Dodaj do ulubionych

moja historia

28.11.04, 18:56
Sukę poznałam na przełomie października/ listopada 2001. Słysząc jej
opowieści o trudnym życiu w Kazachstanie (później się okazał, że warunki
życia w miastach są takie same jak u nas – a ona pochodziła z dużego miasta,
na tamtejsze warunki jej muzułmańska rodzina jest bardzo dobrze sytuowana),
pomagałam jej traktując ją prawie jak młodszą siostrę. Karmiłam i ubierałam,
kserowałam książki potrzebne jej na studia, bo cena ich przekraczała także i
moje możliwości. Zapraszałam do siebie do domu na święta, aby samotnie nie
siedziała w akademiku, nawet zabierałam ją do swojej rodziny – mam młodszą
siostrę w jej wieku. Robiłam jej drobne prezenty z ubrań, obuwia, kosmetyków,
biżuterii, gdy wracała do akademika w słoiki pakowałam jej jedzenie. W
akademiku i na uczelni a także w urzędach rozpowiadała, że mój mąż to jej
wujek, ojciec. Któregoś dnia będąc u nas na obiedzie, oświadczyła, że jest w
ciąży. Była bardzo zdziwiona, że się nie cieszymy, ja natomiast byłam
przerażona jak ona sobie da radę z dzieckiem, przecież już teraz w dużej
mierze korzysta z naszej pomocy. Byłam bardzo wzburzona, pytałam czy wie, kto
jest ojcem – odpowiedziała, że jakiś chłopak z Łodzi (przez rok studiowała na
tak zwanej zerówce dla cudzoziemców w Łodzi – razem z koleżankami wynajmowała
mieszkanie). Nadal jej pomagałam, jeździłam z nią po instytucjach szukając
jakieś pomocy dla młodych samotnych matek – planowała oddać dziecko do
adopcji, dlatego szukałyśmy pomocy w organizacjach kościelnych. Pożyczyłam
jej telefon komórkowy i opłacałam za nią rachunek. Któregoś dnia przyjechała
do mnie i zażądała obuwia na płaskim obcasie, ponieważ bolą ją nogi – mój
wtedy jeszcze narzeczony zdenerwował się i powiedział jej, że wychodzimy –
oburzona wybiegła trzaskając drzwiami. Był to przełom maja/ czerwca 2002 i od
tego czasu zaczęły się przykre pomówienia, telefony, oskarżenia. Kiedyś
znalazłam podarte zdjęcia, na których byłam ja z moim mężem – okazała się, że
podczas mojej nieobecności była u mnie w domu i aby zrobić na złość mojemu
mężowi podarła je przy nim. Poinformowałam ją, że nie chcę z nią utrzymywać
kontaktu i proszę o zwrot telefonu – telefon zwróciła mi dopiero po wielu
miesiącach, po założeniu blokady kradzieżowej u operatora sieci komórkowej.
Nigdy mi nie podziękowała, nie pomogła w domu – okazało się, że nic nie
potrafi, ponieważ jej rodzina ją rozpieszczała dbając, aby tylko się uczyła –
faktycznie jest zdolna. Nadal wydzwaniała do nas, jednak rozmawiała tylko z
moim mężem. Mój mąż zawiózł ją do szpitala, oraz po porodzie odebrał i
odwiózł do akademika. Niestety ja dwa dni po tym jak urodziła Suka,
poroniłam – ciągłe awantury o to, że jest ona obecna w naszym życiu i że mój
mąż musi jej pomagać zrobiło swoje. Wydzwaniała do nas nawet w nocy, żądając
przyjazdu mojego męża, bo się źle czuła, gorączkowała. Suka dostała od nas
całą wyprawkę dla dziecka: wanienkę, kosmetyki, wózek, – gdy parę miesięcy
później dowiedziała się, że wózek został wybrany przeze mnie, bardzo się
zdenerwowała, nie dowierzała, podobno przestała z niego korzystać i nosiła
dziecko w nosidełku.
Podczas dłuższej nieobecności mojego męża zaczęłam porządkować dokumenty – z
zdziwieniem znalazłam akt urodzenia dziecka Suki, gdzie jako ojciec widniał
mój mąż. Dziecko nosi również nazwisko mego męża. Suka twierdziła że uznanie
było tylko po to, aby dziecko miało obywatelstwo polskie, miała żal do mnie,
że mój mąż nie chciał mnie zostawić dla niej, że jej nie kochał. Uczciwość by
nakazywała, aby porozmawiała ze mną wcześniej, powiedzieć prawdę – życie
mogłoby się wtedy potoczyć inaczej – jednak nie, ona wolała żerować na mojej
dobroci. Na moje pytanie, dlaczego mnie tak potraktowała, przecież z mojej
strony nie doznała niczego złego, nie umiała logicznie odpowiedzieć,
stwierdziła tylko, że mnie nienawidzi. Natomiast mój mąż wypierał się jakoby
to dziecko było jego, potwierdził, że uznał je tylko, dlatego żeby miało
obywatelstwo polskie i ubezpieczenie, ponieważ Suka groziła, że sobie coś
zrobi (były przypadki, kiedy się kaleczyła, głodziła, truła, mdlała pod
prysznicem). Otrzymywałam głuche telefony lub dzwonili do mnie obcy ludzie
wyzywając mnie od najgorszych – w końcu byłam zmuszona zmienić numer i go
zastrzec. Otrzymywałam także na swój adres korespondencje do Suki z
Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego z Wydziału ds. Cudzoziemców Suka ubiegała
się o kartę czasowego pobytu i podała mój adres (bez mojej wiedzy i
zezwolenia) w celach korespondencyjnych. 24 marca 2004r. zadzwoniła do mnie
na podany przez Sukę mój prywatny numer telefonu, pani X z Komendy Rejonowej
Policji wzywając mnie na przesłuchanie. Okazało się, że Suka oskarżyła mnie o
grożenie jej i jej dziecku śmiercią. Po złożeniu przeze mnie zeznań
poinformowano mnie, że sprawa została umorzona. Chociaż pewne sprawy dotyczą
tylko mojego męża (na przykład sprawa o alimenty) wszędzie podaje moje dane
osobowe, moje miejsce zatrudnienia oraz zawód. Oszczerstwa pod moim adresem
często mają charakter finansowy, stawiają mnie w świetle jakoby osoby
bogatej, (do których niestety nie należę, spłacam kredyty, długi) natomiast
ona jest biedna, więc z naszej strony należą jej się pieniądze.
Suka jest stypendystką Rządu Polskiego (jej stypendium jest finansowane także
z moich podatków) jest, więc gościem w obcym kraju, jednak nie przeszkadza
jej to czuć się bezkarnie, uważa, że jako samotna matka dziecka, które często
choruje jest „nie do ruszenia”.
Obserwuj wątek
    • lara27 Re: moja historia 28.11.04, 19:23
      Witam i na wstępie bardzo współczuję, nie rozumiem jednak dlaczego wciąż pomaga
      jej Twój mąż? Co on na to wszystko, jak reaguje? Koniecznie namówiłabym Twojego
      M aby zrobił badania genetyczne! Nie miałaby wówczas prawa do alimentów i in. i
      absolutnie nie przejmowałabym sie jej losem. Co za podła osoba!!!
      • leat Re: moja historia 28.11.04, 19:38
        ta podła osoba jest biedą samodzielną więc wszystkie psy wieszają na mnie, meza
        wielokrotnie zwyzywala od szmat ale nigdy prosto w twarz, z nim się liczy bo,
        skamle o pomoc i często dla swiętego spokoju mój mąż coś tam załatwi. Widzę że
        on jej się brzydzi ale od kiedy fałszywie mnie oskarżyła, oboje boimy się co
        znów wymyśli. Obrzuciła mnie błotem a na pytanie męza po co to robi
        odpowiedziała że chciała mi dokuczyć - sprawą zajeła się prokuratura
        • lara27 Re: moja historia 28.11.04, 19:47
          To dobrze że pojęliście jakieś czynności prawne w tej sprawie. Z tego co
          opisujesz ta kobieta jest emocjonalnie nie zrównoważona. Na waszym miejscu
          zerwałabym jakiekolwiek z nią kontakty nie mówiąc już o pomocy. Musicie być
          konsekwentni inaczej wpędzi was do grobu. Natomiat uważam że to bardzo
          nieodpowiedzialna decyzja ze strony twojego męża aby uznawać jej dziecko, chyba
          że chce być dobrym wujkiem i płacić alimenty do końca życia.

          Pozdrawiam
          lara
      • leat a jeszcze 28.11.04, 19:43
        obydwoje czujemy się mocno zaszczuci bo... szkoda dziecka - jak okaże się że to
        nie mojego M to co? zabiorą mu nazwisko, obywatelstwo, prawo do pomocy?
        no cóż jak ma się miękkie serce trzeba mieć twardą dupę sad
        po prostu chcę pokazać jak różne są te samodzielne i te macochy
        na innych postach pojawia się że ex ma prawo do kasy next, podpytywałam się czy
        mi to grozi - w moim wypadku byłaby to straszna złośliwość losu
        • lara27 Re: a jeszcze 28.11.04, 19:51
          Trudno, to nie jest jego ojciec! Co powie dziecku jak będzie dorastać że kto
          jest jego tatusiem Twój mąż???
        • omama Re: a jeszcze 29.11.04, 09:13
          SIę zgadzam całkowicie. Też podejrzewam że autorka wątku została wyrolowana
          przez własnego m. Tu widziałabym źródło nienawiści tej kobiety.
          A co do konkretów: na twoim miejscu skontaktowałabym się z ośrodkiem pomocy
          uchodźcom i dowiedziałabym się, jakie konsekswencje będzie miało ew.
          wystąpienie o zaprzeczenie ojcostwa. I/lub zrobiłabym prywatne badania
          genetyczne. Przy czym na własne oczy bym patrzyła na pobieranie wymazu
          maleństwa - za bardzo bałabym się, że mąż załgał się raz, załga się i drugi....
    • pelaga Re: moja historia 28.11.04, 21:02
      A moze Twoj maz jest jednak ojcem tego dziecka??? Nie mysleliscie o badaniach
      genetycznych??? Nie wyobrazam sobie zycia w takim napieciu. Nie umialabym
      zaufac facetowi, ktory dobrowolnie uznal dziecko, ze nie jest to jego dziecko.
      Musialabym miec dowod na poparcie jego slow. To sa bardzo powazne sprawy.
      Sytuacji nie zazdroszcze sad((
      Pozdrawiam
      • smallm Re: moja historia 29.11.04, 07:51
        No właśnie... ja bym się przychylała do tego co napisała pelaga...
        Jakoś nienormalne wydaje mi się, że facet nie będąc NAPRAWDĘ ojcem dziecka, bez
        porozumienia z partnerką postanawia to dziecko uznać. Chyba na Twoim miejscu
        sama żądałabym badań genetycznych... Mimo wszystko coś Tu śmierdzi...

        A Tobie nie zazdroszczę sytacji sad
        Współczucia...

        Przez takie historie człowiekowi odechciewa się być dobrym i miłym...
      • jayin Re: moja historia 29.11.04, 13:28
        Podpisuję się pod postem pelagi.
        Słowo w słowo dokładnie tak samo pomyślałam o twojej sytuacji...

        pozdr. ciepło

        J.
      • natasza39 Re: moja historia 29.11.04, 13:46
        Bardzo Ci współczuję. Jeszcze raz powtarza sie reguła" Widzisz dziada nad
        przepascia, to go kopnij w d..., bo inaczej wciagnie cie w ta przepasc"
        Tym niemniej myslę, że Twój szanowny małżonek "maczał" jednak nie tylko palce w
        całej tej historii.
        Jak zyje bowiem nie słyszałam o takiej wspaniałomyslnosci ze strony faceta.
        Ostatni taki przypadek, to chyba św. Józef był, ale to było 2000 lat temu!!!
        A nawet w to niewielu juz wierzy!!!
        • smallm Re: moja historia 29.11.04, 13:55
          Buhahahahahaha Natasza, ten św. Józef rozbawił mnie big_grinbig_grinbig_grin
    • lilith76 Re: moja historia 29.11.04, 09:16
      facet uznający cudze dziecko za swoje dla jego obywatelstwa, nie myśląc o
      problemie alimentów, dziedziczenia jest - lekko mówiąć - bezdennie głupi.
      chyba, że to jego dziecko i to tobie wciska kiepskie kawałki.
      najpierw wyjaśnijcie kwestie ojcostwa - jeśli to cudze dziecko, podejmijcie
      kroki prawne (jeżeli jest jeszcze na to szansa), jeżeli to jednak jego dziecko
      (co wydaje mi się bardzo prawdopodobne), to - gratulację - masz Sukę z
      dzieciątkiem na karku do końca swoich dni. chyba, że pożegnasz męża (chociażby
      birać fikcyjny rozwód).

      PS: Suka to typowo kazachskie imię, czy licencja poetica?
    • capa_negra leat 29.11.04, 09:30
      Nie wiem jak bardzo kochasz męża
      Nie wiem jak bardzo mu ufasz...
      Nie wiem też czy nawet biorąc poprawke na męska naiwnośc jest facet na tej
      ziemi , który uznałby za swoje dziecko kobiety z która nie jest związany.

      Zaczełabym od badań na ustalenie ojcostwa - nie po to żeby zrobić kuku dziecku
      tylko po to żeby poprostu wiedzieć.

      Jeśli badania wykazałyby, że to nie dziecko mojego męża to wtedy zaczełabym sie
      zastanawiac dalej - czy podtrzymac uznanie ,żeby miało obywatelstwo z
      równoczęsną gwarancja ze strony matki że żadnych roszczeń tylko wasza dobra
      wola.... czy tez zasiegnełabym języka w ośrodku dla uchodzców jaka jest prawna
      sytuacja dziecka jesli "ojciec" nie jest ojcem

      Natomiast jesli by sie okazało że twój mąż jest ojcem tego dziecko to....ja bym
      odeszła - nie dlatego że ma dziecko na lewo....tylko dlatego,że tak długo robił
      ze mnie idiotke i kłamal w zywe oczy.

      Co ty bys zrobiła w takiej sytuacji wiesz tylko ty, ale wydaje mi sie że dla
      własnego spokoju i dla uniknięcia komplikacji w przyszłości powinnas wyjasnic
      sprawe ojcostwa.
    • kwiatek1974 nie daj sie, przykro mi ale podpowiem ci co 29.11.04, 10:17
      Ona zrobila was w konia, jezeli studiuje w Polsce musi miec prawo przebywania w
      Polsce, po drugie dziecko ktore rodzi sie, w danym kraju dostaje przywileje,
      pobytu stalego tym bardziej ze ona jest studentka, majac stypendium ma i pobyt
      w polsce, wystarczy ze dowiesz sie w ambasadzie jakie sa procedury ale z tego
      co pamietam po mojej kuzynce ona studiowala w Polsce i miala pobyt najpierw
      czasowy do ukanczenia studiow potem staly, urodzila dziecko nazwisko miala mala
      po niej, chociaz ojciec byl polakiem, nie chce cie martwic ale wydaje mi sie ze
      te dziecko jest twojego meza ktory facet na dobry rozum bez uzgodnienia z zona
      dawalby obcemu dziecku nazwisko wiedziac jakie wiaza sie z tym konsekwencje,
      jest mi bardzo przykro ale nie moge tego pojac usiadz z mezem zapytaj sie w
      prost czyje jest to dziecko, jezeli powie ze jego a ty bardzo go kochasz
      przebaczysz mu zdrade, ale bedziesz musiala byc juz bardzo ostrozna, jesli nie
      jego dziecko natychmiast wystapcie o przeprowadzenie badan dna, wiem ze to nie
      male pieniadze kosztuje to 1570 zl ale 100% odpowiedzi negatywnej, jesli uznal
      dziecko bedzie zmuszony placic alimenty takie jest prawo na calym swiecie,
      drugie to jesli ona prubowala wielokrotnie popelnic samobujstwo mozecie to
      rowniez zglosic do sadu, powiedziec zeby przebadal ja psychiatra, jesli on jest
      ojcem a ty zgodzilabys sie wychowywac, on jako ojciec moze zabrac, dziecko a
      jej calkowicie odebrac prawa, wiem ze jest to ciezka i przykra sytuacja ale,
      jestem z toba calym sercem ja tez mam problemy i to duze ale zrozumialam ze
      jesli sie kogos kocha to ta milosc przebrnie przez wszystko, pamietaj ze kij
      ma dwa konce i ona za to kiedys oberwie jednym z tych koncow

      dzis zmienie klawiaturke bo nie moge poprawnie pisacsmile)))
    • agamagda Re: moja historia 29.11.04, 10:21
      Droga Leat,
      Bardzo Ci współczuje znalezienia się w tej sytuacji, tym bardziej ze nie
      zasłużyłaś w żaden sposób na to co Cię spotyka.
      Po przeczytaniu Twojego listu nasuwają mi się jednak pewne pytania, wynikające
      może z mojego "skrzywienia zawodowego" (jestem prawnikiem). Dlaczego Twój mąż
      uznał dziecko? Dla mnie jako prawnika akt uznania dziecka jest jednoznaczny, a
      również fakt że Twój mąż nie powiedział Ci o tym a TY sama znalazłaś akt
      urodzenia z jego nazwiskiem. Na ogół decyzje typu uznanie dziecka żeby miało
      polskie obywatelstwo podejmuje się po przedyskutowaniu z najbliższą osobą, lub
      gdy są inne okoliczności które tego wymagają… Tym bardziej że z taką przysługą
      łączą sie duże konsekwencje finansowe.
      wybacz, że tak bezpośrednio, ale forum daje pewną anonimowość która być może
      pozwala na więcej szczerości. Zachowanie Suki, wskazuje na niezrównoważenie
      umysłowe, ale jednocześnie jeśli uznać możliwość że Twój mąż może być ojcem
      dziecka jej zachowanie jest , jakby tu powiedzieć "normalne".
      Sytuacja jest koszmarna dla Ciebie, jednak poszukałabym w sobie siły na tyle
      żeby dowiedzieć się prawdy, zrobiłabym dla świętego spokoju badania genetyczne,
      a co do zachowani suki, zmieńcie numer telefonu, wyrzucaj jej listy i unikajcie
      kontaktu. To straszne co powiem ale to ONA jest cudzoziemcem w Polsce a nie wy
      i to jej sytuacja jest trudniejsza niz wasza.
      Serdecznie pozdrawiam
      AgaMagda
      • ania_rosa Re: moja historia 30.11.04, 19:14
        Wszystko zostało powiedziane, ale jest jeszcze jeden szczegół: jesli mąz Leat
        zrobi badania DNA i okaże się, że mimo wszystko nie jest ojcem, nie jest to
        przecież dowód na to, że nic go nie łączyło z matką dziecka.
        Wydaje mi się też, że jesli ktoś decyduje się uznać dziecko to musi mieć
        podstawy do takiej decyzji (te podstawy nazwijmy umownie poczuciem winy wobec
        dziecka czy kobiety) i te podstawy są niezależne od tego, czy romans zakończył
        się poczęciem dziecka, czy nie ( w końcu dawca nasienia nie musi mieć pewności,
        że jest ojcem. Wie jednak, że MOŻE nim być, skoro utrzymywał stosunki seksualne
        z daną kobietą). Innymi słowy: uznanie dziecka ze względu na poczucie obowiązku
        czy przyzwoitości, nie musi oznaczać, że uznało się swoje BIOLOGICZNE dziecko
        (nikt nie wie, czy Suka nie miała innych partnerów), ale zawsze oznacza, że
        zaistniały podstawy do mniemania, że jest to nasze biologiczne dziecko. Czyli
        że consumatum nastąpiło, choć nie wiadomo, czy konsekwencje mają postać
        noworodka. Tak czy inaczej wychodzi na to, że mąż Cię oszukał, Leat.
        Co dalej zrobisz to Twoja sprawa i Twojego męża. Jak wiadomo: każdemu zdarza
        się błądzić, ale jesli ma się jaja, to nie robi się w konia najbliższej osoby w
        imię własnego tchórzostwa. W czystą szlachetność nie wierzę z powodów, które
        podała AgaMagda i reszta dziewczyn. Za dużo konsekwencji, także finansowych.
        Trzeba byc albo bardzo naiwnym, żeby pójść na coś takiego- albo faktycznie
        uważać, że może sie byc ojcem.
        Rosa
        • m_o_k_o Re: moja historia 30.11.04, 20:17
          o jejku dla mnie jest do pojęcia, ze mój maż zgadza się na podswiadczenie
          ojcostwa a potem to ukrywa przede mną !!!!!!!!!!!
          Jeśli to jego dziecko to draniem jest, oszustwem, oczywiscie miłosc wszystko
          wybacza.
          Ale cholera dla mnie to niepojęte zjawisko.
          Poza tym "Suka" wykorzystuje to iz ma z Twoim męzem dziecko ( widniej on w
          akcie urodzenia jako ojciec dziecka. Ma przewagę nad Tobą chyba pod tym
          wzgledem i wykorzystuje to.
          Jeśli kochasz, ufasz walcz z meżem o zakończenie tego "problemu".
          Jesli to jego dziecko............ to ustalcie prawnie sprawę alimentów i już.

