Dodaj do ulubionych

Samo zycie - dlugie

27.06.05, 15:16
Tak mnie jakos naszlo i posmutnialam. Moze to tylko ciazowe humory ale jest
mi jakos samej z tym ciezko. M w pracy w rozjazdach i moze dopiero bedzie w
domu kolo czwartku. A na mojej glowie wszystko. Mam jednak wrazenie, ze
dobrze sobie ze wszystkim radze i w imie naszej milosci i naszej dzidzi
(ktora coraz wieksza rosnie w moim brzuszku) przetrwam ciezsze czasy.
To wszystko jednak takie niesprawiedliwe. Ale od poczatku: M zawsze dbal i
dba o syna z pierwszego malzenstwa. Maly mnie lubi i lubi tez spedzac z nami
czas. Niedawno sie pobralismy i z wytesknienie oczekujemy potomstwa
(rozwiazanie w pazdzierniku). Jednym slowem sielanka, ale ….
Moj maz nie jest typem mezczyzny, ktory przy klopotach z pieniedzmi chcial
obnizyc alimenty bo twierdzil, ze moga przyjsc lepsze czasy i po co sady,
adwokat i poswiecony temu czas jak lepiej poszukac lepszej pracy. Przez pare
misiecy zylismy (ja w ciazy i M) majac taka sama kwote na miesiac co wynosily
alimenty. Radzilismy sobie, troche sie zadluzylismy co teraz splacamy.
Wspolnymi silami przez wszystkich znajomych i wczesniejsze kontakty
szukalismy dla M lepszej pracy. Znalezlismy smile Praca ambitna, interesujaca,
dajaca mozliwosci awansu w przyszlosci. Jednym slowem: marzenie! Minusem
jest, ze nie na miejscu czyli samochod, samolot, noclegi w hotelach i tylko
weekendy (tez nie zawsze) w domu. Przed podjeciem pracy rozmawialismy o tym i
stwierdzilismy, ze mamy jednak pecha i za dlugo nie mozemy pobyc ze soba
razem w jednym miejscu. Przypomne, wczesniej to ja w ten sposob pracowalam i
to ja dojezdzalam do niego na weekendy. Samo zycie, zawsze odwrotnie.
Uzgodnilismy, ze w tym momencie dla mnie najwazniesze jest, czyli moja rola
jest dbac o siebie i o dzidziusia a on musi zadbac o nas i nasza przyszlosc
(powiekszajaca sie rodzine) i pamietac o swoim dziecku (czyli nie obnizac
alimentow tylko poszukac lepszej pracy). Znow rozlaka, ja sama u lekarza i ze
wszystkimi klopotami, on martwiacy sie, ale dzwonicy tylko z daleka. Wiem, ze
sie tym wszystkim bardzo martwi i chcialby byc przy mnie. Ja tez chce ale nie
pokazuje mu tego zyby sie jeszcze berdziej nie martwil bo i tak z daleka w
niczym mi nie pomoze. Wiem, sami wybralismy taki los z nadzieja, ze w
przyszlosci bedzie lepiej, wyjazdy sie unormuja itd. Sami ponosimy tego
konsekwencje i wszystko byloby ok gdyby nie to ze inni potrafia liczyc tylko
komus innemu i na kogos innego, a nie na siebie. Ex mojego meza widzac nowy
slozbowy samochod, zmiane nr telefonu kom., przez co zmiane pracy itd, nie
pytajac sie nikogo o nic wystapila przez sad o podwyzszenie alimentow. Nie
zastanowila sie nad tym ze sprawa, adwokat kosztuje a u nas sie wcale moze
tak bardzo finansowo nie poprawilo i moze w ogole nie dostanie wiecej.
Czytajac watek o alimentach zastanawialam sie nad roznymi racjami ale przy
niej wszystko bierze w leb.
W tej sytuacji w przyszlosci nie bedziemy miec skrupulow w obnizeniu
alimentow jesli sytuacja nasza finansowa sie pogorszy skoro ona tak
postepuje. Przez takie postepowanie ucierpi tylko dziecko. Tak sobie mysle,
ze na cholere czlowiek dazy do lepszego, gania za praca, mysli o innych,
wyrzeka sie dla siebie wygod i jak w naszym przypadku teraz bycia razem i
razem dojrzewania do przyjscia na swiat naszego dziecka. Na cholere bylo nam
to wszytko! Teraz czaka nas sprawa w sadzie, stracony czas i pieniadze.
Zaczynam rozumiec mezczyzn, ktorzy unikaja placenia alimentow, przepisuja
wszystko na obecnae partnerki albo pracuja cale zycie na czarno. Dochodze do
przykrych wnioskow, ze nie warto byc czlowiekiem, dbac i dazyc do lepszego.
Zobaczymy jeszcze jak ta sprawa sie zakonczy. Mam jednak nadzieje, ze sad
okaze sie sprawiedliwy i nie nauczy nas byc w przyszlosci wrednym i
bezwzglednym sad
Ludwinia

PS: do tego mam jeszcze mieszane mysli co do solidarnosci dzieci z pierwszego
i nastepnego zwiazku. W pelnej rodzinie jesli ktores z rodzicow ze wzgledu na
prace nie jest na codzien w domu to dzieci musza sie z tym pogodzic i
wspolorganizowac zycie w tykiej sytuacji. Natomiast w rodzinach rozbitych czy
dzieci juz nie maja takiego obowiazku? Wiem, bylo juz to w watku o
alimentach ale nadal mam zamieszane w glowie.

Chyba za duzo mysle sad
Obserwuj wątek
    • mikawi Re: Samo zycie - dlugie 27.06.05, 15:35
      hej, przykro się to czyta ale cóż... samo życie, my też się przekonaliśmy że
      bycie fair wobec eksi się nie opłaca.
      Pozostaje Wam czekac na sprawę, proponuję się do niej przygotować - zrobić
      zestawienie waszych niezbędnych wydatków, nie zapomnieć o wydatkach związanych
      z waszym dzieckiem. Uzasadnić że M. mimo utraty pracy nie obniżył alimentów
      tylko się na nie zadłuzył i teraz musi spłacać zadłużenie z tego tytułu, jednym
      słowem trzeba przedstawić wszystkie aspekty. A jeśli mimo to sąd podwyższy, po
      urodzeniu waszego dziecka złożyć pozew o obniżenie - bo M. doszło drugie
      dziecko wobec którego ma obowiązek alimentowania na równi z pierwszym.

      A ja myślę o czymś innym - samodzielne mamy wielokrotnie podkreślały że
      pojawienie się kolejnego dziecka eksa nie powinno rzutowac na wysokość
      alimentów, bo eks i next wiedzieli jakie mają obciążenia z tytułu alimentów na
      rzecz pierwszego dziecka. I proszę - wzięli od uwagę, zaplanowali, nie
      obniżali. I co? i plany można sobie o kant d... potłuc bo eks idzie do sądu z
      wnioskiem o podwyżkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka