Drogie Macoszki...

mieszkam (z córą) ze swoim M już od ponad 2 lat.
Pomieszkujemy u jego rodziców, my na dole, oni na górze. Nie wchodzimy sobie w
drogę, stosunki z nimi mogę uznać za poprawne. Mieszkanie zostało specjalnie
przystosowane na "przyjęcie" nasze dwójki więc mamy około 60 m. Nie mamy
zalegalizowanego związku, jego córka wpada do nas kiedy chce, rodzice
powiedzmy, że się nie wtrącają, ale jest jedno ale. Ta sytuacja zaczyna mi
ciążyć. Ciąży mi to, że nie czuję się tam jak u siebie, ciązy mi,że ktoś
kiedyś mi zarzuci że przyszłam na gotowe i nic mi się nie należy. Ciąży mi to,
że nie mogę tego mieszkania nazwać swoim domem, i to, że nie zapracowałam na
to. On oczywiście stara się mi wybić z głowy takie mysli, ale one ciągle
wracają. Mijają trzy lata od naszego "bycia razem", a mam wrażenie, że nadal
stoję w miejscu. NIe mam włąsnego kawałka, do którego mogłabym wspokojnie
wracać i wiedzieć, że jest to tylko moje... to taki mały brak poczucia
bezpieczeństwa. Ile lat można tak pomieszkiwać? Jak sądzicie? Może przesadzam
z tymi swoimi wywodami..., ale fakt, takiego pomieszkiwania zaczyna ciążyć. Bo
jestem w tej rodzinie, ale jako kto?? I ile lat można tak ciąznąć? Co sądzicie?