leat
28.11.04, 18:56
Sukę poznałam na przełomie października/ listopada 2001. Słysząc jej
opowieści o trudnym życiu w Kazachstanie (później się okazał, że warunki
życia w miastach są takie same jak u nas – a ona pochodziła z dużego miasta,
na tamtejsze warunki jej muzułmańska rodzina jest bardzo dobrze sytuowana),
pomagałam jej traktując ją prawie jak młodszą siostrę. Karmiłam i ubierałam,
kserowałam książki potrzebne jej na studia, bo cena ich przekraczała także i
moje możliwości. Zapraszałam do siebie do domu na święta, aby samotnie nie
siedziała w akademiku, nawet zabierałam ją do swojej rodziny – mam młodszą
siostrę w jej wieku. Robiłam jej drobne prezenty z ubrań, obuwia, kosmetyków,
biżuterii, gdy wracała do akademika w słoiki pakowałam jej jedzenie. W
akademiku i na uczelni a także w urzędach rozpowiadała, że mój mąż to jej
wujek, ojciec. Któregoś dnia będąc u nas na obiedzie, oświadczyła, że jest w
ciąży. Była bardzo zdziwiona, że się nie cieszymy, ja natomiast byłam
przerażona jak ona sobie da radę z dzieckiem, przecież już teraz w dużej
mierze korzysta z naszej pomocy. Byłam bardzo wzburzona, pytałam czy wie, kto
jest ojcem – odpowiedziała, że jakiś chłopak z Łodzi (przez rok studiowała na
tak zwanej zerówce dla cudzoziemców w Łodzi – razem z koleżankami wynajmowała
mieszkanie). Nadal jej pomagałam, jeździłam z nią po instytucjach szukając
jakieś pomocy dla młodych samotnych matek – planowała oddać dziecko do
adopcji, dlatego szukałyśmy pomocy w organizacjach kościelnych. Pożyczyłam
jej telefon komórkowy i opłacałam za nią rachunek. Któregoś dnia przyjechała
do mnie i zażądała obuwia na płaskim obcasie, ponieważ bolą ją nogi – mój
wtedy jeszcze narzeczony zdenerwował się i powiedział jej, że wychodzimy –
oburzona wybiegła trzaskając drzwiami. Był to przełom maja/ czerwca 2002 i od
tego czasu zaczęły się przykre pomówienia, telefony, oskarżenia. Kiedyś
znalazłam podarte zdjęcia, na których byłam ja z moim mężem – okazała się, że
podczas mojej nieobecności była u mnie w domu i aby zrobić na złość mojemu
mężowi podarła je przy nim. Poinformowałam ją, że nie chcę z nią utrzymywać
kontaktu i proszę o zwrot telefonu – telefon zwróciła mi dopiero po wielu
miesiącach, po założeniu blokady kradzieżowej u operatora sieci komórkowej.
Nigdy mi nie podziękowała, nie pomogła w domu – okazało się, że nic nie
potrafi, ponieważ jej rodzina ją rozpieszczała dbając, aby tylko się uczyła –
faktycznie jest zdolna. Nadal wydzwaniała do nas, jednak rozmawiała tylko z
moim mężem. Mój mąż zawiózł ją do szpitala, oraz po porodzie odebrał i
odwiózł do akademika. Niestety ja dwa dni po tym jak urodziła Suka,
poroniłam – ciągłe awantury o to, że jest ona obecna w naszym życiu i że mój
mąż musi jej pomagać zrobiło swoje. Wydzwaniała do nas nawet w nocy, żądając
przyjazdu mojego męża, bo się źle czuła, gorączkowała. Suka dostała od nas
całą wyprawkę dla dziecka: wanienkę, kosmetyki, wózek, – gdy parę miesięcy
później dowiedziała się, że wózek został wybrany przeze mnie, bardzo się
zdenerwowała, nie dowierzała, podobno przestała z niego korzystać i nosiła
dziecko w nosidełku.
Podczas dłuższej nieobecności mojego męża zaczęłam porządkować dokumenty – z
zdziwieniem znalazłam akt urodzenia dziecka Suki, gdzie jako ojciec widniał
mój mąż. Dziecko nosi również nazwisko mego męża. Suka twierdziła że uznanie
było tylko po to, aby dziecko miało obywatelstwo polskie, miała żal do mnie,
że mój mąż nie chciał mnie zostawić dla niej, że jej nie kochał. Uczciwość by
nakazywała, aby porozmawiała ze mną wcześniej, powiedzieć prawdę – życie
mogłoby się wtedy potoczyć inaczej – jednak nie, ona wolała żerować na mojej
dobroci. Na moje pytanie, dlaczego mnie tak potraktowała, przecież z mojej
strony nie doznała niczego złego, nie umiała logicznie odpowiedzieć,
stwierdziła tylko, że mnie nienawidzi. Natomiast mój mąż wypierał się jakoby
to dziecko było jego, potwierdził, że uznał je tylko, dlatego żeby miało
obywatelstwo polskie i ubezpieczenie, ponieważ Suka groziła, że sobie coś
zrobi (były przypadki, kiedy się kaleczyła, głodziła, truła, mdlała pod
prysznicem). Otrzymywałam głuche telefony lub dzwonili do mnie obcy ludzie
wyzywając mnie od najgorszych – w końcu byłam zmuszona zmienić numer i go
zastrzec. Otrzymywałam także na swój adres korespondencje do Suki z
Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego z Wydziału ds. Cudzoziemców Suka ubiegała
się o kartę czasowego pobytu i podała mój adres (bez mojej wiedzy i
zezwolenia) w celach korespondencyjnych. 24 marca 2004r. zadzwoniła do mnie
na podany przez Sukę mój prywatny numer telefonu, pani X z Komendy Rejonowej
Policji wzywając mnie na przesłuchanie. Okazało się, że Suka oskarżyła mnie o
grożenie jej i jej dziecku śmiercią. Po złożeniu przeze mnie zeznań
poinformowano mnie, że sprawa została umorzona. Chociaż pewne sprawy dotyczą
tylko mojego męża (na przykład sprawa o alimenty) wszędzie podaje moje dane
osobowe, moje miejsce zatrudnienia oraz zawód. Oszczerstwa pod moim adresem
często mają charakter finansowy, stawiają mnie w świetle jakoby osoby
bogatej, (do których niestety nie należę, spłacam kredyty, długi) natomiast
ona jest biedna, więc z naszej strony należą jej się pieniądze.
Suka jest stypendystką Rządu Polskiego (jej stypendium jest finansowane także
z moich podatków) jest, więc gościem w obcym kraju, jednak nie przeszkadza
jej to czuć się bezkarnie, uważa, że jako samotna matka dziecka, które często
choruje jest „nie do ruszenia”.