Dodaj do ulubionych

dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie

29.10.04, 13:54
Z dnia na dzień stałam się "macochą" dla małego 10 miesiecznego chłopczyka.
Mąż przywiózł go do naszego domu razem z całym wyposażeniem i oświadczył ze
to jego syn i że zostaje z nami. Przeżyłam wiele wybryków męża ale ten
przerósł moje wyobrażenie. Wiedziałam ze kogoś na boku miał ale nie było mowy
o dziecku i nagle... to dziecko - jego matka zrzekła sie wszelkich praw i mąż
stał sie jego prawnym jedynym opiekunem. Jestem rozbita, nie wiem jak sie
odnieśc do tej sytuacji. Widzę ze nasz synek tez jest zszokowany taką
sytuacją. Pyta czy go kochamy i czy ten maluch długo z nami zostanie.
Nie wiem jak wszystko sobie poukładać. Nie mam czasu na zajmowanie sie tym
dzieckiem, pracuję od rana do wieczora, ale przeciez nie wystawię wózka za
próg bo on niczemu nie jest winien. Mąż czeka na na moja decyzje a ja nie
wiem co robić.
napiszcie jak to jest być macochą?

pozdrawiam michiko
Obserwuj wątek
    • konkubinka Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:07
      poprostu zatkało mnie.......
    • madalenka25 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:08
      tu mi szczęka opadła
      i wiesz co wybaczcie dziewczyny ale bym morde optłukła facetowi jak nic

      nie potrafie nic mądrego dziś napisać ale trzymam kciuki
    • smallm Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:13
      qrde, chyba też nic mądrego nie wymyśle...
      tak sobie po prostu przywiózł, oświadczył, a Ty się babo martw??...

      bez sensu...

      Chalsia mi się przypomniała ze swoimi gadami... ale Chalsia to chyba z
      samodzielnych jest...
    • madalenka25 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:16
      kurna musiałam mine miec nietęgą bo kolega za biurka spytał sie o co chodzi i
      wiesz co mi powiedział
      " ja bym chłopa wysłał na wychowawczy jak posiedzi dwa miesiące z dziećmi w
      domu to zobaczy co to znaczy i może dojrzeje a jak nie to wysterylizowac by
      więcej dzieci Ci nie podrzucił" - powiedzmy to jest wersja juz po cenzurze
      • michiko Sterylizacja. tak włsnie to ma zamiar zrobić. 29.10.04, 14:25
        Moze ta sytuacja oduczy go skoków w bok. Tak naprawde pozatym że miewał
        kochanki nie mam mu nic do zarzucenia. Chłopczyk jest śliczny, na imie ma
        Krystian, jest podobny do męża. Nie wnikałam dlaczego ona zrzeka sie praw i de
        facto porzuciła dziecko. Chwilowo nie odzywam sie do M.
        On zdaje sobie sprawę, ze oboje pracujemy od rana do nocy, ze miało nie być
        zadnych niespodzianek w naszym małżeństwie a tutaj taki numer mi wyciał.
        Przysięgam jestem tolerancyjna , przymykałam oczy na zdrady ale w tym wypadku
        to za dużo nawet jak na moja tolerancję.
        jak ja temu dziecku wytłumacze ze matka go porzuciła i jaki stosunek bedzie do
        mnie poźniej.Ratunku!!!! boję się!!!
        Czuję sie juz taka stara........za dużo tego wszystkiego nawet jak dla mnie
    • michiko mnie wszystko opadło. chęć do życia też 29.10.04, 14:19
      Ale przeciez się nie poddam. Zastanawiam się co zrobić, z róznych względów
      rozwód nie wchodzi w grę. Narazie trawię tą sytuację ale jakoś nie mogę sie
      odnależć. Mąż schodzi mi z drogi zajmuje sie dziećmi, wynają juz jakąs pania do
      opieki, a ja i tak mam ochotę go...rozumiecie , prawda??
    • ashan Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:23
      wybacz szczerość, ale jeżeli wszytko wyglądało dokładnie tak, jak napisałaś, to
      nie wyobrażałabym sobie ani dnia dłużej razem z takim człowiekiem.
      Ale jeśli rozstanie nie wchodzi w grę to jedyne, co Ci pozostaje to porozmawiać
      z mężem nt. przyszłości.
      A propos, co teraz dzieje się z dzieckiem (bo rozumiem, że jesteś w pracy)?

      Tu problemem nie jest "jak być macochą", ale "jak być żoną takiego faceta i nie
      zwariować "...

      przyjmij wyrazy współczucia
      a.
      • michiko dziekuję za współczucie :-( 29.10.04, 14:29
        jak byc żona takiego ancymonka i nie zwariować oto jest pytanie?! Poza
        uganianiem sie za innymi kobietami jest facetem idealnym.
        Chłopczyk jest z nianią, która natychmiast wynajął. mam niewiele czasu na
        zajmowanie sie naszym dzieckiem, nie mowiąc o drugim. Nie wiem jak to wszystko
        będzie. Naprawdę mam ochotę go spakować, przynajmniej dopóki wszystiego nie
        przemyśle i nie poukładam.
    • lilith76 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:30
      życie pisze najlepsze scenariusze. tego by nawet w telenoweli nie wymyślili...

      pogadaj na spokojnie z mężem - powiedz jak się czujesz (czego się domyśla), jak
      on sobie wyobraża teraz wasze życie (jeśli sobie nie wyobraża, to niech zacznie
      próbować), ustalcie zasady dalszego życia (opieka nad dzieckiem, prace domowe).
      potem koniecznie porozmawiajce oboje ze starszym dzieckiem - rodzina się
      powiekszyła, nadal jest kochany przez was oboje, teraz jest starszym bratem.
      pozostaje jeszcze wersja dla sąsiadów, rodziny, znajomych. nadbagażowego
      dziecka nie da się ukryć. trzeba stawić czoło światu.

      z tego co piszesz wynika, że na razie nie myślisz o żadnych drastycznych
      krokach, typu rozwód, wyprowadzka. podziwiam. to na serio niezły szok.

      powodzenia.
      • michiko litości!!!! 29.10.04, 14:35
        mam oświadczyć rodzinie i reszcie świata ze przybyło nam dziecko ale tak w
        ogóle to wszystko ok. Nasz daniel zapewniany jest stale ze nadal go kochamy i
        tatus też bardzo go kocha. Nie wiem jak on sobie wyobraża nasze dalsze życie,
        omija mnie starannie bo jestem w stanie go za..... Nie mogę sobie pozwolic na
        rzucenie wszystkiego w diabły. Ale teraz go spakuję przysiegam !!!
        • madalenka25 Re: litości!!!! 29.10.04, 14:47
          i co wystawisz go z dzieckiem za drzwi???
          troszkę za późno chyba???
          może ochłoń i nabierz dystansu
          ja bym jednak chciała wiedzieć dlaczego matka dziecka go niechciała i
          natychmiast chciała wiedzieć jak on sobie to dalej wyobraża strus jeden
    • lilith76 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:33
      jeszcze jedno: na razie nie ucz się być macochą, raczej opiekunem, pomocnikiem
      opiekuna. kiedy emocje się uspokoją nabierzesz jakiegoś stosunku do dziecka.
      • wiola101 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 29.10.04, 14:47
        Przykro mi bardzo ze Cię to spotkało. Rozumiem równiez że jesteś wściekła na
        męża bo ja w pierwszej chwili złpałabym za jakis wałek, albo patelnie i
        przywaliłabym draniowi w głowę. jednak momyśl z drugiej strony. To tylko
        dziecko i jeżeli zdecydujesz się je wychować będziesz dla niego matka bo tylko
        Cebie będzie pamiętał. Twój mąz ogólnie jest draniem ale szczerym. Nie zachował
        sie tak jak matka tego dziecka, nie pozucił go, wziął odpowiedzialnośc za nie
        bo je przygarnął i nie pozwolił aby trafiło do domu dziecka. Moze to własnie
        było wam potrzebne. teraz dostrzeze jak wspaniała osobe ma przy sobie bo wiesz
        czasem aby było dobrze musi byc źle. Życzę Ci wytwałosci i przede wszystkim
        spokoju a wszystko sie jakos ułozy.
        Pozdrawiam
        Wiola
    • michiko dzieki za dobre słowa 29.10.04, 17:19
      jesli którach zechciałby do mnie napisać to bede wdzieczna. Moze zgadamy sie na
      gg.
      Narazie przed nami dłuższy weekend, uzgodniliśmy ze spedzimy go razem!!!
      Nigdzie nie wyjeżdzając. Mam nadzieję ze nasi bliscy nam wybaczą. Trzeba podjąc
      ważne decyzje co dalej. Bede sie starała zachowac jak zazwyczaj zimna krew ale
      nie obiecuje ze nie bedzie latajacych talerzy.
      Mały jest grzeczny, nie dokuczał swojej opiekunce za to nasz syn dał popalić -
      pewnie rozumie ze źle się dzieje w naszej rodzinie.
      jeszcze raz dziekuje za dobre słowa
      Pozdrawiam
      Michiko
    • bei jej...... 30.10.04, 02:30
      nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazic....Twojej...i Synka....spadlo na Ciebie
      wymuszone macierzynstwo.....a przeciez nie mozna komus narzucic milosci do
      dziecka....
      jestem zszokowana.....
      maluszek nic nie jest winien....ale Ty i Synek tez nie....
      przeciez to jest calkiem inaczej- gdy sami podejmujemy decyzje..i inaczej...gdy
      budzimy sie w chorym snie...
      jesli przyjdzie milosc do tego malucha...to nie bedzie zadnych klopotow
      duszy....
      ale to przeciez moze byc naturalne- ze nie zaakceptujesz go....
      jejku...
      wspolczuje.....

      mysle, ze nasze sytuacje nie sa porownywalne......dziewczyny same decydowaly
      sie na zwiazek z facetem, ktory mial dziecko...dzieci....wiedzialy- czy
      bedą...i w jakim czasie zajmowac sie jego dzieckiem...to byl nasz wybor!
      Ty tez wybierzesz...ale...wybierzesz tylko forme akceptacji maluszka....bo
      dziecko w domu juz jest...
      ja podejmowalam decyzje...ja chcialam A...chcialam jego synka...pokochalam
      go....chcialam bysmy tworzyli rodzine- nik mi nie powiedzial- od dzisiaj bedzie
      tak i tak....
      i dlatego moge powiedziec- ze moje macochowanie - jest rozne....smile w zaleznosci
      od humoru i kondycji psyche.....raz sama rozwiązuje konflikty...a innym razem
      mowie o problemach Aniolowi- i niech on juz sam zalatwia sprawy z synem...mam
      ciagoty macierzynskie...ale P ma Mamę- która jest dobra mamą...moge go sobie
      kochac...ropuszczac...strofowac nie musze- bo on ma rodzicow....
    • capa_negra Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 30.10.04, 11:25
      Dziecko nie winne, ale twojego męza to bym qrwa zabiła.
      Wiedział przeciez, że ma pozamałżeńskie dziecko - nawet jesli liczył, że sie to
      nie wyda to w chwili kiedy wyszła kwestia przejęcia nad nim opieki, a musiało
      byc to chwile wczeniej zanim przywiózł je do domu to mógł cie na to jakoś
      przygotowac.
      Mogli byście wtedy przemyślec kwestie " co ludziom powiedzieć"
      Wbrew pozorom to wazne jaka historie otoczeniu się "sprzeda" i dla was i dla
      dziecka.
      Q..q...q.. gdyby mój mnie takzałatwił to naprawde bym gada zatłukła.
      Przypomniało mi to pewna rodzina historie - mój teść ożenił sie w wieku 19 lat
      i w wieku 20 rozwiódł.
      Teściowa - jego 2 zona wiedziała, ze gdzies tam " w Polsce" teść ma córkę bo na
      nią łożył, natomiast dzieci czyli mój mąż i jego siostra nie mieli pojęcia, że
      mają starszą siostrę.
      I któregos pięknego, wrześniowego dnia teść przywiózł z dworca 15 letnia
      pannicę - nie mówiąc nic zonie, ani dzieciom z tekstem - to jest Ewa , wasza
      siostra i odzis będzie z nami mieszkać.
      I tak teściowa "w progu" dowiedziała sie, że przybylo jej 3 dziecko, a
      rodzieństwo w wieku 13 i 11 lat, że maja sioste, która od dziś z nimi
      zamieszka.
      Historia lubi sie powtarzać, ale mam nadzieję, ze nie ta....
      • michiko capa_negra 30.10.04, 21:00
        To możesz sobie wyobrazic w jakim szoku ja byłam. Od początku naszego
        małżeństwa przymykałam oczy na jego wybryki - jeśli juz z kims sie spotykał to
        nikt miał o tym nie wiedzieć. Ale czasem słyszałam złośliwe komentarze tzw.
        życzliwych. I teraz jeszcze to, grom z jasnego nieba. Zdołałam dowiedzec sie
        tylko tyle, że mamuśka stwierdziła ze ma dość bycia mamusia, ze jest za młoda
        ( ma 20 lat ) i niech mąż zabiera małego do siebie. Oczywiście mój małżonek
        wolał postawić mnie przed faktem dokonanym, juz po załatwieniu wszelkich
        formalności prawnych. Dziewczyna dobrze wiedziała, że M. nie odmówi. Szczeście
        ze nasza sytuacja lokalowa i finansowa jest bardzo dobra bo gdyby tak nie było
        to dziecko oddałaby do domu dziecka ( koszmar!!!).Z kim ten kretyn się
        zadawał!!??
        Nie spakowałam M. tak jak miałam ochotę. Odbyliśmy dzisiaj długą rozmowę: jak
        on sobie dalej wyobraża nasze wspólne życie? owszem wyobrażam sobie tylko
        kochanie nie denerwuj sie wszystko się ułozy!!!
        jak sie qwa... ułozy pytam....Mamy następne dziecko do wychowania, które nawet
        nie jest moje. Ale pomijam ten drobny szczegół. Pracujemy od rana do nocy,
        domem zajmuje sie gosposia, a dzieckiem niania. Poswiecam dziecku cały wolny
        czas jaki wygospodaruję i pytam jak się ułozy??
        JA CI POMOGĘ- no i tym zdaniem mnie rozbroił.tylko ciekawe kiedy w tzw.
        miedzyczasie?? między pracą a zabawianiem kolejnej kochanki?? Puściły mi nerwy.
        Wrzeszczałam chyba z 20 minut ale ulżyło mi.Acha talerz był latający ale jeden.
        Z tych nerwów nie trafiłam. Musze potrenowac.
        Dziewczyny ja naprawde nie wiem czy śmiać sie czy płakać. Nie mam pojęcia jak
        ugryźc te sytuację, jak się w niej odnaleźć. Słysze jak włazience M. kapie
        dziecko a nasz synek mu asystuje. Tylko co jakis czas pyta Kochasz mnie??
        Pozostaje mi miec nadzieję ze to nauczy M. życia bez skoków w bok.
        Przeraża mnie jeszcze jedna sprawa: co będzie jak mamusia przypomni sobie ze ma
        synka - sumienie ja zacznie gryźć. Czytałam dokumenty, które pospisała. Sa bez
        zarzutu tylko czy sa gwarancją na spokojne zycie naszej rodziny?!Koszmar
        procesu sądowego, rozbicie naszej rodziny i inne tego typu atrakcj ( z autopsji
        wiem ze w naszym kraju wszystko jest mozliwe) Musze oswoić się z tą sytuacja.
        Będę się starała być dobrą "macochą" , opiekunką... dziewczyny kim ja właściwie
        jestem... bo tak naprawdę to nie wiem.
        będe pisała tutaj, licze na wasze wsparcie.
        Dziekuje za słowa otuchy.
        pozdrawiam wszystkiem Macoszki które odpowiedziały na moj post
        michiko

        • natasza39 Re: capa_negra 31.10.04, 08:25
          michiko napisała:

          > To możesz sobie wyobrazic w jakim szoku ja byłam. Od początku naszego
          > małżeństwa przymykałam oczy na jego wybryki - jeśli juz z kims sie spotykał to
          > nikt miał o tym nie wiedzieć.

          Wiesz tu sie chyba sprawdza reguła, której ja przestrzegam. Nie można udawac ze
          problemu nie ma,bo koniec końcem wraca do nas i to czkawką!

          > JA CI POMOGĘ- no i tym zdaniem mnie rozbroił.tylko ciekawe kiedy w tzw.
          > miedzyczasie?? między pracą a zabawianiem kolejnej kochanki??


          O nie!!! Nie pozwól teraz żeby było taka jak dawniej. Nawarzył piwa, to niech
          je teraz pije!
          I KONTROLA musi byc w jego przypadku NAJWYZSZA FORMA ZAUFANIA!
          Podziwiam, Cie, że po tym wszystkim co zrobil, chcesz byc dalej z nim, ale
          jesli juz macie byc razem, to do cholery ma TWOICH warunkach.
          To on zawalił, wiec nie ma prawa do: rozrywek, dziewczynek itp. To on jest
          OJCIEM, a Ty mozesz mu najwyzej pomóc. Dziewczyno, pomijajac juz Twoje uczucia,
          to nowe dziecko jest przede wszystkim JEGO PROBLEMEM!

          Puściły mi nerwy. Wrzeszczałam chyba z 20 minut ale ulżyło mi.Acha talerz był
          latający ale jeden. Z tych nerwów nie trafiłam. Musze potrenowac.



          No koniecznie potrenuj!!!



          > Będę się starała być dobrą "macochą" , opiekunką... dziewczyny kim ja
          właściwie jestem... bo tak naprawdę to nie wiem.


          Kochana, jak dla mnie to jestes oazą dobroci i wspaniałomyślności.
          Wiekszośc bab za taki numer faceta wykastrowalaby w najlepszym przypadku.
          Głowa do góry!!
          Jeśli chodzi o Twojego mężusia, to juz wypowiedzialam sie powyżej, a jesli
          chodzi o dziecko... To Ty będziesz jego mamą pamietaj!!! Nie żadna macocga,
          tylko mamą. Jesli potrafisz w maluchu dostrzec dziecko a nie żywy dowód zdrady
          małżonka, to przy Twoim nastawieniu do sprawy (pełnym humoru i
          odpowiedzialności) rokowania sa jak najlepsze.
          3-maj sie cieplutko!!!!

        • capa_negra Re: capa_negra 31.10.04, 09:12
          Michiko - nie jestem w stanie wyobrazic sobie twojego szoku.
          Byłam w cięzkim szoku jak przeczytałam twój post i nie jestem sobie w stanie
          wyobrazić wielkości szoku gdym była na twoim miejscu.
          Nie wiem co bym z robiła z twoim chłopem ...... Pomijając wszystkie inne jego
          wyczyny niespodziewane pojawienie sie z 10 miesięcznym berbeciem na progu
          mogłoby byc dla niego gwoździem do trumny.
          Jedno jest pewne musicie teraz jakoś przeorganizowac własne zycie - tak aby
          szanowny mąz i tatus odczuł cięzar ojcostwa, a nie tylko ty i opiekunka.
          I dziewczyny maja racje - będziesz matka dla tego dziecka i to jedyna jaka zna.
          To szczęście, że mały ma tylko 10 miesięcy.
          Moja teściowa wbrew pozorom miała gorzej ....
          Fakt odpadły jej pieluchy, ale wyobraź sobie 15 letnia pannicę wyrwaną ze
          swojego środowiska i przeflancowana do rodziny której nie zna, na dobra sprawe
          to własnego ojca słabo znała....
          Nieczęsto porusza sie ten temat, ale słyszałam i o cięciu ubrań i rzucaniu
          talerzem z zupa przez Ewkę itp. kwiatki.
          Miałam okazje ja w tym roku poznac - zjechała z Kanady na wakacje .
          Miła, fajna kobieta tylko, że bardziej zwiazana z teściowa jak z "własna
          rodziną"

          Michiko droga - skoro przyjełas do wiadomości aktualny stan rzeczy to pozostaje
          ci wziąc własnego męza za dupę - koniec rozrywkowego stylu zycia, pora na
          obowiązki i zapewnienie dzieciom poczucia bezpieczeństwa.
          Małemu "wystarczy" na tą chwilę butla mleka i sucha pielucha, ale wasz starszy
          syn może was potrzebować bardziej niz zwykle.

          Naprawdę jestem pełna podziwu dla ciebie - trzeba miec duzo siły, żeby umiec
          sie znaleść w takiej sytuacji.
          Sądze, ze przy moim cholerycznym charakterku nie skończyło by sie na rzucaniu
          talerzem - mogabym sie zacząc za siekiera rozglądac...
    • chalsia Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 30.10.04, 15:58
      No qrza dupa !!!!

      Jak to Ashan napisała, Twój problem to nie kwestia jak być macochą (bo w Twojej
      sytuacji będziesz właściwie matką, bo mając takiego maluszka na codzień w domu
      to raczej trudno by było zachować obojętność - możesz nawet prawnie zostać
      matką adopcyjną, jeśli zechcesz), ale czy w ogóle być z mężem.

      Polecałabym Ci usilnie (a właściwie Tobie i mężowi) terapię małżeńską - ja nie
      jestem w stanie wyobrazić sobie ciepłej szczęśliwej rodziny (dla dwojga już
      dzieci) jeśli pozostaniecie ze sobą tylko dlatego, że Ty (z różnych powodów)
      nie chcesz się z nim rozstać i wszystko pozostanie miedzy Wami jak teraz.

      Rozwieść można się zawsze i nie ma tak naprawdę ani jednego nieemocjonalnego
      powodu, dla którego tego nie możesz zrobić (tylko się obawiasz albo tak bardzo
      go kochasz, że nic się innego nie liczy). Odejdziesz z Waszym synkiem. Eks mąż
      pewnie będzie w dobrym kontakcie z Waszym synkiem, bo okazał, że ojcem to jest
      całkiem odpowiedzialnym. A on sobie będzie samodzielnym tatusiem.

      Plus sytuacji jest taki, że chyba po takim "numerze" może w końcu mu przejdzie
      ochota na skoki w bok (no i pani-matka malucha sądzę, że na bank jest
      wykreślona z jego życia).

      Jeśli on się zgodzi na terapię, to jest szansa, że mimo pokopanej historii,
      będziecie mogli stworzyć szczęśliwą rodzinę (i jeśłi Ty będziesz w stanie mu
      wybaczyc).
      Co nie zmienia faktu,że trzeba stawić czoło światu zewnętrznemu.
      A maluch powinien znać prawdę. Jesli będziecie (szczęśliwie) razem, to dla
      niego będzie to wielka nauka, co to znaczy uczucie i odpowiedzialność.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • mamaadama4 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 30.10.04, 22:30
        Michiko, na pewno nie musisz juz teraz okreslac roli jaka ci "przypadła" w
        stosunku do małego. Bo wszystko w tej chwili będziesz traktować jako
        wymuszenie - nie ma się co dziwić. Dobrze, że od strony prawnej wszystko jest
        załatwione. Czas pokaże. W każdym razie nie zazdroszczę.
    • natasza39 Wymiękłam..... 31.10.04, 00:40
      Wiesz, myślałam, że to nastepny watek o "byciu macocha" dla dzieci faceta, z
      którym sie jest, z jego zwiazku z jakaś ex.
      Ale mysle sobie, otworzę... I co???
      Oczy przecieram i nie wierze!!!
      Wiesz, po prostu słów brak, ale myślę, że jak nie zabiłas męża za ten numer to
      poradzisz sobie z wychowaniem dziecka.
      Ale najpierw terapia małżeńska, jak doradza chalsia.
      Przeciez to niedopuszczalne, żebyś Ty wychowywała jego dzieci z innych
      zwiazków, a on co? Jakas kukułka, co będzie ci jajka podrzucac.
      Wybacz kochana, ale ten Twoj mezulek to jednak straszne indywiduum!!!!
      • gosza26 nie tylko mężczyźni... 31.10.04, 09:51
        podobnie zrobiła eks M. parę lat temu, kiedy wróciła, z dzieckiem (poniweważ
        piła nałogowo podczas ciąży, dziecko w wieku 3 miesięcy zmarło)....

        nigdy sprawa ojcostwa nie została oficjalnie załatwiona...jutro 1 listopad i
        znowu ten koszmar będzie przezywał Młody i M....Dzieci niczemu nie są winne ale
        są ,,konsekwencjami,, na całe życie...
      • michiko Re: ja też wymiękłam.....i nie przewiduje 31.10.04, 11:14
        dzieci z innych związków. On już wie co ma zrobić.
    • michiko idziemy na układ 31.10.04, 11:29
      On ma pracowac tak żeby duzo czasu poświęcał dzieciom. Żadnego migania się
      bo....Jego rodzina wietrzy skandal, juz sobie wyobrażam co będzie sie działo
      jak sie dowiedzą. Moi rodzice juz wiedzą - moja mama powiedziała " spakuj go".
      Tylko ze teraz to ja stawiam warunkiw związku. ( zawsze stawiałam ale teraz to
      będzie mał ciężko bo nie skończy sie na spełnianiu moich zachcianek) Nie
      zostawie drania z małym dzieckiem ja nie jestem potworem.
      Ma mniej pracowac, zajmowac się dziećmi, domem. On będzie się użerał z
      fachowcami załatwiał wszystkie sprawy zwiążane z prowadzeniem domu.
      A ja... ja sobie odpocznę.
      Maluch jest sympatyczny, milutki. Najważniejsze ze jest zdrowy i nie opóźniony
      w rozwoju - to tak naprawdę nie ma znaczenia ale ciesze się ze jest w dobrym
      stanie.
      Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i nikt na tej całej aferze nie ucierpi
      tylko M. poniesie konsekwencje i odpowiednią karę. Odnosze wrażenie, że to
      jakoś znak pojawienie się tego malucha, którego jakiś czas temu nie dane mi
      było mieć. Jeśli tak to dziękuje losowi, postaram się być dobra mamą dla niego.
      Wychowam go na dobrego i szlachetnego człowieka. Dziekuję za wsparcie. Z
      pewnościa nieraz poprosze was o radę.
      Jeśli przyjmiecie mnie do swojego grona będę zaszczycona. Z przyjemnością będę
      pisała na forum.

      ps.dzisiaj niechcący przy wymianie zdań trafiłam go talerzem skutek jest taki
      że ma zszyty łuk brwiowy. Wiem przesadziłam, ale jestem tylko człowiekiem.
      • chalsia Re: idziemy na układ 31.10.04, 14:00
        Piszesz, ze zawsze stawiałaś warunki w związku. Jakoś mi się tak jednak nie
        widzi. Bo gdyby tak było, to by Cię nie zdradzał. ALe rozumiem (może błędnie),
        że poświęciłaś własne emocje i godziłaś się na zdrady w zamian za coś.
        Dla mnie to chore.

        >Nie
        > zostawie drania z małym dzieckiem ja nie jestem potworem.

        Wiesz, ja się nie zgodzę z takim podejściem.
        Jakbyś go teraz zostawiła, dla nikogo nie byłabyś potworem.

        Po za tym - dla kogo Ty żyjesz? Bo wydaje mi się, ze nie dla siebie, a dla
        opinii.

        Mam wrażenie, że nie chcesz w tym wszystkim dopuścić do głosu siebie samej -
        Twoich emocji, praw, etc. Że sobie samej nie dajesz "żyć", bo "coś tam".
        Że nie żyjesz w zgodzie z samą sobą. Że swoje uczucia gdzies głęboko
        pogrzebałaś (np. > Ma mniej pracowac, zajmowac się dziećmi, domem. On będzie
        się użerał z > fachowcami załatwiał wszystkie sprawy zwiążane z prowadzeniem
        domu. > A ja... ja sobie odpocznę). Gdzie w tym jest CZLOWIEK ze swoimi
        uczuciami? Ty sama chyba się traktujesz jak sprzęt, który wymaga przerwy w
        pracy.
        A tak szczęścia nie zbudujesz.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        PS. nadal podtrzymuję (ale nawet mocniej niz wczesniej) byście poszli na
        terapię małżeńską
        • michiko chalsia 31.10.04, 14:25
          Moje uczucia zostały pogrzebane w momencie naszego ślubu. Tak czasem bywa,
          w życiu jest coś za coś. Wbrew pozorom na swój sposób jestem bardzo szcześliwa
          i gdyby nie jego uganianie sie za innymi kobietami byłoby z nas zgodne
          małżeństwo.
          Teraz musze zastąpić temu dziecku matkę to duże wyzwanie, poskładać na nowo
          moje życie w związku z M. zająć się naszym synkiem i pozwolic sobie na luz,
          długa droga przedemną. Mam nadzieje, że sobie poradzę.
          Ws. terapii to dziekuję, uzgodniliśmy że razem pojedziemy na urlop,po powrocie
          przeorganizujemy nasze życie. Znajdziemy czas dla siebie, dla dzieci, i na inne
          przyjemności.
          M. bedzie sie zajmował pod dyskretna lecz ścisła kontrolą, ma zapowiedziane ze
          kolejny wybryk i się pożegnamy nieodwołalnie.
          Pozdrawiam serdecznie
          Michiko
          • chalsia Re: chalsia 31.10.04, 14:52
            Ja świetnie rozumiem, ze możesz na swój sposób czuć się szczęsliwa -
            bezpiecznie, spokojnie, przewidywalnie. Gdyby nie te zdrady.
            Czyli jednak DO DUPY. Sama sobie wmawiasz, że jest OK.
            Tak patrząc na Waszą sytuację z tzw. drugiego końca kija, to można powiedzieć,
            że sama Swiadomie brałaś na siebie takie ryzyko (sławetne "wiedziały gały co
            brały" smile)) - wiadomo, ze seks może skutkowac dzieckiem, więc świadome
            godzenie się z seksem pozamałżeńskim męża znaczy pogodzenie się z jego skutkami.

            Wiesz Michiko, Wasze małżeństwo to nie jest zwiazek. To jest układ handlowy,
            spółka cywilna (czy jakkolwiek zwał).
            Jedyne co możecie "poskładać", to kwestie organizacyjne typu ile kto czasu
            poświeca czemuś. Oczywiście, ze mnożecie sobie przeorganizować zgodnie z tym co
            napisałaś.
            Tylko wiesz co - to jest fikcja i domek z kart. Myślisz, ze Wasze i jego (a
            własciwie to również Wasze-tylko ciut inaczej) dziecko nie będą czuły, ze
            wzrastają w domu, gdzie rodziców łączy wszystko, tylko nie uczucie, miłość,
            szacunek etc.

            I skoro do tej pory i przy takim "wybryku" jak ostatni jesteś w stanie nad
            wszystkim przejść od tak do porządku dziennego prawie natychmiast, to nie
            wierzę, ze od niego odejdziesz jak bryknie jeszcze raz (tylko mały seksik bez
            konsekwencji w postaci następnego dziecka).

            A czemu tak się od terapii odżegnujesz? Czyżbyś się bała prawdy o sobie?

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • michiko Re: chalsia 31.10.04, 15:57
              Droga Chalsiu
              napisz tak:
              Nie boje sie prawdy o sobie, ale nie sądze że terapia pomoże. Myślę, że w
              pierwszej kolejności musimy sami ze soba się dogadać.
              Wbrew temu co sądzisz, szanujemy się ( każde z nas mam jakies zalety, które
              cenimy)i kochamy w jakiejś mierze.Nie kłocimy się przy dziecku.
              Nasze życie chcemy przeorganizować miedzyinnymi dla sobie. Po to żeby nie mijać
              się w drzwiach, żeby ze sobą rozmawiać i spędzać czas budując wszystko od
              podstaw.
              Nie przeszłam tak jak piszesz nad tą sytuacja do porządku dziennego
              natychmiast. Jestem wściekła, rozżalona, nie potrafię opisać co dzieje się
              wewnatrz mnie.
              Jestem również osoba konsekwentną i stanowczą, mój M. o tym wie. Zdaje sobie
              sprawę z tego, że kolejny wybryk będzie go kosztował bardzo drogo - rozwód,
              straty materialne i inne rzeczy które boleśnie odczuje na własnej skórze.

              I bardzo cie prosze nie oceniaj mnie pochopnie. Forum nie daje obrazu przezyć
              człowieka i pochopne sądy moga bardzo zranić.
              Michiko
            • nocula Re: chalsia 31.10.04, 16:07
              Przeczytałam cały wątek kilka razy i to samo pomyślałam, jak mało trzeba mieć
              dla siebie szacunku aby próbować jeszcze coś ratować, a może jak trzeba kochać.
              Ale to mi bardziej wygląda na transakcję handlową, obym się myliła.Bałam się
              jednak odezwać, bo wszyscy byli tacy pełni podziwu, dodałaś mi odwagi.
              • capa_negra oj dziewczyny 31.10.04, 17:45
                NIE WIEMY dlaczego michiko mówi, ze jej uczucia zostały pogrzebane w dniu
                slubu,co było przedtem, co bylo potem, jak faktycznie funkcjonuje , na jakich
                zasadach i dlaczego jej związek
                WIEMY jednak, ze michiko nie planuje rozwodu i jest zadowolona ze swojego
                zycia, że podjeła decyzje o wychowywaniu wraz z męzem jego dziecka.
                Nie oceniajmy wiec jej zycia i małżeństwa - bo to co dla jednego jest do doopy
                dla drugiego może byc ok.
                Uklady w związku to jej sprawa i nie z tym problemem się do nas zwróciła.

                • nocula Re: oj dziewczyny 31.10.04, 22:23
                  Ok przyjęłam reprymendę. Zgadzam się nie nasza sprawa. Tak sobię myślę, że
                  gdyby mój od 16 lat mąż miał teraz dziecko z inną, to bym to dziecko przyjeła,
                  bo po prostu go-męża naturalnie- kocham, i gdyby to była jednorazowa zdrada to
                  bym ją zrozumiała (może jestem głupia?). Ale z postu michiko bije smutek,
                  niechęć i takie "coś za coś", jakby na tej sytuacji chciała wygrać coś dla
                  siebie. Według mnie to nie w porzadku i wobec dzieci i wobec Niej samej. Z tego
                  co wywnioskowałam jest mądrą myślącą i umiejącą zarobić kobietą, więc po co ten
                  wątpliwy altruizm. Dlatego pjawiło się moje pytanie- bo jeśli to miłość to
                  rozumiem, jeśli faktura "kupno- sprzedaż" to nie bardzo. Pozdrawiam
                  wszystkie "macochy" Robicie często dobrą robotę
            • cleopa Re: chalsia 31.10.04, 17:12
              ...tak czasami sprawy finansowe i duzy majatek zamykaja niektorym droge
              ucieczki z toksycznego zwiazku,powodują brak odwagi i przymykanie oczu na
              ewidentne draństwo i brak szacunku ze strony partnera..

              On sie nie poprawi ,bo wie że co by nie zrobił Michiko i tak wybaczy i NIE
              odejdzie..to taki typ ktory nie szanuje,zdradza,itp itd a jak
              zajedzie "potrzeba" poskamla, poplaszczy się, poobiecuje i.....jak emocje
              opadną będzie dalej robił swoje..
              Przepraszam ale takie jest moje zdanie..
              • michiko dziękuje wszystkim 31.10.04, 18:51
                za dobre słowo, za wsparcie.
                Także tym które analizują sytuację w jakiej się znalazłam, w jakim związku
                funkcjonuje i dlaczego, za to że piszą o moim braku szacunku dla siebie i
                innych waznych aspektach sprawy.
                Zwróciłam sie do grona macoszek o wsparcie i radę, i takie otrzymałam. Mimo
                słów krytyki z ust niektórych osób ( które nie znają historii mojego małżenstwa-
                "spółki" )jestem bardzo wdzieczna za wszystkie wypowiedzi.
                Pozwolicie ze na jakis czas zadomowię się na tym forum. Bedzie mi miło jeśli
                przyjmiecie do swego grona.
                I proszę nikogo nie oceniajcie pochopnie jak napisałm w poscie wyżej takie sądy
                magą bardzo zranić.
                Moje życie potoczylo się tak a nie inaczej na pewne sprawy nie maiłam
                żadnego wpływu. Jak każda normalna młoda dziewczyna wychodząca zamąż marzyłam o
                wielkiej miłości, tylko marzenie moje się nie spełniło. Nie moge M. zarzucić że
                o mnie nie dbał, nie dogadzał, duzo nas łaczy - jedno dzieli. Duzo nauczylismy
                sie od siebie. Jest facetem na poziomie, zawsze ja i nasz synek bylismy na I
                miejscu, kochanka nigdy się nie liczyła.
                Nie bronię M. ale sprawiedliwie będzie jeżeli napisze jak jest. Sytuacja w
                jakiej sie znalazłam wstrząsneła mną, jest mi cięzko. Jeszce nie potrafię
                spokojnie o tym myśleć i rozmawiać. Lata praktyki sprawiły ze
                zachowuje "twarz" i odrobinę zimnej krwi inaczej M. juz by nie żył.
                To dzięki mojej mamie, babci i prababci potrafię tak się zachowaćwpoiły mi
                żelazna zasadę "księżniczki nie płaczą" innymi słowy pokazuję zawsze pogodną
                twarz światu, uśmiecham się na przekór wszystkim i wszystkiemu. Biorę przykład
                z największej z dam Jackie Kennedy. Charakter jej męża porównać mozna do
                charakteru mojego M. Tzw. zyczliwym którzy donosili " widzałam twojego M......
                uprzejmie odpowiadałam ze to miło ze jeszce moze podobać się kobietom".
                To na ogół wystarczało zeby zamilkli.
                Przez cały czas mam nadzieję ze się zmieni, teraz też....i niech nikt mi nie
                napisze ze nadzieja matką głupich. Nie wierzę w to. Wiem natomiast że nadzieja
                umiera ostatnia.
                Pozdrawiam
                Michiko

                "Przyjażń między kobietami to jedynie pakt o nieagresji"
                • chalsia Re: dziękuje wszystkim 31.10.04, 21:34
                  Michiko,

                  nie było moim zamiarem ranic Cię. Jednak dopiero w tym ostatnim poście piszesz
                  coś o SOBIE. Wszystkie poprzednie były raczej o tym jak on mógł tak z dnia na
                  dzień z dzieckiem przyjść i jak sobie życie przeorganizować. Oraz jak byc dobrą
                  macochą.
                  A to nie o to chyba (teraz zwłaszcza) chodzi byś znowu, całkowitym kosztem
                  SIEBIE SAMEJ, była dobra dla innych.
                  Takie sytuacje to przyczynek by przemyśleć całkowicie całe dotychczasowe życie.
                  I coś z tym zrobić.
                  Ja nie twierdzę, ze kopnięcie go w dupę i odejście to dobra i jedyna droga.
                  Niezbadane są wyroki losu. Może rzeczywiście w ten pokrętny sposób spełniło się
                  Twoje marzenie o jeszcze jednym dziecku (jest takie powiedzenie, że marzenia
                  się spełniają, tylko nie wtedy gdy chcemy i niekoniecznie w taki sposób, jak
                  chcemy).

                  Szkoda,że Femalespirit zniknęła. Moze ona by Cię przekonała dlaczego i jak
                  bardzo warto byś skorzystała z terapii. Jeśli nigdy tego nie robiłaś, to nie
                  masz absolutnie podstaw do stwierdzenia, że Ci nie pomoże.
                  Wiesz, Twoja mama, babcia i prababcia wyrządziły Ci olbrzymią krzywdę.
                  Nie mozna być szczęśliwym nie dając dojść do głosu własnym uczuciom. Nie
                  dzieląc się nimi. I NIE MUSISZ spokojnie o tym myśleć i rozmawiać.
                  Jesteś człowiekiem a nie cyborgiem.

                  Przepraszam za czarnowidztwo, ale jeśli dalej obydwoje z mężem
                  będziecie "pływać" po powierzchni zdażeń (czyli poświęcając się temu co widać z
                  wierzchu), to nigdy nie będzie lepiej.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  • michiko chalsia 01.11.04, 06:23
                    Kochan moja mam, babcia i prababcia nie wyrządziły mi krzywdy, przynajniej ja
                    tak nie uważam.
                    Nigdzie nie napisałm ze nie dałam do głosu dojśc uczuciom - dałam, będąc już
                    mężatką i co ? I nie warto było!
                    Co do pływania po powierzchni zdarzeń to bardzo się mylisz, może to tak wyglada
                    ale zapewnim cię że tak nie jest. Żyję pełnią zycia biorę z niego to najlepsze,
                    temu co robię poświęcam się bezreszty inaczej byłabym wredna zgorzkniałą
                    kobietą i dawno bym oszalała.
                    Kiedyś bardzo madry ksiądz powiedział mi że człowiek dostaje tyle nieszczęścia
                    ile może unieść. Widocznie ktoś tam na górze stwierdził, że jeszcze mogę.
                    pozdrawiam
                    • lilith76 Re: chalsia 02.11.04, 10:18
                      michiko, tu w 100% zgodzę się z chalsią! "księżniczki nie płaczą"!!! co za
                      bzdura! przy całej swojej miłości, oddaniu przekazały ci garba, który wiele
                      ułożonych, grzecznych dziewczynek pociągnął na dno. wybacz, ale ten uśmiech na
                      pokaz to maskowanie panicznego strachu przed kompromitacją społeczną, skandalem
                      i wstydem. tego cię nauczyły, to fakt.
                      pamiętaj, że Jackie nie grała woskowej Pierwszej Damy całe życie, tylko w końcu
                      wywinęła straszny numer i wyszła za mąż za nieokrzesanego parweniusza z grubą
                      forsą.
                      skoro widzisz szansę dla swojego małżeństwa i nadzieję na to, że mąż wyciągnie
                      wnioski z tej historii, walcz o swój związek. ale pamiętaj: księżniczki robią
                      to, co dla nich w danym momencie dobre! choćby miały i płakać.

                      PS: lidka ma też rację. bądź "złośliwą suką" i wyślij go na badania na obecność
                      wirusa HIV. chwila upokorzenia w gabince lekarskim może go czegoś nauczy.
                      • michiko lilith76 02.11.04, 10:38
                        Nie sądzę żeby przekazały mi garba. Przeczytaj post capa_negry wychowywano nas
                        podobnie.
                        Owszem Jackie Kennedy nie grała woskowej damy, ale wyszła ponownie zamąz
                        dopiero po śmierci prezydenta. Mimo jego licznych zdrad i upokorzeń trwała u
                        jego boku z uśmiechem na ustach.
                        Mysle że nie zrozumiałaś w jakim kontekście pisałm o nie pokazywaniu emocji. To
                        zachowanie twarzy w miejscach publicznych, na spotkaniach itd. W momencie kiedy
                        na jakimś przyjęciu ktoś życzliwie szczepsze ci do ucha "widziałm męża ...." I
                        wtedy zachowujesz zimna krew i chociaż masz ochotę zabić faceta to grzecznie
                        się uśmiechasz i nie komentujesz. I to tyle.
                        • lilith76 Re: lilith76 02.11.04, 11:21
                          > Owszem Jackie Kennedy nie grała woskowej damy, ale wyszła ponownie zamąz
                          > dopiero po śmierci prezydenta. Mimo jego licznych zdrad i upokorzeń trwała u
                          > jego boku z uśmiechem na ustach.

                          1. bo nie miała wyjścia.
                          2. lepiej być zdradzaną Pierwszą Damą, niż kochaną "nikim". sorry, nie
                          przepadam za Jackie smile

                          W momencie kiedy
                          >
                          > na jakimś przyjęciu ktoś życzliwie szczepsze ci do ucha "widziałm męża ...."
                          I
                          > wtedy zachowujesz zimna krew i chociaż masz ochotę zabić faceta to grzecznie
                          > się uśmiechasz i nie komentujesz. I to tyle.

                          to wyraz klasy i kultury, której brakuje rozmówcy.

                          wybacz, że czepiam się tego "księżniczki nie płaczą", bo wbrew wszystkiemu ono
                          wiele mówi - grzeczna dziewczynka nie okazuje emocji (każda z nas może się
                          pochwalić choć jednym wydarzeniem, gdy za okazanie emocji została skarcona w
                          dzieciństwie i jak to się odbija do dziś). mogę zrozumieć go jako unikanie
                          histerii i irracjonalnych zachowań.

                          twoje poprzednie wypowiedzi są dowodem, że teraz dajesz właśnie upust złości i
                          kumulujesz w sobie emocji. niegrzeczna dziewczynka smile
                          • michiko Re: lilith76 02.11.04, 11:49
                            Ciekawe jakie odczucia nosiłabys w sobie po takich numerze małżonka. Nie mnie
                            oceniać swoje wypowiedzi. mam jednka nieodparte wrażenie, że usiłujesz mi z
                            niewiadomych przyczyn dokuczyć. Mimo negatywnych emocji jakie mną targaja
                            staram się zachowac poziom i nie zejść do poziomu rynsztoku bo moje zycie
                            stałby sie piekłem.
                            Pozdrawiam
                            • lilith76 Re: lilith76 02.11.04, 12:42
                              > Ciekawe jakie odczucia nosiłabys w sobie po takich numerze małżonka

                              nikt nie wie, dopóki sam nie przeżyje. ty może - rok temu - byś się nie
                              posądzała o takie reakcje.

                              mam jednka nieodparte wrażenie, że usiłujesz mi z
                              > niewiadomych przyczyn dokuczyć.

                              na pewno nie.

                              Mimo negatywnych emocji jakie mną targaja
                              > staram się zachowac poziom i nie zejść do poziomu rynsztoku bo moje zycie
                              > stałby sie piekłem.

                              pisałam o histerii i irracjonalnych reakcjach, jako tym CO NIE CHARAKTERYZUJE
                              skiężniczkę i co tobie jest obce.
                              starałam się zrozumieć przesłanki jakie stoją za takimi hasłami. przykro jeśli
                              tego nie dostrzegłaś.

                              PS: w dzieciństwie zawsze chciałam być królową - nie w rozumieniu "żona króla",
                              ale władczyni. dlatego rozumiem postulat godności, dumy i samostanowienia
                              życiowego.
                • capa_negra Księzniczki nie płacza..... 02.11.04, 10:06
                  Zadaje sobie pytanie skąd ja to znam ... i odpowiedż brzmi z domu, z rodzinnego
                  domu.
                  Tylko, że u mnie w domu tą zasade wcielal w zycie tato.
                  I jestem mu za to wdzięczna - dzięki wpajania mi przez lata zasad, że
                  najważniejsza jest duma, ambicja, godność, że księzniczki nawet jak jest im
                  bardzo źle to nigdy nie płaczą, mogłam przeżyć pare wydarzeń w moim zyciu,
                  które niejednego by powaliły.
                  Mialo to chyba i złe strony - stałam sie twarda, a nieokazywanie uczuc weszło
                  mi w krew, do tej pory nie rozumiem wielu reakcji ludzkich na zdarzenia, które
                  według moich "standardów" sa ot poprostu drobną niedogodnością, a dla innych
                  zyciową tragedią.
                  Często nie poptrafie równiez "prawidłowo" zaragować na czyjeś "nieszczęście"
                  Nie współczuje bo nie czuje bluesa - poprostu nie widze problemu
                  Mam wrażenie, że w pewnych momentach zycia cos mnie omineło... bo nie byłam w
                  stanie iść na zywioł za głosem serca ( albo doopy - bo tak do końca nie wiem
                  smile, które głośniej wołało), ale z drugiej strony dochodze do wniosku, że byc
                  może pójście za głosem rozumu w ostatecznym rozrachunku było mniej kosztowne
                  jak pójście na zywioł.
                  Zyciowe wybory...kiedys z perspektywy czasu moga nam sie wydawac nietrafione,
                  ale taka kiedys podjęłyśmy decyzje i musimy z nia żyć tz. ze wszystkimi
                  konsekwencjami, ktore ze soba przyniosły.
                  Zastanawianie się coby gdyby....bez sensu.
                  Bo co dobrego może nieść ze soba roztrząsanie spraw typu : gdybym miała inne
                  wykształcenie to pracowałabym w innym zawodzie, gdybym X lat temu zaparła sie i
                  walczyła o tamten związek to byłoby dzis inaczej.
                  Gdyby nie pewne zyciowe wybory powziete kiedys na pewno byłoby inaczej, ale nie
                  napewno lepiej...
                  Mam wrażenie michiko, że wyrastałyśmy w podobnych klimatach i że zarówno w
                  twoim jak i moim przypadku maja one duzy wpływ na zyciowe decyzje.
                  Patrząc z boku niektóre sprawy czy sposób postępowania moga sie innym wydawac
                  conajmniej dziwne, ale .... ja tym co się czasami dziwia czy nie rozumieja
                  moich motywów odpowiadam że bardzo ciężko jest "lekko" zyć.
                  Trzymaj sie ciepło księzniczko.
                  • chalsia Re: Księzniczki nie płacza..... 02.11.04, 16:06
                    Mnie taka postawa tez nie jest obca (choć z innych powodów niż wpajanie jej
                    przez rodzinę) - po prostu tak wyszło, że okazywanie potrzeb i emocji w wieku
                    dziecinnym do niczego nie prowadził0, nawet płacz. Więc musiałam sobie zacząć
                    radzić sama. A "fochy i dąsy" (tak to w przenośni nazwijmy) poszły w odstawkę
                    jako nieskuteczne, wiec pozostało z musu "trzymanie twarzy".

                    I co? Tak jak Capa Negra twierdzę, że przez to wiele mnie w życiu ominęło i
                    uczyniło wiele sytuacji (a zwłaszcza relacji międzyludzkich) dużo trudniejszymi.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia

                    PS. I własnie jako osoba, której postawa "księżniczki nie płaczą" jest znana z
                    autopsji, twierdzę, że taka postawa to olbrzymi i zły garb otrzymany od rodziny.
                    • capa_negra Re: Księzniczki nie płacza..... 02.11.04, 18:44
                      Zgadzam się z jednym małym wyjatkiem - ten "garb" był mi garbem tylko i
                      wyłacznie kiedy wszystko szło dobrze i było cacy - wtedy faktycznie relacje
                      międzyludzkie cierpiały, bałam sie otwartości czy wręcz miłości.

                      Ale wtedy, kiedy było do doopy, a wiele lat było ten "garb" był moja siłą,
                      który pozwalał mi zachowac pion i nie oszaleć.
                      Teraz....teraz jest tylko siłą - juz nie garbem , mimo ze jak to w zyciu róznie
                      bywa.

                      Tak przy tych rozwarzaniach o stosunkach międzyludzkich cos mi sie nasuneło.
                      Mój ojciec był najmłodszym dzieckiem w domu, ale zawsze tym
                      najbardziej "poważanym" taki rodzinny "wielki dzwon" w który sie uderzało w
                      sytuacjach trudnych i kryzysowych.... dzwon pękł w trakcie rozwodu..
                      I z czasem, właściwie z wiekiem zauwazyłam, że ja w jakis taki naturalny sposób
                      zaczełam przejmowac schede po ojcu...a też jestem najmłodsza w szeroko pojetej
                      rodzinie.
                      Nawet wczoraj chodząc między grobami uświadomiłam sobie, że w wielu
                      przypadkach tylko ja znam wiele rodzinnych "faktów i tajemnic" częśc z nich
                      pozostanie na zawsze między mna a zmarłymi, a część odejdzie dopiero wraz ze
                      mną.
    • lideczka_27 Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 31.10.04, 11:41
      Zaglądam na ten wątek już chyba trzeci dzień i po prostu ręce mi opadają.
      Czytam dziewczyny, powtarzam: racja, racja, racja. I nie mam pojęcia co by tu
      dodać... Może zacznę od kwestii "dziecko". Mamy troszeczkę podobne sytuacje,
      gdyż jesteśmy całodobowymi opiekunkami dzieci naszych mężów i obie stałyśmy się
      nimi z dnia na dzień - bez przygotowania, bez pytania o zgodę, bez możliwości
      oswojenia się z nową sytuacją, psychicznego nastawienia itd. Tyle, że ja miałam
      o niebo lepszą sytuację, gdyż córkę już znałam od dwóch lat, miałyśmy bardzo
      dobre relacje (to dziecko z pierwszego małżeństwa, matka zmarła). Cóż Ci mogę
      powiedzieć michiko... Postaram się powiedzieć o plusie tego, że to dziecko
      maleńkie, jeszcze nie wychowywane. Masz w domu czysta kartę - i jeśli zechcesz,
      jeśli poczujesz się na siłach - wychowasz je po swojemu. Kilkulatka już
      musiałabyś "przeprogramować". Nosiłby w sobie zasady, które dla Ciebie mogły by
      być trudne do zaakceptowania, wspomnienia - dobre lub złe, które Tobie
      przysparzały by Ci kłopotów. Więc już może lepiej, że zaczyna się do pieluch...
      Teraz bardzo ważny temat: Twój synek. To dla niego sytuacja szczególna i nie do
      ogarnięcia. Mnie najbardziej bolałoby właśnie to - że mąż robiąc taki numer nie
      wziął pod uwagę, że dla małego to może być szok. On teraz będzie Cię bacznie
      obserwował, uczył się. Jeśli Ty zaakceptujesz jego przyrodniego brata, to jemu
      będzie łatwiej. Jeśli będzie świadkiem Waszych kłótni, obarczy winą to dziecko
      i może zamknąć się w sobie (może myśleć, że w wyniku konfliktu rodzice
      podzielili się dziećmi i skoro mama bierze jego, to tamten syn jest taty -
      pewnie dlatego stale pyta ojca, czy on go kocha).
      Sprawy organizacyjne to chyba najmniejszy problem teraz. Stać Was na opiekunkę,
      on się dzieckiem zajmuje, Ty możesz w miarę normalnie funkcjonować - zajmować
      się synkiem itd.
      Oczywiście nigdy już nie będzie tak, jak przed pojawieniem się tego malucha i
      im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej - wiem po sobie. Plany te bliższe i
      dalsze musisz zweryfikować, podporządkować nowej sytuacji, będzie ciężko, bo na
      początku ogarnie Cię bunt, rozżalenie i wściekłość, że nie masz wpływu na
      własne życie. Ale to przejściowe.
      Jeśli zaś chodzi o Twojego męża i Wasze małżeństwo, to trudno mi cokolwiek
      napisać. Nie umiem tego przełożyć na siebie, bo na Twoim miejscu nie
      podźwignęłabym tej sytuacji (nie potrafię - wiem z doświadczenia - wybaczyć
      zdrady). Proponuję poradnię rodzinną, gdzie omówicie tę szczególną sytuację i
      Wasze małżeństwo. Moim zdaniem powinnaś wymagać od męża zmiany dotychczasowych
      zachowań - wymiany rozrywek i życia z panienkami na rzecz swoich ojcowskich
      obowiązków. Dla mnie to byłby warunek konieczny żebym w ogóle z nim została
      (gdybym się zdecydowała w co szczerze wątpię).
      Nie wiem kim będziesz: czy macochą, czy matką czy kimś jeszcze. Czas pokaże.
      Uważam jednak, że szanse na dobre relacje z tym maluchem masz większe niż gdyby
      to był kilkulatek czy nastolatek – z wiekiem o uczucia coraz trudniej. Wydaje
      mi się też, że niezależnie od Twoich intencji i emocji to dziecko będzie
      widziało w Tobie matkę, będziesz dla niego jedyną matką i będzie Cię kochać.
      Ma się od kogo uczyć – ma brata. Dlatego musisz się przygotować na to, że
      usłyszysz „mamo”, że będzie Cię tulił i chciał Twojego ciepła – będzie robił to
      samo co brat. Bardzo, bardzo Ci współczuję, bo ciężka droga przed Tobą. Trzymam
      kciuki.

      pozdrówka
      lidka
    • lideczka_27 ważna kwestia 31.10.04, 23:35
      michiko, teraz do mnie dotarły pewne sprawy. Twój mąż miewa przygody. Ty o tym
      wiesz. Konsekwencją jednej z nich jest dziecko. Oczywistym więc, że to był seks
      bez zabezpieczenia, bez gumy. Dlaczego on Cię na coś takiego naraża? Dziecko to
      w tej sytuacji chyba "problem" najmniejszego kalibru, jest przecież tyle bardzo
      groźnych chorób z AIDS włącznie.
      A może sprzedał Ci historyjkę z pękniętą prezerwatywą?


      pozdrówka
      lidka
    • ania_rosa Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 01.11.04, 12:35
      Hej
      Przeczytałam cały wątek, przemyslałam i ... wcale mnie już tak nie dziwi. Każde
      małżeństwo jest układem: ludzie się układają co do miłości, finansów i zakresu
      obowiązków. Niektórzy umawiają się na rozmaite zasady, które z boku mogą
      wydawać się dziwne, ale im pasują.
      Kilka lat temu uderzał do mnie w konkury pewien zonaty mężczyzna, ojciec trojga
      dzieci. Zdradzał swoją zonę na prawo i lewo. Oczywiście ucięłam jego godowe
      podskoczki w zarodku, ale przy najbliższej okazji porozmawiałam sobie z zoną. I
      cóż usłyszałam? Żona uśmiechnęła się i powiedziała: "oczywiście, że wiem o jego
      kochankach, ale dopóki płaci za mnie i dzieci, wysyła nas na Bahamy i utrzymuje
      rodzinę na wysokim poziomie- niech sobie robi dobrze z kim chce, co mnie to
      obchodzi?".
      Czy gdyby ów Pan ( a zaręczam, że był to sukinsyn o samoocenie tak wysokiej, ze
      gdyby skoczył z niej na swoje IQ, niechybnie by się zabił) przyprowadził do
      swojej żony pewnego dnia małe dziecko i powiedział "od dziś nasza rodzina się
      powiększyła", byłybyście oburzone? Bo ja nie.
      Abstrahując od wysokiej klasy Michiko- konsekwencje są konsekwencjami. Kiedy
      godzimy się na pewien układ, płacimy za niego.
      Tamta żona wybrała wygodne i komfortowe życie. Czy była hipokrytką? W pewnym
      sensie tak, a w pewnym nie: wzięła to, co było w jej zasięgu i nie marzyła o
      wartościach nierealnych, takich jak wiernośc (jej mąż był typowym poligamistą o
      rozbudowanym przywiązaniu do legalnej rodziny). Ułozyła dostatnie zycie własnym
      dzieciom i machnęła ręką na erotyczne ekscesy męża. Nie będę się tu zagłębiać
      we wdzięczny temat, czyli :jak osobiste wybory jednostki przekładają się na jej
      sajko i wewnętrzny komfort, który nie ma nic wspólnego z jacuzzi i wakacjami na
      Bahamach. Oddzielną kwestią jest też kwestia bezpieczeństwa- ten pan puszczał
      się z każdą chętną kobietą i nie troszczył się (jak wieść gminna niosła) o
      pierdoły w rodzaju prezerwatyw.
      Dla tego wątku wazne jest, czy potraktowana w ten sposób zona ma prawo do
      wyrzucenia z domu męza i roszczenia sobie szeroko pojmowanych pretensji.
      Subiektywnie oczywiście, że ma takie prawo. Obiektywnie: niekoniecznie. Jeśli
      godzimy się na coś, to zawsze godzimy się W IMIĘ CZEGOŚ. Może być to komfort
      finansowy, mogą być to priorytety religijne (slubowałam przed Bogiem, więc
      wywiążę się z tego układu aż do końca), mogą być to rozmaite przyczyny
      (decyduję się na układ otwarty: oboje mamy wolną rękę w zakresie realizacji
      seksualnej). Widać więc stąd, że nie jest to układ nierówny,bo zawsze dostajemy
      coś w zamian (moralną i religijną satysfakcję; Bahamy; wolną rękę do zdrad).
      Jesli jednak po pewnym czasie ten układ nam przestanie się podobać, bo druga
      strona wystawi nam rachunek (choroba weneryczna, bankructwo, pozamałżeńska
      ciąża) mamy tendencję do podważania uczciwosci tego układu. A przeciez od
      samego początku był on nieuczciwy wobec nas samych, czyż nie? Podpisując pewien
      kontrakt powinniśmy być świadomi, że opiewa on także na kwoty, które nie są
      uwzględnione w optymistycznej symulacji. Zamożny mąż może stracić majątek,
      wolna miłośc może skończyć się ciążą, a religijne skrupuły mogą zostać
      zlekceważone przez drugą stronę i rzecz i tak się skończy rozwodem, czy chcemy,
      czy nie chcemy.
      Reasumując: nie ułożyło się to najkorzystniej dla Michiko, ale nie ułożyło się
      tez jakoś nadzwyczaj niespodziewanie. Wszystko to można było przewidzieć, więc
      cóż... tak, uważam, że Michiko słusznie robi przygotowując się do roli
      przyszywanej matki. Sama sobie stworzyła grunt pod tę sytuację X lat temu,
      kiedy weszła w ten układ. Mogła w niego nie wchodzić, ale to była Jej dojrzała
      i suwerenna decyzja. A za suwerenne decyzje trzeba ponosić odpowiedzialność.

      Wspomniana na początku żona jest już rozwódką. Jej mąz pewnego dnia poznał
      uroczą i wyuzdaną Rosjankę, która przekonała go, że lepszym wyjściem będzie
      spędzenie reszty życia w jej towarzystwie. Żona dostała skromną odprawę i taki
      był koniec układu. Układ zawsze zakłada istnienie dobrej woli dwóch stron, a
      ludzie mają tendencję do bycia nieprzewidywalnymi.
      Życzę Ci dużo cierpliwości Michiko. Z Twoich postów bije duża kultura i spora
      racjonalizacja zycia. Niestety Ci nie współczuję, ale myślę, że i tak tego nie
      oczekujesz. Terapię Ci odradzam, choć zawodowo powinnam ją doradzić- myślę
      jednak, że czasem złudzenia są zbawienne i nie należy się ich pozbywać.

      Rosa
    • michiko cdn...... 02.11.04, 15:41
      Wziełam kilka dni wolnego. Zobaczę jak maluch się zachowuje, pobędę z naszym
      synkiem, przypilnuję fachowców od remontu. I nareszcie mam chwilę dla siebie.
      Spacerowałm dzisiaj samotnie po plaży, myślałam nad wszystko co się się
      wydarzyło.Doszłam do wniosku że postaram się zastąpić dziecku matkę, zadbać o
      psychikę naszego synka i "spionizować" M.
      Teściom chociaż o dziwo tym razem byli za mną zabroniłam kategorycznie
      wtrącania sie do mojego życia. Teściowej uprzejmie podziekowałam za dobre rady
      itd. Robię porządku na moim podwórku i biada temu kto wejdzie mi w drogę.
      Chwilowo M. pomieszka w hotelu, gdyby został w domu mogłby sie to źle skończyć
      dla niego.
      W chwili obecnej to by było na tyle.
      Pozdrawiam serdecznie
      Michiko
      • capa_negra Michiko - twoja @ nie działa!!!! 02.11.04, 18:20
        Zajrzyj na gg.
        Będę jutro w sieci około 9 rano.
        • michiko Re: Michiko - twoja @ nie działa!!!! 02.11.04, 19:29
          działa wszystkie wiadomości w liczbie 3 dotarły
    • leat Re: dziewczyny jak to jest być "macochą" pomóżcie 09.11.04, 10:20
      podziwiam Cię michiko
      miałam czy też mam podobną sytuację, kiedyś porządkując dokumenty znalazłam
      świeży akt urodzenia dziecka w którym czarno na białym wpisany był jako ojciec
      mój mąż a jako matka koleżanka sad
      przeżyłam to strasznie - gdy koleżanka rodziła mój mąż zawózł ją do lekarza i
      ogólnie pomagał (wściekałam się na to strasznie ale wtedy nie wiedziałam jaka
      jest prawda - ona zmyślałą że ojcem jest jakiś chłopak i nadal domagała się
      pomocy ode mnie)ona urodziła a ja 2 dni później poroniłam. Gdyby mój mąż
      przyprowadził nagle to dziecko wyrzuciłabym ich - mam uraz do tego dziecka i
      nie potrafiłabym normalnie go wychowywać. Nie ma sensu tu się rozpisywać -
      faktem jest że przeżył wiele przykrości mój mąż z racji głupoty jaką popełnił -
      dlatego sądzę że również i on nie nadawał by się na ojca - to dziecko obciążone
      jest wieloma bolesnymi zdarzeniami, również i jego pojawienie się na świecie
      spowodowało wiele bólu - my już jesteśmy obciążeni - szkoda dziecka bo na pewno
      w jakiś sposób te zdarzenia odbijały by się w naszych relacjach względem jego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka