Chcialabym jeszcze raz podziekowac wszystkim, ktorzy udzieli mi porad w
poprzednim watku o problemach w moim związku. Chciałam wam powiedziec, ze
podczas dlugiego weekendu sięgnęliśmy dna – awantury osiagnegnely poziom
niespotykany wczesniej i atmosfera była naprawdę ciezka. Ale wyniknęła z tego
taka korzysc, ze do chłopa wreszcie dotarlo, jak powazna jest sytuacja i
wczoraj udalo się nam przeprowadzc konstruktywna rozmowe. On powiedział
troche ( troche, bo w przeciwieństwie do mnie się nie przygotowal

) o tym,
co mu przeszkadza, ja powiedzilam duzo więcej, bo spisałam to sobie na
karteczce

). Będzie myślał o tym co usłyszał i wrocimy do tematu.
Czuje troche wiekszy optymizm teraz, może rzeczywiście uda nam się wyjsc z
tego kryzysu? Nie wiem, czy nie będziemy się musieli odwołać do jakiejs
terapii, bo niestety miedzy checia zmiany wzorcow zachowan, a ich rzeczywista
zmiana niestety często zieje przepasc.
Ale wiecie co, cały czas mysle, ze jednak szkoda, ze nie porozmawiałam z
Exia

). Byłoby mi latwiej zrozumiec chłopa, nawet jeśli obraz
przedstawiony przez Exie bylby wykrzywiony. I tak samo zastanawiam się, czy
mojemu chlopu by nie pomoglo (hipotetycznie, bo nie wyobrażam soebie tego w
praktyce) porozmawianie z moim Exem. Dowiedziałby się wielu rzeczy o mnie –
nawet negatywnych, to tez wazne, i może latwiej byłoby mu mnie zrozumiec? Ale
oczywiście takie rozmowy się nie odbędą, wiec mogę sobie gdybac do woli.