          Nie wiem czy bym umiała odnaleźć się w takiej sytuacji, najprościej dla mnei
          byłoby odejść.
          Powodzenia.
    • leat ku wyjaśnieniom 01.12.04, 13:24
      nie jestem aż tak bezdennie głupia czy zakochana że M mi wciska kit-z M mam
      sprawę wyjaśnioną, uznał bo nie tylko ją za rękę trzymał tylko że....z czasem
      pojawiły się różne różności a to że nie on jedyny z panienką się spotykał a to
      że dzieciak w ogóle nie podobny do niego - już nie ważne
      Dlaczego to tak długo trwa bo Suka (licencja poetica smile))utrudnia a M nie chce
      do tego wracać bo mu wstyd (to za mało napisane)nie ma sensu tłumaczyć bo to
      bardzo skomplikowane
      Dlaczego jestem z nim? Bo M jest dla mnie wszystkim, to wiele wspólnych chwil i
      tych dobrych i tych złych, to to że jest mi z nim dobrze (gdyby nie TO byłabym
      szczęśliwa)w zwykłym życiu jest dla mnie wsparciem. Tego jest zbyt wiele aby to
      dla byle Suki przekreślić. Rostać się ku uciesze Suki? Wolę wyjechać i gdzieś
      zacząć żyć normalnie. Nie oceniajcie mnie i mego M bo to zbyt pogmatwane.
      Zrozumcie że na ileś tam porządnych kobiet zdarzają się zgniłki, a faceci?
      faceci są z reguły głupi - mądrzeją po fakcie, a tu niestety czasu się nie
      cofnie. Chciałąbym wiedzieć na 100% czy jego ale to Jego problem - M unika
      tematu, chciałabym przynajmniej dowiedzieć się jakie są grupy krwi (M ma bardzo
      rzadką). Problem że ja chcę ale M się chowa do nory sad
      • natasza39 Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 14:00
        Ok leat! Kochasz, przebaczyłaś, nie chcesz odejsc. Nikt cie nie ocenia. To
        tylko i wyłacznie Twoja sprawa. Zreszta odejscie od niego faktycznie nic by tu
        nie załatwiło. Unieszczesliwiłabyś i jego i siebie.
        Ale musisz wytłumaczyc swojemu M jedno!
        Juz nie wazne jego, nie jego, bo najwazniejsze jest to ze spał z nia i tego juz
        nic nie zmieni, przebaczyłas i nie wracajcie do tego!
        Ale dlaczego on i posrednio Ty macie jeszcze konseksekwencje finansowe tego
        ponosić?
        Tym bardziej, że owa "suka" to wyjatkowo cyniczny osobnik!
      • omama Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 14:45
        No, to wyrazy współczucia, Leat. Niemniej myślę sobie, że trochę niedokładnie
        przedstawiłaś sytuację w początkowych postach. To nie jest (albo niekoniecznie
        jest) tak, że zostałaś wykorzystana przez podłą Kazaszkę (wybacz, ale
        terminologia "Suka" mi mimo wszystko nie odpowiada). Wykorzystał cię,
        przynajmniej na równi - albo i bardziej - twój M. Stąd kierowanie całości żalu
        i złości pod adresem owej muzułmańskiej damy jest może i zrozumiałe
        psychologicznie, ale błędne. Osobiście miałabym skłonność do wyjaśnienia
        całości spraw do dna i do spodu. Sprawdziłabym kwestie prawne dot matki i
        dziecka. Usiadłabym we trójkę z eks-kochanką oraz twoim M i doprowadziłabym do
        wypracowania stanowisk. I następnie załatwiałabym sprawy sądowe.
        I jeszcze jedno: nie lubię kobiet, sypiających z mężami innych kobiet. Ale
        jeszcze bardziej nie lubię mężczyzn, zdradzających swoje żony, a potem
        chowających ogon pod siebie i zwalających całość winy na kochankę.
        • leat do omamy 03.12.04, 16:15
          trudno kogoś nie nazywać "Suka" jeśli tak postępuje (jak suka nie da to pies
          sam nie weźmie)a określenie "kazaska dama" wprawiło mnie w straszny brecht -
          czy "damą " jest ktoś kto już w wieku 13 lat dawał d... za kosmetyki ciuchy itp?
          • agusia12344 Re: do omamy 03.12.04, 18:51
            Coś jest tu nie w porzadku z twoja historią. To panienka z dobrej muzuanskiej
            rodziny, gdzie rodzice nic jej nie daja robic, zeby tylko sie uczyla, puszcza
            sie od 13-stego roku życia za perfumy. Sorry,jak znasz choc troche mentalnosc
            tych ludzi to wiesz ze to nie moze byc prawda. Leat, wiem ze czasem trzeba sie
            wygadac i forum jest dobrym miejscem do tego, ale wybacz w twojej historii nic
            za przeproszeniem kupy sie nie trzyma. Najpierw jestescie wrobieni biedni
            naiwni przez bezwzgledna "Kazaszke", potem okazuje sie ze jakby na to nie
            patrzyc to twoj M mial "drobny" udzial we wrobienu. Teraz znowu cos
            nowego ....wybacz , napisz jakie są fakty to dziewczyny ci cos poradzą a tak to
            ma sie wrazenie ze to TY manewrujesz...
            • ania_rosa Re: do omamy 03.12.04, 21:47
              Po pierwsze: "jak suka nie da, to pies nie weźmie" jest jednym z najgłupszych
              sloganow. Naturalnie w świetle powyższego należałoby wykreslić słowo "gwałt" z
              języka polskiego, bo widac suka chciała... Ponadto żadna kobieta nie powinna
              oskarżać swego męza o zdradę, ponieważ on po prostu sobie wziął, jak mu dali...
              Bo on bezwolny samczyk jest. I zgadzam się z Omamą- emocje emocjami, ale "Suka"
              jako imię to naduzycie.
              Po drugie: jednak sama zdecydowalaś się obdarzyć przyjaźnią i pomocą tę samą
              osobę, o ktorej piszesz, że "od 13 lat dawała dupy za perfumy".To była Twoja
              samodzielna decyzja o obdarzeniu kogoś zaufaniem. Albo nie wyciągnęłaś wniosków
              z jej konduity i potencjalnych konsekwencji (zdrada męża), albo nie szydź teraz
              z tych, którzy w tej sprawie starają się jednak dostrzec jakiś sens i logikę.
              Nie przeczę- byc może ta Kazaszka jest wyjątkowo podłą intrygantką. Z drugiej
              jednak strony: być może nie do końca jest intrygantką, a Twój mąż nie bez
              powodu unika tego tematu.
              Po trzecie: muzułmańskie dziewczęta rzadko kiedy "dają dupy za perfumy",
              zwłaszcza jeśli mieszkają ze swoją muzułmańską rodziną.
              Rosa
          • omama Re: do omamy 04.12.04, 15:47
            Leat, nie zgodzimy się co do jezyka, to widać. Jeżeli kochanka twojego męża go
            nie upiła podstępnie i nie wciągnęła do łóżka na ten jeden jedyny raz, to
            daruj, ale nie pojmuję przenoszenia na nią całej winy za zaistniałą sytuację.
            Twój facet zdradzał cię i łgał. Takie są fakty. Musisz się z nimi zmierzyć, a
            traktowanie twojego męża jako przygłupiego samca nie wydaje mi się najlepszą
            drogą.
            I faktycznie, skąd wiesz, co robiła ta dziewczyna w wieku pokwitania? Skąd
            czerpiesz takie wiarygodne informacje? Ty jej po prostu nienawidzisz - pewnie
            dlatego, że ta nienawiść pozwala ci na unikanie spojrzenia w twarz problemowi z
            facetem. OK, można i tak.
            Ja rozumiem twoje emocje i rozumiem twoją krzywdę. Problem polega na tym, że ty
            jej nie rozumiesz.
            • leat jak to jest w Kazachstanie 04.12.04, 18:05
              nic nie wiem na temat jej "porządnej" rodziny wiem tylko jak zachowywała się
              ona będąc nastolatką i jak zachowywała się tu-sama opowiadała jak za tusz do
              rzes poszła z chłopakiem - zresztą co mnie to obchodzi
              natomiast wiem że wychowywali ją dziadkowie-Kazachstan to nie Irak, islam jest
              religią państwową ale bez przesady, na równi sątam i prawosłąwni i katolicy
              to że panienka się puszczała na lewo i prawo nie świadczy że jej rodzina
              jest "patologiczna", po prostu dziadkowie pozwalali panience na wszystko lub
              nie wiedzieli (nie chcieli wiedzieć)co robi
              Ni nie jest sierotą - po prostu matka nie dawała sobie z nią rady i ją oddała
              na wychowanie do swoich rodziców
              nie czepiam się tej Suki za to że z moim M mam dziecko tylko za to że mnie
              wykorzystywała - poczytajcie moją historię uważniej
              tu chodzi o to że dbałam o nią jak o młodszą siostrę-ona nawet będąc w ciąży
              żądała butów na płaskim, nigdy nie powiedziała "dziękuję" - a ja nie miałam
              nigdy obowiązku ją utrzymywać - pomagałam bo mam taką naturę, ale ona przegieła
              jest podła bo wykorzystuje dobre serce
              mam żal bo oszukiwała mnie do końca
          • g0sik Re: do omamy 23.01.05, 00:18
            W takim razie Twój mąż nie raz Cię jeszcze zdradzi bo zawsze znajdzie się jakaś
            suka która da! Ale on biedny, panienka pewnie siłą zaciągnęła go do łóżka?
      • e_r_i_n Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 15:25
        Nie chcę Cię oceniać, bo nie taka moja (nasza rola) i rozumiem, że czasami
        przymyka się oko na jakieś niepasujące nam zachowania. Jednak jest coś ,co moim
        zdaniem powinno Ci dać do myślnie.

        Sama napisałaś:

        "Chciałąbym wiedzieć na 100% czy jego ale to Jego problem - M unika tematu,
        chciałabym przynajmniej dowiedzieć się jakie są grupy krwi (M ma bardzo
        rzadką). Problem że ja chcę ale M się chowa do nory sad"

        Oznacza to, że ma coś do ukrycia. Jeśli byłby pewien, że to nie jego dizecko i
        nie miałby się czego wstydzić, to temat ewentualnych badań nie drażniłby go
        tak. Podstawowe pytanie - co Ty byś zrobiła, gdyby okazało się, że to jego
        dizecko. Jeśli nie zmieniłabyś decyzji co do bycia z nim, to w sumie nie ma co
        nalegać. Ja nie potrafiłabym życ w takiej niepewności, a i Tobie, z tego co
        piszesz, jest z tym ciężko.
        • kashunda Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 20:29
          Ztego co wyczytalam to maz twoj twierdzi ze ojcem dziecka nie jest?Ja naprawde
          nie rozumiem dlaczego dal sie wpakowac w caly ten interes.Jego nazwisko na
          akcie urodzenia nie niesie za soba tylko zobowiazan finansowych ,wkrotce juz
          dziecko bedzie potrzebowalo tatusia. Tatus bedzie potrzebny maluchowi w
          swieta,niedziele itd.Radze sprawe jak najszybciej wyjasnic bo suka nie da ci
          zyc-wiem cos o tym mam z suka doczynienia i czasami mi sie zyc odechciewa.
        • m_o_k_o Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 20:31
          Jejku radzenie w takiej sytacji jest trudne.
          Wole ustosunkowac się do siebie i swego wyboru:
          Po pierwsze zrobiołabym wszystko by wyjasnić jaki jest udział Twego męża w tym
          wszystkim, czy jest ojcem w 100% czy nie ???

          Po drugie nie wiem ale dlaczego Twój maż podjął decyzję za Was ? wyjasniłabym
          wszelkie formalności,a mianowice ustalenia sądownie kwesti alimentów koniec
          kropka.
          Gorzej ma się sprawa co do majątku i dalszych formalnosci, to się będzie ciągło.
          yh powodzenia zyczę i rychłego wyjasniena wszelkich spraw.

          Aha ja posunełabym sie do spotkania twarza w twarz ze "suką" i dowiedzenia się
          jaki ona ma plan.
      • agamagda Re: ku wyjaśnieniom 01.12.04, 22:21
        Leat, w Twojej sytuacji obietywnie na to patrzac, nie ma wyboru.
        Zaakceptowalas, moze wybaczylas zachowanie Twojego M. Podjelas decyzje, ze
        warto byc z nim, ze warto konstruowac cos dalej, a prawda jest ze zycie czasami
        roznie sie uklada, nikt nie moze Cie ocenia. To Twoje zycie, Twoje decyzje i
        tylko Ty poniesiesz konsekwencje (dobre i złe) tej decyzji i nikomu nic do tego.
        Ale w całej tej sytuacji, jest jeszcze kwestia tego maluszka, oficjalnego syna
        twojego M. Tu nie zgadzam się z Toba, że jest to jego problem i chowanie głowy
        do nory nie zmieni pewnych faktów. Sytuacja musi być wyjaśniona dla dobra
        wszystkich zainteresowanych, dziecka, matki i waszego małzeństwa. Dla dziecka
        bo ono musi znać swoich rodziców i nie może żyć w przeswiadczeniu, że fakt ze
        jest niepodobne do ojca czyni z niego wyrzutka, dla matki żeby mogła starac sie
        o alimenty, dla was żby zdjąc Wam z nad głowy miecz Demoklesa.
        Zresztą wydaje mi się, że badania DNA są najlepszym i jedynym wyjściem z tej
        sytuacji, jesli jest to syn twojego M to trzeba płacić alimenty.
        A tak ogolnie, to w zachowani Suki nie wiadomo o co chodzi , a jak nie wiadomo
        o co chodzi to pewnie chodzi o pieniądze na małego.
    • leat Dziękuję za komentarze 02.12.04, 12:36
      dziękuję wam za wszystkie komentarze
      dają do myślenia
      czasem ktoś spojrzy z boku i zobaczy coś znacznie innego niż ja
      jest bardziej obiektywny
      dzięki
    • kwiatek1974 Re: moja historia 04.12.04, 11:34
      leat masz jekis namiar na siebie naprzykład gg napisz na mojego maila
      chciałabym z toba pogadać prywatnie napisz na mojego maila
      • milcha1 Re: moja historia 22.01.05, 17:13
        Leat, czy rozwiązałaś problem?
        jakie zakończenie ma twoja historia?
    • kwiatek1974 nie interesuj sie .... 22.01.05, 20:58
      nie powinno cie to juz interesować sprawa zamknieta i tyle.
      • aniaa31 Re: nie interesuj sie .... 22.01.05, 21:07
        nie wpadlo ci do glowy, ze pytanie milchy1 moglo byc zyczliwe?
        co za forum...
    • kwiatek1974 Re: moja historia 22.01.05, 22:53
      nie pomyslałam o tym tylko zauważyłam że was 3 akurat obchodza sprawy stare i
      lubicie w nich dociekać i dokopywać innym sprawa zamknieta.
      • chalsia Re: moja historia 22.01.05, 23:20
        Do komentarza, że sprawa zamknięta, mają prawo tylko i wyłącznie założycielki
        wątków, a nie Ty Kwiatku. Po za tym, jak nie będą miały ochoty odpowiedzieć, to
        nie odpowiedzą.

        Chalsia
        • leat do Milchy 23.01.05, 00:47
          sprawa jeszcze nie jest zamknięta, dziewczyna robi wszystko abyśmy o niej nie
          zapomnieli. Poza tym tego szybko nie da się rozwiązać.Jaki będzie tego koniec -
          na pewno napiszę Wam tu jak to się zakończyło.
          W sumie opisałam to dlatego aby pokazać jak różnie bywa w życiu i jakie bywają
          kobiety. pozdrawiam smile
          • kwiatek1974 Re: do chelsia 23.01.05, 09:45
            wiem ze nie ja mam prawo zamknąć ten temat, ale nie denerwóje cie to że te
            akurat panie wyciągają, stare posty na powierzchnie, leat jak będzie chciała to
            opisze sprawę, sama po co znów to rozdmuchiwać, i będą niesnaski z tego.
            • lideczka_27 Re: do chelsia 23.01.05, 11:59
              Ja mogę przyznać, że niezależnie od intencji, wyciąganie starych wątków bywa
              uperdliwe i zgadzam się, że autorka, jeśli ma chęć, zawsze może się w swoim
              wątku dopisać. Ponadto istnieje jeszcze droga mailowa, jeśli komuś bardzo
              zależy, by poznać ciąg dalszy historii.

              Zamiast odgrzewać stare historie, chętnie poczytałabym wątki nowych
              forumowiczek, w jakimś celu tu chyba są (pomijam szperanie w wyszukiwarce).

              pozdrawiam
              lidka

              kwiatku, zlituj się z tą chelsią, bo to już któryś raz wink ChAlsia, nie
              chelsia wink
              • kwiatek1974 sorry wielkie myle nick ze swoja znajomą 23.01.05, 12:39
                chelsią z gg i może dlatego wale babola w nicku chalsia przepraszam jeszcze
                razsmile)))
                • milcha1 Re: sorry wielkie myle nick ze swoja znajomą 23.01.05, 18:44
                  Dzięki Leat za odpowiedź. To po prpostu przerażająca historia.
                  Wydawało mi się, że takie rzeczy wydarzają się tylko w filmach.
                  Powodzenia. Wydaje mi się, że jesteś silną kobietą.
                • chalsia Drobiazg, nie ma sprawy :-) (n/txt) 23.01.05, 21:45
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka