we wrzesniu - mama nie partycypuje. Ok, dajemy rade, ale tu juz nie odpuszczamy - jak go zaprasza, to niech zaplaci za bilet i go troche poutrzymuje na miejscu, he, he. No ale do rzeczy - okazalo sie, ze jego siostra jedzie blahblah carem, wiec poprosilismy ja, zeby wziela pare rzeczy dla Mlodego - zgodzila sie. Maz obiecal jakas drobna sume plus podwiezienie jej, bo miala sie dostac do innego miasta, okolo 60km od nas. Umowili sie, miala jechac jutro po poludniu. Z Mlodym caly czas hotline, bo mu zalezy na tych rzeczach, z Mloda non stop problemy, nie potrafi sie okreslic kiedy/gdzie, co chwila zmiana planow, ja juz wkurzona, bo tez mamy trzy dni do wyjazdu i chcialabym moc cos zaplanowac, jak np lekarza (musze isc, jestem w ciazy, a jeszcze mamy 3,5 latka, z ktorym trudno do gina isc). Prosze rodzicow o pomoc, nie odmawiaja, ale jeszcze to i tamto, nie moge ich ciagle angazowac, zwlaszcza, ze pracuja, a ja nie, bo mam wakacje. Dzis znowu zwrot akcji, Mloda jedzie dzis, i to z innego miasta, nie ma pojecia jak sie tam dostac i trzeba ja zawiezc, obiecalismy i zalezy nam na tym, by wziela te rzeczy. Auto mamy wlasnie w serwisie, bo przed trasa itd. Ja nie moge z nia jechac innym autem, nie jest na tyle sprawne, a musialabym z Malym i jeszcze tego gina mam i cholera mnie bierze. Maz w pracy. Oczywiscie okazuje sie, ze to wina ich mamy, bo to ona tak sie umawia z tymi ludzmi z blahblah... Mowie mezowi, ze ostatni raz sie godze na takie akcje, za chwile bedziemy mieli dwojke maluchow, a ciagle najwiecej problemow z doroslymi dziecmi.